25.8 C
Warszawa
niedziela, 3 lipca 2022

Cena Merkel

Koniecznie przeczytaj

Czy Angela Merkel straci władzę za wydarzenia w Turyngii?

Thomas Kemmerich po 25 godzinach podał się do dymisji ze stanowiska premiera Turyngii. Powodem była interwencja Angeli Merkel i oskarżenia liberałów o sojusz z prawicą. Kemmerich został premierem, bo jego kandydaturę oprócz probiznesowej FDP poparła tamtejsza CDU i nieoczekiwanie AfD. Alternatywa dla Niemiec zrobiła to, by odsunąć od władzy postkomunistów, którzy w wyniku wyborów razem z partnerami stracili większość. Jednak postkomuniści rządzili w Turyngii z SPD, której nowe kierownictwo nie jest zadowolone z rządowej koalicji z CDU Angeli Merkel. Od odzyskania władzy w landzie dla swojego koalicjanta zależała przyszłość rządu RFN z kanclerz Merkel na czele. Czy jednak ingerencja w Turyngii nie zemści się na żelaznej kanclerz? W tym tygodniu z kierowania CDU zrezygnowała najbliższa polityczna przyjaciółka Merkel – Annegret Kramp-Karrenbauer.

Koalicja jest najważniejsza
W wyniku wyborów do landtagu Turyngii Die Linke (postkomuniści i lewica) zdobyło 31 proc. głosów, Alternatywa dla Niemiec 23,4 proc., CDU 21,8 proc, SPD 8,2 proc., Zieloni 5,2 proc., FDP 5 proc. Wybory doprowadziły do tego, że dotychczasowy premier Bodo Ramelow (Die Linke) nie miał wystarczającej liczby głosów, aby razem z koalicjantami – SPD i Zielonymi – utworzyć większościowy rząd. Liberalna FDP z lewicą i postkomunistami koalicji nie chciała. CDU Angeli Merkel w wyniku wyborów straciła głosy na rzecz prawicy i poparcie skrajnie lewicowej koalicji tylko pogrążyłoby chadeków. Natomiast AfD za cel postawiła sobie odsunięcie postkomunistów od władzy. Pat trwał od końca października. Część ekspertów sugerowała, że chadecy w Turyngii mają dość Berlina i mogą pójść na współpracę z prawicową AfD. Z kolei sytuację zaogniły grudniowe wybory w SPD. U koalicjantów w rządzie Angeli Merkel władzę przejęli Saskia Esken i Norbert Walter-Borjans. To przedstawiciele skrajnego skrzydła socjaldemokratów, którzy bardzo negatywnie oceniali koalicję z CDU/CSU. Wielka koalicja Angeli Merkel zawisła na włosku i wszystko uzależnione zostało od udobruchania politycznego alianta, który życzliwie myślał o wcześniejszych wyborach i potencjalnej wymianie CDU na sojusz z Die Linke i Zielonymi na poziomie federalnym. Z drugiej strony również młodzi chadecy nieprzychylnie patrzyli na kontynuowanie koalicji z SPD.

Burza po głosowaniu
W cieniu zabiegów Merkel o utrzymanie koalicji rządowej z nowym kierownictwem SPD doszło do zaskakującego głosowania w Turyngii. W trakcie trzeciej próby utworzenia rządu, w której liczyła się zwykła większość, wystartowało dwóch kandydatów na premiera. Z jednej strony był dotychczasowy lider postkomunistów Bodo Ramelow, z drugiej lider FDP Th omas Kemmerich. Na Ramelowa zagłosowali tylko jego partyjni towarzysze i dotychczasowi koalicjanci: SPD i Zieloni. Natomiast kandydata FDP poparło CDU… i AfD. Prawica, z którą nikt nie chciał oficjalnie rozmawiać o koalicji, zdecydowała się przerwać ciągnący się od października chaos i poparła liberalnego kandydata – byle postkomuniści stracili władzę w swoim bastionie. Wygrana Kemmericha dla Niemców była rewolucją. Był to pierwszy przypadek, gdy głosy prawicy miały bezpośredni wpływ na wybór premiera landu. Gdy jednak FDP i lokalni chadecy cieszyli się wygraną (a AfD z odsunięcia postkomunistów), w Berlinie doszło do trzęsienia ziemi. Szef SPD Norbert Walter-Borjans oskarżył liberałów i partię Merkel o „niewybaczalne przerwanie tamy”.

– To, że liberałowie wystawiają słupa do objęcia władzy przez prawicowych ekstremistów, jest skandalem – powiedział. Wtórował mu sekretarz generalny SPD Lars Klingbeil, który ocenił, że to „punkt krytyczny powojennej historii Niemiec”. Szef chadeków w Turyngii Mike Mohring zapewnił, że CDU nie jest odpowiedzialna za zachowanie innych partii i nie zamierza tworzyć formalnej koalicji FDP-CDU-AfD. Natomiast ogólnoniemieckie media zaczęły atakować CDU i FDP za „koalicję z faszystami”. Jednym słowem, upadek rządu kanclerz Merkel był już nader prawdopodobny.

Merkel interweniuje
Do wyników głosowania w Turyngii odniosła się przebywająca z wizytą w Afryce kanclerz Angela Merkel. Stwierdziła, że sytuacja jest „niewybaczalna” i podkreśliła, że będzie „trzeba” doprowadzić do cofnięcia wyboru Kemmericha. Zapewniła też, że CDU nie wejdzie do rządu FDP i skrytykowała chadeków z Turyngii za „zerwanie z wartościami i przekonaniami partii”. – Wybór tego premiera był jednorazowym zdarzeniem, które zerwało z fundamentalnym przekonaniem CDU i moim, iż nie powinno się organizować żadnych większości przy pomocy AfD – powiedziała Merkel. Wtórowała jej szefowa CDU, a zarazem jej najbliższa przyjaciółka Annegret Kramp-Karrenbauer, stwierdzając, że prezydium CDU jest za rozpisaniem kolejnych wyborów w Turyngii. Jak się jednak okazało, nowych wyborów nie chcą chadecy z tego landu. Przeciwny nowym wyborom był również nowy premier Turyngii.


Przeczytaj też:

O aferze w Bundeswehrze

Bunt u Merkel …

Niemiecka zmiana


Jednak w obliczu piekła medialno-politycznego, jakie rozpętało się w Niemczech, liberałowie odpuścili. Kemmerich poinformował o tym, że zrezygnuje ze stanowiska premiera po 25 godzinach. Zapowiedział też wniosek o przeprowadzenie nowych wyborów. Dziennikarzom powiedział, że swoją decyzją chce „zdjąć skazę”, za jaką uznał uzyskanie stanowiska dzięki głosom prawicy. Co jednak zaskoczyło Berlin, to publiczny sprzeciw wobec nowych wyborów szefa CDU z Turyngii Mike’a Mohringa. Lokalny polityk stwierdził, że jeżeli dojdzie do wcześniejszych wyborów, to chadecy stracą jeszcze więcej niż w wyniku październikowego głosowania. Taki scenariusz potwierdza m.in. sondaż ośrodka Forsa. Wynika z niego, że CDU w wyniku wcześniejszych wyborów mogłoby stracić nawet 10 punktów procentowych w porównaniu do października. Mówiąc wprost – cenę za wcześniejsze wybory i umożliwienie odzyskania władzy w landtagu przez postkomunistów i SPD zapłaciłaby partia Angeli Merkel.

Kryzys u Merkel
Chaos i działania Merkel szybko przełożyły się na sytuację wewnątrz CDU. Pierwszy do dymisji podał się Christian Hirte, pełnomocnik rządu ds. wschodnich Niemiec. Hirte pochodził z Turyngii i reprezentował tamtejszą CDU. Dwa lata temu zastąpił na tym stanowisku Iris Gleicke z SPD. Jego dymisję miała wymusić sama Angela Merkel. – Pani kanclerz zakomunikowała mi podczas rozmowy, że nie mogę być dłużej pełnomocnikiem rządu federalnego ds. wschodnich Niemiec. Zgodnie z jej sugestią poprosiłem o zwolnienie mnie z tego stanowiska – napisał na Twitterze Hirte. Powodem miał być wpis na Twitterze z 5 lutego, gdy Hirte pogratulował wyboru na urząd premiera Kemmerichowi. Natomiast SPD wezwało koalicjantów „na dywanik”. Socjaldemokraci doprowadzili do obrad w Urzędzie Kanclerskim nad przyszłością koalicji z CDU/CSU. Szefowa SPD Saskia Esken po dymisji pełnomocnika rządu ds. wschodnich Niemiec zakomunikowała, że w dalszym ciągu dostrzega pilną potrzebę dyskusji z CDU jako jej partnerem koalicyjnym „w wielu trudnych sprawach”.

Jednak przełomowym wydarzeniem okazała się decyzja przewodniczącej CDU Annegret Kramp-Karrenbauer. W poniedziałek 10 lutego ogłosiła, że podaje się do dymisji i rezygnuje z walki o fotel kanclerza. Wybory na nowego przewodniczącego CDU, a zarazem kandydata na kanclerza po wyborach w 2021 r. mają nastąpić w najbliższych miesiącach. Co ciekawe, Kramp-Karrenbauer stwierdziła, że rozdzielenie funkcji przewodniczącej CDU i funkcji kanclerza Niemiec oraz trwająca debata o przyszłym kandydacie na kanclerza „osłabia CDU w czasie, gdy polityka w Niemczech potrzebuje siły tego ugrupowania”.

– Na życzenie kanclerz Angeli Merkel pozostanę federalną minister obrony – dodała Kramp-Karrenbauer. Czy Merkel poświęciła przyjaciółkę na życzenie SPD? A może sama uznała, że Kramp-Karrenbauer nie panuje nad kryzysem i nie potrafi trzymać w ryzach „buntowników”? Pewne jest jedno: wśród chadeków wyraźnie widać rozłam, który będzie dużo kosztować Merkel. Jeżeli bowiem za cenę utrzymania się na stanowisku kanclerza przez następne półtora roku gotowa jest poświęcić własną partię w Turyngii, to dla chadeków ze wschodnich Niemiec jest to jasny sygnał, że pilnie potrzebują nie tylko nowego koalicjanta.

 

Autor

Najnowsze