26.8 C
Warszawa
piątek, 1 lipca 2022

Unia nie dla Bałkanów

Koniecznie przeczytaj

Kraje starej Unii Europejskiej nie chcą otwarcia na nowe państwa

Francja zablokowała otwarcie negocjacji akcesyjnych z Albanią i Macedonią związanych z przystąpieniem do Unii Europejskiej. Natomiast Dania i Holandia były przeciwne negocjacjom z Albanią. Rozdzieleniu negocjacji sprzeciwiały się zaś Niemcy.
– Unia Europejska jest winna naszemu regionowi co najmniej szczerość. Jeśli nie ma już konsensusu co do europejskiej przyszłości Bałkanów Zachodnich, jeśli obietnice z Salonik z 2003 roku nie obowiązują, obywatele powinni to wiedzieć – napisał po decyzji Francji szef MSZ Macedonii Nikoła Dimitrow. Jaka jest sytuacja gospodarcza i polityczna obu państw i dlaczego Zachód nie chce otwierać się na rozszerzenie Unii?

Bałkański kocioł
Macedonia (od 2019 roku oficjalna nazwa to Macedonia Północna) i Albania to dwa z sześciu państw Bałkanów Zachodnich, aspirujących do członkostwa w Unii Europejskiej. W liczącej niecałe 2,9 mln mieszkańców Albanii PKB na mieszkańca wynosi zaledwie 3728 euro, a stopa bezrobocia 15,2 proc. W dwumilionowej Macedonii PKB na mieszkańca to 4691 euro, a bezrobocie sięga tu 23,7 proc. Z punktu widzenia krajów starej Unii państwa te mają do zaoferowania głównie tanią siłę roboczą. Jednak ewentualne przyłączenie lub przynajmniej obietnica przyłączenia, miało jeszcze jeden cel – osłabienie wpływów Rosji w tym regionie. Francuskie twarde veto wywołało spore kontrowersje nawet wśród polityków sceptycznych wobec poszerzania Unii.

– Nie poddawajcie się! Wy zrobiliście to, co do was należy, a my nie – skomentował sytuację szef Rady Europejskiej Donald Tusk. W rozmowie z mediami Tusk przyznał, że wśród unijnych przywódców „nie było jednomyślności” w sprawie otwarcia rozmów akcesyjnych, ale ocenił to jako „groźny błąd” i podkreślił, że dwa bałkańskie kraje zdały egzamin, czego nie może powiedzieć o państwach członkowskich. Szef Rady Europejskiej stwierdził jednak, że brak decyzji jest tylko „krótkoterminowym kryzysem”. W podobnym tonie sytuację określił premier Mateusz Morawiecki. Jego zdaniem „kilka bogatych państw uchyla się od wypełnienia tej obietnicy”.

– Takie krótkowzroczne zamykanie drzwi przed tymi przecież niewielkimi państwami, ale jakże ważnymi ze strategicznego punktu widzenia, jest błędem – ocenił szef polskiego rządu. Niezadowolenia nie krył też przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, który nazwał sytuację „historyczną pomyłką”. Natomiast premier Włoch Giuseppe Conte stwierdził, że decyzja była błędem.
– Wyrażam bliskość z Albanią i Macedonią Północną. Brak otwarcia negocjacji to wielki policzek – dodał Conte, podkreślając, że Włochy zaproponują powrót do rozmów już w listopadzie, na forum Rady do Spraw Ogólnych. Z kolei przewodniczący Parlamentu Europejskiego David Sassoli wydał oświadczenie: „Jesteśmy głęboko rozczarowani faktem, że Rada Europejska nie uzgodniła rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych z Albanią i Macedonią Północną. […] Kraje, jak i ich obywatele dołożyli ogromnych starań, aby spełnić wymagania dotyczące rozpoczęcia negocjacji. Dlatego wyraziłem moje zdecydowane poparcie dla natychmiastowego otwarcia negocjacji akcesyjnych z Macedonią Północną i Albanią we wspólnym liście z przewodniczącym Rady Donaldem Tuskiem, przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem i przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen”.

Burza po decyzji
Tuż po ogłoszeniu decyzji Francji premier Macedonii Zoran Zaew zapowiedział, że zaproponuje rozpisanie przedterminowych wyborów.
– Europa nie spełniła swojej obietnicy. Potraktowano nas bardzo niesprawiedliwie. Jestem rozczarowany i oburzony. […] Wywiązaliśmy się ze wszystkich naszych zobowiązań, osiągnęliśmy rezultaty w zakresie reform, załatwiliśmy sprawy z naszymi sąsiadami. Nie ma czasu do stracenia i dlatego proponuję szybkie zorganizowanie przedterminowych wyborów parlamentarnych. Potrzebujemy waszej (wyborców – red.) opinii – powiedział Zaew dziennikarzom w Skopje. Rozpisanie przedterminowych wyborów musi zaakceptować parlament, co nie powinno stanowić problemu – większość ma w nim koalicja Zaewa. Takie rozwiązanie popiera też opozycja. Część ekspertów obawia się, że efektem francuskiego veta będzie koniec kariery prounijnego rządu Zaewa. Konserwatyści z opozycji od początku zarzucały premierowi, że dla integracji z Unią Europejską idzie na daleko idące, czy wręcz upokarzające kompromisy. Chodzi tu przede wszystkim o negocjacje i układy z Grecją, których efektem była m.in. zmiana oficjalnej nazwy państwa. Grecy bowiem obawiali się roszczeń terytorialnych i domagali uznania za spadkobierców starożytnej Macedonii.

Gospodarcze veto
Broniąc się przed krytyką, Francuzi podnosili argument ekonomiczny. I na tej płaszczyźnie trudno odmówić im racji. Dość powiedzieć, że już teraz w Brukseli trwa wojna o podział budżetu. Po przyłączeniu biednych państw straciliby obecni „biedni” członkowie wspólnoty – jak choćby Polska.
– Kierująca pracami Unii Europejskiej Finlandia poważnie potraktowała wezwanie unijnego szczytu z czerwca o dokończenie w tym roku negocjacji nad budżetem UE na lata 2021–27 i dlatego przygotowała propozycję przedziału wydatków od 1,03 do 1,08 proc. dochodu narodowego brutto, w ramach którego przywódcy mieliby znaleźć możliwy do zaakceptowania poziom. Spotkało się to z krytyką wszystkich: Polska i inne kraju naszego regionu, czyli biorcy netto, są niezadowolone, że Finlandia chce ograniczenia propozycji Komisji Europejskiej opiewającej na 1,11 proc. DNB., Która i tak oznacza dla Polski wiele miliardów euro mniej niż w obecnym budżecie 2014-20. Z drugiej strony główni dawcy netto, jak Niemcy, Holandia, Szwecja, Austria, Irlandia i Dania mają pretensje, że budżet jest zbyt duży. One chciałyby maksimum 1 proc., a nawet 0,97 proc. DNB. To i tak oznacza zwiększenie ich składek, bo z UE wychodzi jedno z najbogatszych państw – Wielka Brytania – i inni będą musieli uzupełnić lukę tym spowodowaną – wyjaśniała sprawę red. Anna Słojewska, korespondentka „Rzeczpospolitej”.

Trudno jednak nie zauważyć, że największym beneficjentem odtrącenia przez Unię Bałkanów staje się Rosja. W czasie, gdy Francja zablokowała nadzieje Albanii i Macedonii, premier Rosji Dmitrij Miedwiediew wizytował w stolicy innego państwa bałkańskiego aspirującego do członkostwa w Unii Europejskiej – Serbii. W Belgradzie Miedwiediew mówił m.in. o tym, że Rosja popiera politykę Serbii wobec Kosowa, które nie jest uznawane przez serbski rząd. To właśnie kwestie związane z Kosowem destabilizują Serbię i zmniejszą jej szanse na rozpoczęcie rozmów akcesyjnych z Unią Europejską. W Serbii (7 mln mieszkańców) PKB na mieszkańca wynosi 4904 euro, a bezrobocie sięga 15,4 proc. Decyzję Unii Europejskiej Rosja przyjęła z zadowoleniem, gdyż daje jej to możliwość zaoferowania Bałkanom „alternatywnego sojuszu”.

Autor

Poprzedni artykułCzas separatystów
Następny artykułKatalonia w ogniu

Najnowsze