9.8 C
Warszawa
poniedziałek, 3 października 2022

Nigdy nie maluję wbrew sobie

Koniecznie przeczytaj

ROZMOWA Z… Dominikiem Jasińskim

Z Dominikiem Jasińskim, malarzem, rozmawiała Katarzyna Mazur

Jakie zmiany na polskim rynku, jeśli chodzi o inwestowanie w sztukę, dostrzegasz na przestrzeni ostatnich 10 lat?
Z mojej perspektywy widzę ogromne zmiany na lepsze. Nawet podczas kryzysu sztuka stoi bardzo mocno, bo to dobry materiał inwestycyjny. Obrazy z czasem tylko zyskują na wartości. Ja to osobiście mocno odczuwam. Mam klientów, którzy kupują po kilkanaście moich obrazów, mam też takich, którzy kupują obrazy i nigdy ich nawet nie wieszają na ścianach (nie dlatego, że są brzydkie, ale dlatego, że nie mają na nie miejsca (śmiech). Kupują je, wiedząc, że to jest gwarant zysku, że kiedy za kilka lat będą chcieli taki obraz sprzedać, to ta inwestycja zaprocentuje. Zresztą sam kupuję obrazy innych malarzy. Część z nich wisi w mojej warszawskiej pracowni, część zabieram ze sobą do Portugalii. Od kilku lat ceny moich prac rosną, co nie ukrywam, bardzo mnie cieszy. Tym bardziej czuję się zobowiązany, żeby przez cały czas się rozwijać. Dawno temu nauczyłem się cenić swoją pracę i nie wstydzić się nadawania jej wartości bardziej wymiernej, monetarnej. Szczególnie kiedy popyt jest duży (a od kilku lat niezmiennie idzie w górę). Dużo dało mi też mieszkanie poza granicami Polski, obserwowanie jak podchodzi się do sztuki na świecie. Bo to żadna ujma kiedy za swoją pracę oczekujemy wynagrodzenia. Cały czas większa część moich prac sprzedaje się w Polsce i z pełną świadomością mogę stwierdzić, że polski rynek sztuki już dawno dogonił rynki europejskie. Być może nie na taką skalę finansową, ale z pewnością Polacy widzą, że w sztukę warto inwestować.

Współpracujesz z markami modowymi. Po co Ci to? Wychodzisz dzięki temu ze swoją sztuką do szerokiego odbiorcy?
Każdy projekt wychodzący poza ramy płótna to dla mnie wyzwanie i pewnego rodzaju odskocznia. Abstrahując od tego, że fajnie jest zobaczyć swoje „rzeczy” na innych nośnikach, taka współpraca zawsze daje mi oddech. Oczywiście ważne jest dotarcie do szerszego grona odbiorców, ale podejmuję się tylko tych projektów, które dają mi frajdę. Zazwyczaj takie działania spotykają się z ciepłym przyjęciem, ale zdarza się też dużo krytyki, że to sprzedajność, że to już nie sztuka. Każdy ma prawo do swojego zdania, jednak koniec końców tylko ja wiem, ile mi to daje oddechu i energii, żeby wrócić do sztalug. Nigdy nie byłem przeciwnikiem łączenia sztuki z działaniami bardziej komercyjnymi, wręcz przeciwnie – mi jako artyście dostarcza to zupełnie innych bodźców, to dla mnie nowa platforma przekazu i zawsze jestem na nowe propozycje otwarty.

Czyli zdarza Ci się jeszcze tworzyć dla przyjemności, nie dla pieniędzy, w sensie na zamówienie?
Nie wyobrażam sobie prowadzenia fabryki obrazów na zamówienie. Tak jak wspominałem wcześniej – każdy obraz, niezależnie od tego, czy to zamówienie czy nie, to moja radość i energia. Nie każdego zamówienia się podejmuję, jednocześnie pracuję nad kilkoma pracami naraz, zawsze ten poziom zainteresowania (mojego) jest bardzo aktywny. Chyba dzięki temu nie mam poczucia, że robię coś na siłę. Mam nadzieję, że nie nadejdzie taki czas, kiedy będę musiał malować. Dotychczas malowanie jest dla mnie ogromną przygodą i końca nie widzę…

Jak przebiega proces tworzenia „na zamówienie”? Mówisz, że zdarza Ci się nie przyjąć zlecenia, dlaczego?
Tak, zdarza mi się odmówić (kulturalnie) pracy z klientem, jeżeli widzę, że on tak naprawdę nie potrzebuje mnie jako Jasińskiego, ale potrzebuje wprawnego pędzla, bo obraz ma już ułożony w głowie. Wie dokładnie, że tu chce mieć namalowany słonecznik, tu kokardkę na głowie, a w prawej ręce kieliszek z winem. Kiedy zaczynam rozmowę o nowym obrazie, ważne jest dla mnie raczej to, czego klient nie chce niż to, co chce. Bo przychodząc do mnie, chce mnie (mówię to bez żadnego nadęcia). Zazwyczaj dostaję wolną rękę i zazwyczaj ta wolna ręka nie trwa długo. Zawsze na etapie pracy nad obrazem pojawiają się zmiany, na które jestem bardzo otwarty, wiem, że ostatecznie ktoś inny będzie się tym obrazem cieszył i chcę, żeby był naprawdę zadowolony Zdarzają się klienci bardziej wymagający, ale praca z człowiekiem zawsze powinna się opierać na dialogu. Na studiach zdarzyło mi się popełnić kilka obrazów, których teraz bym się nie podjął. Jestem asertywny i nie mam problemu z zakomunikowaniem, że jak ten słonecznik tu namalujemy, to będzie ze szkodą dla obrazu. Szanuję zdanie kogoś, kto obraz zamawia, a jednocześnie nigdy nie maluję wbrew sobie.

Wspierasz innych artystów. Nie tylko kupując ich prace. Dlaczego?
Pamiętam czasy kiedy nie stać mnie było na kupienie płótna, pamiętam też takie, kiedy nie stać mnie było na wynajem mieszkania, nie wspominając już o nowych butach czy takich tam fanaberiach. Miałem dużo szczęścia, bo trafiłem na ludzi, którzy mi pomogli – poukładali mi głowie, że kiedy się bardzo czegoś chce, wystarczy ciężko popracować i wszystko jest możliwe. Wiem, jak trudno jest przebić się młodemu artyście i zacząć pokazywać swoje prace. Ta moja pomoc to nic nadzwyczajnego, to bardziej danie szansy na pokazanie się, a czy ktoś już tą szansę będzie chciał wykorzystać, to zależy tylko od niego. Nikt nie zrobi nic za ciebie – bez pracy (i to naprawdę ciężkiej pracy) trudno jest cokolwiek osiągnąć. Banalnie to brzmi, ale też bardzo prawdziwie.

Co sprawia, że jednemu artyście się udaje, innemu nie? Co w Twoim przypadku sprawiło, że dziś możesz żyć ze sztuki?
Ciągle wspominam, że ciężka praca, że dyscyplina… a tak naprawdę to również dużo szczęścia i przypadku. Ja osobiście nauczyłem się nie palić mostów i traktować ludzi wokół z szacunkiem. Nigdy nie wiadomo z kim tak naprawdę rozmawiamy. Myślę, że udaje się tym, którzy wiedzą, że robią wartościowe rzeczy i nie boją się świata. W moim przypadku pewien, nazwijmy to, sukces, zawdzięczam swoim profesorom i nauczycielom i szacunkowi dla tradycji. Myślę, że bez solidnej bazy i takiej podstawowej pracy bardzo ciężko jest cokolwiek osiągnąć. Ja wcześnie nauczyłem się szanować historię i przyjmować krytykę – niekoniecznie powielać te ścieżki w swojej pracy, ale z pewnością je zrozumieć, przemielić i przetworzyć. I ciągle się uczyć. Dwa tygodnie temu zapisałem się na zorganizowane u nas na wsi zajęcia z rysunku z modela. Znowu czuję się jak w szkole i znowu przebywanie z innymi artystami daje mi ogromną motywację.

Dla mnie osobiście jesteś najbardziej „chwytającym za gardło” portrecistą kobiet. Kiedy patrzę na dynamikę postaci przez Ciebie portretowanych, zastanawiam się, jak dużej bliskości z pozującym trzeba, żeby oddać go w sposób tak osobisty, niemalże intymny. Lubisz swoich modeli, modelki? Czy w ogóle ma znaczenie, jakie w Tobie budzą emocje?
Dziękuję, to bardzo miłe. Bardzo lubię poznawać nowych ludzi i zazwyczaj bardzo szybko rodzi mi się w głowie obraz, w jaki chciałbym modela przedstawić. Jeżeli tylko jest możliwość bliższego poznania i rozmowy to zawsze z niej korzystam. Czasami kiedy mam za dużo informacji o portretowanej osobie to zdarza się, że trochę się blokuję artystycznie. Bo na przykład okazuje się, że to osoba – anioł, a mi w głowie już powstał jakiś drapieżny wizerunkowo obraz. Wtedy potrzebuję trochę oddechu, żeby nie bać się uderzenia kolorem, żeby zachować charakter obrazu zgodny z tym, co siedzi we mnie. Nigdy nie zdarzyło mi się żeby model wzbudził we mnie jakieś mega negatywne emocje, ale to wynika chyba z tego, że ogólnie podchodzę do ludzi z dużą otwartością.

Kiedy patrzysz na swoją artystyczną ścieżkę wstecz – coś byś zmienił, inaczej zrobił, zaplanował?
Nie lubię rozpatrywać przeszłości, wolę skupić się na tym, co chcę osiągnąć w przyszłości. Oczywiście są decyzje, których żałuję, ale idziemy do przodu. Staram się nie negować tego, co żałuję, ale przekuć to w nowe, owocne doświadczenia. Nie warto użalać się nad sobą i rozpatrywać tego, na co i tak nie ma się już wpływu. Trzeba spiąć dupkę i iść dalej, pracować i – co najważniejsze – żyć! Doceniać to co wokoło, jeść dobre jedzenie, pielęgnować przyjaźnie. Trochę utopijnie to brzmi, ale proszę mi wierzyć – to działa.

Więcej w kwietniowym wydaniu magazynu Gentleman

Autor

Poprzedni artykułPiwny wyrok
Następny artykułInwestor

Najnowsze