2.1 C
Warszawa
wtorek, 6 grudnia 2022
Advertisement

But się pruje

Koniecznie przeczytaj

Brexit był dla brukselskiej biurokracji szokiem, a ostateczne reperkusje trudno w tej chwili przewidzieć. Tymczasem coraz większy niepokój budzi kondycja włoskiej gospodarki i polityki. Obydwa problemy są zresztą ze sobą powiązane, na co zwrócił uwagę były dyrektor generalny tamtejszego ministerstwa finansów. Czy jeszcze raz uda się zagłuszyć fundamentalne wątpliwości pozornie radosną retoryką?

NATO od Unii Europejskiej różni wiele – od zasad działania do listy członków. Obydwie instytucje mają jednak niewątpliwie ze sobą coś wspólnego – zarządzanie nimi w ostatnich miesiącach w równym stopniu przypomina gaszenie kilku pożarów jednocześnie. Pakt Północnoatlantycki musi radzić sobie z narastającą rosyjską presją zarówno w basenie Morza Śródziemnego, jak i Czarnego. Brexit był dla brukselskiej biurokracji szokiem, z którego obydwie strony będą wychodziły przez przynajmniej najbliższe pół roku, a ostateczne reperkusje trudno w tej chwili przewidzieć. Tymczasem coraz większy niepokój budzi kondycja włoskiej gospodarki i polityki. Obydwa problemy są zresztą ze sobą powiązane, na co zwrócił uwagę były dyrektor generalny tamtejszego ministerstwa finansów Lorenzo Codogno. Czy jeszcze raz uda się zagłuszyć fundamentalne wątpliwości pozornie radosną retoryką?

Zamach stanu?

Obecna sytuacja obydwu krajów na W wykazuje pewne cechy wspólne, przede wszystkim trudności z przewidzeniem rezultatów plebiscytu w istotnej kwestii ustrojowej. W przypadku Italii, tematem debaty jest reforma senatu zaproponowana przez premiera Matteo Renziego, któremu zależy na ustabilizowaniu popierającej go większości parlamentarnej, aby łatwiej przeforsować zmiany w ustawodawstwie dotyczącym gospodarki. Nowelizacja konstytucji zakłada ograniczenie liczebności izby wyższej do 95 członków reprezentujących 20 regionów republiki. Byłoby wśród nich 21 burmistrzów i 74 radnych najwyższego szczebla struktury samorządowej. Jako pełniący już inne odpowiedzialne funkcje, nie otrzymywaliby wynagrodzenia. Obecnie pensja senatora po doliczeniu dodatków i diet wynosi przeciętnie ponad 10 tysięcy euro miesięcznie.

Tak wyłoniona reprezentacje regionów będzie posiadać zmniejszone kompetencje, np. nie weźmie udziału w głosowaniach nad wotum nieufności dla rządu oraz innych procesach decyzyjnych, które dotychczas dzieliła z niższą izbą parlamentu. Transformacja potrwa kilka lat, ponieważ Włochy nie posiadają jednolitej daty wyborów samorządowych. W niektórych regionach odbędą się dopiero za cztery lata, dlatego senat w nowym kształcie ukonstytuuje się dopiero w 2020 lub 2022 roku. W kwietniu 2016 r. zmiany poparło 361 deputowanych, 7 było przeciw. Trzeba jednak zaznaczyć, że opozycja nie wzięła udziału w głosowaniu, zarzucając oponentom… łamanie ustawy zasadniczej oczywiście. W ten sposób propozycja nie uzyskała dwóch trzecich głosów, co zmusiło premiera do poddania kwestii pod osąd całego społeczeństwa.

Umacnianie pozycji

Nazywany przez przeciwników z racji niechęci do zastanych porządków „Człowiekiem Demolką” Renzi rzucił swój autorytet na szalę, zapowiadając dymisję w przypadku niekorzystnego wyniku rozpisanego na październik referendum. Skąd my to znamy? – mogliby zapytać Brytyjczycy. Europejscy analitycy finansowi alarmują, że Włoch nie stać na zejście z drogi reform, ponieważ upadek rządu ujawni nie tylko niedający się przezwyciężyć podział tamtejszej sceny politycznej, lecz również słabość bankowości. Trudno dziwić się tak alarmistycznemu podejściu, gdy chodzi o ambitny cel – przerwanie trwającą praktycznie od zjednoczenia Półwyspu Apenińskiego, a na pewno od przywrócenia ustroju republikańskiego, korowodu jałowych dyskusji w parlamencie i nieustannych zmian gabinetów.

Inauguracja kampanii mającej skłonić mieszkańców kraju do głosowania „za” odbyła się 5 maja w teatrze Niccolini w rodzinnym mieście Renziego – Florencji. Zwolennicy zmian zapowiadają, że spróbują dotrzeć do wszystkich obywateli, apelując do ich poczucia zdrowego rozsądku i dumy narodowej. Być może obawy premiera są przedwczesne. Według sondaży przeprowadzonych w kwietniu 58 procent Włochów było gotowych poprzeć proponowane zmiany. Gdyby te wyniki utrzymały się, reformatorom nie przeszkodziłby systematyczny od lutego 2014 r. spadek notowań Partii Demokratycznej. Inicjatywa znajduje się jednak po stronie obawiającej się trwałej utraty wpływu na stanowienie prawa opozycji. Wytyka ona Renziemu przeforsowanie w ubiegłym roku korekty ordynacji wyborczej przewidującej system proporcjonalny i dodatkowe mandaty dla zwycięzcy wyborów, który będzie „z urzędu” dysponował 340 głosami w liczącej 630 członków Izbie Deputowanych. Pozwala ona także przywódcom rywalizujących ugrupowań wyznaczać liderów listy z największą szansą na elekcję oraz w zgodzie ze wciąż modną poprawnością polityczną wprowadza obowiązek przynajmniej 40-procentowej obecności kobiet wśród kandydatów.

Niepewność z obydwu stron

Partie, które w skali kraju otrzymają mniej niż 3 proc. głosów, nie będą reprezentowane w parlamencie. Jeżeli żadne ugrupowanie nie uzyska 40-procentowego poparcia w danym okręgu, odbędzie się dogrywka z udziałem dwóch najpopularniejszych pretendentów. Nawet niektórzy koledzy partyjni szefa rządu mieli wątpliwości, czy proponowane zmiany nie idą za daleko. Ma się rozumieć – publiczna dyskusja nad tą rewolucją trwała ponad rok, przeciwnicy idei zbojkotowali końcowe głosowanie (prawie 50 deputowanych Partii Demokratycznej było przeciw)… i również o mały włos nie skończyło się referendum. Poprawione ustawodawstwo pozostanie martwą literą, dopóki nie pojawi się zielone światło na przebudowę senatu.
Przywódca centroprawicowej formacji Forza Italia Renato Brunetta uważa, że florentyńczyk nadużywa swojej pozycji, ponieważ sam nie zdobył swojej pozycji dzięki głosom elektoratu, lecz w wyniku wewnątrzpartyjnych tarć, których ofiarą padł jego poprzednik Enrico Letta. Aby zwiększyć swoje szanse na sukces, opozycja chce wprowadzenia do plebiscytu dodatkowych pytań. Populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd podejrzewa demokratów o próbę odwrócenia uwagi od ich słabych notowań w perspektywie zbliżających się wyborów burmistrzów największych metropolii, np. Rzymu. Renzi podpiera się autorytetem byłego prezydenta i dożywotniego senatora, 90-letniego już Giorgio Napolitano. Nawet jednak on przestrzega młodszego kolegę przed powtórzeniem losu Camerona i nadmierną personalizacją kampanii. Wtóruje mu były premier Mario Monti, oskarżający swojego następcę o „polityczny hazard”.

Po pierwsze gospodarka

Premier podkreśla, że ograniczenie politycznej deliberacji przyczyni się do poprawy wskaźników ekonomicznych Italii. Rządowe prognozy zakładały na 2016 rok wzrost gospodarczy o 1,2 proc. (o 0,4 proc. więcej niż rok wcześniej). Narodowy instytut statystyki spodziewa się wyniku o 0,1 proc. niższego. To o pół punktu procentowego mniej niż średnia dla strefy euro. Powolną poprawę po okresie kryzysu stymuluje głównie popyt wewnętrzny – zagraniczny wciąż pozostaje ujemny. W pierwszym kwartale roku bezrobocie spadło do poziomu 11,3 proc. Dalsza poprawa jest uzależniona nie tylko od ogólnej światowej koniunktury, lecz również od reakcji rynków na wciąż rosnący włoski dług publiczny. W 2016 r. prawdopodobnie przekroczy on 132 proc.

Rząd planuje wzrost inwestycji o 2,7 proc., szczególnie w poszkodowanym w wyniku kryzysu sektorze budowlanym oraz w przemyśle. To wciąż włoska pięta Achillesa. W latach 2009-2015 poziom inwestycji w całej strefie euro spadł o 1,3 proc., w tym w Niemczech o 0,8 proc., we Włoszech o 3,5 proc., w Hiszpanii – o 3,9 proc. Rzym i okolica słabo wypadają pod względem nakładów na gospodarcze innowacje (wskaźnik 16,6 proc. w porównaniu z 24 proc. w przypadku Francji i 17,8 proc. Niemiec). W 2015 r. Italia była jedynym krajem rozwiniętym o niższym poziomie produktywności rozumianej jako iloraz produktu krajowego brutto i liczby godzin roboczych niż osiem lat wcześniej.

Długi banków

Od ekonomicznej mizerii nie odbiegają lokalne instytucje finansowe. W kwietniu br. rząd został zmuszony do utworzenia funduszu ratunkowego Atlante o kapitale 4,2 mld USD euro. Ma się on zajmować wykupem pożyczek ze złą historią kredytową z najsłabszych banków oraz inwestowaniem w ich udziały z nadzieją, że poprawa ich kondycji wpłynie na jakość całego lokalnego biznesu. O ironio, w najgorszym stanie znajduje się najdłużej działający bank kraju i całego świata – Monte dei Paschi di Siena. Jego konta obciążają „złe pożyczki” o łącznej wartości 47 mld euro. Europejski Bank Centralny nalega na redukcję tej sumy o 8 mld euro do końca 2017 r. oraz kolejne 6 mld euro w ciągu następnych 12 miesięcy. Całość „złych pożyczek” w tym kraju to 360 mld euro, czyli ponad trzy razy więcej niż balast amerykańskiego systemu bankowego w szczytowym okresie kryzysu finansowego!

Przedostanie się informacji o negocjacjach do mediów, spowodowało spadek cen udziałów finansowego matuzalema o ponad 8 procent, do poziomu zaledwie 0,3 centa za jedną akcję. Obecnie można mówić o wytworzeniu się błędnego koła. Najbardziej zadłużony budżet strefy euro po greckim nie jest w stanie uzdrowić sytuacji banków, one zaś nie potrafią wygenerować wpływów do niego. Specjaliści obawiają się, że zapowiedzi państwowej pomocy to blef Renziego, któremu na efektywne wsparcie sektora ponoć brakuje ok. 35 mld euro. Aby zapobiec katastrofie, potrzebna byłaby interwencja Brukseli, co oczywiście byłoby złamaniem obowiązujących reguł, o czym już zdążyła przypomnieć Angela Merkel. Nazwała włoskie prośby „nieprzekonującymi”, stwierdziła też, że Komisja Europejska nie może zmieniać przepisów co dwa lata.

Jak kukułcze jajo

Renzi – lider, jakby nie patrzeć, trzeciej co do wielkości gospodarki spośród używających euro jako waluty – odparł na takie dictum, że „nie da się pouczać byłej nauczycielce”. Trudno jednak dziwić się kanclerz Niemiec, ponieważ włoska anarchia skompromitowałaby dopiero co wprowadzone lansowane przez nią mechanizmy oszczędnościowe. Minister finansów Pier Carlo Padoan bardziej wstrzemięźliwie zapowiedział, że miejscowe banki mogą liczyć na pomoc w osiągnięciu płynności, ale nie rekapitalizację. Źródła zbliżone do gabinetu nie wykluczają „samodzielnego rozwiązania problemu” w postaci zwiększenia kapitału Atlante lub założenia osobnego funduszu zajmującego się jedynie walką ze skutkami ostatniego kryzysu finansowego.

Na razie jednak plany te są zawieszone w próżni, ponieważ nie wiadomo, jak długo demokraci pozostaną przy władzy i czy ich następca będzie chciał realizować ich zamierzenia. Właściciele „zainfekowanych” rachunków w upadających bankach mogą przecież zemścić się na ludziach Renziego przy urnach w przypadku przepadku ich oszczędności. Na razie Atlante przy współpracy z Rotschildem koncentruje się na sprzedaży instytucji, które sprowokowała jego powstanie: Banca Popolare di Vicenza. W tym celu oczyszczony ze złych kredytów i wzmocniony 500 mln z państwowej Cassa Depositi e Prestiti pożyczkodawca zostanie podzielony na kilka mniejszych podmiotów.
Nie wiadomo jednak czy znajdą się chętni na transakcję, ponieważ prokuratura prowadzi pod adresem władz banku śledztwo w sprawie manipulacji rynkiem. W związku z tym dochodzeniem policja przeszukała jego biura. Finansistom z Vicenzy grozi także konieczność wypłaty 1,4 mld euro odszkodowań klientom, którym sprzedali akcjom po zawyżonych cenach. Wśród potencjalnych nabywców wymieniane są fundusze private equity Apollo, Cerberus i Lone Star. Jak nieoficjalnie wiadomo, podobnie jak ich rywale z branży Apax i TPG Capital prowadzą one obecnie rozmowy na temat wykupu innych ratowanych przez Atlante instytucji: Banca Etruria, Banca Marche, CariFe oraz CariChieti.

Wszechobecne rozczarowanie

Odejście Renziego ze stanowiska na pewno ożywiłoby silne we Włoszech antyeuropejskie resentymenty. Czerwcowy sondaż amerykańskiego Pew Research Center wykazał, że sympatia do wspólnych instytucji politycznych nad Tybrem spadła w porównaniu do poprzedniego roku o 6 punktów procentowych. Entuzjazm do integracji zaczął opadać już w momencie zastąpienia liry przez euro, które duża część populacji wiązała ze wzrostem cen. Powolne wychodzenie z kryzysu gospodarczego również niekiedy zrzucano na narzucane przez Brukselę rozwiązania oszczędnościowe. Dużym ciężarem dla śródziemnomorskiego kraju jest konieczność zapewnienia schronienia ponad 300 tysiącom uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki. Koszt tej pomocy humanitarnej wynosi ponad 3 mld euro.

Rosnące niezadowolenie mas prowokuje Renziego do wypowiedzi takich jak wspomniana wyżej, a także do gróźb zablokowania wypłaty funduszy strukturalnych dla wstrzymujących się od przyjmowania migrantów państw Europy Środkowo-Wschodniej oraz kwestionowania zasad porozumienia UE z Turcją. Taka polityka jest krytykowana przez Montiego i Lettę. Można powiedzieć: „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” – ten pierwszy był w latach 1995-2004 eurokomisarzem ds. konkurencji… Niechęć do ponadnarodowej biurokracji nie jest typowa jedynie dla starszego pokolenia czy też mieszkańców uboższego południa kraju. Włosi stracili wiarę, że rezygnacja z części narodowych uprawnień uchroni ich przed ekscesami lokalnych elit.

Kolejni wyjdą?

Na potknięcie obecnego premiera czekają bardziej radykalne ugrupowania: Ruch Pięciu Gwiazd i lubująca się w antyimigranckiej retoryce Liga Północna. Obydwa oficjalnie nie stawiają sobie za cel doprowadzenia do referendum podobnego do tego, które odbyło się w czerwcu w Wielkiej Brytanii, ponieważ w odróżnieniu od niektórych z ich wyspiarskich odpowiedników, ich liderzy są świadomi braku alternatywnego planu utrzymania lub wzmocnienia pozycji ich ojczyzny w świecie. Wybory parlamentarne w 2018 r. będą jednak na pewno areną interesujących i bezwzględnych konfrontacji.

Na razie Renzi próbuje uśpić czujność swych dyskutantów z północy składając kwiaty na grobie ojca duchowego obecnego oblicza Unii Altiero Spinelliego na wyspie Ventotene koło Neapolu. Polityk nazwał tę wyprawę „powrotem do zapomnianych korzeni integracji”, jednocześnie odcinając się od opracowanej przez zmarłego w 1986 r. lewackiego filozofa koncepcji Stanów Zjednoczonych Europy. Wątpliwe jednak, aby przy stole negocjacji ekonomicznych, w sytuacji wyboru między niezgodnym z zasadami zastrzykiem od Brukseli a dociśnięciem podatkowej śruby pamiętano o tych historycznych subtelnościach…

Autor

Poprzedni artykułOprogramowanie dla firm
Następny artykułFitch ma rację

Najnowsze