18.6 C
Warszawa
czwartek, 6 października 2022

Bezwarunkowy dochód globalistyczny

Koniecznie przeczytaj

Dla pilotażowego programu świadczenia bezwarunkowego dochodu gwarantowanego ciężko znaleźć jakiekolwiek racjonalne wytłumaczenie.

Prezes Kaczyński przestrzegał jakiś czas temu w pamiętnych słowach przed „neomarskistowskimi inżynierami ludzkich dusz”. Od momentu, gdy padły te słowa, nie minął nawet rok, a w rolę pierwszorzędnych inżynierów społecznych wcielił się nie kto inny jak rząd Zjednoczonej Prawicy. Zgodnie z przedstawionym właśnie planem grupa co najmniej 5 tysięcy osób zamieszkujących województwo warmińsko-mazurskie miałaby otrzymywać świadczenie w wysokości 1300 zł miesięcznie. Opiekę nad projektem mieliby sprawować naukowcy, którzy na ten specyficzny program badawczy przeznaczyliby kwotę ok. 150 mln zł.

Kosztowny grant badawczy

Wypłatę bezwarunkowego dochodu gwarantowanego mieszkańcom gmin sąsiadujących z obwodem kaliningradzkim można by czysto teoretycznie uznać za bardzo drogi grant badawczy, lecz niestety tego rodzaju „badania” są w ostatnich latach na tyle rozpowszechnione, że polscy naukowcy mogli zwyczajnie zapoznać się z wynikami eksperymentów z innych krajów. Jeszcze kilka lat temu dochód gwarantowany był testowany w kilku lokalizacjach, m.in. w Finlandii, lecz w ostatnim czasie sprawdzano go w kilkudziesięciu różnych miejscach świata. Z całą pewnością tak rozbudowana grupa badawcza pozwoli naukowcom uzyskać odpowiedzi na wszelkie nurtujące ich pytania.

Wydawanie lekką ręką ponad 150 mln zł byłoby nadto czymś zupełnie innym w normalnych czasach, ale w Polsce inflacja rozpędziła się właśnie do ponad 12 proc., deficyt przekroczył 4,3 proc. PKB, a rząd zachowuje się tak, jak gdyby stać go było dosłownie na wszystko. To zdecydowanie nie jest dobry moment na powiększanie listy wydatków, a tym bardziej wydatków dotyczących tak bardzo kontrowersyjnego świadczenia. Gdyby wspomniani już naukowcy kierowali się poprawnymi i dobrze przemyślanymi teoriami ekonomicznymi, wiedzieliby przecież, że rozdawanie środków pieniężnych za sam fakt istnienia nie przyniesie nigdy dobrych efektów bez potrzeby uciekania się do badań empirycznych. Nie trzeba być zwolennikiem ultraliberalnych teorii społecznych i ekonomicznych, aby wiedzieć, że świadczenia pieniężne oferowane przez państwo nie biorą się z powietrza, a ktoś musi na nie zapracować. Przeznaczanie pieniędzy dla osób, które nie muszą spełniać żadnych kryteriów, poza samym istnieniem, jeszcze bardziej zniechęci do podejmowania uczciwej pracy i wzmocni zjawiska roszczeniowości w społeczeństwie.

Rekonstrukcja PGR

Obecna ekipa rządząca znana jest ze swoich politycznych sentymentów do dawnych wzorców władzy wcielanych m.in. przez obóz sanacyjny. W przypadku dochodu gwarantowanego można stwierdzić z przekąsem, że nawiązuje już nie do czasów II RP, lecz okresu, w którym na Warmii i Mazurach funkcjonowały Państwowe Gospodarstwa Rolne. Obowiązujący w nich model zarządzania sprzyjał wypłacaniu wynagrodzenia bez względu na realny wkład w pracę. Choć współcześnie ekonomiści z całego świata przekonują, że świadczenie dla każdego to nowoczesne narzędzie radzenia sobie z wieloma problemami, tak naprawdę mechanizm pozostaje wciąż ten sam. W rzeczywistości nawet niezwykle ułomny program 500 plus jest od bezwarunkowego dochodu gwarantowanego o tyle doskonalszy, że tworzy określone kryterium zachęcające do pewnych czynności zwiększających wypłacaną sumę. Jak się nieustannie przekonujemy, kwoty te są zdecydowanie zbyt niskie, aby rzeczywiście wpłynąć na poprawę dzietności. Jeśli zaś bezwarunkowy dochód gwarantowany jako jedyne kryterium wypłaty środków wprowadza istnienie, to jego skutkiem może być tylko stworzenie bodźców zniechęcających do podejmowania jakichkolwiek działań.

Z funkcjonowaniem bezwarunkowego dochodu gwarantowanego wiąże się szereg mitów. Jeden z nich głosi, że jego wypłata wprowadza tak naprawdę oszczędności w porównaniu do innych programów socjalnych, gdyż obywatelom i urzędnikom oszczędza się zbędnej biurokracji. Nie trzeba wypełniać ani oceniać żadnych wniosków, lecz jedynie podać numer konta bankowego do wypłaty. W praktyce okazuje się, że bezwarunkowy dochód gwarantowany nie będzie nigdy w stanie zastąpić tradycyjnych programów socjalnych, gdyż potrzeby socjalne obywateli różnią się w sposób diametralny. Jednolite świadczenie w równej wysokości dla wszystkich może więc wywindować lub zredukować ogólny poziom zasobów gotówkowych dla wszystkich, lecz nie rozwiąże problemów, które wedle panujących współcześnie standardów politycznych powinno brać na siebie państwo.

Pełniący w obozie władzy funkcję naczelnego suflera zrównoważonego rozwoju Polski Instytut Ekonomiczny już od dawna przedstawiał analizy sugerujące, że niezwykle modny dziś bezwarunkowy dochód gwarantowany to pomysł godny rozważenia. Jak jednak wynikało z jego wyliczeń, koszt wypłaty tego rodzaju świadczenia jest całkowicie poza zasięgiem polskiego państwa. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość zdecydowałoby się nagle zdemontować cały swój socjalny dorobek w postaci „trzynastek”, „czternastek”, programu „Dobry Start” czy innych świadczeń, ciężar wypłaty programu „gotówka za nic” byłby zwyczajnie do udźwignięcia. Zasadne w związku z tym jest zadanie pytania, w jakim celu mieszkańcy przygranicznych gmin mają zostać obsypani dodatkowymi pieniędzmi?

To nie czas na eksperymenty

Warto rządzącym stale przypominać, że obecne czasy nie sprzyjają niestety żadnym pilotażowym programom wartym 150 mln zł lub więcej, ponieważ ze względu na wojnę i prowadzoną przez Komisję Europejską dywersję, polskie państwo będzie się musiało zmierzyć z ogromnym kosztem w postaci ponad 3 mln uchodźców przebywających na stałe w naszym kraju. Wobec coraz bardziej zauważalnej recesji gospodarczej wszelkie tego typu eksperymenty powinny być zwyczajnie zawieszone.

Testowanie na polskich obywatelach jednego z najbardziej popularnych w ostatnim czasie narzędzi polityki społecznej światowej lewicy może budzić jedynie zażenowanie, gdyż wszystko dzieje się za akceptacją rządu, który tak wiele razy podkreślał swoje votum separatum w stosunku do ekonomicznego mainstreamu. Zamiast ulegać światowym modom i biernie wcielać w życie propozycje promowane przez liberalne kręgi Zjednoczona Prawica obiecywała wdrożyć swój własny, autorski program gospodarczo-społeczny. Okazuje się jednak, że poczynania rządu przypominają coraz bardziej program promowany m.in. na spotkaniach w Davos czy też idee głoszone przez właścicieli największych korporacji świata. Jak dobrze wiadomo, bezwarunkowy dochód gwarantowany cieszy się poparciem m.in. Marka Zuckerberga czy też Richarda Bransona, dla których jego wprowadzenie rozwiązałoby problem obecności tak wielkiej liczby osób wykonujących niewymagającą wysokich kompetencji pracę i uzyskujących z tego tytułu kiepskie dochody.

Przyzwolenie na realizację tak kosztownego eksperymentu to dla obozu władzy także poważny błąd wizerunkowy. Część polskiego społeczeństwa popiera wprawdzie wprowadzenie bezwarunkowego dochodu gwarantowanego ze względu na progresywne poglądy lub przywiązanie do minionego ustroju, lecz nadal większość naszych rodaków nie jest wobec tego pomysłu nastawiona przychylnie. Polacy są narodem umiejącym ciężko pracować i na szczęście nie przekonuje ich wciąż wizja rozdawania pieniędzy na prawo i na lewo; choćby dlatego, że w powszechnym odbiorze uważamy się wciąż za kraj na dorobku.

Najlepiej stałoby się więc, gdyby rząd pospiesznie wycofał środki na nikomu niepotrzebny program badawczy i zademonstrował tym samym, że podstawą dobrobytu jest praca i oszczędność. Promowanie tych wartości jest zdecydowanie dużo bardziej wymagające i nie pompuje słupków z poparciem w sondażach w tak spektakularny sposób, jak rozdawanie pieniędzy. W trudnych czasach obowiązkiem odpowiedzialnej władzy jest jednak podejmowanie nawet najbardziej niepopularnych decyzji.

Autor

Najnowsze