12 C
Warszawa
wtorek, 27 września 2022

Fiasko kremlowskiej wojny z dolarem

Koniecznie przeczytaj

Polityka przede wszystkim

Odejście od dolara jest sposobem prowadzenia ekonomicznej wojny o kształt świata.

Termin „dedolaryzacja” robi w Rosji zawrotną karierę. Od 2018 r. Kreml stara się wyprowadzić amerykańską walutę z obiegu gospodarczego. Reżimowe media ślą triumfalne komunikaty o wielkim sukcesie. Ekonomiści pukają się w głowy, a biznes i drobni ciułacze są przerażeni. Dlaczego Putin igra z walutowym ogniem i jakie są efekty „dedolaryzacji”?

Polityka przede wszystkim
„To nie Rosja odchodzi od dolara, tylko dolar odchodzi od nas. Jest to następstwo agresywnej polityki USA, które ze swojej waluty uczyniły instrument nacisku na inne kraje” – tak Władimir Putin wyjaśnił przyczynę ograniczenia roli światowej waluty w rosyjskim obrocie bankowym i handlowym.
Minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow w wywiadzie dla Agencji TASS rozwinął prezydenckie obawy następująco: „Międzynarodowy system finansowo-walutowy reprezentowany przez MFW jest manipulowany. To znaczy, że Stany Zjednoczone nadużywają swojej dominacji w tym systemie, wykorzystując globalną rolę dolara”. Z kolei rosyjski minister finansów Anton Siłuanow podkreślił: „Dolar USA staje się zbyt ryzykownym instrumentem transakcji”. Takie jest uzasadnienie Kremla dla realizacji strategii odchodzenia od amerykańskiej waluty w międzynarodowych transakcjach finansowych. Jak nietrudno się domyślić, program „dedolaryzacji” został ogłoszony w ubiegłym roku z przyczyn politycznych. Jak ocenia agencja Bloomberg, projekt został opracowany po to, aby zmniejszyć wrażliwość Rosji na amerykańskie sankcje. Identycznego zdania jest ekspert finansowy Władimir Klimanow. W wywiadzie dla „Parłamientskoj Gaziety” wyjaśnia, że celem programu jest zapewnienie narodowego bezpieczeństwa ekonomicznego. Dzięki odchodzeniu od dolara rubel jest stabilniejszy, bo zmniejsza zależność od walut obcych państw. Zarówno opinia Bloomberga, jak i wypowiedź eksperta trafiają w sedno sprawy. Od 2014 r., a więc agresji na Ukrainę i aneksji Krymu, w Rosję uderzyła seria retorsji ekonomicznych i finansowych USA. Amerykańskie sankcje w połączeniu ze spadkiem cen ropy naftowej, która jest najbardziej dochodowym punktem wpływów rosyjskiego budżetu, doprowadziły do załamania wartości rubla. W pamiętny czarny piątek, który nastąpił w grudniu 2014 r., rosyjska waluta uległa gwałtownej dewaluacji w stosunku do dolara i euro. Co więcej, oba wspominane czynniki wywołały stagnację. Rosyjska gospodarka wpadła w korkociąg z powodu braku systemowych reform i surowcowej struktury.

Wszystko razem wywołało ogromną niepewność, tak w wymianie handlowej z Moskwą, jak i w obrocie rosyjskimi obligacjami emitowanymi przez bank centralny i grupy kapitałowe. Przykładami są kremlowscy oligarchowie Oleg Dieripaska i Wiktor Wekselberg, oskarżeni o sponsorowanie agresywnej polityki zagranicznej Kremla, a dokładniej elektronicznego ataku na amerykańską i europejską demokrację. Decyzja o zamrożeniu ich majątku w USA doprowadziła do reakcji łańcuchowej na całym świecie, elementem personalnych sankcji Departamentu Stanu było bowiem wykluczenie z dolarowych transakcji. Oznaczało to, że żaden bank, dom maklerski lub po prostu partner handlowy nie mógł lub bał się prowadzić z nimi transakcje w dolarach. W ten sposób koncerny obu oligarchów mające przecież ponadnarodową strukturę zostały wykluczone z międzynarodowego obiegu finansowego. Tylko straty Dieripaski zostały wycenione na dwa miliardy dolarów, bo o taką kwotę zmalał jego majątek. Tymczasem sankcje USA wobec Rosji mają trwały charakter, co zapewnia poprawka Kongresu uniemożliwiająca ich samodzielne anulowanie przez Biały Dom. I nie tylko, ponieważ kolejne ustawy rozpatrywane przez Izbę Reprezentantów i Senat są prawdziwym mieczem Damoklesa wiszącym nad Kremlem. Zgodnie z zawartymi tam propozycjami, w przypadku nowych ataków hybrydowych Rosja może zostać ukarana odłączeniem od SWIFT. Jest to międzynarodowe stowarzyszenie instytucji finansowych utrzymujące globalną sieć telekomunikacyjną służącą wymianie informacji. SWIFT pośredniczy pomiędzy bankami, domami maklerskimi i giełdami, umożliwiając wzajemne rozliczenia w czasie realnym. W przypadku odłączenia od SWIFT dokonywanie różnorodnych transakcji i operacji, takich jak elektroniczne płatności, jest niemożliwe. Problem polega na tym, że walutą systemu jest dolar USA, z którego obiegu Rosja może zostać wykluczona decyzją Kongresu lub Białego Domu. Ponadto ustawa „O obronie amerykańskiej demokracji” przewiduje blokowanie obrotu obligacjami i innymi papierami wartościowymi emitowanymi przez rosyjski skarb państwa. Oznacza to, że Rosja w każdej chwili może zostać wykluczona z globalnej gospodarki, co spowoduje faktyczną izolację i rychły krach ekonomiczny.

Rosja nie jest wyjątkiem, bo identycznymi sankcjami objęte są Iran, Korea Północna oraz w pewnej mierze Turcja. Wraz z innymi dyktaturami, a przede wszystkim z Chinami, kluczowym konkurentem USA, pojawia się szansa powstania antyamerykańskiej koalicji. Odejście od dolara jest zatem sposobem prowadzenia ekonomicznej wojny o kształt świata. „Dedolarazacja” jest również okazją do wbicia klina we wspólnotę euroatlantycką. Ekonomiczne spory amerykańsko- europejskie służą Moskwie do budowy porozumienia z UE, którego fragmentem jest handlowy rozrachunek prowadzony w euro. Tylko dlatego, że wewnętrzne niesnaski w Unii są gwarancją braku zdecydowanej reakcji finansowej na kolejne agresywne kroki Moskwy.

Medialne mity
Dlaczego rubel jest tak zależny od amerykańskiej waluty? Jak wyjaśnia prof. Oleg Szybanow z renomowanej Wyższej Moskiewskiej Szkoły Ekonomicznej (WESz), wszystkiemu jest winna dolaryzacja, zarówno globalna, jak i w samej Rosji. Pierwsza wynika z powszechnego wykorzystywania dolara w handlowych transakcjach i rezerwach narodowych banków centralnych. Według szacunków MFW w międzynarodowych zasobach walutowych dolary USA stanowią 63 proc. Zgodnie z danymi SWIFT około 40 proc. operacji systemu jest dokonywanych również w dolarach, co znacznie przekracza wysokość amerykańskiego udziału w globalnej gospodarce (25 proc.) Dla przykładu nieomal 100 proc. transakcji naftowo-gazowych na świecie jest rozliczanych w dolarach, co pozwala mówić o przywiązaniu cen obu surowców energetycznych do wartości amerykańskiej waluty. Ujmując kwestię historycznie, rola dolara jako światowej waluty jest następstwem II wojny światowej, z której amerykańska gospodarka wyszła jako niekwestionowana potęga. W 1944 r. USA powołały do życia układ finansowy zwany od miejsca powstania systemem z Bretton Woods. Został on oparty na złotym parytecie dolara, jako jedynej waluty na świecie. Mimo rezygnacji z kruszcowego zabezpieczenia w latach 70. XX w. dolar utrzymał swój status dzięki potędze ekonomicznej USA i roli światowego supermocarstwa. Po drugie, dominacja amerykańskiej waluty wynika z „dolaryzacji” cen w samej Rosji. W przypadku drogich towarów będących przedmiotem wymiany importowo-eksportowej strony najchętniej operują umowną wartością, opartą na sile nabywczej dolara. Postsowiecka Rosja od 1990 r. całkowicie przeszła na dolara w transakcjach na rynku nieruchomości i samochodowym oraz ogólnie rzecz biorąc w obrocie importowanymi dobrami. Co więcej, dolarowe transakcje są być albo nie być dla rosyjskiego eksportu surowców, na którym opiera się cała gospodarka. Jak tłumaczy Szybanow, próby podejmowane przez Kreml nie są pierwszymi od chwili, gdy prezydent Donald Trump „rozpoczął wykorzystywanie narodowej waluty w charakterze politycznej broni”.

Jako pierwszy na transakcje w euro przeszedł Iran, handlując z państwami UE ropą naftową. Groźba amerykańskich sankcji skłoniła Brukselę do planowania „własnego SWIFT” niezależnego od Waszyngtonu. Zresztą już od początku obecnej dekady ekonomiści na całym świecie debatują nad potrzebą walutowej dywersyfikacji globalnej gospodarki, tak aby odzwierciedlała stan faktyczny, czyli szerszy udział chińskiego juana lub indyjskiej rupii. Tyle że dziś to rosyjska gospodarka znalazła się w sytuacji podbramkowej i dlatego Kreml zdecydował się na radykalny krok. Z jakim skutkiem? „Przez pięć lat obowiązywania amerykańskich sankcji udział dolarowych transakcji w rosyjskim handlu zagranicznym zmniejszył się o 23,7 proc.”, informuje raport Gaziety.ru. Podobna redukcja (o 20,4 proc.) objęła dolarowe rozliczenia w handlu ropą naftową i gazem z Unią Europejską. Jeśli brać pod uwagę wartość eksportu do UE w ostatnim pięcioleciu, jego kwota zmalała z 417 mld dolarów do 294 mld, przy tym rozrachunek dolarowy zmniejszył się o prawie połowę, z 243 mld do 131 mld. Rolę amerykańskiej waluty przejęło euro, natomiast udział transakcji rublowych „wzrasta niezwykle powoli lub wręcz nieznacznie”. Tymczasem postulat rozliczeń w walutach narodowych jest wręcz fundamentem finansowej strategii Kremla. O znaczącym postępie można natomiast powiedzieć w przypadku obrotów handlowych w ramach tzw. Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, do której należą Rosja, Białoruś, Kazachstan i wybrane państwa postsowieckiego Kaukazu oraz Azji Środkowej. Zgodnie z analizą grupy konsultingowej „Finekspert”, transakcje w narodowych walutach UEA sięgają 60 proc., rosyjski rubel zaś zajmuje trzydziestoprocentową niszę, stając się zasadniczą walutą tej organizacji. Taki stan wynika głównie z rosyjskich nacisków politycznych wspartych protekcjonistycznymi działaniami ekonomicznymi. Ponadto większość członków UEA nie należy do państw demokratycznych, napotykając bariery ze strony USA i UE. W końcu obszar WNP jest nadal powiązany specyficznymi więzami kooperacyjnymi z Moskwą, co stanowi spadek po ZSRR. W przypadku relacji rosyjsko-chińskich sytuacja jest nieco inna. Jako że oba kraje znajdują się w stanie wojny ekonomicznej z USA, rządy podpisały specjalne porozumienie o rezygnacji z dolara i przejściu na rozliczenia w juanach i rublach. Niestety dla Rosji ich udział w dwustronnym handlu wynosi jedynie siedem procent. Rolę głównej waluty przejęło euro, w którym Pekin coraz chętniej się rozlicza.

Jeszcze jednym sukcesem polityki odchodzenia od dolara jest według kremlowskich mediów eksport uzbrojenia. Latem tego roku szef handlowego monopolisty „Rosoboroneksportu” zadeklarował pełną „dedolaryzację”, co wywołało jednak niedowierzanie ekspertów. „Rosyjskimi kontrahentami są przecież małe państwa afrykańskie posiadające niewymienialne waluty. Dlatego jedyną formą rozliczeń może być barter lub koncesje surowcowe i polityczne na rzecz Moskwy”, spekuluje dziennik „Nowyje Izwiestia”, ponieważ eksport sprzętu wojskowego jest objęty najwyższą klauzulą tajności. Najlepiej wygląda sytuacja w sektorze finansowym, którym steruje Centralny Bank Rosji. Aby zmniejszyć wrażliwość na sankcje USA, narodowy regulator wyprzedawał systematycznie rezerwy rozmieszczone w amerykańskich obligacjach skarbowych. Ich udział w zasobach centralnego banku zmniejszył się ze 100 mld dolarów w 2018 r. do 8,7 mld w bieżącym roku. Z kolei, by uzupełnić rezerwy walutowe, Rosja podjęła działania dywersyfikujące. Uwolnione środki zainwestowano w papiery dłużne UE, Japonii, a przede wszystkim Chin. W 2019 r. na miejsce lidera obligacji skarbowych wysunęły się papiery zakupione w ChRL. Ich udział w rezerwach banku centralnego wzrósł do 13,8 proc. Ponadto Rosja skupuje konsekwentnie złoto. Cenny kruszec stanowi 18,2 proc. posiadanych rezerw, co decyduje, że złoto stało się ich fi larem. Inaczej mówiąc, Moskwa posiada piąte co do wielkości zasoby tego kruszcu w świecie. W skarbcach banku centralnego zgromadzono 2190 ton szlachetnego metalu, którego wartość sięga 90 mld dolarów i ze względu na złoty boom w świecie wartość ciągle rośnie. Jak więc wygląda optymistyczny bilans dwuletniej strategii odchodzenia od dolara? Tytuły kremlowskich mediów mówią same za siebie: „Bank Rosji zamienił USA na Chiny”; „Rosja wygnała dolara z eksportu uzbrojenia”; „Rosja rozkręca wzrost cen złota, los dolara będzie opłakany”. Taki ton obowiązuje w oficjalnej propagandzie. Co istotne, podobnego zdania jest agencja Bloomberg: „Sektor finansowy Rosji bardzo konsekwentnie odchodzi od amerykańskiej waluty, co wskazuje, że strategia, choć powoli, jest realizowana z uporem”.

Prawda
Tyle że sterowany odgórnie system finansowo-bankowy to jedno, a życie, szczególnie biznesowe, to zupełnie inna sprawa. Nawet sprawne działania banku centralnego nie wyglądają tak jednoznacznie. Z przecieków, jakie dotarły do opiniotwórczego dziennika „RBK”, wynika, że regulator skupuje i gromadzi dolarową gotówkę, którą zamierza wspierać banki i przedsiębiorców, którym w przypadku nasilenia amerykańskich sankcji zabraknie waluty do pokrycia depozytów lub zobowiązań handlowych. Po drugie, ministerstwo finansów niedwuznacznie przyznaje się do porażki. „Szersze wykorzystanie rubla w transakcjach handlowych posuwa się skrajnie powoli ze względu na dominację dolara w międzynarodowej gospodarce”, stwierdził w wywiadzie dla tygodnika „Profil” Dmitrij Timofiejew. Dyrektor departamentu ograniczeń walutowych nie pozostawił złudzeń, że choć proces przechodzenia na rubla się rozpoczął, to potrwa bardzo długo. Dolar jest najbardziej pożądaną walutą świata, a oprócz tego dysponuje globalną siecią bankową.
„Działanie w ramach dolarowego systemu finansowego, gwarantuje możliwość handlu praktycznie z całym światem”, twierdzi Timofiejew, kończąc: „Największym problemem rosyjskiej gospodarki jest jej surowcowy charakter, co bez zmian globalnego systemu walutowego oraz wobec braku reform strukturalnych skazuje wręcz Rosję na długie przywiązanie do dolara”. Natomiast portal Bankir.ru ironiczne nazywa proces walutowej dywersyfikacji „Death-dolaryzacją”. „Przejście na rublowe transakcje w handlu zagranicznym to mrzonka” – twierdzą eksperci portalu, bo handel jest procesem dwustronnym. „Żeby rozliczać się w rublach, potrzebna jest zgoda kontrahenta, dlatego mamy trzy wyjścia: zaoferować towar na tyle ekskluzywny, że jest wytwarzany tylko w Rosji; wywołać wojnę i zmusić do rubli siłą zbrojną; zastosować dumping, czyli zachętę, na przykład w postaci obniżenia ceny o połowę”. Wszystkie rozwiązania są nie do przyjęcia ze względu na koszty. Z kolei ekonomista Andriej Gurkow mówi w wywiadzie dla Deutsche Welle, że kluczami powodzenia kremlowskiej „dedolaryzacji” są reformy, które najpierw zdywersyfikują gospodarkę, ściągając Rosję z naftowo-gazowej kroplówki. Niezbędna jest również prawdziwa niezależność narodowego regulatora. Tymczasem rosyjski bank centralny wykonuje polityczne zamówienia Kremla, wplątując system bankowy i handel w bardzo niebezpieczną sytuację. Chodzi o próbę stworzenia pary rubel-juan, która będzie przeciwwagą dla dolara. Tyle że jedynym skutkiem będzie zwycięstwo chińskiej waluty. Jeśli nie nad amerykańską, to z pewnością nad rublem. Już dziś juan staje się uniwersalnym pieniądzem na Dalekim Wschodzie Rosji, a ze względu na długotrwałe kontrakty surowcowe i ujemny bilans Moskwy w dwustronnej wymianie gospodarczej, to rubel stanie się kwiatkiem do chińskiego koszyka walutowego, a nie odwrotnie.

Trzecią kwestią jest zaufanie Rosjan do narodowego pieniądza i amerykańskiego dolara. W ubiegłym roku prezes największego banku inwestycyjnego WTB powiedział publicznie, że w ramach dywersyfikacji dojdzie być może do przymusowej zamiany depozytów i kont walutowych na ruble. Następnego dnia zwykli ciułacze rzucili się do bankowych kas, wycofując w ciągu doby dwa miliardy dolarów, które następnie ukryli w przysłowiowych skarpetach. Zdaniem amerykańskiego portalu Eurasianet największy problem tkwi w społecznej niepewności wywołanej kryzysowym stanem rosyjskiej gospodarki. „Prognozy wzrostu PKB są bliskie zeru i podążają nadal w złą stronę. Narodowe projekty inwestycyjne buksują, pozbawiając gospodarkę ostatniej nadziei na pożądaną zmianę. Biznes nie może lub nie chce brać kredytów, a przedsiębiorcy, którzy mają jeszcze zasoby, odmawiają inwestowania wolnych środków. Społeczeństwo znajduje się na progu kryzysu zadłużenia i wraz z biznesem nie wierzy we wzrost gospodarczy i polepszenie sytuacji materialnej”. Czy w takich warunkach walutowa dywersyfikacja jest możliwa?

Autor

Poprzedni artykułKoniec pułapki frankowej
Następny artykułKto uratuje Netflix

Najnowsze