7.5 C
Warszawa
poniedziałek, 18 października 2021

Szczepionkowa rewolucja w Unii

Koniecznie przeczytaj

Czy szczepionkowa katastrofa doprowadzi do rozpadu Unii Europejskiej? Pytanie zadają eksperci, politycy, wreszcie zwykli Europejczycy. Zewsząd rozlega się miażdżąca krytyka Komisji Europejskiej oraz osi Paryż – Berlin, której przywódcy z opłakanym skutkiem roszczą sobie prawo sterowania Zjednoczoną Europą.

Szczepionkowy bilans
„Wspólny front szczepionkowy Unii Europejskiej rozpadł się, zanim na dobre zaczął funkcjonować” – ocenia niemiecki magazyn „Focus”. „Szczepionkowe powstanie. Komisja Europejska pracuje zbyt opieszale” – to z kolei tytuł brytyjskiego „Daily Mail”. „Rozłam w szeregach Unii Europejskiej. Niemcy i Francja krytykują szczepionkowych buntowników” – komentuje „The Spectator”.
Tylko trzy osoby w Europie zachowują spokój i optymizm. Pierwszą jest Angela Merkel, która w kolejnych przemówieniach telewizyjnych zapewnia Niemców i wszystkich obywateli UE: „Wszystko jest pod kontrolą, a szczepienia idą zgodnie z planem”. Drugi polityk to szefowa KE Ursula von der Leyen. Według niej jedynym wyjściem z nacisku, jakiemu poddaje nas koronawirus, jest wspólne podejście. – Nasza strategia szczepień jest sukcesem bez względu na wszystko – powiedziała. I wreszcie Emmanuel Macron, który po marcowym szczycie przywódców UE nie skąpił pochwał Brukseli. – Aby zorganizować efektywną kampanię, potrzebne są wspólnotowe działania, ponieważ szczepienia dokonywane w pojedynkę niweczą cały wysiłek – oświadczył prezydent Francji.
Za ocenę samozadowolenia elit europejskich niech posłuży komentarz brytyjskiego „The Guardian”: „Przywódcy Unii Europejskiej postanowili zamknąć oczy na wielkie fiasko antywirusowego uodpornienia”.
W stosunku do szefowej KE wpływowy dziennik biznesowy „Handelsblatt” użył bardziej dosadnego określenia. Zaproponował, aby Ursula von der Leyen „zechciała wreszcie opuścić wieżę z kości słoniowej i rozejrzeć się dookoła”.
Bo też nastroje Europejczyków bardzo odbiegają od poprawnego politycznie optymizmu rządzących. Dookoła szaleje trzecia już fala epidemii, tymczasem władze UE, które zobowiązały się dostarczyć odpowiednią ilość szczepionek, pokpiły sprawę na całego. A to przecież problem życia, śmierci i dalszej egzystencji, podczas gdy jedyną propozycją jest stale przedłużany lockdown. Zjawisko tym bardziej frustruje, gdy porównamy dane statystyczne z innymi państwami.
Do 2 marca Wielka Brytania zaszczepiła 20 mln obywateli, co równa się uodpornieniu 28,6 proc. populacji. W Stanach Zjednoczonych szczepionkę przyjęło 68 mln Amerykanów, zbliżając się do poziomu 20,4 proc. społeczeństwa. Izrael pobił w ogóle wszelkie rekordy, uodporniając 91 proc. mieszkańców.
Tymczasem Zjednoczona Europa z liczbą obywateli dwukrotnie wyższą od USA wykorzystała 30 mln dawek, szczepiąc 6,8 proc. populacji. Trudno się dziwić, że kompromitująca nieskuteczność, wprost nazwana w mediach szczepionkową katastrofą, wywołała efekt domina.
Opinia publiczna stawia tyleż niewygodne pytanie, kto jest winien, co rysuje ponure wizje. Tak przyszłości samej UE, jak i prosperity 27 państw członkowskich ufających wspólnotowym organom, że wyciągnęły wnioski z wiosennej fazy koronawirusa.
Jak się okazuje, pierwsza lekcja totalnego deficytu maseczek, strojów ochronnych i respiratorów poszła całkowicie na marne, nie burząc jednak dobrego mniemania biurokracji i polityków o własnych kompetencjach.
Szczepionek jak nie było, tak nie ma, jest za to tłumaczenie, że pokonanie kryzysu produkcji i dostaw, niezależnego przecież od KE, to kwestia najbliższych tygodni. Tyle że kolejne tygodnie upływają, a poprawy nie widać. Wręcz odwrotnie, sądząc z komunikatów producentów, zmniejszanie i nieterminowość dostaw stały się normą.
Po ubiegłotygodniowym wstrzymaniu kolejnego transportu polska Agencja Rezerw Materiałowych nazwała podobną praktykę „sytuacją nie do przyjęcia”. Rząd włoski posunął się dalej, blokując odprawę milionów dawek przeznaczonych dla Australii.
Śladami Rzymu podąży najprawdopodobniej Paryż. Mimo peanów Macrona na cześć wspólnotowego programu antycovidowego Francja rozważa przyłączenie do włoskiej blokady wywozu szczepionek z Europy.
Reakcja świadczy tyleż o determinacji, co o rozpaczy, jednak skala szczepionkowego buntu jest znacznie większa. Przede wszystkim wychodzi daleko poza ramy epidemiczne.
Bunt narodów
„Coraz więcej państw członkowskich wychodzi z założenia, że tak czy inaczej muszą podjąć indywidualne starania o szczepionki, ponieważ znika wiara w dalsze przetrwanie wspólnotowego mechanizmu zakupów”. Taką opinią z austriackimi mediami podzielił się anonimowy, choć wysoko postawiony urzędnik KE. Natomiast według Hansa-Jürgena Moritza z magazynu „Focus” w Unii formują się dwa zbuntowane bloki. Pierwszym jest Europa Środkowa, drugim oś Austria-Dania-Izrael, z poważnymi szansami akcesu Holandii i Belgii.
Ponieważ na krach zanosiło się od stycznia, największą przezornością wykazały się Węgry. Wiktor Orban w niedawnym wywiadzie dla niemieckiej gazety „Bild” wyjaśnił: – Opieszałość KE zmusiła mnie do wzięcia odpowiedzialności za szczepienia na siebie.
Na mocy konstytucyjnych uprawnień bezpieczeństwa Orban zamówił i otrzymał dostawy rosyjskiego Sputnika V, czym wywołał ogromne oburzenie Brukseli i Paryża. Wbrew medialnej nagonce Węgry zwiększyły także narodowe zamówienie we wspólnym programie zakupowym z 6,8 mln dawek Pfizer/BioNtech do 10 mln dawek.
W ślady sąsiadów poszła Słowacja. Premier Igor Matovič oświadczył, że zakup rosyjskiej szczepionki pozwoli przyspieszyć akcję uodpornienia społeczeństwa o 40 proc.
Jego czeski kolega udał się z wizytą do Budapesztu, aby naocznie potwierdzić bezpieczeństwo i skuteczność Sputnika. Andrej Babiš pofatygował się w tej sprawie nawet do Belgradu. Wobec odmowy unijnej pomocy Serbia całkowicie przestawiła się na rosyjskie i chińskie preparat i dziś należy do liderów Europy w liczbie zaszczepionych mieszkańców.
A jeśli mowa o Bałkanach, szczepionkę zarejestrowała Północna Macedonia, a Bośnia i Hercegowina uczyniła to wcześniej. Ukraina będzie się szczepiła dostawami chińskimi i najprawdopodobniej hinduskimi, choć otrzyma także od UE pulę AstraZeneca. Jednak głosy o potrzebie unijnej rejestracji szczepionki z Rosji rozległy się na forach parlamentów Finlandii, Norwegii, Danii, Austrii, a nawet Francji i Niemiec.
Wracając do Czech, premier wprawdzie jeszcze nie rozmawiał z Moskwą o konkretach, jednak komunikat wysłany przez Pragę brzmi jasno – rozważamy poważnie taką opcję – w czym Babiša wspiera otwarcie prorosyjski prezydent Miloš Zeman.
Prawdę mówiąc, chwilowa pauza to raczej wynik sondaży opinii publicznej. Choć premier mówi, że rosyjska szczepionka jest czym innym niż rosyjska elektrownia atomowa, jednak tylko 2 proc. Czechów wyraziło gotowość nadstawienia ramienia do ukłucia Sputnikiem.
I wreszcie Polska. Kilka dni temu prezydent Andrzej Duda rozmawiał telefonicznie z przywódcą ChRL. Xi Jinping podkreślając wagę naszego kraju jako ekonomicznego partnera i wiodącą rolę Polski w naszym regionie Europy, zaproponował pomoc szczepionkową w granicach możliwości, które ma Pekin.
Powstanie drugiej osi sprzeciwu wobec niewydolności UE ogłosili kanclerz Austrii i premier Danii, w towarzystwie izraelskiego odpowiednika. Na wspólnej konferencji prasowej w Tel-Awiwie Sebastian Kurz, Mette Frederiksen i Benjamin Netanjahu zainicjowali projekt „Pionierzy”, który jest niczym innym, tylko trójstronną deklaracją uruchomienia produkcji szczepionek na własne potrzeby.
Zdaniem Deutsche Welle chodzi również o bardziej doraźne, lecz partykularne korzyści. Jakie? Niemiecka stacja uważa, że „Austria i Dania chcą wykorzystać ścisłe kontakty Benjamina Netanjahu z prezesami korporacji farmaceutycznych, dzięki którym Izrael został światowym liderem szczepień”.
Piękny eufemizm dla próby załatwienia dostaw preparatów poza wspólnym mechanizmem zakupowym UE. Sebastian Kurz starał się wprawdzie przedstawić inicjatywę w kategoriach odpowiedzialności za bezpieczeństwo zdrowotne w przyszłości, w wywiadzie dla „Bild” podkreślił jednak, że „choć wspólnotowy projekt jest priorytetem, Austria nie może być uzależniona wyłącznie od Unii”.
Dlatego decyzja państw członkowskich wywołała efekt eksplodującej bomby. Media oceniły inicjatywę jednoznacznie. „Kurz i Frederiksen wyrazili votum nieufności wobec strategii szczepionkowej Brukseli. Jej rozpad stał się faktem” – skomentował belgijski tytuł gospodarczy „L’Echo”.
Jeszcze trafniej wyraz rozczarowania dała „Polityka”, która napisała, że miejsce jedynej strategii szczepionkowej zajęły kuluarowe negocjacje. Słowem, każdy kraj zdobywa wszelkie dostępne preparaty tam gdzie to możliwe i na własną rękę. „Unia Europejska potyka się o jedno fiasko za drugim” – analizuje tygodnik.
To prawda, zważywszy na ton mediów holenderskich, które doradzają swoim władzom ścieżkę austriacko-duńską. Zatem jeśli ten kraj przyłączy się do inicjatywy, nieomal w komplecie reaktywuje „skąpą czwórkę”, która latem sprzeciwiała się zasadom pakietu pomocowego dla UE.
Jak nietrudno zgadnąć, powstanie dwóch frontów stojących w opozycji do Berlina i Paryża wywołało kolejną burzę polityczną w UE. Co ciekawe, Komisja Europejska wyraziła krytykę w ostrożnym tonie. Rzecznik prasowy Eric Mamer oświadczył, że każde państwo członkowskie ma prawo do poszukiwania innych form współpracy szczepionkowej. – To zupełnie normalne – dodał.
Tego rodzaju wypowiedzi są przyznaniem do własnej bezsilności, co bodaj najdobitniej potwierdziła Ursula von der Leyen. W wywiadzie dla francuskiego „Les Echos” szefowa KE zupełnie się pogubiła.
Najpierw przyznała, że zaniedbała organizację produkcji szczepionek i dziś UE jest skazana na import, bo w Zjednoczonej Europie działają tylko dwie fabryki z odpowiednimi liniami technologicznymi.
Następnie odmówiła spełnienia postulatu państw członkowskich, aby zabronić eksportu szczepionek wyprodukowanych w UE. Zamiast tego wyraziła nadzieję, że Pfizer i AstraZeneca wywiążą się w końcu z wynegocjowanych kontraktów. – Nie chodzi przecież o wojnę prawną – oświadczyła spolegliwie von der Leyen, twierdząc, że wierzy w siłę przekonywania. Tymczasem akcja szczepień ciągle stoi w miejscu.
Na koniec zlekceważyła katastrofę szczepionkową oraz wykpiła austriacko-duńską inicjatywę, mówiąc że wraz z Izraelem nie mają ani technologii, ani przemysłu farmaceutycznego. Dlatego wywiadu nie można nazwać inaczej, niż robieniem dobrej miny do złej gry.
Znacznie ostrzej potępiły indywidualne starania farmaceutyczne Niemcy i Francja, które natychmiast wprowadziły w obieg pojęcie szczepionkowego separatyzmu. Emanuel Macron wprost oskarżył Węgry, Słowację, Austrię i Danię o niszczenie Zjednoczonej Europy.
Jednak wobec nikłych sukcesów wspólnotowych potępienie brzmiące z Pałacu Elizejskiego jest jak melodia grana przez orkiestrę z „Titanica”. W myśl hasła naszych kibiców: „Polacy nic się stało!” Lub nie mniej znanego powiedzenia: jak umierać, to razem.
Macrona i Merkel można zrozumieć, dwa fronty sprzeciwu w Europie Środkowej i Północnej rozbijają dominację osi Berlin-Paryż. Przecież nawet San Marino przystąpiło do uodpornienia obywateli Sputnikiem. Oczywiście z braku europejskich preparatów.
Winien i ma
To nie Węgry i Słowacja zapoczątkowały rozłam w UE. Prasa Niemiec, Francji i Holandii nie może darować swoim politykom zaprzepaszczenia okazji narzucenia pozostałym państwom Unii farmaceutycznego dyktatu.
W połowie roku rządy tych państw oraz Włoch zainicjowały Sojusz dla Szczepień. Miał koordynować badania nad opracowaniem, a następnie produkować środek antycovidowy dla całej UE.
Zważywszy na obecny separatyzm nie ulega wątpliwości, że dziś państwa sojuszu byłyby w czołówce europejskiej akcji uodpornienia. Bowiem sens tego, co się stało, leży w płaszczyźnie politycznej. Opinia publiczna obwinia o klęskę Angelę Merkel i jej protegowaną Ursulę von der Leyen.
Pierwsza w geście solidarności przekazała kompetencje do negocjacji z koncernami farmaceutycznymi Komisji Europejskiej. Druga, stojąc na jej czele, wykazała się skrajną niekompetencją i lekceważeniem ludzkiego życia. Unijna biurokracja za główne kryterium uznała niską cenę szczepionki, a nie jakość i szybkość dostaw koniecznych dla ratowania milionów obywateli Unii.
Tymczasem szef koncernu Moderna jeszcze jesienią ostrzegał KE przed zgubnymi skutkami takiego podejścia. Gdy inne państwa na czele z USA kontraktowały awansem setki milionów dawek, płacąc dziesiątki miliardów dolarów, Bruksela zadatkowała dziesiątki milionów dawek, za 2,8 mld euro. Czy ktoś zrozumie takie działania, gdy od początku było wiadomo, że o szczepionki rozgra się prawdziwa bitwa?
Epidemia koronawirusa z całą wyrazistością pokazała słabość i nieefektywność europejskiej konstrukcji, odkrył niemiecki tygodnik „Der Spiegel”. Można powiedzieć, lepiej późno niż wcale. „Gdy w USA, Wielkiej Brytanii, Izraelu i Chinach proces szczepień idzie pełną parą, w Unii buksuje za sprawą biurokratycznych barier i pozbawionych sensu posunięć Komisji Europejskiej” – czytamy w „Der Spiegel”.
W tym miejscu tygodnik wymienia popełnione zaniechania, mimo roku, który upłynął od wybuchu pandemii. Przez kilkanaście miesięcy świat medyczny jak mantrę powtarzał, że śmiertelne zagrożenie jest w stanie powstrzymać jedynie szczepionka. Wobec ogromu ludzkiego cierpienia bierność instytucji unijnych można nazwać zbrodniczym sabotażem.
To niezdolność organizacji przemysłowej produkcji szczepionki PfizerBioNtech. A przecież wynalazcą jest niemiecki koncern. Drugim ciężkim zaniedbaniem okazała się przewlekła procedura dopuszczenia i rejestracji leków.
Nauka o polityce uczy, że w sytuacjach kryzysowych najbardziej niezdolne do działania są reżimy autorytarne. Jakie wobec tego są powody kompletnej nieskuteczności Zjednoczonej Europy uchodzącej za wzór demokracji? I to sytuacji wybitnie nadzwyczajnej, która powinna mobilizować wszelkie zasoby i cały dostępny potencjał logistyczny oraz intelektualny. Wobec tego „Der Spiegel” zadaje logiczne pytanie, czy nie lepszym rozwiązaniem było pozostawienie zakupów szczepionek kompetencjom władz narodowych?
Zresztą nie wiadomo co gorsze, nieudolność KE czy motywy Merkel, które wywołały katastrofę. Otóż według austriackiej gazety „Der Standard” jednym z motywów solidarnościowego gestu kanclerz były rozgrywki w CDU. Chciała w ten sposób upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
Po pierwsze, osłabić pozycję Jensa Spahna. To minister zdrowia stał za pomysłem szczepionkowego sojuszu. Jego powodzenie uczyniłoby ze Spahna murowanego następcę Merkel w CDU, a zatem w fotelu kanclerskim. Po drugie, Merkel zrobiła gest wobec swojej zaufanej Ursuli von der Leyen. Sukces Komisji Europejskiej, którą kieruje, odbudowałby karierę polityk, uznawanej w Niemczech za najbardziej niekompetentną minister. Przynajmniej tego zdania są francuskie tytuły, na czele z „Le Figaro”.
A jeśli chodzi o Francję, hymny pochwalne Macrona pod adresem wspólnej strategii szczepionkowej Unii, to nic innego jak polityczna samoobrona. Prezydent jest spanikowany odpowiedzialnością za fiasko szczepień we Francji. Tymczasem wybory już w 2022 r.
Ponadto Macron i Merkel stoją w obliczu buntu własnych obywateli. Francuzi nie ufają własnym elitom i nie chcą się szczepić. Niemcy wprost odwrotnie, ale nie wynegocjowanym przez KE preparatem „dla biedoty” AstraZeneca. Czekają na porządny, czyli niemiecki środek Pfizera. Dlatego 3,5 mln niewykorzystanych dawek brytyjskiego środka zalega w chłodniach.
Niestety na tym nie koniec fatalnych skutków nieudolności brukselskich urzędników i politycznych kalkulacji elit. Anne Applebaum ma rację twierdząc, że celem Rosji jest rozbicie jedności UE i NATO. Taki sam cel stawiają sobie Chiny. Tyle że Moskwa i Pekin dzięki europejskiemu fiasku szczepionkowemu dostały do ręki taki sam oręż, jak surowce energetyczne oraz broń jądrowa. Z premedytacją wykorzystują tzw. szczepionkową dyplomację do zwaśnienia członków UE i innych państw Europy.
Nasz kontynent uważany do niedawna za mocarstwo utracił kolejny fragment swojej podmiotowości. Przestaje się liczyć na świecie, jako partner wiarygodny, a przede wszystkim silny, co ośmiela wszelkich agresorów. Taka jest cena złego działania instytucji europejskich i personalnych gierek niemieckiej kanclerz.
„Pora, by UE przestała myśleć dogmatami, a zajęła się ludźmi” – tak brytyjski „The Spectator” skomentował przyczynę niepowodzeń, które mogą zaważyć na krachu projektu europejskiego.

Autor

Najnowsze

Zielony kryzys energetyczny

Afera Pfizera

Nowe wejście smoka

Powtórka z ZSRR?

Afganistan: skrzyżowanie bezdroży