-1.4 C
Warszawa
piątek, 21 stycznia 2022

Ucho od SOWY

Koniecznie przeczytaj

Piotr Krawczyk, szef Agencji Wywiadu, miał związki z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi – twierdzą byli oficerowie Agencji Wywiadu. Krawczyk milczy.

Wśród byłych i obecnych oficerów Agencji Wywiadu furorę robi informacja o związkach obecnego szefa AW Piotra Krawczyka z dawnymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi.

– Dowodem jest odnaleziona przy okazji audytu notatka gen. Macieja Huni, z której wynika, że gen. Marek Dukaczewski prosił go o wsparcie dla Piotra Krawczyka – opowiada były pułkownik AW. Ani AW, ani urząd koordynatora ds. służb specjalnych nie odpowiedzieli na nasze pytania w tej sprawie, ani nie chcieli jej skomentować. Sprawy rekomendacji dla Krawczyka nie chciał komentować również gen. Marek Dukaczewski, były szef WSI. Związki szefa AW z WSI, to jednak tylko wierzchołek kłopotów, z jakimi boryka się fabryka polskich szpiegów.

– Nic tak nie niszczy wywiadu, jak jego ośmieszenie – ocenił ostatnią aktywność Agencji Wywiadu w mediach płk Włodzimierz Sokołowski. Sokołowski, były attaché prasowy ambasady RP w Sztokholmie, oraz inni ofierowie AW nie ukrywają swoich zastrzeżeń pod adresem aktualnego kierownictwa. Oficerowie krytycznie oceniają sposób kierowania Agencją przez Piotra Krawczyka oraz aktywności AW w mediach (prowadzenie profilu w mediach społecznościowych w internecie wygląda na parodię, a nie promocję). Natomiast naszym rozmówczyniom nie podoba się awansowanie kobiet, które łączą z przełożonymi relacje „wykraczające poza służbowe”.

– Donoszenie na kolegów, awanse po linii towarzyskiej i powszechne przyzwolenie na amatorszczyznę, skutkującą kompromitującymi wtopami, które widzą potencjalni kandydaci do służby – wylicza jeden z oficerów. Nasi rozmówcy zarzucają szefowi i jego otoczeniu ratowanie się przed dymisją kampanią wizerunkową, która bardziej szkodzi, niż pomaga Agencji.

Nowy, lepszy, agent „Tomek”

Piotr Krawczyk (w czerwcu skończy 40 lat) szefem AW został w grudniu 2016 roku. Wcześniej był pełniącym obowiązki oraz wiceszefem Agencji. Przed „dobrą zmianą” Krawczyk pracował w ambasadzie RP w Turcji. Aktualny szef AW jest absolwentem stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Jak twierdzą jego byli wykładowcy, przyszły szef AW nigdy nie był wyróżniającym się studentem, ale potrafił zaskarbiać sobie sympatię władz uczelni. W trakcie studiów został pełnomocnikiem rektora do spraw studentów międzynarodowych. Urząd Ochrony Państwa (poprzednik AW – red.) nie był zainteresowany przyjęciem Krawczyka w swoje szeregi, ale młody absolwent szybko zyskał przyjaciół wśród podwładnych gen. Marka Dukaczewskiego. Dziś swoje kontakty z ofi cerami WSI Krawczyk chciałby wymazać z życiorysu, mimo że to właśnie ich poparcie mogło przeważyć, że gen. Maciej Hunia „zaopiekował się” przyszłym szefem AW.

Jak Krawczyk przekonuje w swoim CV, zaraz po studiach, został tłumaczem i doradcą w Sztabie Międzynarodowej Dywizji Centrum Południe w Iraku. W czasie gdy PiS święci swoje pierwsze wygrane wybory, a WSI zostają rozwiązane, Krawczyk wraca do kraju i trafia do Ośrodka Studiów Wschodnich, w którym zostaje ekspertem. W latach 2007–2008 pełni funkcje konsula i pierwszego sekretarza w ambasadzie RP w Afganistanie. W latach 2008–2010 był pracownikiem naukowym w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Następnie trafił do kontyngentu Polskich Sił Zbrojnych w Afganistanie. Później zaczął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i szybko trafia na placówkę dyplomatyczną w Turcji. Gdy partia Jarosława Kaczyńskiego po raz drugi wygrywa wybory, a ministrem koordynatorem zostaje Mariusz Kamiński, to właśnie Krawczyk, który zdążył zdobyć zaufanie wiceprezesa PiS, został jego „oczami i uszami” w Agencji Wywiadu. Nowy, lepszy „agent Tomek” (jak żartobliwie mówią o Krawczyku osoby z otoczenia koordynatora) ze względu na zakres swoich obowiązków, szybko dorobił się wśród oficerów AW przydomka „gumowy”.

Wiza-gate

Problemy zaczęły się, gdy w Agencji wszczęto audyt i wykryto nieprawidłowości w okresie kierowania „firmą” przez trzech muszkieterów (jak nazywano gen. Macieja Hunię i jego zastępców – płk. Pawła Woźniaka i płk. Marka Stępnia). Wśród nich najpoważniejszą była kwestia handlu wizami i wizja złożenia zawiadomienia do prokuratury. Jak pisaliśmy w ubiegłym roku w „Gazecie Finansowej”, przesilenie nastąpiło, gdy CIA zwróciła uwagę, że na Bliskim Wschodzie dochodziło do procederu handlu polskimi wizami z udziałem oficerów AW. Amerykanie byli zbulwersowani, ponieważ na polskich papierach do krajów Unii Europejskiej mogli przeniknąć terroryści. Z kolei do MSZ trafił anonim, ujawniający skalę patologii w AW. Afera wisiała w powietrzu, a wśród „ofiar” mogli znaleźć się koledzy Krawczyka, który pracując na placówce w Turcji, mógł posiąść wiedzę o procederze. Dość powiedzieć, że dopiero niedawno ujawniono, iż np. na oficjalnej stronie ambasady RP w Bagdadzie (Irak), w zakładce z instrukcją jak uzyskać polską wizę, widniały podejrzane dane kontaktowe. Wśród nich adres e-mail na domenie Yahoo.com. Sprawę opisała blogerka Michalina Kupper, której znajomy z Kurdystanu, dzwoniąc na wskazany na stronie polskiej ambasady numer, dowiedział się, że wiza kosztuje 10 tys. dolarów. – Od razu pomyślałam, że to błąd. Napisałam mail. Odpowiedź nadeszła szybko: wiza 2-letnia, koszt tym razem 500 euro. „Przelej kasę, (Bank of America) a my to wszystko załatwimy” – relacjonowała treść maila zwrotnego Kupper.

– Zadzwoniłam do MSZ. Roztargniony pan po drugiej stronie słuchawki wyjaśnił, że po wizy trzeba kierować się do Konsulatu w Erbilu, a co do podejrzanych danych, to przekaże te informacje dalej (przy mnie wchodząc na stronę i widząc te bzdury). Ambasada odpowiada, że podany mail jest nieautoryzowany przez polskie placówki – dodała. Sprawą zajęli się w styczniu dziennikarze, a MSZ nabrało wody w usta. Dane kontaktowe te były bowiem zamieszczone na oficjalnej stronie ambasady od kilku lat (co najmniej od 2014 roku).

Firma cieknie

Oprócz szykującego się skandalu z wizami i defraudowaniem środków (oficerowie potrafili wyłudzać pieniądze na fikcyjne siatki agentów) w 2016 roku doszło do spięcia między ówczesnym szefem AW płk. Grzegorzem Małeckim, a „człowiekiem Kamińskiego”. Sprawa dotyczyła wypadku samochodowego Krawczyka, a szczególnie tego, co wydarzyło się później. Okazało się bowiem, że wiceszef spotyka się poza budynkiem Agencji z dziennikarzami. Wkrótce po spotkaniu z jednym z nich, na portalu TVN 24 ukazał się artykuł opisujący wypadek Krawczyka. W tekście „Wiceszef Agencji Wywiadu miał wypadek. Później zawiodły procedury?” pojawiła się dwuznaczna informacja, że w chwili wypadku Krawczyk miał przy sobie dokumenty służbowe „nie wiadomo jednak, jakiej rangi”. Media szybko podłapały tę informację, sugerując, że były to tajne dokumenty.

– Zgodnie z ustawą nie wolno bez konwoju przewozić dokumentów klauzulowanych. A tam tego nie było. Jeżeli Krawczyk miał takie przy sobie, to złamał prawo – wyjaśnia nam jeden z oficerów. Dlaczego sam zainteresowany nie próbował rozwiać wątpliwości? Na skierowane do AW pytania, do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Wiele twarzy Krawczyka

Po podaniu się do dymisji płk. Grzegorza Małeckiego, Krawczyk został pełniącym obowiązki szefa, a następnie szefem Agencji. Sprawy handlu wizami, defraudacji środków czy afera ze zniknięciem pieniędzy, które niemiecki wywiad przekazywał Polakom, by ci następnie przekazali opozycji na Białorusi, zaczęto zamiatać pod dywan. Na swojego zastępcę Krawczyk mianował Dominika Dudę, o którym w AW mówi się, że „zagranicę zna tylko z wakacji”. Co zabawniejsze – w CV płk. Dudy, na oficjalnej stronie internetowej AW, znajdują się pozycje, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością (np. nieistniejące departamenty czy status „kadeta”). Wiele osób odetchnęło z ulgą – w tym były wicedyrektor biura ds. wywiadu politycznego, przyjmijmy że noszący imię Robert (nazywany przez kolegów „Rybą” z racji słabości do „płynięcia” wraz ze spożywanymi wysokoprocentowymi napojami), który nadzorował dostarczanie środków od krajów sojuszniczych na Białoruś. Dziś „Ryba” pracuje na placówce w kraju, w którym wcześniej służył sam Krawczyk. Jeden z naszych rozmówców, który odszedł już na emeryturę, zwraca uwagę, że w czynnej służbie jest wciąż oficer, o którym CIA dwukrotnie alarmowała kierownictwo, ws. niezgłaszanych kontaktów z SWR (wywiad rosyjski). Do AW wrócił natomiast jej były wiceszef (za czasów gen. Macieja Huni) płk Marek Stępień. Stępień, zwolniony przez premier Beatę Szydło na wniosek poprzedniego szefa AW, zajmuje się szkoleniem kadr i doradztwem.

Agencja PR

W połowie grudnia ub. roku nowy premier Mateusz Morawiecki spotkał się z ministrem koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim i szefem Agencji Wywiadu Piotrem Krawczykiem. Krawczyk wiedział, że po roku sielanki w fotelu szefa AW czas mu się skończył, a nowy premier widzi na jego stanowisku kogoś bardziej kompetentnego i cieszącego się jego zaufaniem. Tydzień po spotkaniu z premierem wystartowała nowa strona Agencji, a na Twitterze zaczął działać profi l AW. – Agencja Wywiadu na twitterze informuje, że nie „odpala” swoich źródeł. AW pewnie nie, ale przełożeni AW tak jakby już kilka razy. […] Kraj, którego wywiad musi na twitterze zapewniać, że nie załatwi swoim źródłom kary śmierci, wygląda zabawnie. Sam bym się uśmiał, gdyby to nie był mój kraj – komentował twitterową twórczość Witold Jurasz, prezes Ośrodka Analiz Strategicznych. Na „odpalanie” oficerów w zeszłym roku zwrócił uwagę również wspomniany płk Sokołowski. Tymczasem na profilu AW zaczęły też pojawiać się zdjęcia firmowych gadżetów czy pozdrowienia dla przełożonych. Pojawił się również spot zachęcający ludzi do pracy w Agencji.

– Całkiem zgrabna reklama. Tylko po co? Dotąd AW miała dużo więcej chętnych niż etatów i nie było potrzeby zachęcania do służby. Nie ma w tej reklamie niestety ani słowa o tym, że kiedy zmienia się władza, następuje czyszczenie kierownictwa. Budżet wywiadu od lat nie został podniesiony i wynosi tylko połowę tego, co dostaje IPN – ocenił płk Sokołowski. Mniej zabawne okazały się problemy z nową stroną AW, zachęcającą do „aplikowania”. Robiona w widocznym pośpiechu roi się od błędów, ale to tylko początek. – Wczytywanie zewnętrznych zasobów z wielu serwerów poza kontrolą AW, używanie prywatnych kont do wgrywania treści, prosta deanonimizacja twórcy i ciągle dostępna wersja deweloperska to tylko część problemów – ujawnił portal Zaufana Trzecia Strona. Jego autorzy wyjaśnili, że „witryna aw.gov.pl wczytuje sporo zasobów z zewnętrznych serwerów, znajdujących się poza kontrolą AW, w tym Youtube, Google czy BootstrapCDN, dając administratorom tych serwisów możliwość identyfi kacji adresów IP osób ją odwiedzających lub do niej aplikujących (np. przez mechanizmy Google Analytics)”, a „formularz rekrutacyjny oparty jest na płatnej wtyczce eForm – WordPress Form Builder a na samej stronie użyto wielu innych wtyczek, których kod na pewno warto przed użyciem solidnie przeaudytować”. Jak zauważyli autorzy zestawienia, serwer nowej strony AW został przeniesiony i „już nie dzieli adresu IP z dziesiątkami prywatnych i firmowych witryn bez związku z AW”, ale „serwer poczty nadal pozostał w KEI […], gdzie korzysta ze współdzielonego hostingu z licznymi przypadkowymi witrynami”.

Agencja Wywiadu i jej szef nie odpisali na żadne z naszych pytań.

Autor

Poprzedni artykułZamiatanie pod dywan
Następny artykułRynek windykacji

Najnowsze

Koniec z ryczałtem?

Chaos na żądanie

Wyjątkowa akcja!