25.8 C
Warszawa
niedziela, 3 lipca 2022

Czas kurierów

Koniecznie przeczytaj

Epidemia koronawirusa okazała się hossą dla firm kurierskich.

Polacy przerzucili się na internetowe zakupy.

Gdy w pierwszej połowie marca cała Polska przygotowywała się na uderzenie koronawirusa (pierwsza diagnoza choroby miała miejsce 4 marca), to InPost, jeden z liderów polskich usług kurierskich i dostaw towaru zakupionego w Internecie (tzw. e-commerce), przyśpieszył wprowadzenie możliwości korzystania ze swoich paczkomatów w weekendy.
– W sytuacji zagrożenia, z jaką mamy do czynienia w gospodarce, zachowanie ciągłości łańcucha dostaw jest absolutnie kluczowe! Planowaliśmy wdrożenie rewolucyjnych dostaw w weekendy do paczkomatów InPost za 4 tygodnie, zdecydowaliśmy o przyśpieszeniu – tłumaczył w internetowym wpisie Rafał Brzoska, prezes i współwłaściciel InPost. Odbiór zakupionego w Internecie towaru, bez konieczności kontaktu z jakimś człowiekiem, okazuje się produktem wręcz wymarzonym w czasie epidemii koronawirusa. Wstępne dane z rynku sprzedaży internetowej mówiły o wzrostach sprzedaży (względem lutego br.) rzędu kilkudziesięciu procent. W wypadku branży spożywczej (dostawa zakupów przez Internet) wzrost może być liczony w setkach procent. Rynek dostawy zakupów jedzenia z dostawą do domu dosłownie rósł z dnia na dzień kilkukrotnie. Platforma Shoper w badaniu opublikowanym pod koniec marca oszacowała go na 393 proc.

– To, że sprzedaż przeniosła się do Internetu widać najlepiej po naszych danych, zebranych w pierwszej połowie marca na platformie sklepów internetowych Shoper. Zainteresowanie otwarciem sklepu internetowego w marcu 2020 roku wzrosło o połowę w porównaniu z tym samym miesiącem w roku ubiegłym – informowała Oliwia Tomalik z Shoper. – Sytuacja wygląda dziś jak w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie – komentował to, co dzieje się na rynku kurierskim, Rafał Brzoska.

Dopalacze dla rosnącego rynku
W 2009 r. Rafał Brzoska (w listopadzie skończy 43 lata) wpadł na pomysł stworzenia paczkomatów, urządzeń do samobsługowego odbierania paczek. Pomysł, mimo dużego sceptycyzmu ludzi z branży, okazał się ogromnym sukcesem. Paczkomaty InPost podbiły nie tylko Polskę, ale także Wielką Brytanię, Francję, Włochy, Kanadę, Rosję, Czechy, Słowację i dotarły na Węgry. InPost tworzył również maszyny dla lokalnych firm kurierskich w: Chile, Litwie, Estonii, Łotwie, Australii, Irlandii, Kolumbii czy Islandii. W dobie walki z koronawirusem, kiedy kurierzy zostawiają przesyłki pod drzwiami, aby nie widzieć się z odbiorcą, paczkomaty zanotowały setki tysięcy nowych chętnych. Popyt był tak duży, że na umieszczenie towaru w paczkomacie trzeba było czekać nawet kilka dni z powodu wzrostu liczby klientów.

Chociaż tak zwany rynek KEP (przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych) liczy sobie ponad sto lat (lider tej branży, amerykański UPS – United Parcel Service, został założony już w 1907 r.), to prawdziwy boom przyniósł rozwój handlu internetowego. W latach 90., gdy Internet raczkował, mało kto wyobrażał sobie, iż sprzedaż towaru, którego nie widzi klient, zdominuje świat. Tym, który dostrzegł to jako jeden z pierwszych, był Jeff Bezos, założyciel Amazona, księgarni, która stała się największym sklepem wszechczasów. Bezos stał się zaś najbogatszym człowiekiem na świecie. W 2019 roku europejski rynek KEP wzrósł o prawie 5 proc. do 71,1 mld euro. Liczba nadawanych paczek zaś o 5,8 proc. do 10,6 miliardów. Podobnych wzrostów branża spodziewała się w 2020 r. Już dziś wiadomo jednak, że wszelkie prognozy nie są wiele warte. Rynek KEP wzrośnie, przy ogólnym kryzysie, jaki czeka świat w związku z epidemią koronawirusa, przynajmniej o kilkadziesiąt procent. Widać to doskonale po polskim rynku pracy. Gdy wszystkie branże tną koszty i zapowiadają zwolnienia pracowników, to najłatwiej dziś dostać pracę kuriera.

Trwała rewolucja
„Boże Narodzenie” w marcu, którego doświadczyła branża KEP, będzie zjawiskiem trwałym. Po pierwsze dlatego, że koronawirus będzie obecny w życiu ludzi jeszcze przez parę lat. Ograniczenia w gospodarce będą powoli znoszone, ale nie oznacza to powrotu gospodarki, jaką znaliśmy. Najbardziej narażeni na działanie koronawirusa, ludzie starsi i mający przewlekłe choroby, będą musieli poddawać się dobrowolnym kwarantannom i ograniczeniom przez lata, dopóki nie powstanie skuteczna szczepionka.

Tradycyjne sklepy, które nie miały rozwiniętej sieci sprzedaży internetowej, bardzo ucierpią, a część nawet splajtuje.
– Te sklepy, które kilka lat temu zainwestowały w ten kanał dystrybucji, mają szansę w tych warunkach skutecznie balansować na granicy przetrwania. Ci, którzy nie myśleli perspektywicznie i koncentrowali się wyłącznie na tradycyjnym, offline’owym kanale, na pewno bardzo cierpią – komentował Brzoska w wywiadzie dla portalu Business Insider Polska. Jego zdaniem rewolucja internetowa będzie trwała. – Dojdzie do trwałej zmiany zachowań. Spodziewam się, że przybędzie kilka milionów konsumentów, którzy do tej pory nie korzystali z tego kanału lub robili to sporadycznie. Obecnie nasi klienci, także ci nowi, mają bardzo pozytywny, ponadprzeciętny tzw. customer experience. To sprawi, że po zniesieniu kwarantanny ich podejście nie zmieni się bardzo. Pozostaną bardziej aktywni w onlinie niż w offlinie – prognozuje Brzoska.

To, co może zatrzymać pionowy wzrost wskaźników branży KEP, to nadchodzący kryzys gospodarczy. W USA w pierwszych tygodniach po wybuchu epidemii pracę straciło 17 mln ludzi. W Izraelu, gdzie bezrobocie wynosiło ok. 3 proc. (czyli praktycznie nie istniało), liczba osób bez pracy skoczyła w ciągu tygodnia do 17 proc. W Polsce na razie twardych danych nie ma, ale analitycy uważani za optymistów – jak prezes Inpostu Brzoska – prognozują, iż na koniec roku bezrobocie w Polsce może wynieść 15 proc. Truizmem jest twierdzenie, że aby dokonywać zakupów, trzeba mieć pieniądze. Dlatego tak duży wzrost liczby Polaków bez pracy musi się przełożyć też na ich możliwości zakupowe. Z drugiej zaś strony współczesny człowiek żyje konsumpcją. Strach o zdrowie i życie wielu ludzi będzie przez lata trzymał ich jednak z dala od dużych centrów handlowych. Nawet gdy ograniczenia zostaną już zdjęte. Ci, którym koronawirus zagraża najbardziej (czyli osoby po 65 roku życia i mające przewlekłe schorzenia) pozostaną przy zakupach internetowych.

Chociaż dziś kolejne rządy znoszą powoli ograniczenia gospodarcze, to nikt z poważnie zajmujących się epidemią koronawirusa nie ma wątpliwości, że wojna z epidemią nie została wygrana. Kolejna fala zachorowań spodziewana jest na jesieni. Punktem odniesienia jest tutaj globalna pandemia hiszpanki, grypy, która zabiła ponad 100 lat temu ok. 50 mln ludzi. Biznes będzie miał kilka miesięcy na to, aby przygotować się do tego starcia. Branża KEP nieoczekiwanie stała się dla gospodarek w kryzysie czymś w rodzaju respiratora. Pozwala części biznesów mieć nadzieję na przetrwanie kryzysu. Gdy za kilkanaście miesięcy w końcu pojawi się skuteczne lekarstwo lub szczepionka na koronawirusa, globalna gospodarka będzie tak zmieniona, jak Internet zmienił w ostatnich 25 latach funkcjonowanie ludzi na całym świecie.

Autor

Poprzedni artykułŚwiat oskarża Chiny
Następny artykułTrucizna dochodu gwarantowanego

Najnowsze