10 C
Warszawa
niedziela, 25 września 2022

Wojna z fejkami

Koniecznie przeczytaj

Kolejne państwa zaostrzają przepisy związane z rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji, jednak prawnicy biją na alarm.

W ubiegłym tygodniu Sejm przyjął nowelizację Kodeksu karnego, przygotowaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Gdy nowe prawo wejdzie w życie, policja i prokuratura z urzędu będzie ścigać przypadki pomówienia – nawet bez woli osoby, której dobra naruszono. Część prawników już dziś widzi zagrożenia związane z nowym prawem.

Trudna walka
Od wygranych przez Donalda Trumpa wyborów prezydenckich hasło „fake news” robi furorę. Dość powiedzieć, że autorzy słownika Collins Dictionary wybrali je Słowem Roku 2017. Jak przyznali, zbitka określająca fałszywe informacje, zasługuje na to wyróżnienie, gdyż jest „wszechobecna”, a jej użycie wzrosło w ciągu kilku miesięcy aż o 365 proc. Dziś to właśnie walka z „fejkami” stała się jednym z ważniejszych tematów zarówno mediów, jak i polityków. To, jak w cyfrowych czasach łatwo jest tworzyć i rozpowszechniać fałszywe informacje, najlepiej pokazały m.in. reportaże „Polityki” i „Superwizjera” o działalności niektórych portali w Polsce. Czerpiące olbrzymie zyski z reklam portale tworzyły zmyślone lub skrajnie „podkręcone” wiadomości z krzykliwymi tytułami, które następnie zyskiwały czytelników za pomocą rozpowszechniania ich za pomocą mediów społecznościowych (np. dużych grup i stron fanowskich na Facebooku). Politycy i tradycyjne media od lat próbują znaleźć mechanizm do bronienia się przed takimi sytuacjami. W przypadku naruszeń dóbr osobistych z pomocą przychodzi Kodeks karny i jeden z najbardziej kontrowersyjnych artykułów – 212. Stanowi on:
§1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
§2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w §1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§3. W razie skazania za przestępstwo określone w §1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
§4. Ściganie przestępstwa określonego w §1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

Wieczny artykuł
Jednak to właśnie artykuł 212 od 30 lat wzbudza największe kontrowersje, a dziennikarze domagają się jego zniesienia, przekonując, że w sprawach pomówień powinna być stosowana droga cywilna. Jedną z głośniejszych spraw z artykułu 212 w ostatnich miesiącach było skazanie dziennikarza Wojciecha Biedronia na trzy tysiące złotych grzywny (sąd I instancji chciał dla niego 25 tysięcy grzywny). Powodem była pomyłka w artykule – Biedroń podał, że wobec sędziego Wojciecha Łączewskiego podjęto postępowanie dyscyplinarne, gdy tymczasem w momencie publikacji prowadzono postępowanie wyjaśniające. Po skazaniu Biedronia rządzący po raz kolejny zapowiedzieli usunięcie artykułu 212 z Kodeksu karnego. Niemałym szokiem dla dziennikarzy był zatem wynik ubiegłotygodniowego głosowania, gdy zamiast usunąć artykuł 212, Sejm przyjął nowelizację Kodeksu karnego, która dodatkowo go zaostrzyła. Jak ujawnił portal Konkret 24 (TVN 24), gdy zmiana wejdzie w życie, do akcji z urzędu będzie mogła wejść policja i prokuratura – nawet bez woli osoby, której dobra naruszono. Do paragrafu 2 artykułu 212 dot. dopuszczania się pomówienia za pomocą środków masowego komunikowania dopisano paragraf 2a. Ten stwierdza, że „tej samej karze podlega, kto w celu popełnienia przestępstwa określonego w §1 albo po jego popełnieniu tworzy fałszywe dowody na potwierdzenie nieprawdziwego zarzutu lub nakłania inne osoby do potwierdzenia okoliczności objętych jego treścią”. Nowelizacja nie zawiera poprawki paragrafu 4 art. 212, który mówi, że „ściganie przestępstwa określonego w par. 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego”. Według prawników oznacza to, że podejrzani o popełnienie czynów określonych w poprawce będą ścigani z oskarżenia publicznego, czyli z urzędu będą mogły postępowania wszczynać zarówno policja, jak i prokuratura.

Bat na fejki?
Według adwokata Łukasza Chojniaka z nowej propozycji przepisów wynika, że czyn z artykułu 212 §2a Kodeksu karnego będzie ścigany z urzędu. – Zawsze jest domniemanie, że dany czyn jest w ten sposób ścigany, chyba że ustawa wskaże inaczej – ocenił adwokat w rozmowie z portalem Konkret 24. Krytycznie do nowych przepisów odniósł się mec. Jacek Dubois. – Głęboko wchodzi w sferę naruszenia dóbr osobistych osoby, ale niejako poza nią, poza jej wolą, ponieważ z mocy tego przepisu policja i prokuratura będą mogły działać, niezależnie od tego, czy ta osoba, której teoretycznie dobra naruszono, złoży do sądu odpowiedni pozew – ocenił mec. Dubois w rozmowie z Konkret 24. Pytany przez red. Jana Kunerta o to, czy w ramach tego przepisu będzie można z urzędu ścigać autorów np. fake newsów lub memów, mec. Dubois stwierdził – W mojej ocenie zrobienie fotomontażu kwalifikuje się jako tworzenie fałszywych dowodów, o których jest mowa w niniejszym przepisie. Może to dawać niesamowite pole do ingerencji państwa w media społecznościowe. Krytycznie nowe przepisy ocenili też dziennikarze – w tym autorzy reportażu o portalach rozpowszechniających fake newsy.

– Na podstawie domniemań albo pomówień polityków czy blogerów może (policja lub prokuratura – red.) prowadzić wobec dziennikarzy regularne postępowanie z wykorzystaniem wszelkiego aparatu państwa: podsłuchu, inwigilacji dziennikarzy czy badania źródeł. (…) To jest otwarta brama, żeby niszczyć niezależne dziennikarstwo w Polsce. Stoi w rażącej sprzeczności z deklaracjami polityków, którzy mają wpływ na obecnie tworzone prawo i co jakiś czas mówią o wycofaniu się z art. 212. Wydawało się, że istnieje konsensus, żeby nie pogarszać sytuacji prawnej dziennikarstwa w Polsce. Potrzebne jest nam dziennikarstwo, które nie boi się pójścia do więzienia, infiltracji czy łapania informatorów – ocenił w rozmowie z branżowym magazynem „Press” red. Bertold Kittel z TVN 24.

To dopiero początek?
Kontrowersje wokół wykorzystania znowelizowanego artykułu 212 do walki z „fake newsami” bledną jednak przy burzy, jaka przeszła przez media na świecie po rozwiązaniu, na jakie zdecydował się np. Singapur. Parlament Singapuru uchwalił bowiem prawo, zgodnie z którym za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji grozi aż do 10 lat więzienia lub grzywna do 735 tys. dolarów (milion dolarów singapurskich). Nowe prawo, które uchwalono, by walczyć z „fake newsami” błyskawicznie trafiło w ogień krytyki… przeciwników fake newsów. Media, właściciele portali społecznościowych i organizacje prospołeczne twierdzą bowiem, że może być ono wykorzystywane jako narzędzie ograniczania wolności słowa. – Przywódcy Singapuru przygotowali prawo, które będzie miało mrożący efekt na wolność w Internecie w całej Azji Południowo-Wschodniej i prawdopodobnie rozpocznie nowy rodzaj wojen informacyjnych, ponieważ (władze Singapuru) będą chciały narzucić ich wąską wersję „prawdy” światu – ocenił Phil Robertson, wicedyrektor Human Rights Watch w Azji.

– Próbowaliście kiedyś zdefiniować fake newsa? To nie jest takie proste. Nie każda informacja, która jest nieprawdziwa, jest fake newsem. Gdybyśmy stosowali tak prostą wykładnie w ten przepastny worek wpadałaby satyra, zwykły błąd, a czasem nawet literówka. Fake newsy wyróżniają się tym, że są tworzone dla osiągnięcia konkretnej korzyści, na przykład majątkowej lub politycznej. Taką premedytację w ich tworzeniu trudno udowodnić, ale bardzo łatwo założyć – przekonuje red. Matylda Grodecka z portalu SpidersWeb.

Autor

Najnowsze