29.3 C
Warszawa
poniedziałek, 27 czerwca 2022

Pojedynek miliarderów

Koniecznie przeczytaj

Udział Michaela Bloomberga w wyścigu prezydenckim pomieszał szyki republikanom, a w jeszcze większym stopniu Partii Demokratycznej.

Hasło miliardera okrzykniętego czarnym koniem grudniowych wyborów brzmi: „Pokonać Trumpa. Odzyskać Amerykę”. Bloomberg wie jak prowadzić kampanię, ma pieniądze i umie przekonać do siebie Amerykanów.

“Dzisiejsze wystąpienie Małego Michaela było najgorszym w historii debat. Mówił bezładnie, ujawniając swoją niekompetencję” − tak brzmiał sarkastyczny wpis Donalda Trumpa na Twitterze, którym skwitował przystąpienie Michaela Bloomberga do wyścigu o nominację partii demokratycznej w wyborach prezydenckich 2020 r. Urzędujący prezydent kpił przy tym ze wzrostu kontrkandydata. Po długim namyśle były burmistrz Nowego Jorku i właściciel korporacji Bloomberg L.P. oficjalnie zainaugurował kampanię przedwyborczą. Nie tylko ogłosił start, ale 20 lutego wziął udział w prawyborczej konwencji demokratów z Newady. Zaskoczenie jest tym większe, że Bloomberg nie wziął udziału w partyjnych prawyborach kilku stanów, włączając się do gry w środku wyścigu o kandydaturę. Tym samym pomieszał szyki głównym pretendentom i ulubieńcom demokratycznych elit: Joe Bidenowi i Berniemu Sandersowi. Jak ocenia „The New York Times”: „spóźniona decyzja Bloomberga wywołała burzę w i tak niespokojnej Partii Demokratycznej”. Nie trzeba odkrywać Ameryki, aby zauważyć kryzys ideowy i programowy antytrumpowskiej opozycji, dlatego kandydatura byłego mera Nowego Jorku stanowi wyzwanie dla przyszłości demokratów.

Nie bez przyczyny ogólnokrajowa debata telewizyjna partii, jaka odbyła w Las Vegas, zamieniła się w personalny atak przeciwko Bloombergowi, w którym uczestniczyli wszyscy rywale do nominacji. Przywódca lewicowego lub, jak mówią republikańskie media, populistycznego skrzydła Bernie Sanders zarzucił Bloombergowi, że „chce kupić wybory”. Medialny magnat przeznaczył na kampanię 1,5 mld dolarów, z czego 400 mln wydał na reklamę. O jej rozmachu świadczy 1,5 mln dolarów, za które sztab wyborczy Bloomberga kupił memy i lajki w sieciach społecznościowych. Mówiąc poważnie, oskarżenia Sandersa to ważna część programu tego kandydata. Lider lewicy mówi, że Trump i Bloomberg to „symptomy tego samego problemu Ameryki”, który polega na tym, że najbogatsi ludzie kraju uzyskali zbyt duży wpływ na władzę.


Przeczytaj też:

Trump po raz drugi …

Polowanie na Trumpa …

Kandydatura Wall Street


Inna z kandydatek lewej frakcji, senator Elizabeth Warren zaatakowała Bloomberga z pobudek feministycznych. – Mówię jasno, kogo zwalczamy. Miliardera, który nazywa kobiety tłustymi krowami i lesbijkami z końskimi twarzami. Wcale nie mam na myśli Donalda Trumpa, mówię o burmistrzu Bloombergu. Nowego rywala nie oszczędziła umiarkowana większość Partii Demokratycznej. Były wiceprezydent USA Joe Biden, który do niedawna uchodził za murowanego pewniaka wyścigu, wytknął Bloombergowi rasistowskie zachowania w czasie, gdy kierował Nowym Jorkiem. Chodzi o głośną prerogatywę, która dała policji prawo przeszukiwania podejrzanych osób wprost na ulicach. Z tym że, jak wykazała praktyka, nowojorscy stróże porządku stosowali prawo głównie w stosunku do Afroamerykanów i Latynosów. A to wywołało oburzenie demokratycznych wyborców.

Ze skoordynowanego ataku na Bloomberga usiłował skorzystać niezależny kandydat Pete Buttigieg. Przedstawił własną diagnozę sytuacji politycznej: – Większość Amerykanów nie wie, w którą stronę się obrócić. Przychodzi im wybierać pomiędzy socjalistą uważającym, że całe zło leży w kapitalizmie i miliarderem, który twierdzi, że pieniądze to klucz do władzy. Zamieszanie w Partii Demokratycznej oddają wyniki prawyborów w tzw. sondażowych stanach, które przewróciły dotychczasowe kalkulacje. Joe Biden uważany za lidera wyścigu ponosi klęskę za klęską, a jego poparcie spadło z 31 proc. o połowę. Notowania obecnego faworyta Sandersa nie przekraczają zaś 28 proc. poparcia. Tymczasem wskaźniki Bloomberga, który przecież nie uczestniczył dotąd w wyścigu, idą w górę. Według sondaży CNN i ABC News, miliarder cieszy się poparciem 14−15 proc. sympatyków Partii Demokratycznej, co plasuje go trzecim miejscu tuż za Bidenem. Jednak już dane ośrodków PBS Newshour i Marist dają Bloombergowi drugie miejsce, zaraz za Sandersem. Były mer daleko wyprzedza Warren i Buttigiega, choć w listopadzie ubiegłego roku cieszył się poparciem 4−5 proc. potencjalnych wyborców.

Szanse Bloomberga rosną, gdyż jak komentuje BBC: „nie wpisuje się w mainstreamowy, czyli lewicowy »przechył« góry partyjnej. Z kolei dla umiarkowanych wyborców jest bardziej wyrazisty od Bidena, postrzeganego jako »ciepła woda z kranu«”. Sam Bloomberg potwierdza nadzieje zdezorientowanego elektoratu. W Las Vegas nie dał się sprowokować konkurentom. Podczas telewizyjnej debaty tłumaczył spokojnie: – Myślę, że stoją przed nami kluczowe pytania. Po pierwsze, kto pokona Trumpa? Po drugie, kto poradzi sobie z odbudową Ameryki, jeśli zajmie po nim miejsce w Białym Domu? Wierzę, że jestem jedynym kandydatem, który sprosta obu zadaniom. –Skąd bierze się taka pewność?

Pojedynek miliarderów
Bloomberg uważa, że w zwycięstwie nad Trumpem pomoże mu biznesowe i polityczne doświadczenie. Mówi: „nie możemy pozwolić na kolejne cztery lata nierozważnych i nieetycznych działań Białego Domu”. Jego słowa precyzuje Howard Wolfson, kluczowa postać sztabu wyborczego: –Wykażemy, że Trump jest oszustem. W biznesie jest nieudacznikiem. Jego polityka ekonomiczna to porażka. Demokratyczna gubernator stanu Rhode Island Gina Raimondo, popierająca start miliardera, dodaje: –Trump szkodzi Ameryce i uważam, że Bloomberg powinien się z nim skonfrontować, w tym sensie, że ma szansę powodzenia. To prawda. Wiele wyjaśnia biografia Bloomberga. Przedstawiciel klasy średniej doszedł do ogromnego majątku własną pracą. Nie sięga w daleką przyszłość, woli działać krok po kroku. Uparty, ale z błyskotliwymi pomysłami. Ma wielu wrogów, których przysporzyła mu odwaga w konsekwentnej realizacji postawionych celów.

Tak przedstawia się również urzędujący prezydent, dlatego media używają barwnych określeń: „wyborczy pojedynek miliarderów” lub „bliźniak Trumpa”. Jednak obu dzieli przepaść. Nawet zasobność kont bankowych jest pozorna. Bloomberg L.P. jest warta 62 mld dolarów, a osobisty majątek właściciela ok. 30 mld. Tymczasem aktywy Trumpa wynoszą „tylko” 1,7 mld dolarów, są więc dwudziestokrotnie mniejsze. Bloomberg nigdy nie uciekł się do bankructwa dla ratowania majątku, ma za to doświadczenie polityczne. Przez trzy kadencje pełnił urząd burmistrza Nowego Jorku, zmieniając oblicze symbolu Ameryki. Zrestrukturyzował gospodarkę komunalną, poprawił bezpieczeństwo, a przede wszystkim jakość życia mieszkańców. Zadbał o edukację i ekologię, między innymi wyprowadzając paliwo węglowe. Zredukował bezrobocie do rekordowo niskiego poziomu i napełnił metropolitalny budżet dzięki nowym podatkom. Dziś obiecuje powtórkę nowojorskich innowacji w skali amerykańskiej, stawiając na przywrócenie zasadniczej roli klasy średniej. Chce powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych, jednak w odróżnieniu od projektu Sandersa − płatnego. Od lat wspiera też finansowo ruch na rzecz ograniczenia dostępu broni palnej, czyli broni obywateli przed masowymi mordami w miejscach publicznych. Chroni pieniądze najbogatszych przed drakońskimi podatkami, ale namawia miliarderów, aby wspierali finansowo socjalne projekty administracji federalnej. To są konkrety, których brakuje pozostałym kandydatom demokratów, stawiających wyłącznie na konfrontację ideologiczną. Tymczasem pragmatyczny Bloomberg ma ofertę dla umiarkowanej większości sympatyków partii.

Jego postulatami wyborczymi żyje nie tylko klasa średnia, ale także mniej zamożni biali wyborcy oraz etniczne społeczności USA. Ma więc ogromną szansę dotarcia do sympatyków Trumpa. Ma jeszcze jedną przewagę nad urzędującym prezydentem. Choć Trump po mistrzowsku wykorzystuje komunikatory do zwiększenia popularności, nie może równać się z medialnym magnatem. Bloomberg zbudował majątek i karierę na innowacjach w dziedzinie przepływu informacji. Polityczna reklama Bloomberga to majstersztyk, zwiastujący, że prezydencka kampania 2020 r. będzie zupełnie inna, jeśli chodzi o sposoby dotarcia i pozyskiwania głosów Amerykanów. A jeśli chodzi o zarzut „kupienia” kampanii wyborczej, Bloomberg broni się uczciwością. Zabronił sztabowi brać choćby centa od sponsorów, kampanię finansuje wyłącznie z własnego majątku. Być może Trump wyśmiewa Małego Michaela i korzysta z dezorientacji konkurencji, ale do czasu. Wiele wyjaśni tzw. superwtorek, wówczas prawybory odbędą się w 14 stanach. Kandydata z największymi szansami nominowania przez demokratów poznamy już 3 marca.

Autor

Najnowsze