21.6 C
Warszawa
niedziela, 26 czerwca 2022

Wszystkie plany PiS-u

Koniecznie przeczytaj

Mija już siedem miesięcy, od kiedy Prawo i Sprawiedliwość przejęło władzę. W wielu obszarach doszło już do rewolucji, lecz wydaje się, że największe zmiany dopiero nadejdą. Oto, czego możemy się spodziewać w nadchodzącym półroczu.

W czerwcu Rada Ministrów zajęła się założeniami swojego pierwszego, autorskiego budżetu na 2017 rok. Pozornie nie różni się on niczym szczególnym od budżetów z poprzednich lat, jednakże jego wykonanie będzie w sporej mierze zależało od realizacji najważniejszych punktów programu gospodarczego rządu. Mowa w szczególności o podatku handlowym oraz bankowym, które mają współgrać z wielką akcją uszczelniania systemu podatkowego. Rząd Beaty Szydło pokłada w nich spore nadzieje, gdyż do zrealizowania pozostaje mnóstwo obietnic wyborczych.

Nowe podatki mają za zadanie sfinansować wiele programów, którymi od ponad siedmiu miesięcy żyje cała Polska, a więc: programu 500 plus, Mieszkanie Plus, obniżenie wieku emerytalnego, wprowadzenie ustawy o pomocy dla frankowiczów, czy też wyższej kwoty wolnej od podatku. Wprowadzaniu w życie wspomnianych programów towarzyszy jednocześnie zakulisowa walka ze środowiskami, które na nich najmocniej tracą, m.in. z sektorem bankowym. O tym, jak wielką niechęć w środowisku bankowym budzi nowy podatek oraz przymusowy program przewalutowania kredytów we frankach świadczą chociażby nieustanne ustępstwa, na jakie władza idzie w stosunku do całego sektora (np. drastyczna obniżka limitu transakcji gotówkowych). Analogicznie, prace nad podatkiem handlowym wciąż się nie zakończyły, co pokazuje tylko, jak bardzo niepewne są podstawowe założenia budżetowe na kolejny rok.

Problem budżetu, który wedle zapewnień premier oraz ministra finansów jest stabilny i niezagrożony, wydaje się jednak nie uwzględniać kolejnych punktów programu gospodarczego Prawa i Sprawiedliwości, których ogłoszenia możemy się spodziewać jeszcze w tym roku. Ich finalny kształt nie jest wszak jeszcze znany, choć może mieć istotny wpływ na finanse państwa.

Co nas czeka

Po pierwsze, pomimo wielomiesięcznych prac i dyskusji nie znamy wciąż ostatecznego kształtu ustawy o pomocy frankowiczom. Według zapewnień przedstawicieli Kancelarii Prezydenta ustawa ma zostać złożona do Sejmu jeszcze w czerwcu, co niekoniecznie musi oznaczać jej przyjęcie. Trwające od dłuższego czasu przeciąganie liny między sektorem bankowym a państwem i organizacjami zrzeszającymi dłużników przyniesie bez wątpienia dodatkowe koszty po stronie podatnika, który będzie musiał współuczestniczyć w kosztach niezwykle kosztownego przewalutowania.

Po drugie, do końca roku ma zostać przyjęta ustawa ustanawiająca harmonogram procesu obniżenia wieku emerytalnego. Rzecznik rządu wyraził się niedawno, że realne wprowadzenie tej zmiany może się dokonać dopiero ok. 2018 r., lecz część roszczeniowo nastawionego elektoratu PiS (szczególnie środowiska skupione wokół związków zawodowych) wywiera coraz silniejszą presję, aby obietnica ta została zrealizowana jeszcze wcześniej. Najbardziej prawdopodobne wydaje się, że rząd uchwali coś na kształt kolejnej obietnicy wyrażonej przy pomocy ustawy.

Do końca roku czeka nas także przyjęcie projektu ustawy wychodzącej naprzeciw oczekiwaniom osób samozatrudnionych oraz małego i średniego biznesu. Niechętna jakiejkolwiek obniżce podatków władza napotyka coraz większą presję także ze strony części własnego zaplecza politycznego, czego wyrazem były, chociażby obrady sejmowego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego. Wśród członków tego ciała znalazło się wielu polityków Prawa Sprawiedliwości, a także innych partii, którzy przygotowali specjalny program mający przynieść ulgę tysiącom osób, których kształt polskiego systemu podatkowego wpędza wprost do szarej strefy oraz znacząco obniża realne dochody. Po wielu tygodniach rząd podjął wreszcie temat, a wedle najnowszych doniesień najważniejsi decydenci w kraju realnie rozważają wprowadzenie nowych zasad, zgodnie z którymi prowadzący własną działalność gospodarczą o najmniejszych dochodach płaciliby wynoszący ok. 20 proc. podatek od obrotu. Nowy podatek zwalniałby tym samym od płacenia nie tylko podatku VAT, lecz także składki zusowskiej.

Wprowadzenie nowych zasad podatkowych dla samozatrudnionych oznaczałoby prawdziwą rewolucję. Można jedynie spekulować, że główny ośrodek decyzyjny w kraju najprawdopodobniej wyraził wstępną zgodę na jego wprowadzenie jedynie dlatego, że niesie on ze sobą obietnicę opuszczenia szarej strefy przez grono nawet 600 tys. osób. W ramach prowadzonej kampanii zwiększania przychodów budżetowych poprzez uszczelnianie systemu podatkowego władza nie lekceważy żadnej złotówki.

————————————————

Więcej w najnowszej „Gazecie Finansowej”

Autor

Poprzedni artykułCBA na tropie unijnej kasy
Następny artykułChińska ruletka

Najnowsze