1.6 C
Warszawa
wtorek, 29 listopada 2022
Advertisement

Cena zbawienia Europy

Koniecznie przeczytaj

Nie ma wątpliwości, że Emmanuel Macron błyszczy niczym kometa na nieboskłonie europejskiej polityki, zapowiadając rewolucyjne zmiany. Natomiast spore wątpliwości budzi odpowiedź na pytanie o ich kierunek.

Choć deklarowanym celem Macrona ma być restart projektu Unia Europejska, to spoza integracyjnej retoryki brutalnie wyzierają francuskie partykularyzmy. Jednym z możliwych następstw może być renesans sojuszniczej osi Paryż – Moskwa, bez oglądania się na interesy i bezpieczeństwo naszej części Europy. Tak się bowiem składa, że ilekroć Francja przeżywała nawrót choroby mocarstwowej, tylekroć Europa Środkowo-Wschodnia traciła w niej wiarygodnego alianta.

Kometa Macron

Być może nazywanie Emmanuela Macrona polityczną kometą jest publicystycznym nadużyciem. Być może poprawniejsze byłoby nazwanie tej postaci symptomem. Bo też błyskotliwe zwycięstwo wyborcze Macrona niedysponującego ugruntowanym zapleczem partyjnym, zwiastuje nowe porządki na europejskiej scenie politycznej.

Przypomnijmy, że do niedawna Emmanuel Macron był jedynie technokratą znanym w relatywnie wąskim kręgu francuskiej i unijnej biurokracji (m.in. pełnił funkcje ministerialne). Taką pozycję zawdzięczał z kolei edukacji w elitarnych uczelniach francuskiej administracji oraz błyskotliwej karierze w instytucjach finansowych związanych z domem Rothschildów. Do wyborów prezydenckich stanął jako kandydat bezpartyjny, cieszący się poparciem błyskawicznie powołanego ruchu społecznego na rzecz reform – „Naprzód Republiko!”.

Tak naprawdę nie wiadomo, kto stał za organizacyjną, a zwłaszcza finansową stroną sukcesu wyborczego Macrona, ale wiadomo, że taka operacja wymagała ogromnych nakładów. Gdyby rzecz nie szła we Francji, można by śmiało zaryzykować porównanie ze szczególnie brzemiennym w skutkach rosyjskim cudem nad urną. W zadziwiająco podobny sposób oligarchowie nazywani rodziną jelcynowską wykreowali małego znanego urzędnika Kremla Władimira Putina.

Jak wiadomo w toku operacji, a raczej manipulacji społecznej o kryptonimie Następca, Putin otrzymał tekę premiera, po to, aby po przedterminowym ustąpieniu Borysa Jelcyna z urzędu głowy państwa, zostać wskazanym, jako jedynie słuszny pretendent, do „carskiego tronu”. Równie szybko powstał ruch społecznego poparcia Putina, przekształcony następnie w partię polityczną, która jako „Jedna Rosja” stała się kremlowskim filarem zawłaszczającym dla Putina rosyjską Dumę.

Oczywiście Macron to jednak nie Putin, być może zbieżność wynika po prostu z zastosowania podobnych technologii politycznych rozkręcających popularność kandydata wśród Francuzów. Tak czy owak, Macron wygrał prezydenturę w cuglach, bijąc na głowę przeciwników z tradycyjnych partii politycznych. Po czym korzystając z ogromnej popularności społecznej nowego prezydenta, ruch „Naprzód Republiko!” wygrał wybory do Zgromadzenia Narodowego, zdobywając większość gwarantującą parlamentarną swobodę działania. Wszystko razem oznacza nową rewolucję francuską, bo klęski doznały ugrupowania tradycyjnej prawicy i lewicy obecne na scenie politycznej od lat. Jak zauważył „The Guardian”, Macron jest zatem symptomem nowej rzeczywistości europejskiej, w której ze sceny politycznej schodzą dobrze znane i zgrane programy oraz reprezentujące je siły polityczne.

Dlaczego? Społeczeństwa zachodnioeuropejskie zawiedzione skutkami globalizacji, w tym unijnej integracji, chcą zmian i nowych sił spełniających ich postulaty. Jakie? Macron połączył w jednej platformie politycznej hasła konserwatywnego, czyli prawicowego liberalizmu ekonomicznego oraz ideologię lewicowego liberalizmu światopoglądowego. W praktyce obiecał gruntowne przemeblowanie społeczeństwa, czyli reformy dostosowujące Francuzów i Francję do realiów tejże globalizacji, której jawi się zagorzałym zwolennikiem.

Tyle że reformy będą bardzo bolesne. Po pierwsze, zburzą kastowość utrwalaną latami przez związki zawodowe oraz poszczególne grupy profesjonalne. Francuskie społeczeństwo jest bowiem podzielone ściśle grupowymi przywilejami, w tym zarobkowymi i emerytalnymi. Po drugie, Macron obiecał reformę systemu opieki społecznej, czyli następną świętą zdobycz francuskiego państwa nadopiekuńczego. Od teraz system ma przejść na tory docelowości, w związku z czym należy spodziewać się ograniczenia dotychczasowego rozdawnictwa, a szczególnie zasiłków dla bezrobotnych. Uporządkowaniu, czyli unifikacji ulegnie także system emerytalny, bo jak podkreśla „Le Figaro”, choć emerytury są dobrze finansowane, to przepisy dotyczące ich naliczania są tak skomplikowane, że w praktyce nikt nie wie, jaka będzie ich wysokość. A to ważne z punktu widzenia młodzieży wchodzącej na rynek pracy. Po trzecie, Pałac Elizejski zamierza zreformować edukację na wszystkich jej poziomach. Konstytucyjne równe prawo dostępu do oświaty ma napełnić się treścią, przestając odgrywać rolę werbalnego frazesu dzielącego w praktyce młodych Francuzów na równych i równiejszych, w zależności od cenzusu majątkowego. Aby jednak młodzieży nie przewróciło się w głowach, zasadniczym zmianom ulegnie prawo pracy. Co prawda zaostrzeniu ulegnie zapis o umowach bezterminowych, ale towarzyszyć temu będą ułatwienia w ich rozwiązywaniu. I po czwarte, prezydent obiecał reformę podatkową, bo Francja tkwi w gąszczu naliczania zobowiązań fiskalnych. Prezydent forsuje wzrost składek socjalnych i zdrowotnych przy jednoczesnym wprowadzaniu progresywnej skali podatkowej, proponując maksymalny próg na poziomie 30 proc. I pomyśleć, że po ćwierćwieczu intensywnych reform Polska ma jakieś kompleksy.

Pakiet Macrona ma wszak na celu modernizację społeczeństwa, państwa, a zwłaszcza gospodarki, tak aby włączyć Francję w obieg światowej wymiany handlowej oraz technologicznej. Brzmi pięknie, ale będzie wiązało się z ogromnymi kosztami. Tymczasem od dziesięciu lat gospodarka nie może wydobyć się z marazmu recesji. Od 2007 r. PKB przeliczane na głowę mieszkańca zmniejszyło się o 5 proc. Inwestycje o ok. 10 proc. tymczasem cały czas rośnie deficyt budżetowy i dług publiczny.

Nie pomaga już żonglerka danymi statystycznymi ani zmiana sposobu obliczania PKB w skali całej Unii Europejskiej. Przecież to Francja stała za pomysłem włączenia w krajowy produkt szacunkowych dochodów szarej strefy gospodarczej, po to, aby na tle zwiększonego w ten sposób PKB, zmniejszać sztucznie zadłużenie państwa. Tymczasem wbrew zasadom strefy euro, deficyt uparcie wynosi ponad 3 proc. produktu krajowego brutto. A trzeba pamiętać o międzynarodowych zobowiązaniach Francji. Macron z należnym rozgłosem medialnym oświadczył, że Paryż zamierza zwiększyć wydatki na obronność, tak aby wypełnić postanowienia NATO o 2 proc. PKB na cele wojskowe. I w tym momencie pora przejść do programu polityki zagranicznej Emmanuela Macrona. A także do wyzwań, jakie pomysły francuskiego prezydenta dla UE i Rosji, stanowią dla Polski.

————

Całość w najnowszej “Gazecie Finansowej”.

Autor

Poprzedni artykułMasa upadłości
Następny artykułCzy Chiny nas wykupią?

Najnowsze