19.4 C
Warszawa
niedziela, 26 czerwca 2022

Telenowela “Brexit”

Koniecznie przeczytaj

„Związanie rąk”

W ciągu 7 tygodni brytyjski premier stracił większość parlamentarną, bez powodzenia próbował ogłosić wcześniejsze wybory, wyrzucił 21 swoich posłów z partii, a jego własny brat porzucił rząd.

“Wolę leżeć martwy w rowie niż odroczyć brexit” – wypalił do dziennikarzy brytyjski premier Boris Johnson. Wielka Brytania powinna opuścić Unię Europejską 31 października. Wciąż jednak nie może dogadać się z władzami UE w Brukseli, jak to zrobić. Johnson należy do polityków, którzy forsują tzw. twardy Brexit. Polegać ma on na tym, że Brytyjczycy wychodzą z UE bez żadnych porozumień. To oczywiście będzie oznaczać kryzys i kłopoty w relacjach Wielkiej Brytanii z UE. Tak mocnych nerwów nie mają inni brytyjscy politycy. Johnson przegrał trzy kluczowe głosowania w parlamencie. Większość brytyjskich posłów jest przeciwna wyjściu ze wspólnoty bez porozumienia. Wszystko to przypomina powoli telenowelę. W Internecie pojawiły się już żartobliwe relacje z 2180 r., w którym po raz 500 Wielka Brytania będzie prosić UE o odroczenie brexitu. Johnson nie zamierza jednak uginać się pod żądaniami parlamentu, chociaż w pierwszych siedmiu tygodniach sprawowania urzędu premiera poniósł praktycznie same porażki.
„Johnson stracił większość parlamentarną, bez powodzenia próbował ogłosić wcześniejsze wybory, wyrzucił 21 swoich posłów z partii, a nawet zobaczył swojego własnego brata, jak odchodzi z jego rządu” – napisał dziennik „The Independent” w podsumowaniu ostatnich tygodni.

Bez odwrotu
„Centrum rozbite, skrzydła się cofają, ja atakuję” – meldował Napoleonowi jeden z jego generałów. Tę absurdalną taktykę zdaje się wdrażać Boris Johnson (w czerwcu skończył 55 lat). Bez wątpienia jest on jedną z najbardziej barwnych postaci współczesnej polityki. Zaczynał karierę jako dziennikarz, ale szybko stracił pracę za zmyślanie cytatów i faktów. Również jako polityk miał, jak to mówią, niespecjalnie konserwatywne podejście do prawdy. Był jednym z tych, którzy doprowadzili do referendum w 2016 r. i zgody Brytyjczyków na opuszczenie Unii Europejskiej. Jako minister spraw zagranicznych w rządzie Teresy May od maja 2016 r. mocno wspierał brexit. Za kłamstwa mówione obywatelom w tej kampanii trafi ł przed sąd. Wydaje się to dziwne z polskiej perspektywy, ale w Wielkiej Brytanii można ścigać polityków za oszukiwanie wyborców. Johnson na razie radzi sobie z wymiarem sprawiedliwości, ale w polityce idzie mu gorzej. Jako pierwszy premier w historii Wielkiej Brytanii przegrał trzy swoje pierwsze głosowania w parlamencie: w sprawie przejęcia kontroli przez parlament nad porządkiem obrad, nad ustawą blokującą brexit bez umowy z UE oraz głosowanie w sprawie przedterminowych wyborów parlamentarnych. W odpowiedzi wkurzony Johnson zawiesił parlament (cóż to działoby się, gdyby w Polsce tak spróbowano zrobić) i zapowiedział, że będzie twardo zmierzał do tego, aby 31 października, nie oglądając się na umowy, Wielka Brytania opuściła UE.

O co toczy się gra
Polityka brytyjska nigdy nie była jeszcze tak komiczna. Gra toczy się jednak o poważne sprawy. Jeżeli Wielka Brytania opuści UE bez porozumienia, może dojść do zamieszek. Brytyjski rząd ma świadomość, że relacje handlowe z Unią Europejską są tak silne, iż w pierwszych tygodniach może dojść do chaosu. Spodziewane są kłopoty z zaopatrzeniem w paliwo, jedzenie i lekarstwa. Jedną największych bolączek Brytyjczyków jest jednak kwestia Irlandii Północnej. Od kilkunastu lat ten jeden z najbardziej zapalnych rejonów świata w XX wieku cieszy się pokojem. Irlandia jest wyspą. Jej północna część, zamieszkała przez protestantów (większość Irlandczyków jest katolikami), formalnie należy do Zjednoczonego Królestwa. Przez prawie cały XX wiek irlandzcy terroryści, atakując brytyjskich polityków i ludność cywilną, domagali się połączenia Irlandii Północnej z macierzą. Problemem byli jednak protestanci, którzy bynajmniej nie byli entuzjastami wspólnego państwa z katolikami. Sprawę rozwiązano pokojowo. W UE nie ma granic, więc terroryzm i żądanie zmiany granic straciło sens. 31 października wszystko to jednak może wrócić wraz z pojawieniem się posterunków granicznych między Irlandią a Irlandią Północną.

Droga bez odwrotu
„Ten rząd będzie kontynuował negocjacje w sprawie porozumienia, jednocześnie przygotowując się do wyjścia bez niego. Pojadę na decydujący szczyt 17 października i bez względu na to, ile instrumentów ten parlament wymyśli, aby związać mi ręce, będę dążył do osiągnięcia porozumienia, co jest interesem narodowym. Ten rząd nie będzie już opóźniał brexitu” – zapowiedział po przegranych głosowaniach wyraźnie wkurzony brytyjski premier. „Związanie rąk” to uchwalenie przez parlament, że jeżeli do 19 października rząd brytyjski nie porozumie się w sprawie brexitu z UE, to ma obowiązek zwrócić się z prośbą o kolejne przedłużenie terminu opuszczenia wspólnoty. Johnson próbował wyjść z tego pata, organizując wcześniejsze wybory parlamentarne, ale nawet tego nie udało mu się przegłosować. Pogróżki Johsona, że – mówiąc językiem młodzieżowym – oleje sprzeciw parlamentu, skończyły się ostrzeżeniem pod jego adresem, że może skończyć w więzieniu. Były prokurator generalny Anglii i Walii Ken MacDonald wypalił w telewizji, że jeżeli Johnson poważnie rozważa niewykonanie decyzji parlamentu, to lepiej, aby kupił sobie niezbędny ekwipunek do więzienia.

Dodatkowo opozycja przygotowała już specjalne wnioski, aby sądy w zastępstwie Johnsona mogły zażądać od innych członków rządu opóźnienia brexitu. Johnson, uchodzący za jednego z najbardziej upartych polityków brytyjskich w historii, nie zamierza się uginać. Ma dwa plany. Pierwszy zakłada dymisję w ostatnich dniach października tak, aby nie miał kto składać wniosku o przedłużenie wychodzenia Wielkiej Brytanii z UE. Wreszcie drugi: kompletne sparaliżowanie pracy UE. Sabotowanie pracy nad wspólnym budżetem. Coś, co prasa angielska nazwała strategią „niegrzecznego ucznia”, czyli rozrabiaki, który stara się sprowokować nauczycieli, aby wyrzucili go z klasy. Trudno dziś przewidzieć, czym się skończy ta brytyjska opera mydlana. Na razie zawirowania wokół brexitu przypominają film Monthy Pythona. Ta legendarna grupa komików zasłynęła z absurdalnego i abstrakcyjnego poczucia humoru. Członkowie grupy swoje żarty potrafili opowiadać z kamienną twarzą. Niezależnie jednak od komizmu całej sytuacji, nikomu może nie być do śmiechu, gdy czarne scenariusze w sprawie brexitu się ziszczą.

Autor

Poprzedni artykułPolska drugą Argentyną?
Następny artykułWłoska robota

Najnowsze