12.5 C
Warszawa
wtorek, 27 września 2022

Bez wyjścia

Koniecznie przeczytaj

Planowany przez rząd podatek od ucieczki za granicę (tzw. exit tax) jest przedstawiany jako narzucony odgórnie przez Unię Europejską, lecz tak naprawdę idealnie wpasowuje się w logikę działań obecnej władzy.

 W 2016 roku wybuchła afera znana jako Panama Papers, w ramach której ujawniono dane dotyczące unikania opodatkowania przez wiele znanych osobistości świata polityki i mass mediów. Trwająca kilka tygodni medialna burza w końcu ucichła, a gdy rok później ponownie zrobiło się głośno, tym razem przy okazji kolejnej afery o nazwie „Paradise Papers”, zainteresowanie stacji telewizyjnych oraz prasy okazało się równie krótkotrwałe.

Jak się jednak okazuje, afery związane z ucieczką do tzw. rajów podatkowych wzbudzają jeszcze mniejsze zainteresowanie wśród organów ścigania, które od lat pozostają wyjątkowo bierne w zakresie podatkowych oszustw. Wyjątkową opieszałość w tym zakresie tłumaczy zapewne do pewnego stopnia to, że w tzw. optymalizację podatkową zaangażowanych jest wiele wpływowych osób, np. królowa brytyjska Elżbieta II, która korzystała z usług podejrzanych funduszy ulokowanych na Kajmanach i Bermudach.

Unia każe, Polska nie protestuje

Aby opinia publiczna miała poczucie, że problem ucieczki przed podatkami nie pozostaje nierozwiązany, władze najbogatszych państw coraz częściej decydują się na wprowadzanie przepisów i rozwiązań uszczelniających system podatkowy. Jednym z takich rozwiązań jest proponowany właśnie exit tax, polegający na opodatkowaniu niezrealizowanych zysków przy przeprowadzce za granicę. Unia Europejska już dwa lata temu ogłosiła, że wszystkie państwa członkowskie mają czas do 2018 roku na to, aby wprowadzić u siebie odpowiednie przepisy i dlatego tak naprawdę polskim władzom nie pozostało zbyt wiele czasu do działania.

Znalazłszy się w ogniu krytyki za wprowadzanie kolejnego już podatku w ciągu niespełna trzech lat sprawowania rządów, „dobra zmiana” konsekwentnie odpiera ataki, zasłaniając się koniecznością dostrojenia się do ustawodawstwa unijnego. Minister finansów Teresa Czerwińska przekonuje, że wprowadzając tzw. exit tax, Polska tak naprawdę dostosowuje się do warunków panujących w całej Europie i tworzy w ten sposób pole do uczciwej konkurencji dla wszystkich członków Wspólnoty. Jak jednak wiadomo, rząd Mateusza Morawieckiego w wielu innych kwestiach otwarcie kwestionuje polecenia eurokratów z Brukseli, dlatego tłumaczenia, iż Polska nie ma żadnego wyjścia, nie są do końca przekonujące.

W rzeczywistości można odnieść wrażenie, że tak naprawdę „dobra zmiana” cieszy się z wprowadzonego odgórnie wymogu, ponieważ współgra on z główną ideą zmian w systemie podatkowym dokonywanych po 2015 roku. Prawo i Sprawiedliwość od początku swoich rządów czyni przede wszystkim starania mające na celu uszczelnienie systemu podatkowego. Jak dotąd nie dokonało żadnej istotnej zmiany stawek podatkowych i skupia się na ściągalności podatków oraz ukróceniu nadużyć związanych z działalnością mafii vatowskich czy też paliwowych.

Skupiając się na walce z mafiami i nieuczciwymi przedsiębiorcami PiS stracił jednak z oczu perspektywę osób, które nie uciekają ze swoimi dochodami do rajów podatkowych i nie brały nigdy udziału w żadnej podatkowej karuzeli.

Uszczelnianie ponad wszystko

Pomimo głośnych zapowiedzi wprowadzenia Konstytucji dla biznesu, 100 ułatwień dla biznesu oraz początkowej gotowości do obniżki podatków, PiS swoją uwagę poświęca przede wszystkim kwestii ukracania nadużyć i ściągalności podatków. Obszarów tych nie sposób lekceważyć, lecz sektor prywatny nie składa się wyłącznie z mafii i oszustów, lecz także z setek tysięcy podmiotów uczciwie pracujących na swoją przyszłość.

Niestety, jak dotąd nie otrzymały one ze strony rządów Prawa i Sprawiedliwości żadnej zachęty do tego, aby przy pomocy niższych stawek podatkowych jeszcze bardziej zapracować na rozwój całego kraju. Ministerstwo Finansów przekonuje, że stawka exit tax w Polsce będzie należała do jednych z najniższych w całej Europie (proponuje się, aby wynosiła 19 proc.), a próg w wysokości 2 mln zł sprawi, że nowy podatek nie dotknie osób niezamożnych. Można się z tego powodu cieszyć, ale o wiele więcej korzyści przyniosłoby sprawienie, aby ucieczka z polskiego systemu podatkowego nie była wcale tak atrakcyjna.

Tak naprawdę nie ma żadnych większych przeszkód, aby Polska już dziś w wielu obszarach sama przekształciła się w swego rodzaju raj podatkowy, przyciągając do siebie wiele zagranicznych podmiotów. Jeżeli obecnie tak wiele spółek szuka okazji do tego, aby przenieść swoją oficjalną siedzibę zagranicę to m.in. dlatego, że uznają opodatkowanie w Polsce za wygórowane.

Choć exit tax został wymyślony przede wszystkim z myślą o dużych podmiotach, które stać na opłacenie prestiżowych doradców podatkowych pomagających w optymalizacji podatkowej, jego Polska odmiana może niestety uderzyć także w osoby prywatne. Wedle niepotwierdzonych jeszcze do końca zapowiedzi, podatek od ucieczki miałby bowiem objąć także dochody osób zmieniających miejsce zamieszkania. Tego rodzaju nadgorliwość władz z pewnością nie pomaga budować społecznego zaufania.

Ułatwiać, nie karać

Obecnej władzy zdecydowanie brakuje zrozumienia, że rolą systemu podatkowego nie jest karanie przestępców, gdyż tym powinny zajmować się sądy. Nikt nie lubi płacić podatków, ale niskie podatki są dla społeczeństwa bardziej znośne i generują mniej zachęt do stosowania oszustw. Wprowadzanie kolejnego podatku stanowiącego rodzaj kary, zamiast poprawić sytuację, jeszcze bardziej zachęci do obchodzenia przepisów i szukania luk w systemie. Bez względu na to, jakie przepisy wprowadzą kraje członkowskie Unii Europejskiej, doradcy podatkowi i tak znajdą sposób na to, żeby je ominąć. Poszkodowani zostaną jedynie przedsiębiorcy i te osoby, które w trosce o swój majątek będą próbowały uciec przed podatkowym uciskiem.

Nic konstruktywnego do dyskusji na temat exit tax nie wniosła niestety także opozycja, która ustami m.in. Ryszarda Petru zaczęła straszyć w mediach, że wkrótce firmy masowo uciekną z Polski. Taki scenariusz nam nie grozi. Zachodnie podmioty mają wciąż nad Wisłą do dyspozycji potężną armię pracowników, którym nie muszą płacić wygórowanych pensji, dlatego trudno sobie wyobrazić, aby chciały nagle przenieść się gdzieś indziej.

Najważniejszy skutek, jaki przyniesie ze sobą wprowadzenie w życie nowego podatku, będzie polegał raczej na jeszcze większej komplikacji systemu podatkowego oraz wzmocnienie wizerunku obecnej władzy jako skupionej przede wszystkim na „dokręcaniu śruby”. Podatek od ucieczki obowiązuje już w wielu europejskich krajach, m.in. w Niemczech czy też Islandii i nie wywołał tam żadnego trzęsienia ziemi. Nie ma więc żadnego szczególnego powodu, aby sądzić, że inaczej stanie się w Polsce.

Exit tax może się jedynie przyczynić do rozwoju „przedsiębiorczości” w ten sposób, że zwiększy zapotrzebowanie na usługi doradców podatkowych. Dzięki nowym przepisom eksperci od unikania podatków będą mogli jeszcze lepiej wykazać się przed swoimi klientami w dziele poszukiwania luk w systemie pozwalających na zaoszczędzenie wielkich sum. Wiele osób na pewno się w ten sposób wzbogaci, ale czy na pewno o to chodzi ustawodawcom?

Autor

Poprzedni artykułFundusz, który okradł Polskę
Następny artykułKoniec demokracji

Najnowsze