1.7 C
Warszawa
wtorek, 6 grudnia 2022
Advertisement

Podatkowe obietnice Prawa i Sprawiedliwości

Koniecznie przeczytaj

Co obiecywał przed czterema laty PiS i ile z tego udało się zrealizować?

“Gazeta Finansowa” sprawdziła, jak Prawo i Sprawiedliwość wywiązało się z wybranych obietnic wyborczych w zakresie szeroko pojętego prawa podatkowego, z którym Jarosław Kaczyński szedł do wyborów parlamentarnych w 2015 r. Zostały one ujęte w zapomnianym już programie partii, opracowanym jeszcze w 2014 r., a dokładnie w jego drugim rozdziale pt. „Gospodarka i rozwój”. Wnioski? Część obietnic udało się zrealizować. Niektóre pomysły nie zostały w ogóle ruszone. Inne zaś były tak absurdalne, że na szczęście Zjednoczona Prawica machnęła na nie ręką.

I. Metoda kasowa w VAT i elektroniczna faktura.
Na 81 stronie swojego programu PiS obiecywał, że „podatnik VAT będzie mógł rozliczać się z urzędem skarbowym na zasadzie kasowej, to znaczy obowiązek odprowadzenia podatku powstanie nie z chwilą wystawienia faktury, lecz dopiero z chwilą otrzymania zapłaty”. Oczywiście nic podobnego nie zostało wprowadzone. I bardzo dobrze, wszak istotą podatku VAT jest uzależnienie powstania obowiązku podatkowego od dokonania dostawy towarów lub wykonania usługi. Każda inna zaś przesłanka wystąpienia obowiązku jest traktowana jako wyjątek od powyższej reguły. Ma to zresztą swoje racjonalne uzasadnienie. Przykładowo przy niektórych usługach o charakterze ciągłym (np. telekomunikacyjnych) zdarzeniem podatkowym jest wystawienie faktury, co jest wygodne zarówno dla świadczącego tego typu usługi, rozliczającego VAT należny, jak i dla odbiorców. Poza tym uzależnienie powstania obowiązku podatkowego wyłącznie od otrzymania zapłaty byłoby sprzeczne z unijnymi regulacjami (Dyrektywa VAT z 2006 r.), do których implementacji Polska została zobowiązana na mocy traktatu akcesyjnego z 2004 r. oraz Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Nieco dalej PiS zapowiedział wprowadzenie elektronicznej faktury. Zrealizowanie tej obietnicy było jednak niemożliwe z jednego kluczowego powodu. Otóż przepisy dotyczące elektronicznej faktury zostały uchwalone jeszcze za czasów rządów PO-PSL (art. 106n ustawy o VAT obowiązujący od 2014 r.), a zatem nie było czego wprowadzać. Najwidoczniej autor programu wyborczego coś przeoczył.

II. Okres rozliczeniowy w VAT
W dalszej części programu wyborczego PiS czytamy: „okres rozliczeniowy (w podatku VAT – red.) zostanie wydłużony z 90 do 120 dni”. To kolejna zapowiedź, która nie miała prawa zostać zrealizowana. A to dlatego, że w przepisach o VAT, obowiązujących od 2004 r., nigdy nie było mowy o żadnym 90-dniowym okresie rozliczeniowym. Zatem nie było też czego wydłużać. Zgodnie z ustawą o VAT podatnicy mogą rozliczać się albo miesięcznie (VAT-7), albo kwartalnie (VAT-7K). I chociaż wspomniana wcześniej Dyrektywa VAT zezwala państwom członkowskim na wprowadzenie nawet rocznego okresu rozliczeniowego, to jednak ani PiS, ani jego poprzednicy nie dążyli do takiej zmiany.

III. Sprawniejsze orzekanie w sprawach gospodarczych PiS obiecywał również, że doprowadzi do „znacznego przyspieszenia rozpoznawania przez sądy spraw gospodarczych, zwłaszcza w zakresie rozliczeń finansowych”. Zapewniał ponadto, że w „prostych sprawach sądy będą orzekały w 24 godziny, natomiast w bardziej skomplikowanych w terminie dwóch miesięcy”. Zacznijmy zatem od końca. Jak wiadomo, 24-godzinne sądy to utopia. Tego typu obietnica równie dobrze mogła się znaleźć w powieści fantastycznej. W mijającej kadencji ani resort sprawiedliwości, ani tym bardziej finansów nawet nie podjęły próby realizacji tego postulatu, co tylko potwierdza jego fikcyjną naturę. Dużo łatwiej jest się odnieść do pierwszej części obietnicy, czyli „przyspieszenia (…) spraw gospodarczych”. W tym zakresie dysponujemy ogólnodostępnymi danymi, które przeczą zapewnieniom PiS-u. Okazuje się bowiem, że pomiędzy 2015 a 2018 r. średni czas postępowania przed sądem rejonowym w sprawach gospodarczych uległ wydłużeniu z 4,5 do 6,7 miesięcy. Natomiast na poziomie sądów okręgowych przeciętna długość rozpraw utrzymała się na zbliżonym poziomie ok. 9 miesięcy. Wniosek: jest gorzej, niż było.

IV. Reforma administracji skarbowej
„Po przejęciu władzy doprowadzimy do (…) racjonalizacji funkcjonowania administracji skarbowej w kierunku zarówno podniesienia jej skuteczności, jak i jej pomocniczości wobec przedsiębiorcy” – czytamy w programie PiS-u sprzed czterech lat. Pierwszą część tej obietnicy (skuteczność, racjonalizacja) rząd zrealizował z nawiązką. To właśnie za kadencji PiS-u usprawniono działanie organów podatkowych poprzez utworzenie Krajowej Administracji Skarbowej, która scaliła wcześniej rozproszone urzędy celne, urzędy kontroli skarbowej oraz urzędy skarbowe w jedną superstrukturę. To z kolei przełożyło się na skuteczność działania administracji podatkowej, szybszą wymianę informacji oraz sprawną koordynację działań, których tak brakowało za rządów PO- PSL, o czym świadczy indolencja fiskusa w sprawie Marcina P., założyciela piramidy finansowej Amber Gold.

Nieco gorzej sprawy się mają w odniesieniu do drugiej części obietnicy, zgodnie z którą nowa administracja skarbowa miałaby rzekomo spełniać funkcję pomocniczą „wobec przedsiębiorcy”. Na łamach „Gazety Finansowej” wielokrotnie opisywaliśmy absurdalne interpretacje podatkowe fiskusa, wprowadzające więcej zamętu aniżeli pewności prawa wśród właścicieli firm. Wystarczy przypomnieć, że w przeciągu kilku dni Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej potrafił wydać dwie różne interpretacje w zakresie najmu mieszkań. Najpierw stwierdził, że jest to działalność gospodarcza, później – w analogicznej sprawie – miał inne zdanie. Pisaliśmy również o tropieniu dochodów nowożeńców, o groteskowych mandatach za brak paragonu (słynna sprawa z wymianą żarówki u mechanika) oraz o raporcie NIK-u, który wypunktował przewlekłość postępowań podatkowych.

V. Zwiększenie ściągalności VAT
W dalszej części programu PiS z 2015 r. padła obietnica wprowadzenia „nowych rozwiązań prawnych umożliwiających zwiększenie wpływów z podatku VAT”. To jedna z tych zapowiedzi, która została w pełni zrealizowana. Minione cztery lata były prawdziwą rewolucją legislacyjną, która ostatecznie doprowadziła do zmniejszenia luki VAT o kilkanaście miliardów złotych w skali jednego roku budżetowego. Jednolity Plik Kontrolny, solidarna odpowiedzialność nabywcy, pakiet paliwowy, podzielna płatność w VAT, reforma KAS, wyposażenie służb celnych w nowy sprzęt, wprowadzenie przestępstw fakturowych do kodeksu karnego – to tylko nieliczne przykłady rozwiązań skierowanych przeciwko mafiom VAT-owskim. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że uszczelnienie systemu podatkowego to największy sukces PiS-u w minionej kadencji. Gdyby nie to, rząd nie znalazłby środków na realizację swoich socjalnych obietnic, dzięki którym czekają nas zapewne kolejne cztery lata rządów Zjednoczonej Prawicy.

VI. Kwartalne zaliczki
PiS obiecał ponadto, że wprowadzi „kwartalne zaliczki na podatek dochodowy od wszystkich podatników – zarówno osób fizycznych, jak i prawnych”. Tutaj zasadniczo nie było wiele do zmieniania, ponieważ kwartalne zaliczki zarówno na podatek dochodowy od osób fizycznych, jak i prawnych obowiązują już od początku 2007 r. (art. 25 ust. 1b ustawy o CIT oraz art. 44 ust. 3 g ustawy o PIT). Przepisy w tym zakresie dotyczą podatników rozpoczynających działalność gospodarczą oraz tzw. małych podatników, u których wartość przychodu ze sprzedaży (wraz z kwotą należnego podatku VAT) nie przekroczyła w poprzednim roku podatkowym 1,2 mln euro.

VII. Trzecia stawka w PIT
„Z myślą o zachęcaniu do inwestowania oszczędności w rozwój polskiej gospodarki i rynku pracy wprowadzimy trzecią stawkę w podatku PIT – 39 proc. od dochodów powyżej 300 tys. zł rocznie, przy czym podatnik inwestujący, tworzący nowe miejsca pracy, będzie mógł uniknąć tej stawki, odliczając kwotę wydatków inwestycyjnych od podstawy opodatkowania” – brzmiała kolejna obietnica. Jak wiadomo, w Polsce nadal obowiązują dwa progi podatkowe w PIT: 18 i 32 proc. Co ciekawe, od wygranych wyborów PiS w ogóle nie poruszał kwestii wprowadzenia trzeciego. Dlaczego? Po pierwsze – pod względem politycznym byłoby to wielce ryzykowne posunięcie. Wszak PiS, w kontrze do rządów PO- PSL, miał obniżać, a nie podwyższać podatki. Po drugie – z fiskalnego punktu widzenia trzecia stawka wcale nie oznaczałaby wielkiego wzrostu dochodów budżetowych. Powszechnie wiadomo, że większość podatników, których dochody nie mieszczą się w pierwszym progu podatkowym, uciekają w samozatrudnienie i dzięki temu płacą liniowy PIT ze stawką 19 proc., zamiast 32. Dlatego wprowadzenie trzeciego progu objęłoby tylko niewielki odsetek podatników.

VIII. Niższy CIT
PiS zapowiadał wprowadzenie „15-proc. stawki CIT dla mikroprzedsiębiorców zatrudniających co najmniej trzech pracowników na podstawie umowy o pracę za wynagrodzeniem równym średniej krajowej”. Pierwszą część tej obietnicy PiS zrealizował z nawiązką. Najpierw w 2017 r. uchwalił 15 proc. stawkę, która dwa lata później została obniżona do 9 proc. Z kolei druga część obietnicy, a więc uzależnienie niższej stawki od zatrudnienia co najmniej trzech pracowników, została zupełnie pominięta. Zamiast niej wprowadzono limit 1,2 mln zł przychodu, po którego przekroczeniu obowiązuje standardowa 19 proc. stawka.

IX. Podatek od banków i supermarketów
PiS obiecał również wprowadzenie podatku od instytucji finansowych oraz od sklepów wielkopowierzchniowych. Autorzy programu wyborczego zapewniali, że obie daniny zagwarantują budżetowi państwa dodatkowe 7 mld zł. Jak było w rzeczywistości? Pierwszy z podatków obowiązuje od 2017 r., a więc ta obietnica została spełniona. Nową daniną zostały objęte m.in. banki, SKOK-i oraz firmy ubezpieczeniowe, które rocznie muszą oddawać 0,0366 proc. od nadwyżki wartości swoich aktywów powyżej 4 mld zł. W ten sposób Skarb Państwa zarobił w 2017 oraz 2018 r. odpowiednio 3,9 i 4,5 mld zł. Nieco inaczej potoczyła się historia tzw. podatku od hipermarketów, który co prawda został w 2016 r. uchwalony, jednak jego stosowanie zostało odsunięte w czasie ze względu na negatywną opinię Komisji Europejskiej, która uznała, że nowa danina faworyzowała mniejsze markety kosztem większych. Rząd nie zgodził się z Brukselą i dlatego skierował sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ten zaś, w maju tego roku, ostatecznie przyznał Polsce rację. To otworzyło rządowi drogę do wprowadzenia nowej daniny, która ma zacząć obowiązywać od przyszłego roku. W 2016 r. resort finansów szacował, że podatek od supermarketów zapewni budżetowi państwa dodatkowe 1,5 mld zł, zatem trwająca niemal trzy lata przepychanka z Brukselą oznacza stratę wynoszącą co najmniej 4,5 mld zł. Poza wyżej wymienionymi obietnicami, które zostały zawarte w programie wyborczym, PiS wprowadziło szereg innych zmian w zakresie prawa podatkowego. Część z nich należy ocenić zdecydowanie pozytywnie, jak chociażby ujednolicenie i ułatwienie sporządzania dokumentacji cen transferowych pomiędzy tzw. podmiotami powiązanymi czy też odejście od odwrotnego obciążenia w podatku VAT, które w dłuższej perspektywie mogło doprowadzić do ponownego „odszczelnienia” systemu. Z drugiej strony PiS przegłosował wiele projektów o stricte politycznym charakterze, mających na celu jedynie poszerzenie bazy wyborców. Przykładem tego ostatniego jest zerowy PIT dla osób poniżej 26-roku życia, nieprzypadkowo wprowadzony na kilka tygodni przed wyborami parlamentarnymi.

Autor

Poprzedni artykułPolowanie na Trumpa
Następny artykułCichy bohater “dobrej zmiany”

Najnowsze