2.2 C
Warszawa
piątek, 9 grudnia 2022
Advertisement

Groźby smoka

Koniecznie przeczytaj

Chiny zaczęły wykorzystywać siłę swojej gospodarki.

Nawet 10 mld USD rocznie straci rynek turystyczny w Australii w wypadku ogłoszenia bojkotu przez Chiny. Eksperci wskazują też inne obszary – jak szkolnictwo wyższe, które ucierpi na konflikcie z Pekinem.

Premier Australii Malcom Turnbull, który niedawno ogłosił projekt ustawy antyszpiegowskiej, z zaniepokojeniem obserwuje, jak wpływom Chin ulegają sojusznicy Australii – np. Korea Południowa. Problem jest jednak globalny. Turyści i studenci z Chin to miliardy dolarów, które Pekin może wykorzystywać do uprawiania polityki. I właśnie zaczął to robić.

Korea na kolanach

W grudniu do Pekinu udała się delegacja władz Korei Południowej na czele z prezydentem Moon Jae-in oraz 200 biznesmenami. Cel delegacji: naprawić stosunki dyplomatyczne z Chinami.
Pogorszenie się dwustronnych relacji na początku roku było dla Korei Południowej bardzo kosztowne. Liczba Chińczyków odwiedzających Koreę Południową spadła w 2017 roku aż o 70 proc.

W wyniku napięć na linii Seul – Pekin (związanych z instalacją amerykańskiego systemu antyrakietowego THAAD do obrony przed Koreą Północną, który według Chin będzie mógł szpiegować także ich terytorium) władze Chin zablokowały sprzedaż przez agencje turystyczne wycieczek do Korei Południowej.

O tym, jak bolesne są działania Pekinu, najlepiej świadczy przypadek Lotte (właściciel m.in. Wedla). Koreański oddział tej japońskiej korporacji musiał wycofać się z gigantycznej inwestycji w Chinach w związku z nagłymi inspekcjami przeciwpożarowymi (chińscy inspektorzy wystawiali negatywne oceny, uniemożliwiając dalszą działalność).

Blokowano koncerty gwiazd muzyki, chińscy klienci prowadzili nieoficjalny bojkot i protesty. Straty dla koreańskiego biznesu w tym roku oszacowano na 7,5 mld dolarów.

Australia ma problem

W grudniu władze Australii na czele z premierem Malcolmem Turnbullem ogłosiły projekt tzw. ustawy antyszpiegowskiej. Przewiduje ona m.in. zakaz zagranicznego finansowania organizacji politycznych. Było to pokłosie afery z przyjmowaniem pieniędzy od chińskich biznesmenów przez opozycję.

Przez kilkanaście dni na linii Pekin-Canberra zaczęło wrzeć jak nigdy w ostatnich latach, a politycy rządzących formacji oskarżać się nawzajem. Chiny uznały, że działania Australii to przejaw dyskryminacji, media mówiły o rasizmie. Canberra broniła się, że ustawa antyszpiegowska nie jest wymierzona tylko w jedno państwo i wszyscy są równi wobec prawa.

Konflikt wywołał spore niepokoje wśród australijskich biznesmenów w Chinach. Podsycają je chińskie media, których przekaz jest prosty: „Chiny muszą znaleźć taktykę, która pozwoli na to, by Zachód naprawdę odczuł ból” (za „Global Times”).

Australijski biznes najbardziej obawia się wprowadzenia przez Chiny zakazu importu australijskiej wołowiny. Gdy na początku bieżącego roku pojawiło się widmo jego wprowadzenia, minister handlu Steven Ciobo skutecznie interweniował w Pekinie.

Czy teraz problem uda się rozwiązać równie pokojowo? Australijskie media wskazują, że wizyta przedstawicieli władz Korei Południowej i wstrzymanie rozbudowy (co ważne – bez deklaracji o całkowitym usunięciu) amerykańskiego systemu antyrakietowego, przyniosło pozytywne efekty. Premier Turnbull z ustawy antyszpiegowskiej raczej się nie wycofa, jednak biznes oczekuje uspokojenia emocji i podsycania antychińskich nastrojów.

Chińczycy nad Wisłą

O tym, jak cenni są turyści i konsumenci z Chin najlepiej świadczą liczby. Nawet te z Polski. W tym roku pobity został bowiem rekord mieszkańców Państwa Środka odwiedzających nasz kraj.

Od stycznia do września bieżącego roku było to ponad 103,4 tys. osób. Tylko w pierwszym kwartale 2017 roku Polskę odwiedziło o 85 proc. więcej Chińczyków, niż w analogicznym okresie rok wcześniej – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Polska Organizacja Turystyczna liczy jednak na jeszcze lepsze wyniki w kolejnych latach.

– Spodziewaliśmy się przekroczenia magicznej granicy 100 tys. turystów z Chin w bieżącym roku, ale dane napływające z rynku napawają nas jeszcze większym optymizmem. (…) Przewidujemy, że do końca roku osiągniemy liczbę 130 tys. chińskich turystów – mówił „Wirtualnej Polsce” Robert Andrzejczyk, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej.

– Z danych GUS wynika, że w okresie od stycznia do września 2017 roku liczba gości z Chińskiej Republiki Ludowej (bez Honkongu i Tajwanu) wyniosła 103 tys. 415 osób, a liczba udzielonych im noclegów 168466. Wzrost w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku wyniósł odpowiednio 67,6 proc. oraz 60,9 proc. Z raportu GUS wynika też, że to właśnie turyści z Państwa Środka wydają w Polsce najwięcej ze wszystkich odwiedzających nasz kraj. Mieszkańcy Chin przeciętnie wydają w Polsce ponad 7,8 tys. zł. Dane o liczbie przyjazdów z Chińskiej Republiki Ludowej uzupełniają również wskaźniki dotyczące turystów z Honkongu. W pierwszych trzech kwartałach 2017 roku przyjechało do Polski prawie 9 tys. osób z tego regionu, którym udzielono 15,5 tys. noclegów. W porównaniu z analogicznym okresem 2016 roku to wzrosty o odpowiednio 23,1 proc. oraz o 27,4 proc. – przekonywała red. Ilona Raczyńska z „Wirtualnej Polski”.

W Polsce rośnie też liczba Chińczyków, którzy przyjeżdżają na dłużej. Nad Wisłą uczy się już kilka tysięcy studentów z Chin, którzy zostawiają tu niemałe pieniądze. To również tworzy możliwość otwierania prywatnych placówek dydaktycznych czy pobudza rynek deweloperski.
Te liczby mogą jednak również wzbudzać też obawy. Ewentualny bojkot konsumencki lub turystyczny mogą działać podobnie tak jak te, zastosowane na Korei Południowej i których to obawia się Australia.

– Musimy mieć pewność, że nasza polityka i nasz parlament są wystarczająco silne, aby przeciwstawić się próbom ingerencji lub wpływów przez obce mocarstwa. Zagrożenie ingerencją obcych służb jest istotnym i wciąż rosnącym problemem – przekonywał w grudniu premier Australii Malcolm Turnbull, w trakcie ogłaszania projektu ustawy zakazującej zagranicznego finansowania partii politycznych, wskazując równolegle afery z udziałem chińskich biznesmenów. Czy jednak Canberra będzie prowadzić równie twardą politykę po ogłoszeniu przez ministra handlu Stevena Ciobo, że strata turystów z Chin może kosztować budżet około 10 mld dolarów? Przedsiębiorcy sympatyzujący z prawicowym premierem i jego formacją raczej mu tego łatwo nie wybaczą.

Autor

Poprzedni artykułBiała nadzieja czarnych
Następny artykuł2017. Rok przeciętny

Najnowsze