3.9 C
Warszawa
niedziela, 27 listopada 2022
Advertisement

Polowanie na Trumpa

Koniecznie przeczytaj

Pożar u demokratów

Czy były wiceprezydent USA wymusił wyrzucenie prokuratora badającego spółkę jego syna? Demokraci bronią swojego polityka i chcą impeachmentu Donalda Trumpa.

Wiceprezydent USA (2009–2017) Joe Biden wzywał do dymisji ukraińskiego prokuratora, prowadzącego śledztwo dotyczące firmy Burisma Holdings, gdzie w radzie nadzorczej zasiadał syn Bidena – Hunter. Gdy Donald Trump w trakcie rozmowy z nowym prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim zwrócił się z prośbą o udzielenie informacji w tej sprawie, demokraci oskarżyli prezydenta o nielegalne wywieranie nacisków. Przewodnicząca Izby Reprezentantów (większość w niej mają demokraci) Nancy Pelosi poinformowała o wszczęciu śledztwa, które ma uzasadnić impeachment prezydenta. Według Pelosi i jej partii Trump miał wywierać naciski na Zełenskiego, bo Biden miał być kandydatem demokratów w zbliżających się wyborach prezydenckich.
– Demokraci chcą odebrać wam broń, chcą odebrać wasze ubezpieczenia zdrowotne, chcą zabrać wam waszą wolność i wasze głosy. Nie możemy nigdy do tego dopuścić, w grę bowiem wchodzi, bardziej niż kiedykolwiek, los naszego kraju – powiedział w specjalnym oświadczeniu prezydent Donald Trump. Czy demokraci mają szansę doprowadzić do impeachmentu Trumpa? Czy afera Bidena zostanie wyjaśniona?

Ukraińska afera lewicy
Skandal wokół polityka demokratów sięga 2016 r. Wówczas to Biden, jako wiceprezydent USA, miał lobbować na Ukrainie w sprawie zwolnienia prokuratora generalnego Wiktora Szokina. Oficjalna, promowana przez demokratów, wersja wydarzeń jest taka, że Szokin nie działał na rzecz ograniczenia korupcji i źle wywiązywał się ze swoich zadań. Dlatego domagano się jego wymiany. Wiarygodność tej narracji burzy jednak fakt, że to właśnie biuro Szokina wszczęło dochodzenie w sprawie Burisma – holdingu zajmującego się gazem ziemnym, w którym syn Bidena był członkiem zarządu. Według prokuratorów Szokina jedna z należących do tego holdingu spółek dopuściła się oszustwa podatkowego na kwotę miliard, hrywien (tj. ok. 150 mln złotych). Ostatecznie Szokin musiał odejść, a pod koniec marca 2016 r. ukraiński parlament przyjął jego dymisję. Miało to miejsce tuż po tym, jak Szokin zwolnił jednego ze swoich zastępców, Dawida Sakwarelidzego, który działał blisko ekipy byłego prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego – wówczas szefa obwodu odeskiego na południu Ukrainy (Saakaszwili ma obecnie ukraińskie obywatelstwo i jest ścigany przez gruzińskich śledczych po skazaniu na sześć lat więzienia pod zarzutem nadużycia władzy i prześladowania opozycji). Sam Joe Biden publicznie chwalił się, że w marcu 2016 r. zażądał od prezydenta Poroszenki, aby ten natychmiast, w ciągu jednego dnia, odwołał z funkcji ukraińskiego prokuratora generalnego.

Sprawa sprzed trzech lat wróciła w kwietniu 2019 r. Wówczas to następca Szokina, Jurij Łucenko, udzielił wywiadu amerykańskiej gazecie „The Hill”. Stwierdził tam, że tuż po swoim zaprzysiężeniu w maju 2016 r. spotkał się z ambasadorem USA Marie Jovanović, która przekazała mu listę obywateli Stanów Zjednoczonych i Ukrainy (mieli być na niej również deputowani), wobec których „nie mogą być prowadzone dochodzenia”. Łucenko, który był bliskim współpracownikiem ówczesnego prezydenta Petra Poroszenki, stwierdził, że nie zgodził się na taki układ i od tego czasu jego relacje z Amerykanami pod rządami demokratów były napięte. Po wywiadzie z Łucenką „The Hill” opublikował wyniki własnego dziennikarskiego śledztwa. Dziennikarz John Salomon opisał m.in., jak wiceprezydent Biden twierdził, że gdyby ukraiński prezydent nie zgodził się na odwołanie prokuratora Szokina, to USA miały nie dać gwarancji udzielenia Ukrainie kredytów o wartości miliarda dolarów. Dla Ukrainy równałoby się to z niewypłacalnością kraju. Kilka dni po publikacji ambasador Marie Jovanović została odwołana z placówki.

Niewygodne pytania
„The Hill”, dziennik, który badał sprawę nacisków demokratów na Ukrainę, ocenił, że Biden junior był elementem większego skandalu. Dyplomaci z nadania demokratów mieli bowiem od miesięcy wywoływać presję na ukraińskich śledczych, by ci nie badali „pewnych spraw”. Co bardziej szokujące – o wszystkim miał wiedzieć sam prezydent Barack Obama. Sprawą zainteresował się prezydent Donald Trump, który po publikacji „The Hill”, w trakcie lipcowej rozmowy telefonicznej z nowym prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, poprosił o współpracę z prokuratorem generalnym USA Williamem Barrem i osobistym prawnikiem prezydenta Rudolphem Giulianim. Celem było wyjaśnienie sprawy afery opisanej przez amerykańskie media. Sprawa firmy Bidena juniora była o tyle zastanawiająca, że właścicielem Burisma Holding był Mykoła Złoczewski, pozostający w cieniu biznesmen, który wcześniej był ministrem w rządzie Wiktora Janukowycza. Hunter Biden swoją karierę w niej zaczął ok. 2014 r. – najpierw jako prawnik, potem dyrektor. Co więcej – Biden junior pracował dla Złoczewskiego między wiosną 2014 a końcem roku 2015, gdy jego ojciec nadzorował sprawy ukraińskie.

Pożar u demokratów
We wrześniu bliskie lewicy media opisały lipcową rozmowę telefoniczną Trumpa z Zełenskim jako szukanie haków na Bidena, który ma zostać kandydatem demokratów w zbliżających się wyborach prezydenckich. Po wrzawie medialnej demokraci ogłosili, że Izba Reprezentantów wszczyna formalne śledztwo ws. impeachmentu Trumpa. Lewica oskarżyła bowiem prezydenta o „ubieganie się o zagraniczną pomoc” w celu oczernienia potencjalnego rywala. Spiker Izby Reprezentantów, Nancy Pelosi, ogłosiła wszczęcie śledztwa po spotkaniu za zamkniętymi drzwiami z udziałem parlamentarzystów demokratów. Pelosi zarzuciła prezydentowi, jakoby jego działania szkodziły bezpieczeństwu narodowemu i naruszały amerykańską konstytucję.
– Prezydent musi być pociągnięty do odpowiedzialności. Nikt nie jest ponad prawem – przekonywała dziennikarzy Pelosi. Co ciekawe – sama wcześniej podchodziła sceptycznie do prób impeachmentu Trumpa. Prezydent nazwał śledztwo „śmieciowym polowaniem na czarownice”. Następnie Biały Dom opublikował treść rozmowy Trump–Zełenski z 25 lipca. Sam prezydent Zełenski oficjalnie zaprzeczył doniesieniom medialnym, jakoby były na niego wywierane naciski ze strony Trumpa. Również minister spraw zagranicznych Ukrainy Wadym Prystajko powiedział na konferencji prasowej w Kijowie, że zna treść rozmowy prezydentów Trumpa i Zełenskiego i nie zauważył w niej „nacisków” ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych. Z kolei sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksandr Daniluk powiedział, że Kijów nie chce być zamieszany w wewnętrzną walkę polityczną w USA, a każda próba wykorzystania jego kraju przez którąś ze stron zaszkodzi relacjom z USA.

Po tych wydarzeniach, na początku października w mediach pojawiła się informacja o kolejnym „sygnaliście”, który rzekomo ma informacje o naciskach Trumpa. Informację o osobie, wiedzącą o rzekomych nadużyciach prezydenta, podał adwokat Mark Zaid w programie stacji ABC „This Week”. Co ciekawe, to również Zaid reprezentuje pierwszego sygnalistę, który złożył skargę dotyczącą rozmowy z 25 lipca. W świetle dotychczasowych „dowodów” demokratów sprawa wygląda jednak jak rozpaczliwa próba ratowania swojego kandydata i grupy, która miała prowadzić interesy na Ukrainie.
– Demokraci, którzy nic nie robią, powinni skupić się na budowaniu naszego kraju, zamiast marnować czas i energię na pie***. Robią to, odkąd zostałem (…) wybrany w 2016 r. Znajdźcie lepszego kandydata, będziecie go potrzebować – podsumował aferę Trump na Twitterze.

Autor

Najnowsze