12.5 C
Warszawa
wtorek, 27 września 2022

Podrasowany sukces

Koniecznie przeczytaj

Przez osiem lat swoich rządów Platforma Obywatelska umiejętnie manipulowała wybranymi wskaźnikami gospodarczymi, aby uwiarygodnić rzekome pasmo swoich sukcesów.

Propaganda rządu Tuska była bez wątpienia niezwykle udaną kampanią marketingową, gdyż Polacy właściwie aż do dziś są przekonani, że rządy PO były na ogół udane i podtrzymały pozytywne trendy w polskiej gospodarce. Partia obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej nie przegrała w istocie wyborów w 2015 roku ze względu na kiepskie wyniki gospodarcze, lecz w wyniku afer oraz atrakcyjnych dla wyborców obietnic wyborczych PiS (a dokładniej: programu 500 Plus). W rezultacie wyborcy w Polsce są dziś przeświadczeni, że o ile PO zawiodła na kilku istotnych odcinkach, o tyle z gospodarką radziła sobie całkiem nieźle, by nie powiedzieć bardzo dobrze. Na taki obraz pieczołowicie pracuje także obecna ekipa rządząca, która ustami swojego przywódcy politycznego wyraźnie zadeklarowała, że gotowa jest „poświęcić PKB” na rzecz realizacji innych, priorytetowych celów. Warto także pamiętać o wielkim sporze PO z PiS-em sprzed dekady, kiedy to właśnie partia Tuska przedstawiała się jako obrończyni „Polski liberalnej”, co skutecznie utrwaliło jej odbiór jako formacji sprzyjającej gospodarce.

Okazuje się jednak, że platformerska propaganda sukcesu miała niezwykle kruche podstawy. Jedną z nich były tzw. karuzele podatkowe, które w sposób sztuczny zwiększyły w latach 2014-2015 wartość polskiego eksportu nawet o 30 mld zł. W 2014 roku wzrost PKB wyniósł 3,9 proc., rok później zaś 3,3 proc., uwzględniając jednak fikcyjność dość sporej części transakcji można z pewnością orzec, że wskaźnik ten po odpowiedniej weryfikacji będzie bez wątpienia niższy. Przymykając oko na proceder wyłudzania podatku VAT, PO mogło więc czerpać korzyści z podrasowanych statystyk, choć w dłuższej perspektywie taki proceder przynosi jedynie same straty.

Wskaźnik tempa wzrostu PKB został także odpowiednio zmanipulowany w czasie kryzysu, który dosięgnął praktycznie cały świat. Ówczesny premier Donald Tusk celebrował wówczas fakt, że Polska jako jedyna uniknęła recesji i udawało się jej wypracować dodatni wynik wbrew wszelkim przeciwnościom. Dopiero w ubiegłym roku ekonomiści niezależni od podległego rządowi Głównego Urzędu Statystycznego zweryfikowali oficjalne dane i pokazali, że w aż trzech kwartałach 2012 i 2013 roku PKB Polski faktycznie się skurczył. Biorąc zaś pod uwagę to, że karuzele podatkowe działają od wielu lat, skala zjawiska mogła być jeszcze większa.

Małe i większe manipulacje stanowiły specjalność ekipy Tuska, który przed wyborami w 2011 roku nie uciekł się nawet przed wykorzystaniem państwowych koncernów paliwowych do obniżki cen na stacjach benzynowych. Polacy dowiedzieli się o tym tylko i wyłącznie za sprawą afery podsłuchowej, w czasie której ujawniono wypowiedź prezesa PKN Orlen, Jacka Krawca, do którego Tusk po wygranych wyborach miał powiedzieć: „teraz k… to paliwo może być nawet po 7zł”. Ten skromny fragment mówił bardzo wiele o metodach działania ówczesnego lidera PO.

Wielki skok na statystyki

Najbardziej spektakularnym „skokiem” na oficjalne statystyki gospodarcze było jednak przejęcie 153 mld zł gromadzonych przez Polaków przez Otwarte Fundusze Emerytalne w lutym 2014 roku. Kierowany przez Andrzeja Rzeplińskiego Trybunał Konstytucyjny uprawomocnił wówczas działanie, które za jednym pociągnięciem poprawiło kilka niezwykle istotnych wskaźników. Przede wszystkim, jak pełen radości obwieścił wówczas światu minister finansów Mateusz Szczurek, deficyt publiczny zmniejszył się o 9 proc. Po drugie, posiadający wieczne kłopoty z wypłacalnością Zakład Ubezpieczeń Społecznych uzyskał środki na wypłatę świadczeń na długi czas.

Dla rządu Tuska najważniejsze było jednak to, że przejęcie środków z OFE pozwoliło na uniknięcie poważnych konsekwencji politycznych. Głównemu Urzędowi Statystycznemu polecono zmianę metodologii stosowanej w statystyce publicznej także w odniesieniu do lat 2010-2013 (metodę ESA 95 zastąpiła metoda ESA 2010). Dzięki temu niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniły się kluczowe czynniki, które brane są pod uwagę przez Brukselę przy stosowaniu procedury nadmiernego deficytu. Deficyt sektora instytucji publicznych udało się obniżyć nawet o 1,4 proc.

Kreatywne podejście Platformy Obywatelskiej do danych gospodarczych nie byłoby możliwe bez odpowiedniej współpracy ze strony Głównego Urzędu Statystycznego, który był za kadencji Tuska nad wyraz dyspozycyjny. Niektóre dane zostały przez tę instytucję skorygowane dopiero w 2016 roku jak choćby wspomniana wysokość wzrostu (spadku) PKB. GUS to relikt z czasów komunizmu, który jest rządzącym niezwykle potrzebny, niemniej jednak podawane przez niego dane bardzo często różnią się od tych, które podają m.in. zagraniczne instytuty badawcze.

Jednym z najbardziej zdumiewających przykładów swego rodzaju dezinformacji, jakiej dopuszcza się Główny Urząd Statystyczny, jest podawanie średniego wynagrodzenia na podstawie niepełnych danych. Rządowi statystycy biorą bowiem pod uwagę jedynie zarobki osób zatrudnionych w zakładach pracy liczących co najmniej 9 osób, pomijając jednocześnie całą resztę. W efekcie uzyskiwany wynik pozwala rządowi naliczyć wyższą stawkę świadczenia na rzecz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Jak do tej pory z metody tej nie zrezygnowała także nowa władza. Wielką manipulacją z okresu rządów Platformy Obywatelskiej było także przedstawienie polskich szkół jako gotowych do przyjęcia sześciolatków do szkół. Wprowadziwszy w życie kontrowersyjne przepisy, rząd przekonywał, że 90 proc. szkół było w praktyce gotowych na reformę. Nieoczekiwanie jednak projekt przygotowany przez ówczesną minister edukacji Krystynę Szumilas skrytykował państwowy sanepid, który wskazał, iż w aż 49 proc. przypadków szkoły nie posiadały odpowiedniej infrastruktury do przyjęcia małych dzieci, w ok. 700 przypadkach zaś sześcioletnie maluchy mijały się w szatniach i na korytarzach nawet z gimnazjalistami. Pomimo tak rażących uchybień rząd nie wycofał się ze swojego pomysłu i nie wyraził skruchy z powodu manipulacji, której się dopuścił.

Sporą manipulacją, której dopuszczała się równie Platforma Obywatelska, a którą kontynuuje Prawo i Sprawiedliwość, jest także nieuwzględnianie w statystykach faktycznej liczby ludności kraju. Szacuje się, że po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej w poszukiwaniu pracy wyjechało na stałe z Polski nawet ok. 2 mln osób. Ta bardzo przykra dla rządzących statystyka nie jest rzecz jasna brana pod uwagę, gdyż mogłaby mieć wpływ m.in. na liczbę głosów przysługujących Polsce w unijnych strukturach czy też wysokość unijnych dotacji. Żaden z rządzących na świecie nie jest zresztą skory do aktualizacji tak istotnego wskaźnika, choć w przypadku Polski dokonanie tego mogłoby zadziałać jako poważny sygnał alarmowy sygnalizujący potrzebę dokonania pilnych zmian. Prawo i Sprawiedliwość dokonując weryfikacji danych dotyczących faktycznego tempa wzrostu gospodarczego, pragnie najwyraźniej obniżyć nieco poprzeczkę dla swoich własnych poczynań. Ukazując sukcesy statystyczne Platformy, jako wynikające częściowo z przymykania oczu na oszustwa podatkowe, będzie się także starało pokazać, że wzrost gospodarczy dokonuje się także w wyniku afer i wyłudzeń. Bez wątpienia umocni to dotychczasowy kurs rządzącej ekipy, która patrzy z wielką rezerwą na sektor prywatny.

W tym kontekście warto byłoby jednak, aby podjęta została publiczna debata na temat niezależności i rzetelności organów odpowiedzialnych za opracowywanie kluczowych statystyk oraz danych. Pełna niezależność jakiejkolwiek instytucji publicznej od władzy wykonawczej to oczywiście utopia, niemniej jednak bezpośrednie wpływanie na podawane publicznie dane gospodarcze i statystyczne przez rządzących powinno mieć konsekwencje prawne. Tych zaś Platforma Obywatelska jak dotąd nie poniosła.

Autor

Poprzedni artykułMalowanie wyspy na zielono
Następny artykułBitwa o Polskę

Najnowsze