12.5 C
Warszawa
wtorek, 27 września 2022

Policzek dla Putina

Koniecznie przeczytaj

Bunt dyktatora

Baszar al-Asad coraz wyraźniej dostrzega, że jest główną przeszkodą w zakończeniu wojny domowej. Zachód uznał go za zbrodniarza wojennego. Dla Kremla to zużyty pionek w globalnej grze interesów. Dyktator czuje pismo nosem i na gwałt szuka ratunku.

Prezydent Syrii Baszar al-Asad rzadko zabierał głos w mediach, zachowując milczenie na temat własnej przyszłości. Taka postawa wynikała z przekonania, że przechytrzy Putina i jego rękami uratuje z ognia nadpalony tron sułtana Damaszku. Ostatnio zmienił zdanie, udzielając wywiadu reżimowej telewizji. „Mówię otwarcie, bo po co mam się bawić w dyplomację? Jestem jedynym wyrazicielem narodowych interesów Syrii, ale sojusznicze zobowiązania zmuszają mnie do dialogu z terrorystami. Tylko z tego powodu takie kontakty nazwę syryjsko- syryjskim dialogiem”. Była to reakcja na inaugurację Syryjskiego Komitetu Konstytucyjnego, który rozpoczął obrady w Genewie. W jego skład wchodzą przedstawiciele strony rządowej, opozycji oraz społeczeństwa obywatelskiego. Forum ma uzgodnić treść nowej ustawy zasadniczej, która określi politykę wewnętrzną Syrii, a więc zagwarantuje kompromisowy podział władzy. Problem w tym, że choć Komitet działa pod egidą ONZ, a pracami kieruje specjalny wysłannik sekretarza generalnego, naprawdę za jego powołaniem, a co ważne: sterami stoi Rosja. Można śmiało powiedzieć, że jest to wyłącznie rosyjska inicjatywa, która ma przynieść międzynarodowe korzyści Moskwie.

Od dwóch lat kremlowska dyplomacja tkała zatem misterną sieć, choć łatwo nie było. Asad nadal stoi na stanowisku: „tylko całkowite zwycięstwo nad terrorystami umożliwi powojenną rekonstrukcję kraju”. Nie rzuca słów na wiatr. Kreml przyjął strategię udzielania opozycji gwarancji bezpieczeństwa w zamian za złożenie broni. Tymczasem słynący z okrucieństwa Wywiad Sił Powietrznych, czyli główna policja polityczna reżimu, zabrała się za „wykańczanie” nielojalnych szejków i ich plemion. Słowem, żadnych ograniczeń absolutnej władzy Alawitów. To mniejszość etniczno-religijna, z której wywodzi się klan Asadów. Alawici od pół wieku rządzą sunnicką większością, a niechęć do pokojowych ustępstw była zapalnikiem obecnego konfliktu. Z drugiej strony wszystkie odłamy opozycji kategorycznie odmawiały rozmów z Asadem przy jednym stole. Przecież siedem lat rzezi przyniosło śmierć pół miliona osób i wygnanie 5 mln obywateli na ogólną liczbę 12 mln mieszkańców. Dziś po serii klęsk zadanych przez rosyjską armię opozycja zmieniła zdanie i włączyła w proces pokojowych negocjacji. Społeczeństwo obywatelskie, a takie wbrew pozorom istnieje, bo Syryjczycy są najbardziej wykształconym narodem Bliskiego Wschodu, znalazło się w najgorszej sytuacji. Jest zastraszane przez wszystkie strony konfliktu, które chcą wykorzystać aktywistów jako listek figowy swoich interesów. Niemniej jednak Rosjanom udało się wreszcie przywieźć do Szwajcarii tych, których potrzebowali. Moskwa wie, że wojnę jest w stanie zakończyć tylko polityczny kompromis. Konfiguracja władzy uwzględniająca udział różnych grup etnicznych (Kurdowie), religijnych (sunnici) i politycznych (islamiści, demokraci) ma zapewnić powojenną stabilizację.

Oczywiście taka konstrukcja powstaje pod dyktando Kremla, w myśl zasady divide et impera. Konstytucyjny chwyt ma bowiem przynieść międzynarodową akceptację polityki Putina w Syrii i na Bliskim Wschodzie. Wtedy Kreml będzie mógł skonsumować owoce zręcznej dyplomacji i siły militarnej na całym świecie. Co prawda rosyjska strategia przewiduje okres przejściowy z udziałem Asada, ale nikt nie ma już wątpliwości. Ostateczną ceną zachowania alawickich wpływów będzie głowa dyktatora. Właściwym celem Kremla w Syrii jest zawarcie porozumienia z USA, które zakończy antyrosyjskie sankcje i zachodnią izolację. Putin nie jest altruistą, grając o przyszłość własną i Asada z pewnością wybierze siebie. Sułtan Damaszku czuje pismo nosem. Kreml odciął go od procesu decydowania o przyszłości Syrii. Niebezpiecznym sygnałem były negocjacje rosyjsko-amerykańskie i rosyjsko-tureckie. Pierwsze oddały Moskwie kwestię uspokojenia Syrii. Drugie podzieliły kraj na strefy okupacyjne.

Putin, trzymając pilota zdalnego sterowania, naciska obecnie przycisk z napisem: wyłączyć Asada. Rosja osiągnęła już praktycznie wszystko, czego chciała. Z jej zdaniem liczą się wszystkie kraje regionu, a przede wszystkim chcą nią rozmawiać. Rosyjska armia zainstalowała w Syrii strategiczne bazy kontrolujące Morze Śródziemne. Dziś wyciąga macki w stronę Libii, Egiptu i środkowej Afryki. Przede wszystkim jednak Kreml przekonał Biały Dom, że jest wart grzechu podziału świata na strefy współdziałania, jeśli nie geopolitycznych wpływów. Dziś perspektywiczną grę próbuje podważać ten, który zawdzięcza Rosji wszystko. Lekceważący sygnał z Damaszku o Komitecie Konstytucyjnym jest dla Putina jawnym policzkiem. Przesłanie Asada brzmi: bawcie się w dyplomację, ale o tym, kto jest kim w Syrii, decyduję ja. Wyzwanie ma osobisty charakter. Od aneksji Krymu rosyjski prezydent poczuł się demiurgiem, od którego zależą losy świata i przyszłość pionków w rodzaju syryjskiego reżimu.

Bunt dyktatora
Zarówno Kreml, jak i Damaszek szykują się do finalnej rozgrywki, wzajemnie próbując blokować posunięcia „sojusznika”. Moskwa szuka następcy Asada w kręgach alawickich elit i zdaniem „Th e Financial Times” może postawi na klan Makhloufów. Arcybogata rodzina miała niegdyś w Syrii większe wpływy polityczne niż klan prezydenta. Dlatego gdy ojciec Baszara, Hafiz Asad, dokonał w 1970 r. zamachu stanu, skoligacił się natychmiast z potężnym rodem. Dzięki temu Makhloufowie przejęli całe sektory gospodarki, a przede wszystkim wydobycie i handel ropą naftową oraz gazem. Od siedmiu lat są skarbnikami wojny domowej, finansując reżimową armię i szyickich najemników. Obecnie skoligacony klan wyrósł zbytnio w siłę. Prezydent zamknął przyrodniego brata Ramiego Makhloufa w areszcie domowym. Odebrał mu koncern Syriatel wraz z działającą w jego strukturach Fundacją Al-Bustan, przez którą Asadowie wyprowadzają rodzinny majątek za granicę. Gdzie? M.in. do Rosji. Tylko w moskiewskim City nabyli 20 apartamentów, gdyby jednak odwróciło się szczęście. Tak czy inaczej, jest to sygnał dla głowy klanu. Hafiz Makhlouf sam stracił kluczowe stanowisko w aparacie terroru, a teraz jego syn stał się zakładnikiem lojalności.

Najważniejszym sygnałem Asada, tym razem pod adresem Putina, były niedawne rozmowy gospodarcze z Teheranem. W ich wyniku firmy rosyjskie nie będą głównymi beneficjentami odbudowy zrujnowanej Syrii. Choć umowa była inna, zważywszy, że długi reżimu wobec Moskwy wynoszą 10 mld dolarów. Tymczasem za plecami Rosji Damaszek podpisał z Teheranem 11 kontraktów lub porozumień intencyjnych o odbudowie kluczowych obiektów infrastruktury. Co więcej, dwustronny komitet współpracy ekonomicznej powołał wspólny koncern budowlany odpowiedzialny za rekonstrukcję wszystkich prowincji Syrii. Zdaniem tytułu „Al Arab” ukazującego się w Wielkiej Brytanii: „Iran skutecznie konkuruje z Rosją o przejecie syryjskiej gospodarki”. Taki gest Asada świadczy o tym, że Damaszek powraca w orbitę irańskich wpływów i szuka u ajatollahów gwarancji przetrwania alawickiego reżimu. Proirański zwrot oznacza powrót do sytuacji z 2011 r. Dyktator w jednym z niedawnych wywiadów ujawnił przyczyny wojny domowej. Wg spekulacji światowych mediów za antyreżimowym buntem Syryjczyków stały monarchie Zatoki Perskiej. Damaszek zablokował katarskie plany budowy gazociągu na wybrzeże Morza Śródziemnego przez syryjskie terytorium. Nie chciał trzech transz wynagrodzenia po 10 mld dolarów każda. W tym samym czasie podpisał tajną umowę z Teheranem o analogicznej inwestycji, tyle że przesyłającej gaz z Iranu.

Z pewnością zwrot w polityce Syrii nie ucieszy Putina, dla którego irański surowiec jest konkurencją na rynkach Europy. Dlatego w kremlowskich mediach nasila się krytyka Asada. „Russia Today” wzywa syryjski reżim „do opracowania nowej konstytucji”. Sam dyktator jest krytykowany za „brak umiejętności zjednoczenia narodu w imię pokojowej przyszłości”. Dobrze poinformowany libański „Al Modon” twierdzi, że za rosyjską krytyką idą konkrety. Moskwa obsadziła swoim zwolennikami kluczowe stanowiska w skomplikowanym aparacie syryjskich służb bezpieczeństwa. A to od ich lojalności zależy los Asada. Co ważne, Rosjanie postawili na wyższych oficerów sunnickiego pochodzenia, co powołuje wyłom w alawickiej polityce kadrowej. Najważniejsze, że uchodzący za człowieka Moskwy dotychczasowy szef Wywiadu Sił Powietrznych został wiceprezydentem kraju. Generał-major Ali Mamlouk to nominalnie jeden z najbliższych współpracowników dyktatora. Czy jego nominacja jest równoznaczna rosyjskiemu namaszczeniu na następcę Asada?

Autor

Poprzedni artykułNóż w plecy frankowiczów
Następny artykułZbrodnia i kara

Najnowsze