11.8 C
Warszawa
niedziela, 2 października 2022

Puste obietnice

Koniecznie przeczytaj

Choć Sejm przyjął pierwszy pakiet zmian wchodzących w skład tzw. planu Morawieckiego, rząd wciąż nie kwapi się do tego, aby faktycznie ulżyć polskim podatnikom.

Przyjęta przez Sejm uchwała została przegłosowana ogromną większością głosów. Wśród 430 posłów, którzy ją wsparli, znaleźć można było przedstawicieli praktycznie wszystkich partii i klubów, co świadczy niewątpliwie o tym, że wszystkie siły polityczne rozumieją, iż presja społeczna na ułatwienie życia małym i średnim przedsiębiorcom zaznacza się coraz bardziej. Wobec rozrzutnej polityki socjalnej gabinetu Beaty Szydło coraz większej liczbie polityków zależy na tym, aby pokazać się jako zwolennicy wolności gospodarczej (z obietnicami obniżenia stawek VAT i PIT szło do wyborów także Prawo i Sprawiedliwość, lecz później zrezygnowało ze swych zapowiedzi). Z tego właśnie powodu cały Sejm zgodnie poparł projekt rządowych zmian.

Ciężko pracujący posłowie

Rolę swego rodzaju „koncesjonowanego” gospodarczego liberała w obecnym rządzie pełni od jakiegoś czasu wicepremier i minister finansów Mateusz Morawiecki. Celowo dobrano go spoza partii rządzącej, gdyż trudno tam znaleźć osoby, które byłyby przekonane do zasad wolnego rynku. Jego „plan” stanowić ma swego rodzaju biznesową strategię dla Polski, stanowiącą przeciwwagę dla wszystkich kosztownych, socjalnych zmian, które przez pierwszy rok wprowadziło Prawo i Sprawiedliwość.

Jako menedżer polskiej gospodarki Morawiecki wypada jednak do tej pory dość blado. Zamiast rozmawiać o jego dalekosiężnych wizjach rozwoju w kolejnych dekadach, opinia publiczna w Polsce coraz częściej komentuje jego słowne wpadki. Przy okazji dyskusji o utrzymaniu wynoszącej aż 30 tys. zł kwoty wolnej od podatku dla parlamentarzystów, wicepremier wyraził się, iż należy „docenić trudną pracę polityków” i nie zrównywać kwoty ze stawkami obowiązującymi dla reszty Polaków. Tego typu wypowiedzi na długo zapadają w pamięć, dlatego Morawiecki będzie musiał dwoić się i troić, aby zmienić opinię na swój temat ruchami, które mogłyby faktycznie zmienić życie Polaków na lepsze.

Na razie zmian tych nie widać. Prawo i Sprawiedliwość, które ustami Andrzeja Dudy wygłosiło już niemal półtora roku temu zamiar podwyższenia kwoty wolnej od podatku, dokonało w zeszłym tygodniu minimalnej korekty, która stanowi jeden wielki unik w stosunku do pierwotnych zapowiedzi. Zgodnie z wyborczymi obietnicami kwota ta miała zostać podniesiona do poziomu 8 tys. zł, lecz skończyło się jedynie na 6,6 tys. zł i to jedynie dla najsłabiej zarabiających (6,6-11 tys. zł w skali roku).

Zdając sobie sprawę, że wprowadzone zmiany stanowią jawne sprzeniewierzenie się wcześniejszym obietnicom, prezydent Duda błyskawicznie zapowiedział, że będzie walczył o to, aby kwotę wolną od podatku dochodowego podniesiono jeszcze przed 2018 rokiem. Wydaje się to jednak bardzo wątpliwe, gdyż uwzględniając kosmetyczność dokonanych zmian trudno jest oczekiwać, aby rząd decydował się na tak odważne kroki tuż przed kolejnymi wyborami do parlamentu w 2019 roku.

Według Ministerstwa Finansów podwyższenie kwoty wolnej od podatku dla 3,5 mln najmniej zarabiających przełoży się na spadek przychodów budżetowych o 1 mld zł, co stanowi bodajże najlepszą ilustrację dla wszelkich zmian dokonywanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Po ponad roku funkcjonowania „dobrej zmiany” można by się nawet pokusić o sformułowanie żelaznego prawa podatkowego rządu Szydło, zgodnie z którym rząd podwyższa podatki, nakłada nowe albo obniża w taki sposób, aby nie naruszyły struktury przychodów budżetowych w krótkiej perspektywie czasowej. Analogiczną i równie kosmetyczną zmianą było niedawne obniżenie stawki CIT do 15 proc.dla firm nieprzekraczających obrotów 1,2 mln euro rocznie. Zmiana ta dotyczyła względnie nielicznego grona podatników, a koszt jej wprowadzenia oszacowano na 270 mln zł rocznie. Rząd mógł się pochwalić w mediach obniżką podatku, choć faktyczny jej zasięg pozostaje znikomy.

Ostatecznie Prawo i Sprawiedliwość po raz kolejny potwierdziło, że prowadzi dość wyrachowaną grę, której celem jest zagospodarowanie głosów szerokich mas społecznych. Partii tej o wiele łatwiej przychodzi wprowadzanie w życie populistycznych schematów redystrybucyjnych, zaś rozwiązań sprzyjających wzmacnianiu przedsiębiorczości i niezależności zdecydowanie unika. Tymczasem ukrytym kosztem dalszego zamrożenia kwoty wolnej od podatku pozostaje wciąż rosnące obciążenie podatkowe polskiego społeczeństwa.

Wystraszeni przedsiębiorcy

Trwając przy niezmienionych od czasów III RP stawkach podatkowych Prawo i Sprawiedliwość będzie się musiało jednak wkrótce zmierzyć z problemem braku gotówki. Wiele projektów, które wprowadzono w ramach „dobrej zmiany”, okazało się o wiele bardziej kosztownych, niż zakładano. Dotyczy to chociażby flagowego programu 500 plus, który jak ujawniła niedawno minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska, kosztuje więcej, niż przewidywały pierwotne plany.

Dostrzegając pierwsze symptomy problemów z dopięciem budżetu, swojej frustracji nie kryje także Jarosław Kaczyński, który wyraził wściekłość na przedsiębiorców, którzy mają sympatyzować z opozycją i „nie chcą podejmować się różnego rodzaju przedsięwzięć gospodarczych, zyskownych, bo uważają, że lepiej zaczekać, że wrócą te dawne czasy”. Choć trudno kwestionować fakt, że przed przejęciem władzy przez PiS niektórzy przedsiębiorcy mogli liczyć na szczególne względy władzy, słowa Kaczyńskiego działają jak samospełniająca się przepowiednia.

Gdy Mateusz Morawiecki przejmował we wrześniu stery Ministerstwa Finansów, w jednej ze swoich pierwszych wypowiedzi zasugerował, iż bogatsi będą płacili w Polsce większe podatki. Choć słowa te nie przełożyły się do tej pory na zbyt wiele konkretnych działań, dla bezpośrednio zainteresowanych osób był to znak, że nadchodzą gorsze czasy. Obserwując poczynania rządu, który skupia się na wydatkach socjalnych oraz zapowiedziach wprowadzenia nowych podatków, wielu przedsiębiorców może faktycznie odczuwać sporą niepewność, która nie sprzyja dokonywaniu inwestycji.

Za efekt wyhamowującej gospodarki coraz bardziej odpowiedzialny staje się więc rząd Prawa i Sprawiedliwości, który niezręcznością swoich działań wprawia wszystkich w coraz większe zakłopotanie. Przyspieszyć gospodarki nie pomoże także pakiet wspomnianych zmian, które są na tyle kosmetyczne, że ciężko brać je na poważnie. Za realną ulgę dla sektora prywatnego ciężko przecież uznać m.in. publikację na stronach internetowych Ministerstwa Finansów interpretacji niektórych skomplikowanych przepisów podatkowych (jak przewiduje pakiet przyjętych przez Sejm zmian). Prawdziwa zmiana nastąpiłaby dopiero po znaczącym uproszczeniu tychże przepisów.

Uchylenie się od spełnienia obietnicy podwyższenia kwoty wolnej od podatku oraz utrzymanie nieproporcjonalnie wysokiej kwoty dla „ciężko pracujących” parlamentarzystów, doskonale obrazuje stan mentalny obecnej ekipy, która niezmiennie skupia się na działaniach prowadzonych na odcinku zwiększania przychodów budżetowych. 1 grudnia Sejm przyjął także „dużą nowelizację” ustawy o podatku VAT, która ma obowiązywać od 1 stycznia przyszłego roku. Nowelizację podporządkowano całkowicie wysiłkom na rzecz uszczelniania systemu podatkowego. Rząd Beaty Szydło wydaje się krańcowo zdeterminowany do walki z nadużyciami w zakresie wyłudzeń VAT oraz unikania opodatkowania, gdyż nowe przepisy przewidują powierzenie organom kontrolnym sporej władzy. Za „nieprawidłowo wystawioną fakturę” urzędnicy będą mogli m.in. nałożyć surowe kary finansowe.

Zmiany w ustawie wprowadzono przede wszystkim w celu walki z karuzelami podatkowymi oraz wszelkiego rodzaju wyłudzeniami i oszustwami, lecz niestety zwiększone kompetencje urzędników mogą zostać wykorzystane do utrudniania życia zwykłym i uczciwym przedsiębiorcom. Nieścisłe pojęcia oraz brak precyzji w niektórych sformułowaniach rodzą obawy, czy urzędnicy nie skorzystają z okazji do tego, aby pognębić niewinne osoby. Tym bardziej, że najbardziej wpływowy polityk obozu rządzącego nie kryje swojej niechęci wobec przedsiębiorców, których wiąże przede wszystkim z poprzednią ekipą.

Autor

Najnowsze