29.9 C
Warszawa
niedziela, 26 czerwca 2022

Bessa “Lewego”

Koniecznie przeczytaj

Wartość Roberta Lewandowskiego na rynku transferowym zmalała. To ostatni gwizdek dla snajpera na transfer do jednej z europejskich potęg.

 Mistrzostwa Świat w Rosji miały być transferową dźwignią dla Roberta Lewandowskiego. Dobre występy reprezentanta Polski, okraszone bramkami, miały ostatecznie przekonać włodarzy Realu Madryt do wykupienia „Lewego” z Bayernu Monachium. Zamast tego 29-letni piłkarz zrobił sobie antyreklamę, jako zawodnik, który nie potrafi pchnąć swojej drużyny do zwycięstwa. Słabe występy szybko znalazły swoje odzwierciedlenie w rynkowej wartości zawodnika. Po raz pierwszy w karierze Lewandowskiego jego „akcje” spadły. Równocześnie ucichły spekulacje o transferze Polaka do najlepszego klubu na świecie.

Bezradny w tej sytuacji wydaje się nawet król agentów piłkarskich – Izraelczyk Pini Zahavi, którego „Lewy” zatrudnił specjalnie z myślą o przenosinach do Madrytu. Sytuację komplikuje również wrogie nastawienia niemieckiej opinii publicznej do polskiego zawodnika. Trudno uwierzyć, by po takiej fali niechęci, jaka przelała się w gazetach za naszą zachodnią granicą, Lewandowski chciał rozpocząć nowy sezon w barwach Bayernu. Sytuację Polaka bacznie śledzą inne kluby ze światowej czołówki, jednak reprezentant biało-czerwonych wciąż czeka na ruch Realu. Szykuje się najważniejsze okienko transferowe w karierze Lewandowskiego.

Paraliż na wielkich turniejach i krytyka

Kiepski występ „Lewego” na mundialu nie jest bynajmniej odstępstwem od reguły, lecz jej potwierdzeniem. Ilekroć oczy całego piłkarskiego świata są zwrócone na reprezentanta Polski, ten zawodzi. Tak było, chociażby w ostatnich edycjach Ligii Mistrzów, kiedy Bayern Monachium walczył na śmierć i życie o dojście do finału tych rozgrywek. Lewandowski nie potrafił wówczas przechylić szali zwycięstwa na korzyść bawarskiego klubu. Momentami Polak wyglądał na wręcz sparaliżowanego pod bramką rywali. Jeżeli cokolwiek powstrzymuje włodarzy Realu Madryt przed wykupieniem „Lewego” z Niemiec, to są to właśnie słabe występy w kluczowych meczach sezonu.

Najlepszą okazją do przekonania prezesa Królewskich, Florentino Pereza, do transferu Polaka na Santiago Bernabeu, był tegoroczny dwumecz pomiędzy Realem a Bayernem. Z rywalizacji tej zwycięsko wyszła drużyna Cristiano Ronaldo i spółki, która ostatecznie wygrała cały turniej. W dwumeczu Lewandowski nie strzelił ani jednej bramki, ba – oddał zaledwie kilka strzałów na bramkę rywala. Strzelecka impotencja „Lewego” w półfinałowym meczu Ligi Mistrzów z Realem wywołała falę krytyki w niemieckich mediach, skierowaną pod adresem polskiego snajpera.

„Właśnie w takich spotkaniach Lewandowski powinien wyjść przed szereg, wziąć ciężar gry na własne barki i przesądzać o losach drużyny, w środę tego nie widzieliśmy” – skomentował wówczas występ Polaka Oliver Kahn, legendarny bramkarz reprezentacji Niemiec. Lewandowski już wcześniej był wielokrotnie krytykowany, jednak nigdy krytyka nie miała podłoża sportowego, lecz dotyczyła zazwyczaj spraw pozaboiskowych. Szczególnie pamiętnego wywiadu sprzed roku, w którym piłkarz skrytykował politykę transferową Bayernu Monachium, za co mocno oberwało mu się w niemieckiej bulwarówce.

Tym razem jednak dziennikarze i eksperci zaczęli podważać jego czysto piłkarskie umiejętności. „Tym meczem Lewandowski mógł sobie zamknąć drzwi do transferu do Realu” – stwierdził brytyjski „Daily Mail”. Zdecydowanie mniej litości do napastnika znad Wisły miały niemieckie dzienniki tuż po tym, jak Polacy w fatalnym stylu odpadli z mundialu. W popularnym „Kickerze” mogliśmy przeczytać, że zawodnik „nie jest w gronie najlepszych napastników na świecie”. „Lewandowski przyzwyczaił do tego, że na turniejach międzynarodowych jest tak groźny, jak bezzębny wilk w rosyjskim zoo” – dworował z Polaka niemiecki dziennik sportowy.

Akcje w dół

Kiepskie występy „Lewego” w Lidze Mistrzów, na mistrzostwach świata oraz zmasowana krytyka pod jego adresem przełożyły się na spadek wartości rynkowej napastnika. „Akcje” piłkarzy notowane są od kilkunastu lat przez branżowy portal transfermarkt.de. Po raz pierwszy „papiery” Lewandowskiego zostały wycenione w 2008 roku, kiedy bronił barw Znicza Pruszków. Wówczas niemieccy analitycy wycenili jego wartość na 100 tys. euro, czyli znacznie mniej niż obecnie wynosi miesięczna pensja reprezentanta Polski. Wówczas jednak Robert miał zaledwie 19 lat, a jego kariera miała dopiero się rozwinąć.

W momencie, gdy z Pruszkowa przenosił się do Lecha Poznań (czerwiec 2008 r.), jego potencjalna cena wynosiła już 800 tys. euro. Dwa lata później, kiedy Lewandowski dopinał ostatnie szczegóły kontraktu z Borussią Dortmund, jego akcje zatrzymały się na 4,5 mln. Był to zaledwie początek prawdziwej hossy. Broniąc barw ekipy z Zagłębia Ruhry, Polak wyrobił sobie markę bezwzględnego snajpera, który jak gdyby nigdy nic, potrafi ustrzelić cztery bramki Realowi Madryt w półfinale Ligi Mistrzów (czym zresztą wpisał się do historii, jako jedyny zawodnik, który w tych rozgrywkach dokonał takiego wyczynu).

Po spektakularnych trzech latach spędzonych przez „Lewego” przy Signal Iduna Park w Dortmundzie, naturalną koleją rzeczy był transfer do hegemona niemieckiej ligi, Bayernu Monachium. Kiedy w połowie 2014 roku reprezentant Polski zmieniał klubowe barwy, transfermarkt. de wyceniał go na 50 mln euro. To jednak wciąż nie był szczyt „notowań” Polaka. W ciągu czterech sezonów w bawarskim klubie jego akcje dobiły do 90 mln, a więc poziomu adekwatnego dla najlepszych napastników na świecie.

W trakcie tych dziesięciu lat, począwszy od występów w Zniczu Pruszków, skończywszy na ostatnim sezonie w barwach Bayernu, wykres wartości rynkowej Lewandowskiego nigdy nie spadał, co najwyżej utrzymywał się przez kilka miesięcy na tym samym poziomie. Ostatni spadek notowań Lewandowskiego ze wspomnianych 90 mln do 85 mln jest więc zjawiskiem niespotykanym w jego dotychczasowej karierze. Oczywiste było, że prędzej czy później, akcje napastnika zaczną pikować, mało kto przypuszczał jednak, że zadecyduje o tym kiepski występ na mundialu.

Jak nie Real, to kto?

Spadek wartości rynkowej, słabe występy w najważniejszych meczach sezonu, zmasowana krytyka z pewnością nie pomagają „Lewemu” w zmianie miejsca zatrudnienia. 98-krotny reprezentant Polski od dziecka marzy o grze w Realu Madryt, którego jest wielkim fanem. Najbliżej transferu do „Królewskich” Lewandowski był podczas zimowego okienka transferowego sezonu 2015/16, kiedy do loży VIP na Santiago Bernabeu został zaproszony jego ówczesny agent Cezary Kucharski (były poseł Platformy Obywatelskiej). Wówczas przeciąganie liny pomiędzy Bayernem a Realem zakończyło się fiaskiem i ostatecznie napastnik rozpoczął kolejny sezon w Bawarii.

Podczas każdego kolejnego okienka transferowego media nakręcały spiralę transferowych spekulacji, jednak za każdym razem kończyły się one stanowczym dementi ze strony prezesa Bayernu, Karla-Heinza Rummenigge. Jeszcze na początku czerwca tego roku szef Bawarczyków zapewniał, że „może się założyć, że Lewandowski zostanie w Bayernie”. Dziś nie jest to już takie oczywiste. Ciężko sobie bowiem wyobrazić, by reprezentant Polski zamierzał rozpocząć nowy sezon w kraju, w którym – delikatnie rzecz ujmując – opinia publiczna nie głaszcze go po głowie. Lewandowski na tyle podpadł niemieckim dziennikarzom, że ci publikują nieprawdziwe informacje na jego temat, jak chociażby te o rzekomym SMS-ie od nowego trenera Bayernu, zawierającym siedem zasad, z których pierwszą była: „Ja rządzę w klubie”.

W wywiadzie udzielonym w „Przeglądzie Sportowym” reprezentant Polski zdementował informację o wiadomości od Niko Kovaca. „Nie dostałem od niego żadnego esemesa” – uciął stanowczo snajper. Po tym wszystkim wydaje się, że powrót „Lewego” do stolicy Bawarii jest niemożliwy. Problem jednak w tym, że w ostatnim czasie zainteresowanie polskim napastnikiem ze strony Realu Madryt jakby zmalało. Hiszpańska prasa donosi, że Florentino Perez przygotował już pieniądze na gwiazdę ligi angielskiej Edena Hazarda (Chelsea Londyn), za którego „Królewscy” będą musieli zapłacić co najmniej 150 mln euro.

Pozostaje zatem pytanie: jak nie do Realu, to gdzie? Według medialnych spekulacji sytuację Polaka na bieżąco śledzą dwie europejskie potęgi: Paris Saint-Germain oraz Manchester United. W połowie lipca „The Independent” przekonywał, że „Czerwone Diabły” nawiązały kontakt z włodarzami Bayernu, jednak rozmowy utknęły w martwym punkcie po tym, jak działacze bawarskiego klubu przedstawili „zaporową cenę” za „Lewego”.

Ze znalezieniem kasy na transfer Polaka z pewnością nie mieliby problemu katarscy właściciele PSG, którzy rok temu ustanowili transferowy rekord, płacąc FC Barcelonie 225 mln euro za Brazylijczyka Neymara. Zarówno polskie, jak i zagraniczne media sportowe podkreślają, że Lewandowski nie podjął jeszcze decyzji, gdzie rozegra kolejny sezon. Napastnik wciąż ma nadzieję na przenosiny do Madrytu. W osiągnięciu tego celu ma mu pomóc król piłkarskich agentów, Pini Zahavi, który zajął miejsce Cezarego Kucharskiego w roli doradcy Lewandowskiego.

Izraelczyk miał rzekomo odbyć kilka rozmów z włodarzami Realu, jednak odbyły się one przed mundialem, kiedy „Lewy” strzelał bramkę za bramką w Bundeslidze, za co został nagrodzony koroną króla strzelców. Teraz jednak piłkarskie „akcje” Polaka zdecydowanie zmalały. Przyszłość snajpera z pewnością zostanie rozstrzygnięta przed 31 sierpnia tego roku, kiedy w większości europejskich lig zamyka się okienko transferowe.

Autor

Poprzedni artykułTVP może stracić miliony
Następny artykułNiemcy szukają żołnierzy

Najnowsze