28.6 C
Warszawa
czwartek, 30 czerwca 2022

Podatkiem w reklamę

Koniecznie przeczytaj

Amerykańska Free Press chce opodatkować internetowe reklamy.

Szacunkowe roczne wpływy z tego tytułu mają wynieść ok. 2 mld dolarów. Opodatkowania reklam w sieci domagają się też Niemcy i Francuzi.

Amerykańska organizacja Free Press przedstawiła projekt opodatkowania przychodów z reklamy internetowej. Podatek zapłaciliby najwięksi gracze jak Facebook i Google, a pieniądze z podatku mają być przeznaczone na wsparcie wysokiej jakości treści dziennikarskich. Według szacunków Free Press roczne wpływy mają sięgać 2 mld dolarów. To nie pierwszy taki pomysł w ostatnim czasie. W grudniu Francja i Niemcy zaproponowały wprowadzenie w Unii Europejskiej podatku w wysokości 3 procent od reklamy cyfrowej. Podatek ten miałby wejść w życie do 2021 roku. Dodatkowo Francja w styczniu zapowiedziała wprowadzenie podatku dla największych firm technologicznych (o przychodach powyżej 750 mln euro).

Reklamowy zgrzyt
Działająca od 16 lat Free Press przekonuje, że internetowi giganci co roku zwiększają swoje zyski z reklam, a jednocześnie niszczą rynek, co odbija się na wydawcach i dziennikarzach. – W opublikowanym komunikacie Free Press podkreśla, że przy istniejących obecnie mechanizmach targetowania i zbierania danych o użytkownikach, te same metody są stosowane zarówno do reklamowania odbiorcom butów, jak i kierowania do nich fake newsów i dezinformacji. Tymczasem rzetelni wydawcy mają coraz mniej środków na walkę z tymi ostatnimi zjawiskami przez dostarczanie użytkownikom sprawdzonych i wiarygodnych treści – wyjaśnia branżowy portal „Wirtualne Media”. Ciesząca się poparciem Demokratów Free Press, zaproponowała rozwiązanie tego problemu w postaci nowego podatku od przychodów z reklam. W zależności od wariantu wynosiłby on np. 2 proc. dla wszystkich firm, których roczne przychody z reklamy cyfrowej przekraczają kwotę 200 mln dolarów, 1 proc. od wpływów ze wszystkich reklam na rynku lub 1,5 proc. od wszystkich firm internetowych wykazujących zysk powyżej miliona dolarów. Według szacunków Free Press dałoby to od 1,8 do 2 mld dolarów rocznie. Kwota ta następnie miałaby, zdaniem Free Press, zostać przeznaczona na wsparcie wydawców. Według prawników Free Press najwyższe podatki powinni zapłacić tacy giganci na amerykańskim rynku jak Google, Facebook czy Amazon.

Europa też chce podatków
O ile projekt Free Press zostanie dopiero oceniony przez amerykańskich urzędników, to w Europe już teraz pojawiają się postulaty i konkretne decyzje dotyczące opodatkowania internetowych gigantów. W październiku ubiegłego roku za Google i Facebooka wzięła się Wielka Brytania. Projekt podatku od usług cyfrowych zaprezentował w brytyjskim parlamencie Philip Hammond, Kanclerz Skarbu w rządzie Th eresy May. Jego wysokość ma wynieść 2 proc. od przychodów, jakie uzyskano dzięki użytkownikom z terenu Wielkiej Brytanii. Według szacunków Hammonda rząd ma w ten sposób zyskać ok. 400 mln funtów w 2020 roku. – Cyfrowe platformy odpowiedzialne za wyszukiwarki, social media i zakupy przy internet zmieniły nasze życie, głównie na lepsze. (…) Stanowią one jednak prawdziwe wyzwanie dla stabilności i uczciwości naszego systemu podatkowego. Jego reguły nie nadążają za zmieniającymi się modelami biznesowymi. I wyraźnie nie jest uczciwy ani sprawiedliwy fakt, że firmy stojące za tymi platformami cyfrowymi mogą generować znaczną wartość w Wielkiej Brytanii bez płacenia tutaj podatków – przekonywał minister Hammond. – Większość dużych amerykańskich firm technologicznych ma złożoną strukturę podatkową, która polega na realizowaniu sprzedaży za pośrednictwem spółek-córek w krajach o niskich podatkach, takich jak Irlandia. Z kolei brytyjskie spółki zależne raportują przychody, biorąc pod uwagę usługi świadczone na rzecz spółki dominującej. Tym samym ich przychody i zyski są bardzo niskie, a w konsekwencji płacą bardzo niskie podatki – wyjaśniała Shona Ghosh w „Business Insider”.

Z kolei w grudniu Francja i Niemcy złożyły propozycję, by opodatkować reklamy internetowe. Podatek wynosiłby 3 proc. Francja od dawna jest największym orędownikiem cyfrowego podatku i od miesięcy lobbuje w tej sprawie w Unii Europejskiej. O ile wcześniej w Unii Europejskiej rozważano opodatkowanie całych przychodów, nowy pomysł zakłada nałożenie podatku na sprzedaż cyfrowych reklam. W styczniu francuski minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire podał wstępne propozycje. Opodatkowane miałyby zostać działające na francuskim rynku firmy osiągające roczne globalne przychody powyżej 750 mln euro (z czego 25 mln we Francji). Podatek, który francuskie media określają jako GAFA (od nazw Google, Amazon, Facebook, Apple – gdyż to one byłyby nim dotknięte), miałby sięgnąć 5 proc. Według szacunków ministra Le Maire dałoby to rocznie 0,5 mld euro wpływów. Co jednak wzbudziło spore kontrowersje – minister forsuje pomysł, by podatek naliczany był wstecznie – tj. od 1 stycznia roku, w którym wejdzie w życie. – Cyfrowi giganci wykorzystują nasze dane osobowe, czerpią z nich ogromne zyski… potem przesyłają pieniądze gdzie indziej, nie płacąc wysokich podatków. (500 mln euro – red.) to punkt wyjścia – przekonywał minister Le Maire na antenie radia Europa 1. Według Associated Press nowy podatek ma zostać ekspresowo przeforsowany w parlamencie, w ciągu najbliższych miesięcy. Co ciekawe – w rozmowie z „Le Journal de Dimanche” minister Le Marine przekonywał, że powstaje też europejskie porozumienie w kwestii podatku cyfrowego. Decyzja taka może jednak jeszcze długo nie zapaść. Powodem są sprzeciwy ze strony m.in. Irlandii. To właśnie głosami Irlandii, Szwecji i Danii pod koniec 2018 roku upadła propozycja europejskiego podatku, który objąłby cyfrowych gigantów działających na unijnym rynku.

Co z Polską?
W Polsce do opodatkowania internetowych gigantów chętnie odnosi się też premier Mateusz Morawiecki. Według premiera zyski z opodatkowania Facebooka czy Google mają pokryć wydatki na tzw. piątkę Kaczyńskiego. Jak przekonuje Kancelaria Premiera chodzi o „sprawiedliwe opodatkowanie zysków, jakie globalne firmy generują w Polsce, oferując usługi cyfrowe, takie jak reklamy online, VoD i streaming muzyki”. Według szacunków rządu dałoby to rocznie kilkaset milionów złotych wpływów do budżetu. Do pomysłu Morawieckiego krytycznie odniósł się jednak Kevin Hassett, szef doradców ds. gospodarczych prezydenta Donalda Trumpa. – Istnieje ryzyko, że idziecie w złym kierunku i zaczniecie odstraszać bezpośrednie inwestycje zagraniczne, które są siłą napędową kraju. Jako przykład posłużyć może dyskusja o podatku cyfrowym (…), dlaczego uderzać w amerykańskie firmy internetowe dokuczliwym podatkiem cyfrowym, który na dodatek jest trudny w egzekucji – ocenił Hassett.

Autor

Poprzedni artykułPolska w EU – kiedy bilans?
Następny artykułManifest neokomunistyczny

Najnowsze