8.7 C
Warszawa
niedziela, 25 września 2022

Winny

Koniecznie przeczytaj

Bo ujawnił zbyt dużo

Do największych osiągnięć portalu kierowanego przez Juliana Assange’a należało m.in. opublikowanie tajnych instrukcji z więzienia na Guantanamo, czy też przedstawienie szczegółów globalnej wojny technologicznej z Chinami.

Relacjonowana na żywo przez wiele mediów akcja aresztowania twórcy portalu Wikileaks była wydarzeniem niezwykle żenującym. Grupka policjantów w biały dzień siłą wyprowadziła bladego niczym ściana Assange’a wprost do policyjnego wozu, najwyraźniej pragnąc zamanifestować tym samym, że wszystko dokonało się w majestacie prawa. Tymczasem w świetle prawa międzynarodowego podstawy do tego rodzaju czynności były, delikatnie mówiąc, nieprzekonujące.

Poszukiwanie haka
Od czasu opublikowania przez Wikileaks pierwszych tajnych materiałów, społeczność międzynarodowa poszukiwała przysłowiowego „haka” na Assange’a, a swój cel osiągnęła dopiero dzięki Szwecji, która wysłała za nim europejski list gończy wystawiony w kontekście zarzutów o gwałt na dwóch kobietach. Choć do rzekomego przestępstwa seksualnego miało dojść w 2010 roku, po kilku latach Szwedki uznały nieoczekiwanie, że sprawa wymaga pilnego rozpatrzenia przez organy ścigania. Dwa lata temu Szwecja ostatecznie zrezygnowała z postawionych Assange’owi zarzutów, gdyż od czasu objęcia urzędu prezydenta Ekwadoru przez skrajnie lewicowego Lenina Moreno, pojawiła się szansa na to, aby słynnego Australijczyka wydobyć ze schronienia w nieco inny sposób. Moreno już od dłuższego czasu dawał sygnały, że nie zamierza dłużej przyzwalać na udzielanie twórcy Wikileaks azylu, dlatego aresztowanie nie stanowiło niespodzianki. Przyzwolenie ekwadorskiego prezydenta na pojmanie Assange’a stanowi mimo wszystko przejaw pewnego paradoksu. Oto polityk noszący imię komunistycznego zbrodniarza, wcześniej przez wiele lat chętnie pomstujący na amerykański imperializm, oddaje w ręce Stanów Zjednoczonych osobę, która, jak żadna inna do tej pory, przyczyniła się do ujawnienia niewygodnej prawdy na temat globalnego hegemona. Kolejnym paradoksem jest także fakt, że pojmanie Assange’a dokonało się w trakcie kadencji prezydenta Donalda Trumpa, który przed objęciem władzy chwalił nawet Australijczyka za ujawnianie niewygodnych faktów z życia publicznego. Jak się jednak okazało, Trump kibicował Assange’owi jedynie o tyle, o ile ujawniał brudne fakty z życia jego politycznych przeciwników (m.in. korespondencję szefa kampanii wyborczej Hilary Clinton Johna Podesty, czy też samej kandydatki Partii Demokratycznej na urząd prezydenta). Choć wcześniej kreował się na polityka walczącego z zakłamaniem establishmentu, Trump sam dał przyzwolenie na uciszenie osoby, która uczyniła wiele, aby ukazać brudne kulisy sprawowania władzy.

Media posłuszne władzy
Niezwykle znamienne było to, że aresztowaniu Assange’a nie towarzyszyło żadne szczególne oburzenie ze strony świata mediów. Niektóre tytuły, jak choćby blisko związany z elitami władzy „Washington Post”, próbowały nawet oczernić słynnego internetowego aktywistę jako zwykłego przestępcę wykorzystującego swoją sławę do uniknięcia odpowiedzialności prawnej. W rzeczywistości jednak pozbawienie go wolności stanowi niezwykle groźne wydarzenie w kontekście w pracy wszystkich dziennikarzy. Jedynym „przestępstwem”, które popełnił Assange, było bowiem tak naprawdę to, że ośmielił się ujawnić bardzo niewygodne fakty. Za jego sprawą dziennikarstwo śledcze wykroczyło poza dotychczasowe ograniczenia i przyczyniło się do ukazania nagiej prawdy o wydarzeniach, które potężne i wpływowe media przedstawiają w zupełnie odmiennym świetle. Amerykańskie władze zarzucają Assange’owi, że działał nie tyle w charakterze dziennikarza śledczego, co szpiega działającego na zlecenie wrogich mocarstw. Gdyby jednak było to prawdą, za rosyjskiego czy też chińskiego szpiega należałoby uznać każdego dziennikarza ujawniającego poufne dane. Publikując informacje na temat amerykańskich misji wojskowych w Iraku i Afganistanie przekazane mu przez starszego szeregowego Bradleya Manninga, Assange pokazał światu, co tak naprawdę kryje się za pięknie brzmiącymi nazwami operacji (m.in. „Iracka wolność”). W ten sposób świat dowiedział się m.in. o tym, jak załoga amerykańskiego helikoptera Apache z radością ostrzeliwała grupkę osób, z których część okazała się być reporterami.

Dorobek Wikileaks nie sprowadzał się jednak tylko i wyłącznie do ukazywania wojennych nadużyć. Do największych osiągnięć portalu kierowanego przez Juliana Assange’a należało m.in. zdemaskowanie manipulacji środowisk walczących ze zmianami klimatycznymi, ujawnienie zakulisowych działań amerykańskiej lewicy dążącej do wywołania zmian w nauczaniu Kościoła, opublikowanie tajnych instrukcji z więzienia na Guantanamo, czy też przedstawienie szczegółów globalnej wojny technologicznej z Chinami. Przez ostatnie kilkanaście lat informacje podawane przez Wikileaks pomagały uzupełnić wiedzę o świecie o niedostępne nigdzie indziej fakty. W przeciwieństwie do mainstreamowych mediów, które namiętnie przypisują wszelkie zło tego świata rozmaitym „nacjonalistom” i „populistom”, w materiałach publikowanych przez portal Juliana Assange’a negatywnymi bohaterami byli niezmiennie politycy i biznesmeni kreowani we wpływowych mediach na nieskazitelną i godną zaufania elitę. Odkłamywanie rzeczywistości w sposób bolesny dla establishmentu, wcześniej czy później musiało wywołać reakcję zwrotną.

Wróg publiczny nr 1
W całej sytuacji uderza przede wszystkim to, że Julian Assange został potraktowany jako wróg publiczny numer jeden. Stany Zjednoczone będą chciały przeprowadzić ekstradycję, choć nie zagwarantowały aresztowanemu nawet minimalnych zasad uczciwego procesu. Wszelkie dane mają być utajnione, gdyż, jak głosi oficjalny komunikat, sprawa dotyczy ściśle poufnych informacji ujawnionych przy pomocy Manninga. W rzeczywistości amerykańskim władzom chodzi przede wszystkim o wzięcie wielkiego rewanżu za liczne upokorzenia, które doznały od twórcy Wikileaks. Nieoficjalnie mówi się przy tym, że Assange może zostać skazany co najwyżej na 5 lat więzienia. Jednym z najbardziej żenujących szczegółów związanych z zatrzymaniem Juliana Assange’a jest cena, jakiej Ekwador zażądał za otwarcie swojej ambasady dla brytyjskiej policji. Tuż po wizycie wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a w Quito, Międzynarodowy Fundusz Walutowy ogłosił, że zamierza przyznać Ekwadorowi pożyczkę w wysokości 4,3 mld dolarów. Cena, jaką cały świat zapłacił za przekazanie Assange’a w ręce amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, jest jednak znacznie większa. Odtąd każdy, kto podejmie się próby zdemaskowania prawdziwych szczegółów funkcjonowania amerykańskiego imperium, nie będzie miał pewności, że znajdzie dla siebie skuteczne schronienie. Edward Snowden, który ujawnił światu funkcjonowanie szpiegowskiego programu PRISM, schronił się ostatecznie w Rosji, co jednak kładzie się długim cieniem na jego wiarygodności. Zatrzymanie Assange’a pokazało zaś, że w razie wyższej konieczności osobę ujawniającą niewygodne dane nie chroni nawet międzynarodowe prawo. Fala krytyki, jaka spotkała twórcę Wikileaks w lewicowo-liberalnych mediach, sprowadza się najczęściej do stwierdzenia, że Assange robił źle, gdyż rzekomo działał na korzyść autorytarnych reżimów. W jego wypadku autorytarne oblicze ukazało jednak amerykańskie państwo, które na co dzień szczycąc się respektowaniem swobody wypowiedzi, właśnie uciszyło jeden z symboli niezależności mediów. Assange miał odwagę ujawnić to, o czym inni bali się powiedzieć. Jego jedyną „winą” było to, że ujawnił zbyt wiele niewygodnych faktów.

 

Autor

Poprzedni artykułRaport NIK-owców jest miażdżący
Następny artykułGrupa Vagnera

Najnowsze