1.9 C
Warszawa
czwartek, 8 grudnia 2022
Advertisement

Kto uratuje Netflix

Koniecznie przeczytaj

Początek problemów

Akcje najpopularniejszego serwisu streamingowego straciły na wartości ok. 30 procent. A to dopiero początek problemów.

W ciągu ostatnich miesięcy akcje Netflixa straciły na wartości ok. 30 proc. Dodatkowo serwis mierzy się z dużym odpływem użytkowników w Stanach Zjednoczonych i rosnącą konkurencją. Na wykupienie abonamentu decyduje się zaś niemal dwa razy mniej osób, niż szacowano. Powodem problemów „króla wideo” jest rosnąca konkurencja. Wśród niej Disney, który nie tylko tworzy własną platformę wideo, ale i zamierza odciąć użytkowników Netflixa od filmów i seriali na ich licencji. Czy trend ten da się odwrócić?

Początek problemów
Kalifornijski Netflix powstał dwadzieścia lat temu i zaczynał jako sieć wypożyczalni filmów na płytach DVD. Firma zbudowała swoją potęgę wraz z rozwojem Internetu. Jeszcze na w połowie 2019 roku gigant z Kalifornii chwalił się ok. 151 mln subskrybentów, płacących abonament. W skali rocznej do 2019 co roku firma zyskiwała nawet ponad 20 mln użytkowników (22 mln w 2017, 29 mln w 2018). Tylko w 2018 roku platforma miała aż 1,21 mld dolarów zysku netto (16 mld przychodu). Netflix nie ujawnia danych dotyczących Polski, ale z szacunków Amper Analysis wynika, że płacących miesięczny abonament może być nawet 800 tys. osób. Dobra passa została złamana, gdy swoją zapowiedź wejścia na rynek platform wideo zapowiedział Disney, na którego licencjach powstała spora część seriali i filmów z biblioteki Kalifornijczyków. W połowie lipca firma przedstawiła wyniki za drugi kwartał br. Okazało się, że po raz pierwszy od ośmiu lat zanotowano odpływ subskrybentów (minus 126 tys., przy założeniu pozyskania co najmniej 352 tys. nowych) w Stanach Zjednoczonych. Co gorsza – w ujęciu globalnym Netflix pozyskał „zaledwie” 2,7 mln nowych użytkowników. „Zaledwie”, bo oczekiwano, że trend z poprzednich lat się utrzyma i firmie uda się przyciągnąć ok. 5 mln nowych osób.

Również wyniki finansowe zaniepokoiły akcjonariuszy. Zamiast prognozowanych 4,93 mld dolarów przychodów firma miała „zaledwie” 4,92 mld. Ta niewielka różnica wystarczyła, by wystraszyć inwestorów. Akcje spółki straciły na wartości ponad 11,9 proc., osiągając cenę 319,07 dolarów za sztukę. Jednego dnia wartość Netflixa spadła o 17 miliardów dolarów (dla porównania wartość polskiego twórcy gier CD Projekt szacowana była wówczas na 22 mld złotych). Po niecałym tygodniu od opublikowania raportu wartość giganta z Kalifornii spadła aż o 24 mld dolarów. Dwa tygodnie później Disney przedstawił szczegółowe informacje o swojej własnej platformie – Disney Plus. Mimo że jej start zaplanowano dopiero na listopad, to sama zapowiedź wystarczyła, by wystraszyć inwestorów Kalifornijczyków. Koncern „Myszki Miki” kontroluje bowiem obecnie m.in. Marvel czy Fox. A to wytwórnie najpopularniejszych filmów i seriali na całym świecie, posiadające prawa na przykład do ekranizacji komiksów. Sam Disney w swojej zapowiedzi poinformował, że na fanów ściągających do kin miliony widzów na całym świecie „Avengersów” czekać będą nowe seriale o superbohaterach. Widzów Disney chce przyciągnąć też ceną. Kosz pełnego pakietu ma wynieść (na rynku amerykańskim) 12,99 dolara miesięcznie. To minimalnie mniej od konkurencyjnej oferty Netflixa (13 dolarów).

Czarna jesień
We wrześniu okazało się, że w ciągu trzech miesięcy (od publikacji raportu w połowie lipca) akcje Netflixa spadły o ok. 30 proc. Najbardziej dotkliwy dla firmy okazał się jednak początek października. Wówczas to stało się jasne, że Disney idzie „na wojnę” z dotychczasowym „królem wideo”. „The Wall Street Journal” ujawnił, że Disney rozpocznie blokowanie w swoich stacjach telewizyjnych reklam Netflixa. Rzecznik Disneya, komentując ustalenia dziennikarzy, stwierdził, że ograniczenie możliwości promowania się konkurencji jest wynikiem nowej polityki reklamowej. Co ciekawe – Disney nie zadeklarował się, czy ograniczenia obejmą również mniejszych konkurentów Netflixa – tj. Amazon (Prime Video) czy Apple ( Apple TV Plus). Ci bowiem w swoich zasobach mogliby zamieszczać filmy i seriale, do których Disney nie ma praw, a które mogłyby skłaniać do przejścia użytkowników Netflixa, których nie wystraszy rozwód platformy z produkcjami Disneya.

– Spadek ceny akcji Netfliksa jest ściśle związany z narastającymi wątpliwościami inwestorów co do przyszłości firmy. […] Wejście konkurencyjnych platform streamingowych, często posiadających wsparcie wielkich graczy technologicznych i mediowych ( Apple, Disney, Warner, NBC) oznacza kłopoty dla Netflixa. Postępująca fragmentaryzacja rynku może przełożyć się na mniejszą dynamikę wzrostu liczby abonentów, wyższe koszty programingu, zubożoną ofertę programową. Trudniej będzie również o podwyżkę cen abonamentu, kiedy wszyscy będą walczyć o zdobycie możliwie najwyższego udziału w rynku. Utrata najbardziej popularnych seriali („The Office” i „Friends”) na rzecz nowych platform streamingowych to może być dopiero początek problemów dotychczasowego lidera – ocenił w rozmowie z branżowym portalem „Wirtualne Media” Marek Sowa, ekspert rynku VOD, w przeszłości m.in. prezes Agory i UPC Polska.
Co ciekawe, jeszcze na początku roku sam Netflix w raporcie dla inwestorów wskazywał, że jego największym konkurentem nie są ani Disney, ani HBO czy Apple, a „Fortnite” – popularna gra sieciowa stworzona przez Epic Games. Obok platform wideo to właśnie platformy z grami przyciągają największą liczbę chętnych do wykupowania abonamentów. Największą jest Steam, które jest odpowiednikiem Netflixa w świecie gier. Z usług Steam aktywnie korzysta ok. 100 mln osób. Według informacji PC Lab, z danych ujawnionych w trakcie Melbourne Games Week wynika, że ze Steam codziennie korzysta nawet 47 mln użytkowników. Jednak niektórzy eksperci przekonują, że to nie platformy z grami ani Disney są największym zagrożeniem Netflixa, a Apple. Mimo że producent komputerów i telefonów nie dysponuje gigantycznym archiwum filmów i seriali jak Disney to chce wydać aż 6 mld dolarów na nowe produkcje oraz wyciąga asa z rękawa.

– W wyścigu o użytkowników Apple ma jedną zasadniczą przewagę nad swoimi rywalami. Koncern z łatwością może włączyć Apple TV Plus w swój „ekosystem” urządzeń i usług. Zresztą, już to robi. Na początku września szef Apple’a Tim Cook ogłosił, że każda osoba, która kupi nowego iPhone’a lub inne urządzenie Apple, otrzyma w prezencie roczną subskrypcję usługi Apple TV Plus – zauważył red. Daniel Maikowski z Gazety.pl.
– Na początku roku Apple pochwalił się ponad 1,4 miliarda aktywnych urządzeń, przy czym 900 mln z nich to iPhone’y. Na podstawie tych danych bezpiecznie można założyć, że z produktów i usług firmy z Cupertino korzysta od 500 do 800 milionów osób. Każdy z nich jest potencjalnym użytkownikiem Apple TV Plus – dodaje red. Maikowski.

Autor

Najnowsze