10 C
Warszawa
niedziela, 25 września 2022

Wojna piwa z wódką pod flagą rosyjską

Koniecznie przeczytaj

Lobbyści pracujący dla kumpla Putina chcą podnieść cenę piwa. A wszystko w ramach walki z alkoholizmem.

2017 rok został ogłoszony „rokiem trzeźwości”. Sejm podjął nawet specjalną uchwałę „w sprawie zwiększenia troski o trzeźwość Polaków”. Inicjatywa została wykorzystana przez rosyjskie spółki z branży spirytusowej do ataku na rynek piwa. Dla Rosjan to miliardowe zyski. Dla Polaków to powrót do konsumpcji alkoholu à la PRL.

Kto rządzi polskim alkoholem?

Producenci wódki są w Polsce zrzeszeni w ramach Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy. Związek, jak i określenie „polska wódka” polskie są tylko z nazwy. Prawie 50 proc. wpływu na rynku polskiej wódki posiada firma CEDC, która jest kontrolowana przez Russkij Standard. Jej właścicielem jest Rustam Tariko nazywany także „królem wódki”. Tariko to zaufany człowiek Putina. To właśnie on przejął w 2013 od Williama Careya takie marki jak „Żubrówka” czy „Bols”. Jak mówi rynkowa plotka, najpierw umówił się z Amerykaninem na pomoc w podbiciu rosyjskiego rynku, wziął kasę, a potem… No cóż, nie wyszło. Rosjanie nie chcieli pić polskiej wódki, więc biznes się nie udał. Russkij Standard przejął CEDC za kawałek jej wartości.

Kolejnym graczem na rynku spirytusowym w Polsce jest międzynarodowa grupa Stock z udziałem bliskim 25 proc., a po nim francuski Marie Brizard 14,7 proc. Cała reszta to nieco ponad 9 procent. Gdy zapytaliśmy ZP PPS, jak wygląda struktura udziałów poszczególnych firm w rynku spirytusowym, zostaliśmy odesłani do linku zawierającego loga firm. Tak więc, gdyby rynek wódki w Polsce przedstawić jako litr wódki, popularna „połówka” byłaby rosyjska. Dla porównania polscy producenci nie mieliby nawet „setki”.

0:1 do przerwy

Gdy już wiemy, kto rządzi rynkiem spirytusowym w Polsce, to też wiemy, kto zyskuje i kto traci na ewentualnych zmianach w zasadach, jakie na nim rządzą. Prawdą jest, że Polacy piją coraz mniej mocnych alkoholi, przez co rynek ten się kurczy. Wszystkiemu „winne” jest piwo, które stanowi tańszą i lżejszą konkurencję dla wódki. 100-gramowa „małpka” kosztuje w sklepie ok. 4 zł. Puszki piwa są zaś często poniżej 2 zł. Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy, jeszcze w 2016 roku na łamach jednego z portali stwierdził, że „Polacy piją mniej alkoholu”. Krzysztof Kouyoumdijan z CEDC (czyli firmy kontrolującej niemal 50 proc. polskiego rynku spirytusowego) uznał, że „ostatnie lata są dla całej branży trudnym okresem. Powód? Pijemy inaczej i mniej. Zamiast „sety” wybieramy piwo. Tańsze bez znaku akcyzy na puszce.

Co różni wódkę od piwa? Dla wielu konsumentów piwo nie jest alkoholem. Jednak dla budżetu państwa piwo to „napój alkoholowy”, tyle że o niskiej zawartości alkoholu. Na początku lat 90., kiedy wprowadzano system akcyzowy, postanowiono inaczej opodatkować alkohol w piwie niż w reszcie produktów zawierających procenty. Chodziło o zachętę dla Polaków, by zamiast po wódkę, zaczęli sięgać po piwo. Dlatego wysokość akcyzy liczy się od zawartości alkoholu. W piwie nalicza się wysokość akcyzy od zawartości ekstraktu decydującego o smaku piwa. Ten zabieg powoduje, że puszka cydru kosztuje mniej więcej dwa razy więcej niż puszka piwa o tej samej mocy. Ustawodawca wprowadził nawet specjalny artykuł w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, który konserwuje obecną sytuację. I właśnie ten zapis chcą zmienić producenci wódki, tak by cena małpki i puszki piwa była zbliżona. Wówczas dla klientów wybór będzie prostszy, sięgną po wódkę. Bo patrząc na zachowania polskich konsumentów w ostatnich 20 latach widać, że jak mało który przepis, ten akurat zadziałał. Polacy piją zasadniczo mniej i to lżejszych alkoholi. Tak więc w starciu wódka kontra piwo jest 0:1, przynajmniej do przerwy. Te zmiany nie podobają się od lat producentom wódki.

Zasłona dymna

No ale skoro pijemy mniej i tak twierdzą przedstawiciele największych firm produkujących wódki w Polsce, to w czym problem? Od kilku tygodni w wielu mediach pojawiły się materiały, z których wynika, że pijemy tyle, co Rosjanie. Straszne. I to podobno są dane Światowej Organizacji Zdrowia. Jest to jednak, delikatnie mówiąc, manipulacja. W badaniu WHO Rosjanie są na 4. miejscu, a my na 12., tuż przed Węgrami. W 2017 roku tytuł najbardziej rozpitego narodu trafi najprawdopodobniej do Litwinów. O co więc chodzi? Skoro media donoszą, że chlejemy na umór, pojawili się zatroskani politycy i hierarchowie Kościoła katolickiego nawołujący do krucjaty na rzecz trzeźwości.

Uczynni lobbyści opłaceni przez producentów wódki wmawiają posłom, że trzeba ratować naród. Dlatego rok 2017 został uchwałą Sejmu określony mianem rokiem trzeźwości. A na wrzesień szykowany jest wielki narodowy Kongres Trzeźwości. Idealne miejsce do ogłoszenia kilku zmian. Ciekawe czy sprawozdawca projektu uchwały (była nią poseł Anna Sobecka nierozerwalnie kojarzona z toruńskim środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości) ma świadomość, że działa w interesie Russkiego Standardu i innych zagranicznych firm produkujących wódkę w Polsce? Pewne zdziwienie wywołuje wspieranie inicjatyw wymierzonych w piwo ze strony dyrektora Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych – Krzysztofa Brzózki. Jak twierdzą jednak wtajemniczeni, próbuje on swoją aktywnością zablokować pomysł ministra zdrowia uczynienia z PARPA agendy zwalczającej wszelki typ uzależnień. Więcej pracy, kasa ta sama.

W Sejmie odbyła się debata na rzecz trzeźwości narodu. Przygotowano nawet specjalne materiały omawiające problem alkoholizmu i spożycia alkoholu w Polsce. Materiały te były pełne manipulacji i niedopowiedzeń. Kontrowersje budziły także wypowiedzi osób biorących udział w konferencji. Byli to: Krzysztof Brzózka dyrektor PARPA, prof. Krzysztof Wojcieszek z UKSW, bp Tadeusz Bronakowski czy poseł słynąca z głosowania na dwie ręce Małgorzata Zwiercan. W sprytny sposób żonglowano argumentami. Występujący w trakcie konferencji eksperci twierdzili, że Polacy znajdują się w czołówce najwięcej pijących nacji europejskich. Do tego w Polsce, jako jednym z nielicznych krajów spożycie alkoholu ma stale rosnąć. Tyle że przytoczone argumenty nie mają wiele wspólnego z prawdą, która stoi w sprzeczności z ustaleniami międzynarodowych czy polskich organizacji zajmujących się tą kwestią (wystarczy poczytać roczne raporty PARPA). Sporą część konferencji poświęcono spożyciu piwa. To właśnie piwo zostało okrzykniętym sprawcą rozpijania Polaków.

Polska wódka – rosyjski lobbing

Problem w tym, że okazję od razu wyczuli Rosjanie, bo przecież nie można założyć, że od samego początku ją inspirowali. Swoje 5 groszy do akcji musieli wrzucić oczywiście przedstawiciele największych producentów alkoholu w kraju. Fundacja Republikańska na zlecenie Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego przygotowała raport „Produkcja i rynek napojów spirytusowych względem pozostałych napojów alkoholowych”. W raporcie przywołano twierdzenia PARPA, że Polska notuje najwyższy udział piwa w strukturze konsumpcji w UE. Z tym że zapomniano wspomnieć o tym, że w badaniach nie brano pod uwagę tradycyjnych piwnych narodów, takich jak Niemcy, Czesi czy Holendrzy. Także spożycie piwa wśród młodzieży ma być znacznie wyższe niż innych alkoholi, co nie zostało poparte żadnymi faktami. Słowem Fundacja Republikańska na zlecenie producentów wódki przygotowała raport, z którego wynika, że rozpijaniu zarówno młodych, jak i starych Polaków winne jest piwo i sposób jego opodatkowania.

Tak więc na zlecenie producentów wódek (znajdujących się, jak wiemy, w połowie w rękach przyjaciela Putina), którzy tracą na spożyciu piwa, Fundacja Republikańska przygotowała raport, z którego wynika, że alkoholizmowi w Polsce winne jest piwo i to w trakcie prac posłów nad koncepcją trzeźwości w Polsce. Posłowie są namawiani do wprowadzenia zakazu reklamy piwa i podniesienia akcyzy na ten trunek ignorując fakt, że alkoholizm w Polsce od lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Niezależnie od tego, po co chętniej sięgają Polacy.

Piwo po 4,5 złotego

Inicjatorom akcji należy pogratulować skuteczności. Jak zwykle udało się wykreować sztuczny kryzys niepoparty faktami. Z informacji, do których dotarła „Gazeta Finansowa” wynika, że w lobbing na rzecz zwiększenia akcyzy na piwo i zakazania reklamy piwa włączyła się agencja PR związana z Prawem i Sprawiedliwością, która dotarła do Ministerstwa Finansów i samego wicepremiera Mateusza Morawieckiego.

9 czerwca bieżącego roku odbył się IV Kongres Branży Spirytusowej „Branża spirytusowa a «Strategia na rzecz odpowiedzialnego rozwoju»”. Była to konferencja czysto lobbingowa. Jej organizatorem był Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy oraz Krajowa Izba Gospodarcza. Według Ministerstwa Finansów „Było to już kolejne spotkanie w ramach Programu Przeciwdziałania Szarej Strefie w Polsce, który prowadzi Global Compact Network Poland”. Jak twierdzi Ministerstwo, przedstawiciele branży spirytusowej w Polsce spotkali się w Ministerstwie Finansów i… „zwracali uwagę, że jednym z priorytetów rządu jest walka z oszustwami podatkowymi, w tym z nielegalnym alkoholem. Zwrócono również uwagę na konieczność edukacji i promocji odpowiedzialnych wzorców konsumpcji alkoholu”. Zapewne producenci wódek zwracali uwagę na to, że spożywanie alkoholu jest niekorzystne dla społeczeństwa, zwłaszcza tych mocniejszych trunków, a korzyści dla budżetu państwa są mniejsze i najlepiej, żeby zrezygnować z mocniejszych trunków na rzecz tych słabszych… Tę samą imprezę inaczej określił sam organizator, według ZP PPS kongres był „corocznym podsumowaniem wszystkich działań prowadzonych przez ZP PPS w danym roku”.

Patronat nad Kongresem objęło Ministerstwo Rozwoju. Partnerami wydarzenia była m.in. Fundacja Republikańska, która przygotowała raport na zlecenie ZP PPS. Ministerstwo Finansów zapewniło, że nie prowadzi prac nad zmianą obowiązujących przepisów dotyczących poziomu opodatkowania akcyzą napojów alkoholowych. Tylko trudno oprzeć się wrażeniu, że cała zabawa ma na celu pod płaszczykiem walki z alkoholizmem w Polsce pomoc rosyjskiej firmie spirytusowej w zdobyciu jeszcze większego udziału w polskim rynku alkoholi. Czy naprawdę tak powinna wyglądać walka z alkoholizmem?

Autor

Najnowsze