21.6 C
Warszawa
środa, 29 czerwca 2022

Co Niemcy robią w Polsce

Koniecznie przeczytaj

Od 25 lat Niemcy finansują działalność obozu proniemieckiego w Polsce. To znajduje swoje odzwierciedlenie zarówno w polskiej polityce, jak i na polu obrony polskich interesów w UE, którą dzisiaj zarządzają politycy Republiki Federalnej.


17 października 2016 r. w gdańskim Dworze Artusa obchodzono 30. rocznicę powołania Trybunału Konstytucyjnego. W ramach tych uroczystości odbyła się jubileuszowa konferencja pt. Trybunał Konstytucyjny na straży wartości europejskich. Jej głównym organizatorem był prezydent Gdańska Paweł Adamowicz (PO), który już wcześniej zapowiedział, że gotów jest zorganizować taką imprezę. Najważniejszymi gośćmi tej rocznicowej konferencji byli: przewodniczący Komisji Weneckiej Gianni Buquicchio i prezes Trybunału Sprawiedliwości UE Koen Lenaerts. Obok nich pojawili się też przedstawiciele sądów konstytucyjnych z Litwy, Łotwy, Mołdawii i Ukrainy, a także liczni goście z Niemiec: przedstawiciele placówek dyplomatycznych RFN w Polsce, a także niemieckich fundacji i innych organizacji pozarządowych. Jak można było się spodziewać, w trakcie gdańskiej imprezy nie zabrakło bardzo krytycznych akcentów związanych z bieżącą sytuacją Trybunału Konstytucyjnego, który od roku pozostaje w ostrym konflikcie z rządem i parlamentem, a jego prezes prof. Andrzej Rzepliński stał się dzisiaj patronem całej antyPiS-owskiej opozycji w Polsce. To, że impreza rocznicowa Trybunału odbyła się w gdańskim Dworze Artusa, a nie w jego warszawskiej siedzibie, bądź w innym bardziej odpowiednim do tego miejscu, obecny prezes TK tłumaczył tym, że nie dysponował odpowiednimi funduszami, aby obchody zorganizować własnymi siłami. Te, jak sugerował Rzepliński, zostały mu obcięte i w związku z tym zmuszony był przyjąć propozycję zorganizowania rocznicowej imprezy przez prezydenta Gdańska.
Ka
żdy, kto myśli kategoriami dobrego zarządzania, mógłby stwierdzić, że prezes Trybunału Konstytucyjnego, musiał wiedzieć dużo wcześniej o tym, że taka rocznica się zbliża i mógł wygospodarować wcześniej pieniądze. Zostawmy jednak sprawę polityki budżetowej w Trybunale, bo przy okazji jego rocznicowej imprezy w Gdańsku wyszła sprawa o wiele bardziej niepokojąca, która w Polsce nie jest wyłącznie problemem Trybunału Konstytucyjnego, ale także wielu innych państwowych instytucji i urzędów z Sejmem i Senatem włącznie. Czyli to, kto faktycznie finansował rocznicową imprezę Trybunału w Gdańsku.

Sponsorzy z Niemiec

Początkowo wydawało się, że jubileuszowa impreza Trybunału Konstytucyjnego w Gdańsku została sfinansowana w całości przez władze Gdańska. Tak bowiem zapowiadał już wcześniej prezydent Adamowicz, kierując swoje zaproszenie na ręce Rzeplińskiego. Potem okazało się jednak, że tak wcale nie było. Cała impreza kosztowała łącznie 87 tys. złotych, ale władze Gdańska na jej organizację przeznaczyły jedynie skromne 10 tys. złotych. A to wystarczyło jedynie na zapłacenie kolacji, jaką wydano z tej okazji i to przy uwzględnieniu sporego rabatu. Resztę funduszy musiała zorganizować Fundacja Gdańska, która od początku zajmowała się organizacją tej imprezy. Dzięki jej apelom udało się znaleźć tych, którzy zaoferowali dodatkowe pieniądze, jakie potrzebne były na pokrycie wszystkich kosztów związanych z organizacją jubileuszowej imprezy Trybunału. Wśród osób i podmiotów, które wyłożyły pieniądze na zorganizowanie gdańskich obchodów, znalazła się niemiecka Fundacja im. Konrada Adenauera, która wyłożyła na ten cel najwięcej, bo aż ponad 22 tys. złotych. Pieniądze te, jak wykazano w zbiorczym wykazie wydatków na całą imprezę w Gdańsku, miały zostać przeznaczone na obiad dla 250 gości oraz wydatki związane z tłumaczeniami wystąpień. Fakt ten wydaje się jeszcze bardziej zastanawiający, jeśli zauważymy, że sam prezydent Gdańska mówiąc o sponsorach uroczystości 30-lecia Trybunału w ogóle nie wymienił z nazwy Fundacji Adenauera. Gdy sprawa w końcu wyszła na jaw, przedstawiciel polskiego biura Fundacji Adenauera, Falk Altenberger, komentując sytuację powiedział telewizyjnym Wiadomościom, że taka konferencja wymaga niemałego wkładu finansowego, czy na tłumaczenia, czy na obsługę techniczną, na przerwy na kawę i lunch. I w tym Fundacja Adenauera miała swój udział”. To jednak nie uspokoiło spekulacji na ten temat. Nadal zastanawiano się, czy jest przypadkiem, że obchody 30-lecia działalności Trybunału Konstytucyjnego finansuje fundacja będąca narzędziem partii obecnej kanclerz Niemiec, Angeli Merkel. Nie od dzisiaj bowiem wiadomo, że Fundacja im. Konrada Adenauera (Konrad-Adenauer-Stiftung) to bardzo specyficzna instytucja, która nie ogranicza się wyłącznie do tego, że jak deklaruje, organizuje spotkania, konferencje, wystawy i prowadzi programy stypendialne w wielu krajach Europy, co ma m.in. przyczyniać się do zbudowania lepszych relacji z Niemcami. Tak naprawdę Fundacja Adenauera od początku swojego istnienia realizowała bardziej strategiczne cele z niemieckiego punktu widzenia. Dysponując potężnymi środkami, starała się jak mogła budować w krajach Europy Środkowo-Wschodniej środowiska, które byłyby wystarczająco proniemieckie, aby stanowić wsparcie dla polityki zagranicznej Niemiec i jej strategicznych celów. Temu miały służyć m.in. fundowane przez nią stypendia, przyznawane granty naukowe, a także wspieranie wielu stowarzyszeń, fundacji i organizacji pozarządowych, jakie działają w tych krajach. W ciągu kilkudziesięciu lat swojej działalności w naszym kraju, Fundacja Adenauera wygenerowała w Polsce potężne środowisko swoich beneficjentów, których zawodowe kariery, pozycja społeczna, prestiż nie byłyby możliwe bez jej wsparcia.

Niejedyna niemiecka fundacja

Fundacja Adenauera nie jest jedyną niemiecką fundacją, jaka działa w Polsce w ten sposób. Podobną działalność prowadzą niemieckie instytucje. Jest wśród nich równie potężna, jak Fundacja Adenauera, Fundacja im. Roberta Boscha, która specjalizuje się m.in. w tworzeniu różnych programów, adresowanych dla Polaków. Jak oficjalnie deklarują jej przedstawiciele, mają one wzmacniać niemiecko-polskie relacje. Fundacja Boscha zaczęła swoją działalność w Polsce jeszcze w latach siedemdziesiątych, zaraz po tym, jak w 1970 r. podpisany został układ normalizujący stosunki pomiędzy RFN a PRL. Od tamtej pory każdego roku Fundacja im. Roberta Boscha zapraszała kilkanaście osób z Polski, które jak określił niedawno Joachim Rogal – dyrektor tej fundacji „moglibyśmy z dzisiejszej perspektywy nazwać funkcjonariuszami administracji państwowej. W rzeczywistości byli to w większości pracownicy polskiego Ministerstwa Edukacji, którzy odpowiadali m.in. za ustalanie programów nauczania polskich szkół i ich późniejsze modyfikacje. To był prawdziwy strzał w dziesiątkę” niemieckiej fundacji, bo tak naprawdę to od nich zależała wiedza, jaką serwowano w polskich szkołach. Od nich zależało również to, kto mógł być następnym stypendystą niemieckiej fundacji. Dzisiaj fundacja Boscha ma w swoim dorobku prawie 10 tysięcy Polaków, którzy zostali beneficjentami realizowanych przez nią programów. Nic jednak dziwnego, bo dysponuje ona potężnymi środkami, jakie wpływają na jej konto z koncernu Boscha przemysłowego dziecka patrona fundacji Roberta Boscha. Jeśli idzie o środki finansowe, jakimi dysponują niemieckie fundacje, równie potężna, jak Fundacja Boscha jest również Fundacja Volkswagena (Volkswagen Stiftung), za którą stoi największy niemiecki koncern samochodowy. Ona również skierowała swoje zainteresowania na polski rynek, wyławiając z niego najzdolniejszych polskich naukowców i oferując im stypendia i bliską współpracę z niemieckimi naukowcami. Stara się ich jednak związać na trwałe z Niemcami, dając im szansę, o jakiej w Polsce nie mogą marzyć. Mocno aktywna od lat jest w Polsce również Fundacja im. Alexandra von Humboldta (Alexander-von-Humboldt-Stiftung), która również koncentruje się na polu naukowym, wspierając, jak deklaruje, współpracę pomiędzy polskimi a niemieckimi naukowcami. Pomimo tego, że polscy naukowcy nie mają zbyt wysokich notowań w Niemczech (podobnie zresztą, jak i w innych krajach Europy Zachodniej), niemiecka fundacja bardzo chętnie zaprasza ich do Niemiec fundując pokaźne stypendia. Robi to zresztą od lat, a z jej oferty skorzystały już tysiące polskich naukowców. Z jej inicjatywy zostało założone nawet w Polsce Societas Humboldtiana Polonorum” (SHP), które jest stowarzyszeniem skupiającym byłych i aktualnych stypendystów Fundacji im. Alexandra von Humboldta. Jak deklarują jego działacze, ma ono kultywować i rozwijać ducha polsko-niemieckiej współpracy.

O ile Fundacje Boscha, Volkswagena i Humboldta mają charakter przemysłowo-naukowy (stoją za nimi wielkie niemieckie koncerny i oferują projekty naukowo-badawcze), o tyle inne niemieckie fundacje, jakie działają w Polsce mają już znacznie bardziej polityczne konotacje, jak jest to w przypadku wspomnianej już Fundacji Adenauera. Bardzo aktywna w naszym kraju od wielu lat jest Fundacja im. Friedricha Eberta (Friedrich-Ebert-Stiftung), która w przeciwieństwie do Fundacji Adenauera jest narzędziem niemieckich socjaldemokratów (SPD), współtworzących dzisiaj gabinet Angeli Merkel. Ona również, jak oficjalnie deklaruje, wspiera w Polsce programy społeczne, edukacyjne, badawcze i rozwija polsko-niemiecką współpracę na różnych polach. Inną niemiecką fundacją, jaka bardzo aktywnie działa dzisiaj w Polsce, jest Fundacja im. Friedricha Naumanna. Ta z kolei ma bardzo bliskie powiązania z niemieckimi liberałami spod znaku FDP, którzy jednak w wyborach w 2013 r. zupełnie nie popisali się i po raz pierwszy w historii znaleźli się poza niemieckim Bundestagiem. Jak można przeczytać na stronach tej fundacji, wspiera ona przemiany demokratyczne i budowę społeczeństwa obywatelskiego, chociaż jak podkreśla, w przypadku Polski równie istotne są dla niej polskie doświadczenia członkostwa w UE. Stosunkowo najmłodszą niemiecką fundacją, z której działalnością możemy się spotkać w Polsce jest założona w 1997 r. Fundacja im. Heinricha Bölla (Heinrich-Böll-Stiftung), która jest z kolei agendą niemieckiej Partii Zielonych. Tak jak większość wcześniej wymienionych niemieckich fundacji, ona również oficjalnie głosi propagowanie demokracji, solidarność i niestosowanie przemocy. Jej mottem działania są słowa jej patrona, noblisty Heinricha Bölla: „wtrącanie się jest jedynym sposobem na pozostanie realistą”. I niemiecka fundacja stara się wtrącać w polskie sprawy, zwłaszcza po tym jak PiS doszło do władzy, poddając ostrej krytyce sytuacje w Polsce i wyraźnie wspierając tych, którzy są dzisiaj opozycją.W ostatnich latach można spotkać się jeszcze z aktywnością dwóch innych niemieckich fundacji: Fundacji im. Róży Luksemburg (Rosa-Luxemburg-Stiftung) oraz Fundacji Hirschfeld-Eddy (Hirschfeld-Eddy-Stiftung). Ta pierwsza została założona przez działaczy Die Linke – niemieckiej skrajnie lewicowej partii, założonej przez byłych komunistów z dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej (DDR), której ideologią jest socjalizm w czystej postaci. Ona również ma swoich przedstawicieli w niemieckim Bundestagu. Fundacja im. Róży Luksemburg eksportuje do Polski ideologię, którą wyznaje i jak się okazuje ma ona w Polsce także swoich odbiorców. Przedstawiciele jej warszawskiego biura mają bliskie kontakty ze środowiskiem polskiej Krytyki Politycznej. Ma też w Polsce swój portal, którego lektura może ekscytować (znajdziemy tam m.in. pochwałę PZPR, zaliczonej do europejskiej lewicy).

Druga z niemieckich fundacji – Fundacja Hirschfeld-Eddy jest nawet jeszcze groźniejsza, bo specjalizuje się” w ochronie praw gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów i promocji ideologii LGBT. Fundacja ta została założona w 2007 r., aby upamiętnić osobę FannyAnn Eddy – działaczki na rzecz praw gejów i lesbijek i propagatorki stowarzyszeń LGBT pochodzenia afrykańskiego, którą zamordowano w 2004 r. w jej rodzinnym Sierra Leone. To właśnie jej przedstawiciele pomagali w Polsce organizować stowarzyszenia przeciwko homofobii, wydatnie wspierając je swoimi środkami finansowymi. Działacze tej fundacji mieli m.in. kontakty z posłami Ruchu Palikota. Nie jest wykluczone, że wspierali finansowo niektóre organizowane przez nich happeningi, marsze i protesty. W każdym razie w przypadku tej ostatniej niemieckiej fundacji jest ona dlatego tak niebezpieczna, ponieważ bardzo intensywnie poszukuje takich organizacji w Polsce, które mogłyby na jej zlecenie i za jej środki promować małżeństwa gejów, lesbijek, transwestytów i szeroko promować w społeczeństwie postulaty ruchów LGBT.

Oddziaływanie niemieckich fundacji

Po roku 1989 prawie wszystkie wymienione przez nas niemieckie fundacje otworzyły swoje przedstawicielstwa w Polsce. W czasach komunistycznej PRL ich przedstawiciele działali zazwyczaj pod szyldem ambasady RFN w Warszawie lub w ramach niemieckich konsulatów (Gdańsk, Wrocław, Kraków). Głównie dlatego, że strona niemiecka obawiała się prowokacji komunistycznej bezpieki i ewentualnego skandalu na linii Warszawa Bonn. Wraz z uruchomieniem swoich przedstawicielstw w Polsce na początku lat 90., niemieckie fundacje miały już nieograniczone możliwości działania w naszym kraju. Mogły bez żadnych ograniczeń fundować stypendia, granty, wspierać wybrane polskie stowarzyszenia i fundacje, instytuty, szkoły oraz podejmować w Polsce innego rodzaju inicjatywy. Mogły też obdarowywać odznaczeniami i prestiżowymi nagrodami. I to robiły. Obdarowanym polskim obywatelom nie przeszkadzało, że patroni niemieckich fundacji zapisali się w polskiej historii jak najgorzej. Wystarczy wspomnieć, że kanclerz Konrad Adenauer był konsekwentnym przeciwnikiem uznania granicy na Odrze i Nysie, prezydent Ebert sprzeciwiał się przyłączeniu do Polski Śląska, Pomorza i Wielkopolski, z kolei Naumann podczas I wojny światowej stworzył koncepcję Mitteleuropy, czyli podporządkowania całej Europy Środkowej (w tym ziem polskich) państwu niemieckiemu, natomiast komunistka Róża Luksemburg do końca kwestionowała polskie dążenia niepodległościowe.

Tak przez lata tworzył się w Polsce krąg ludzi, którzy czując się zobowiązanymi wobec swoich niemieckich darczyńców i po jakimś czasie albo koniunkturalnie przyjmowali niemiecką optykę widzenia spraw i problemów współczesnej Europy, albo do takiej właśnie optyki się przekonywali. A to sprawiło, że dzisiaj nie są oni już w stanie myśleć kategoriami narodowego interesu i konieczności walki o polskie sprawy na arenie międzynarodowej. Proces ten trwa już od wielu lat i z perspektywy funkcjonowania państwa stanowi bardzo poważne zagrożenie. Bo tak naprawdę działalność niemieckich fundacji w Polsce sprawia, że mamy do czynienia w naszym kraju z działalnością obozu proniemieckiego, który nie tylko nie widzi przyszłości naszego kraju inaczej niż tylko w bliskich relacjach z Niemcami, ale i jest w stanie w każdej sytuacji poświęcić polskie interesy na rzecz rozwiązań, jakie dzisiaj zaproponują Niemcy. Działalność obozu proniemieckiego możemy znaleźć na wielu polach naszego kraju. To przede wszystkim politycy, wysocy urzędnicy państwowi, polscy dyplomaci, którzy są wspierani przez niemieckie fundacje (niekoniecznie bezpośrednio), godząc się bezwiednie na rozwiązania wewnątrzunijne korzystne jednie dla Niemiec. To także polscy dziennikarze, którzy relacjonując rzeczywistość, robią to w takim samym duchu jak media niemieckie, nieprzyjazne Polsce. To także polscy naukowcy obdarowani pokaźnymi stypendiami i grantami przez niemieckie fundacje, którzy zabierając publiczny głos bronią zawsze niemieckich rozwiązań, czegokolwiek by one nie dotyczyły. Tak naprawdę wszyscy z nich w imię poprawności relacji z Niemcami są w stanie zgodzić się z każdym niemieckim kłamstwem, nawet tym, które mówi, że II wojna światowa i jej wszystkie zbrodnie to nie dzieło Niemców, ale hitlerowskiego systemu. I bez znaczenia jest fakt, że to sami Niemcy stworzyli hitlerowski system zagłady, który w Polsce wymordował prawie 6 mln obywateli.
Nie tylko silny obóz proniemiecki jest owocem niemieckich fundacji w Polsce. Niektóre z nich postawi
ły sobie za cel całkowite rozmontowanie tradycyjnej polskiej świadomości, opartej na katolickiej wierze i tradycji, która w ich ocenie jest największym dzisiaj zagrożeniem i to nie tylko w aspekcie polsko-niemieckich relacji. Chcą tego dokonać poprzez zaimplementowanie do Polski najbardziej destrukcyjnych lewackich ideologii. Te, jak możemy zauważyć, od kilku lat wlewają się do naszego kraju niczym woda przez przerwaną tamę.
Niestety w Polsce nikt na razie nie dostrzega tych problemów. I dlatego tak trudno stworzy
ć jest w Polsce front obrony przed niemieckimi fundacjami. Mogliśmy się o tym przekonać przy okazji 30. rocznicy działalności Trybunału Konstytucyjnego, która to uroczystość jak wspomnieliśmy, została sfinansowana przez niemiecką fundację.


Autor

Poprzedni artykułPolicja ściąga haracz
Następny artykułGospodarka rodziny Kimów

Najnowsze