26.2 C
Warszawa
środa, 29 czerwca 2022

Karami w Google

Koniecznie przeczytaj

Komisja Europejska nałożyła na Google 1,5 mld euro kary za praktyki monopolistyczne.

To jednak nie koniec problemów Amerykanów.

Aż 1,5 mld euro kary za wykorzystywanie dominującej pozycji w zamieszczaniu reklam na stronie głównej wyszukiwarki i ograniczanie innym firmom możliwości konkurencji. Sankcja nałożona na Google przez Komisję Europejską jest kolejną w ciągu ostatnich 24 miesięcy. Wcześniej Komisja Europejska nałożyła na Google kary w wysokości 2,4 mld euro (za bezprawne faworyzowanie innego produktu Google) i 4,3 mld euro (za łamanie unijnych przepisów antymonopolowych na rynku systemów operacyjnych). To jednak dopiero początek problemów giganta, a pod lupę trafić mogą również użytkownicy jego platformy. Przykładem może być decyzja polskiej skarbówki, która uznała, że za reklamy na kanale YouTube autorzy muszą rozliczać się według stawek 18 i 32 proc., a nie 8,5 i 12 proc.

Noworoczny francuski pocałunek
W styczniu Francja nałożyła na Google 50 milionów euro kary. Podstawą decyzji francuskiej komisji ds. informatyki i wolności było rozporządzenie o ochronie danych w UE – RODO. Jak stwierdzono, Google nie zastosował się do nowych przepisów i nie zapewnił użytkownikom wystarczającego wytłumaczenia i przejrzystości co do danych udostępnianych reklamodawcom. Co prawda 50 milionów euro dla takiego giganta to „niewiele”, ale była to największa grzywna, jaką nałożono od wejścia w życie RODO. Skarżącymi były organizacje non-profit: None of Your Business i La Quadrature du Ne. – Niezbędne informacje, takie jak: cele przetwarzania danych, okresy ich przechowywania lub kategorie danych osobowych wykorzystywanych do personalizacji reklam, są nadmiernie rozpowszechnione w wielu dokumentach, z przyciskami i linkami, których kliknięcie jest wymagane w celu uzyskania dodatkowych informacji – czytamy w uzasadnieniu komisji.

Bolesny marzec

Znacznie dotkliwsza kara spadła na Google już w marcu. Wówczas to Komisja Europejska zadecydowała o kolejnej miliardowej grzywnie dla Amerykanów. – Firma Google ma zapłacić 1,49 miliarda euro grzywny za działania monopolowe polegające na blokowaniu konkurencyjnych firm – informowała komisarz do spraw konkurencji Unii Europejskiej Margrethe Vestager. Jak wyjaśniała Vestager Google (a dokładniej jej spółka-matka Aplhabet) załamało prawo, zmuszając internetowe serwisy partnerskie do podporządkowania się restrykcyjnym zapisom kontraktowym. Chodziło o korzystanie z najpopularniejszej platformy reklamowej AdSense. Korzystający z rozwiązania Google nie mogli bowiem korzystać z okienek i rozwiązań reklamowych konkurencji. – Reklamodawcy i właściciele stron mieli mniejszy wybór i prawdopodobnie musieli płacić więcej, a dodatkowe koszty zostały przerzucone na konsumentów – precyzowała Vestager.

– Zawsze uważaliśmy, że zdrowe, konkurencyjne rynki leżą w interesie wszystkich. Dokonaliśmy już wielu zmian w naszych produktach, aby uwzględnić obawy Komisji. W ciągu najbliższych kilku miesięcy będziemy dokonywać kolejnych aktualizacji, by dać naszym konkurentom większą widoczność na rynkach europejskich – bronił się po ogłoszeniu decyzji Komisji Europejskiej wiceprezes Google ds. polityki publicznej Kent Walker. Marcowa kara była kolejną z serii tzw. miliardówek dla Google. W 2018 roku Unia Europejska zadecydowała o rekordowych 4,34 miliardach euro kary dla Google za łamanie unijnych przepisów antymonopolowych i nadużywanie pozycji na rynku systemów operacyjnych wykorzystywanych m.in. przez telefony. – Nikt nie widziałby problemu, gdyby Google sam sobie produkował telefony i wypełniał je swoimi usługami – tak jak robi to Apple. Komisji Europejskiej nie podoba się to, że Google wykorzystuje swoją dominującą pozycję do wykorzystywania innych firm z celu większej popularyzacji własnych usług. Poza tym Android ma nieporównywalnie większe udziały niż iOS. Google sprawił, że wypuszczenie telefonu bez Sklepu Play byłoby dziś strzałem w stopę. Google o tym wie, dlatego producentów chcących dać swoim klientom dostęp do Google Play zmusza do przeinstalowywania własnej wyszukiwarki oraz przeglądarki. Tym samym – zdaniem urzędników – dopuszcza się praktyk monopolistycznych, wyniszczając konkurencję – wyjaśniał istotę sporu red. Miron Nurski z „Wirtualnej Polski”. Rok wcześniej, w 2017 roku, na Google spadła kara w wysokości 2,42 miliarda euro. Ta z kolei była wynikiem postępowania dotyczącego wyników wyszukiwania w sklepach internetowych.

Udobruchać Unię
Kolejne kary nakładane na giganta przynoszą jednak efekty. Szczególnie rekordowe 4,34 miliarda. To właśnie jej efekty mogą dziś zauważyć posiadacze telefonów z systemem operacyjnym Google Android. Teraz korzystający z takich telefonów, po zalogowaniu się do tzw. Sklepu Play, widzą listę pięciu przeglądarek i wyszukiwarek do wyboru – Google Chrome i alternatywne opcje (pojawiające się propozycje zależą od regionu). Tym właśnie sposobem Google próbuje udobruchać Komisję. Amerykanie zadbali nawet, by propozycje były ustawione w losowej kolejności – aby uniknąć zarzutów sugerowania użytkownikom wyboru. Jednak część ekspertów wskazuje, że nawet taki gest niewiele da Google. Według przedstawicieli FairSearch, która to domagała się zmian w systemie operacyjnym Google na telefonach, są one nieskuteczne. W rozmowie z portalem „The Verge” wyjaśniali, że ekran wyboru wyszukiwarek i przeglądarek „nie robi nic w kwestii rozwiązania głównego problemu, którym jest obecność aplikacji Google’a na wszystkich smartfonach z Androidem”. Przeciwnikom giganta chodzi o to, że nawet po wyborze innej niż Chrome przeglądarki, to rozwiązanie Google pozostanie na telefonie.

– Mamy wbudowane i nieusuwalne aplikacje, które służą do przeglądania Internetu i wyszukiwania informacji. Czy chcesz zaśmiecić telefon nadmiarowymi usługami? – żartował na Twitterze z zmian wprowadzonych w telefonach z systemem operacyjnym Google Luther Lowe, wiceprezes ds. polityki publicznej w firmie Yelp.

Burza na pogrzebie
Najbardziej dotkliwa może jednak okazać się dla Google afera z Google Plus – portalem społecznościowym giganta. W kwietniu Google zdecydował się ostatecznie wyłączyć platformę, które bezskutecznie próbowała konkurować z Facebookiem. A co gorsze dla Google – okazała się źródłem problemów. Ostatnie miesiące życia portalu były bowiem pasmem skandali z wyciekiem danych. O ile pierwszy wyciek miał dotyczyć „tylko” ok. 0,5 miliona użytkowników (dostęp do danych, które nie były publiczne, otrzymało ponad 400 aplikacji) to ostatni okazał się jedną z największych wpadek w historii. Luka mogła dotknąć nawet 52,5 miliona ludzi. – Odkryty przez Google błąd związany z interfejsem Google+ pozwolił na przeglądanie informacji profilowych ponad 52,5 mln użytkowników wszystkim usługom, które odwoływały się do API. Co ważne, aplikacje mogły podejrzeć dane profilu, który był ustawiony jako niepubliczny oraz ukryte informacje udostępnione jednemu użytkownikowi przez inną osobę – wyjaśniał red. Adrian Kotowski z portalu „PC Lab”. To właśnie skandal z Google Plus może stać się kolejnym orężem do walki z Amerykanami. Mimo że Google przekonuje, iż nikt nie wykorzystał luki w niewłaściwy sposób.

 

Autor

Poprzedni artykułBitwa pod Deir al-Zour
Następny artykułNajbogatszy księgarz świata

Najnowsze