8 C
Warszawa
czwartek, 29 września 2022

Francuska lista

Koniecznie przeczytaj

Jak niemiecki koncern stał się właścicielem „haków” na francuskie władze.

 Paryska prokuratura wszczęła wstępne postępowanie wyjaśniające ws. kartoteki grupy Monsanto. Monsanto to amerykański koncern, który został kupiony przez niemiecki Bayer. Jak ujawniły francuskie media, w „kartotece” Monsanto znalazło się ponad 200 nazwisk polityków, urzędników (w tym ministrów finansów, ekologii czy rolnictwa), dziennikarzy, szefów organizacji zawodowych i publicznych i naukowców. Obok nazwisk znajdowały się adnotacje z danymi oraz poziom „poparcia” dla koncernu. Z ujawnionych informacji wynika, że dane – w tym wrażliwe, nt. potencjalnych zwolenników i przeciwników glifozatu (czynnik aktywny Roundupu, uznany za prawdopodobnie rakotwórczy przez Międzynarodowy Ośrodek Badań Raka) były gromadzone przynajmniej do końca 2016 roku. Według informacji stacji telewizyjnej France 2, Monsanto zamierzało swoich przeciwników „wychowywać”, a szczególnie zaciętych „nadzorować”.

Głośna transakcja
Monsanto to jeden z najstarszych amerykańskich koncernów. Dziś zaangażowany w produkcję genetycznie modyfikowanej żywności, niegdyś popularny na całym świecie za sprawą środków ochrony roślin. – Firma Monsanto nie ma dobrej reputacji. W latach 60. i 70. produkowała Agent Orange, czyli dioksyny, które były rozpylane w trakcie wojny w Wietnamie. Mieszanka miała zabijać rośliny, ale okazało się, że jest też szkodliwa dla ludzi. Po wojnie na terenach pryskanych Agent Orange rodziły się dzieci z deformacjami, a amerykańscy żołnierze zapadali na nowotwory. W 1984 r. weterani otrzymali 80 mln dolarów odszkodowania od firmy. Wietnamczycy nie dostali nic, przypominał historię firmy red. Ireneusz Sudak na łamach „Gazety Wyborczej” kilka lat temu. Obecnie najpopularniejszym produktem Monsanto pozostaje Roundup, środek chwastobójczy obecny na rynku od 45 lat. Problemy Amerykanów zaczęły się stosunkowo niedawno, gdy organizacje ekologiczne wzięły na celownik glifosat – składnik aktywny Roundupu, który według niektórych może być rakotwórczy. W 2015 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (podlega Światowej Organizacji Zdrowia) przedstawiła badania, które wskazywały na takie właściwości glifosatu.

Europejski Urząd Bezpieczeństwa Żywności początkowo był sceptyczny do wyników badań, jednak w 2016 roku Komisja Europejska nie wydała nowego 15-letniego zezwolenia na stosowanie Roundupu na terenie Unii Europejskiej. Ostatecznie unijni urzędnicy wydali Amerykanom zezwolenie zaledwie na półtora roku, w którym to okresie składniki Roundupu miały zostać zbadane. Pod koniec 2016 roku media poinformowały, że amerykański koncern ma zostać kupiony przez niemiecki Bayer. Bayer, oprócz farmaceutyki, inwestuje też m.in. w hodowlę roślin i właśnie produkcję środków chemicznych do ochrony roślin. Za Monsanto Niemcy mieli zapłacić nawet 63 mld dolarów. Ostatecznie zgodę na przejęcie Monsanto wydała w 2018 roku najpierw Komisja Europejska, a później resort sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych (firmy musiały zobowiązać się do wyzbycia części aktywów, by nie łamać przepisów antymonopolowych). Efektem było powstanie największego na świecie koncernu, zajmującego się pestycydami i nasionami. Po zgodzie urzędów antymonopolowych akcje Monsanto wzrosły na giełdzie, a inwestycja zaczęła się Niemcom szybko zwracać.

Niesmak po zakupie
Gdy w 2016 roku dziennikarze pytali prezesa Bayera o „złą sławę” Monsanto, Werner Baumann uciął krótkim: „możemy z tym żyć”. Szybko jednak okazało się, że nowy nabytek przyprawi Niemcom niemałych problemów. W sierpniu 2018 roku (niedługo po zakupie przez Bayer Monsanto) sąd w San Francisco nakazał Niemcom wypłacenie 78,5 mln dolarów odszkodowania Dewaynowi Johnsonowi, u którego po latach korzystania z Roundupu odkryto chłoniaka nieziarniacznego. Kara ta i tak była niższa niż 289 mln dolarów, których domagał się sąd I instancji. W marcu 2019 roku sąd federalny w San Francisco uznał, że Roundup przyczynił się do rozwoju choroby nowotworowej Edwina Hardemana. Informacja o kolejnym przypadku odbiła się mocno na notowaniach giełdowych Niemców.

– Przysięgli doszli jednogłośnie do wniosku, że mężczyzna, który przez 25 lat stosował zawierający glifosat środek w swoim ogrodzie, udowodnił związek między używaniem preparatu, a zachorowaniem na raka – relacjonował sprawę „Deutsche Welle”. Tym razem amerykański sąd nakazał Niemcom wypłatę 80 mln dolarów odszkodowania (Bayer wniósł apelację). – Sprawa ta dla koncernu Bayer jest niezwykle niepokojąca, ponieważ została uznana za modelową („bellwether case”). Oznacza to, że stanowi test dla innych tego typu przypadków. A przed sądem w San Francisco może ich być ponad 760. Łącznie na ten rok zaplanowano rozpoczęcie siedmiu procesów. (…) Do końca stycznia przeciwko Monsanto z powodu glifosatu złożono w USA pozwy w imieniu 11 200 osób. (…) Akcje Bayera od miesięcy tracą na wartości. W czerwcu 2017 roku warte były 124 euro, teraz spadły do 55 euro. Spowodowało to spadek wyceny wartości koncernu o blisko 60 miliardów dolarów – alarmował pod koniec marca br. „Deutsche Welle”.
– W dwóch przypadkach, w których zapadł już wyrok, Bayer złożył odwołanie, eksperci wychodzą jednak z założenia, że skończy się na drogiej ugodzie. Niektórzy analitycy mówią, że ugody mogą kosztować koncern sumy rzędu 15 do 20 mld euro – dodaje niemiecki dziennik.

Francja w szoku
W kwietniu br. walne zgromadzenie akcjonariuszy odrzuciło (55,5 proc. głosujących) absolutorium dla prezesa Bayeru Wernera Baumanna i jego zarządu. Było to pokłosie skandali z Monsanto.
– Decyzja WZA nie ma mocy prawnej, jest zwykle symboliczna, ale zawsze uważa się ją za kluczowy wyznacznik nastrojów inwestorów – komentował wynik głosowania „Bloomberg”.
– Głosowanie (…) było ostatnim punktem burzliwego spotkania kierownictwa firmy z inwestorami, którzy nie szczędzili słów krytyki prezesowi i szefowi rady nadzorczej Wernerowi Wenningowi i domagali się wyjaśnień, jak mogło dojść od utraty ok. 35 mld euro wartości rynkowej spółki od czasu kupienia Monsanto. Głównym wątkiem tej debaty było, czy szefowie Bayera właściwie ocenili zagrożenia prawne związane z Roundupem – komentował sytuację red. Piotr Rudzki w „Rzeczpospolitej”.

Prawdziwą „bombą” okazało się jednak to, co odkryły francuskie media i służby w maju. Dziennik „Le Monde” ujawnił, że kupiony przez Bayer Monsanto stworzył swego rodzaju „kartotekę” francuskich osobistości. Byli to m.in. politycy, urzędnicy, liderzy organizacji zawodowych i publicznych oraz dziennikarze. „Le Monde” powoływał się na stan kartoteki z listopada 2016 roku. Wówczas na liście znajdowało się ponad 200 nazwisk. Obok nazwisk i funkcji w kartotece znajdowały się takie dane, jak ich adresy, numery telefonów, opisy hobby, poziom sympatii wobec Monsanto oraz opinie o glifosacie, środkach chwastobójczych itd.

– W zestawieniu wytypowano 74 „cele priorytetowe” podzielone na 4 grupy: sojuszników, potencjalnych sojuszników do rekrutacji, osobistości do wyedukowania i osób pod nadzorem – wyjaśniała „Rzeczpospolita”. Według niemieckiego dziennika „Deutsche Welle” osobom na liście przyznawano stopnie od 0 do 5, w zależności od możliwości wywarcia na nich wpływu i ich stopnia podatności na sugestie. Kartoteka do francuskich mediów miała trafić za sprawą przecieku z Fleishmann-Hillard, firmy zajmującej się PR i lobbowaniem (przedstawiciele Fleishmann-Hillard twierdzili później, że nie są w stanie „zidentyfikować tego dokumentu” i nie mają wiedzy o niewłaściwym działaniu ich współpracowników). To właśnie do niej Amerykanie mieli zwrócić się o pomoc ws. glifosatu, gdy czynnik aktywny Roundupu był już uznany za prawdopodobnie rakotwórczy przez Międzynarodowy Ośrodek Badań Raka. W kartotece pojawiły się takie postacie, jak (były już) minister rolnictwa Stéphane Le Foll, (była) minister ekologii Ségolene Royal (jako jedna z niewielu otrzymała stopień „0” – tj. bez podatności na wpływy), minister zdrowia Marisol Touraine, minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire, szef Instytutu Badań Agronomicznych Philippe Mauquin, dziennikarze AFP, Le Monde czy Radio France. Po wyjściu sprawy na jaw i złożeniu zawiadomienia przez dziennikarzy, śledztwo wszczęła paryska policja i prokuratura. Francuski kodeks karny zabrania bowiem sporządzania baz danych osób „zawierających ich opinie polityczne i filozoficzne bez zgody tych osób”. Po wyjściu na jaw skandalu, Bayer bronił się, że „nie dysponuje wiedzą” odnośnie działań Monsanto.

Autor

Poprzedni artykułMilionerzy z youtuba
Następny artykułUSA-IRAN. Wojna nie wybuchnie

Najnowsze