12 C
Warszawa
wtorek, 27 września 2022

Polska w nieznanym świecie

Koniecznie przeczytaj

Złudna nietykalność

Najnowsze oceny polskiej gospodarki są ostrożnie optymistyczne. Tak brzmi przekaz światowych agencji ratingowych poparty ocenami wiarygodności finansowej. Na przykład Standard&Poors ogłosił decyzję o utrzymaniu oceny ratingowej na poziomie A- ze stabilną perspektywą.
– Negatywne skutki pandemii odczuwalne w 2020 r. wywołają recesję polskiej gospodarki. Polska posiada jednak znaczny potencjał odbicia dzięki wysokiej elastyczności polityki monetarnej, pozytywnemu bilansowi zewnętrznemu oraz finansów publicznych, co pomoże ograniczyć fazę szoku – czytamy w prognozie towarzyszącej komunikatowi S&P. To dobra wiadomość dla nas wszystkich. Globalizacja sprawia, że kondycja gospodarcza decyduje o międzynarodowym odbiorze i wiarygodności każdego państwa w świecie. Dlatego ostrożny optymizm agencji ratingowych wyrażający uznanie dla Polski i Polaków warto uznać za pomyślną wizję naszej przyszłości. Ma to fundamentalne znacznie na tle mrocznych prognoz dla Europy i reszty świata, które mocniej odczują kryzysowe skutki pandemii.

Analitycy firmy konsultingowej McKinsey przedstawili dwa scenariusze rozwoju wydarzeń. Optymistyczny zakłada spadek globalnego PKB o 5 proc. Chiński produkt krajowy obniży się o 3,3 proc. amerykański zaś o nawet 8 proc. W najgorszej sytuacji znajdzie się gospodarka Unii Europejskiej, która może się skurczyć o 10 proc.

Jesteśmy członkiem UE, a mimo tego prognozy następstw kryzysu nie są dla Polski tak skrajne. Wg różnych szacunków nasz produkt waha się pomiędzy wzrostem o 0,7 proc. i spadkiem o 2,7 proc. Co więcej, S&P prognozuje, że w Polsce recesja nie zapowiada stagnacji. W 2021 r. nasz PKB ma szansę silnego odbicia, nawet o 4,8 proc. Niestety wszystkie agencje ratingowe, tak w przypadku Polski, jak i reszty świata czynią kluczowe zastrzeżenie. Poza zasięgiem analiz znajduje się wiele innych czynników wpływających na sytuację. A przecież globalny system naczyń połączonych nie ogranicza się tylko do wymiany gospodarczej i kooperacji handlowej.

Na przykład, czy termin wynalezienia szczepionki i leków przeciwdziałających COVID-19 pokryje się za zapowiedziami naukowców? Chodzi także o perspektywę czasową mierzoną najbliższą dekadą lub ćwierćwieczem. Tylko ona pozwoli ujrzeć, jaki będzie świat po pandemii. Dlatego największym problemem, z którym obecnie zmaga się Polska, jest katastrofalna w skutkach niepewność. Brak odpowiedzi na kluczowe pytania już dziś odbija się na każdym aspekcie życia i będzie skutkował trafnymi lub nie decyzjami państwowymi. Koronawirus zasiał taki chaos, że elity władzy i biznesu nie są w stanie sprecyzować biegu wydarzeń. Chodzi o tak fundamentalne kryteria jak polityczny, ekonomiczny i społeczny kształt świata, a więc ład międzynarodowy wyznaczający ramy funkcjonowania każdego państwa. Nie wspominając już o osobistych wyborach jednostek. Bodaj najtrafniej kardynalny błąd zachodniej cywilizacji, do której należymy, wytknął prezydent Niemiec. W wielkanocnym orędziu Frank-Walter Steinmeier gorzko podsumował: – Myśleliśmy, że jesteśmy nietykalni.

Najpierw umrzesz ty
Profesor Marcin Król przewiduje wzrost roli technokratów. Nadzwyczajna sytuacja wymaga przecież, aby politycy słuchali podpowiedzi kompetentnych ekspertów. Tyle że obecna faza pandemii pozwala na snucie bardzo ogólnych i nader sprzecznych wersji wydarzeń. Z naukowej sondy przeprowadzonej przez „Foreign Policy” wyłania się skomplikowana wizja przyszłości.

Po pierwsze, musimy pogodzić się z odwrotem globalizacji lub próbami jej zawłaszczenia przez Chiny. To nie jest nowe zjawisko, COVID-19 przyspieszył jedynie procesy obserwowane od kilku lat. Najważniejszym jest przesuwanie światowego centrum siły z Zachody na Wschód, do Azji. Ponadto epidemiologiczne obostrzenia i ludzki strach zaowocują zamknięciem i skłonnościami do izolacji. Odpowiedzią na zagrożenia będzie zwiększony zakres kontroli ludności. Wyzwania medyczne i sanitarne postawią więc na ostrzu noża kwestię przewagi technologicznej i dostępu do najnowszych zdobyczy nauki.

Wzrośnie też rola państw narodowych. Z tym, że ich renesansowi będzie towarzyszyło nasilenie międzynarodowej rywalizacji lub wręcz ilości konfliktów zbrojnych. Z drugiej strony, testem dla państwa opiekuńczego będzie zdolność obrony zdrowia obywateli. Tak powstanie nowe kryterium społecznej oceny skuteczności, a więc akceptacji władzy. Po trzecie, zachwianie globalizacji i wzrost roli państwa wywołają rewolucyjne zmiany w strukturze gospodarczej. Łańcuchy kooperacji rozproszone dziś na wielu kontynentach ulegną skróceniu. Na podstawie następstw epidemii w Chinach, wielkie koncerny myślą już nad relokacją zakładów w swoje najbliższe otoczenie, a więc o koncentracji produkcji. Tak wyłania się nowy model narodowej gospodarki ze skłonnością do samowystarczalności.

Dla Polski to zarazem szansa i wyzwanie. Jak mówi Stephen M. Walt z Uniwersytetu Harvarda, słabą stroną globalizacji był wzrost nierówności społecznych. Podział na bogatych i biednych spolaryzował społeczeństwa poszczególnych krajów. Zbudował mur nieufności pomiędzy elitami i zwykłymi ludźmi. Tymczasem w Polsce nie występują tak duże nierówności ekonomiczne. O pauperyzacji w ogóle nie ma mowy, bo czas dramatycznej transformacji cywilizacyjnej mamy za sobą. Od 1992 r. nasz PKB stale wzrasta, a wraz z nim poziom zamożności Polaków. Natomiast w ostatnich latach rząd PiS zrobił naprawdę wiele, aby zasypać socjalne podziały. To bardzo ważne, ponieważ globalne nierówności materialne od kilku lat destabilizują globalizację. Nie bez przyczyny ubiegłe 12 miesięcy zostało nazwane rokiem ulicznych protestów. Niezadowolenie z neoliberalizmu demonstrowały społeczeństwa 32 państw.

Tymczasem utytułowany ekspert Uniwersytetu Princeton mówi, że jednym z głównych niebezpieczeństw pandemii jest przełożenie jej kosztów na najbiedniejszych. John Ikenberry zadaje pytanie, czy wybuch niezadowolenia grupy dotąd najbardziej poszkodowanej i dyskryminowanej nie wywoła globalnej anarchii? Na szczęście Polska jest bardzo daleka od takiego problemu.

W sensie gospodarczym nasz kraj jest dobrze przygotowany do strukturalnej rewolucji ekonomicznej. Przede wszystkim Polska jest względnie samowystarczalna. Na przykład S&P wymienia dywersyfikację produkcji i usług oraz elastyczność złotówki jako nasz atut w dobie epidemicznego kryzysu. Rynek pracy jest zatem gotowy do wzywania relokacji produkcji. Ponadto nie jesteśmy zależni od chińskich łańcuchów kooperacji w tak dużym stopniu, jak inne państwa Europy. Jak wskazuje analiza banku CreditAgricole: – Ekspozycja polskiego eksportu na Chiny jest ograniczona. Niestety inne zagrożenia istnieją i jest ich co najmniej kilka.

Po pierwsze, niebezpieczeństwo dla polskiego eksportu wynikające z kłopotów rynkowych naszych głównych odbiorców. Polska gospodarka wysyła 3/4 produkcji za granicę, a głównymi punktami na mapie dostaw są Niemcy, Włochy, USA, Francja i Wielka Brytania, czyli kraje najbardziej dotknięte epidemią. Eksport to wpływy do budżetu państwa i pieniądz na rynku krajowym, które umożliwiają podtrzymanie wewnętrznej konsumpcji. Jak dotąd prowzrostowe znaczenie wymiany handlowej było oczywiste. Po pandemii fiskalne znaczenie eksportu tylko wzrośnie.

Wielu ekspertów prognozuje zmianę systemowej roli rynku. Jego celem nie będzie rosnąca krzywa PKB, tylko stabilizowanie. Czego? Państwa, czyli zwiększenia możliwości zaspokajania egzystencjalnych potrzeb obywateli. Chodzi o ochronę zdrowia, osłonę bezrobocia czy też wypłaty gwarantowanej płacy minimalnej. Na to wszystko potrzeba pieniędzy. Niestety nastroje polskich eksporterów nie są radosne. Przeważa obawa, że kryzys po pandemii wypchnie ich z dotychczasowych rynków zbytu. Zostaną pożarci przez silniejszych, a może raczej tych, którzy szybciej dostosowali się do wilczych zasad konkurencji nowej gospodarki. Takie same obawy żywią firmy działające na rynku wewnętrznym. Turbulencje finansowe wywołane przestojem wykluczyły już tysiące producentów i dostawców usług. Jeśli taką sytuację wykorzysta obcy kapitał, zagraniczne koncerny zmienią strukturę własnościową naszej gospodarki. Wpłyną na rynek pracy, wysokość uposażeń i warunki socjalne zatrudnienia.

Po drugie, na świecie powstanie duża grupa państw bankrutów, które nie sprostają nowym wymogom. Chodzi o mono-gospodarki, na przykład surowcowe, które nie zdołają zaspokoić potrzeb ludności i przegrają pozycję międzynarodową. Przecież Rosja poza ropą naftową nie produkuje prawie nic, opierając się na imporcie. Na to potrzeba jednak środków budżetowych, których już brakuje z powodu krachu cen surowca. Niestety Rosja produkuje także broń. Polską odpowiedzią na anarchię krajów bankrutów musi być siła zbrojna. W nowej konfiguracji międzynarodowej nie możemy sobie pozwolić na przerwę w zakupach sprzętu wojskowego ani cięciach finansowych armii.

Po trzecie, przyszłość Polski w sojuszach. Ważne jest pytanie, czy przetrwają dotychczasowe lub jakie powstaną w ich miejsce? Na nich bowiem opieraliśmy bądź oprzemy nasze bezpieczeństwo. Niestety bez poważnych zmian się nie obejdzie. Wiele wskazuje, że instytucje świata zachodniego nie zdały epidemicznego egzaminu. UE i NATO powstały z myślą o wspólnotowej odpowiedzi na zagrożenia oraz kompromisowej formule uwzględniającej postulaty każdego z członków. Tymczasem Europa nie zareagowała wspólnie na wybuch epidemii. Podobnie zresztą jak USA, które nie zdały egzaminu światowego przywództwa. To naturalne dla wspólnoty euroatlantyckiej, że wspólnym wysiłkiem Bruksela i Waszyngton mogły skoordynować i zapobiec wypuszczeniu z butelki chińskiego dżina. Po wybuchu epidemii nie dały rady zmniejszyć jego rozmiarów.

Wniosek dla Polski jest oczywisty. Musimy sami zadbać o bezpieczeństwo. Nasi sojusznicy pokazali, że wyznają zasadę: najpierw umrzesz ty. Niestety wiele wskazuje, że nadchodzi świat wilczych reguł przetrwania. Z drugiej strony, epidemia nauczyła również wiele Biały Dom. Wykazała, że nawet globalne supermocarstwo potrzebuje sojuszników. Państw, które kierują się takimi samymi wartościami, nie na papierze, tylko w działaniu. Rokuje to dobrze odnowie pragmatycznych relacji transatlantyckich, opartych na wspólnocie interesów. Zintegrowana społecznie Polska z silną gospodarką stanie się pożądanym partnerem USA. A co z Unią? Większość komentatorów wieszczy jej upadek. Jak jednak pokazuje historia, w chwilach niebezpieczeństwa Europa umie się łączyć i odpowiedzieć na niebezpieczeństwo. Tak było po II drugiej wojnie światowej. Pora zatem na wnioski.

Biznes bliżej państwa
Nie ma innej rady dla przedsiębiorczości. Jeśli biznes chce przetrwać, musi działać razem z państwem. Agencja Bloomberg ocenia straty globalnej gospodarki na 5 bln dolarów, a może więcej, jeśli ziści się czarny scenariusz przedłużenia epidemii. Dyrektor wykonawczy MFW alarmuje. Wg Krystaliny Gieorgijewej, pod wpływem kryzysu gospodarczego 80 państw złożyło w Funduszu wnioski pomocowe o łącznej kwocie 2,5 bln dolarów. Także sędziwy nestor amerykańskiej polityki ocenia pandemię w kategoriach katastrofy.
– Przezwyciężenie chaosu, który wywołał koronawirus, może zająć pokolenia – podsumowuje Henry Kissinger. Z naszego punktu widzenia najważniejszy jest zatem polski pejzaż na długo po pandemii. W nowym, nieznanym jeszcze świecie

Gdy wszyscy koncentrują się na stratach, nie możemy zapominać, że są sektory przedsiębiorczości, które wygrywają na obecnej sytuacji. Należą do nich e-usługi, takie jak catering, handel internetowy, przemysł rozrywek online, zdalna medycyna i jak zawsze produkcja rolno-spożywcza. Do wygranych należy także wirtualny segment mediów. Wiele wskazuje, że z kryzysu obronną ręką wyjdą bankowość i sektor ubezpieczeniowy. Dlatego wyzwaniem dla Polski będzie zmiana modelu biznesowego. Eksperci prognozują, że przedsiębiorczość odejdzie od trybu stacjonarnego na rzecz funkcjonowania rozproszonego. Zaopatrzenie w odpowiedni sprzęt i procedury to jedno.

Całkiem inna sprawa to rząd wielkości. W naszym kraju działa 2,5 mln firm, z czego 2,1 mln to mała i średnia przedsiębiorczość, zatrudniająca 10 mln osób. Stale wzrasta liczba samozatrudnionych. Jak wskazuje „Raport o stanie sektora MSP” w 2019 r. (PARP), 2 mln podmiotów prowadzi działalność niefinansową i to one zostały najbardziej narażone na skutki sanitarnego lockdownu. Zatem rola państwa opiekuńczego nowego typu nie będzie polegała tylko na zapewnieniu ochrony zdrowia. Rząd i samorządy muszą wesprzeć prywatny biznes po to, aby przetrwał. Jednym z kluczy sukcesu jest udoskonalenie i rozszerzenie funkcji e-administracji, aż do pośrednictwa pomiędzy rynkiem i ludnością w dystrybucji towarów oraz usług.

Obecny zakres takich świadczeń nie wystarczy na nowe czasy. Państwo musi się stać się „e-” we wszystkich dziedzinach życia. W przypadku tak ważnego eksportu chodzi o przeniesienie do strefy wirtualnej działalności promocyjnej i platform sprzedaży. Jeśli biznes jest w stanie wykreować nowe instrumenty, to ich budowa bez znacznego wkładu rządu będzie niemożliwa.

Tak samo jak przygotowanie specjalistów, co oznacza ogromne inwestycje w e-oświatę, e-szkolnictwo wyższe i e-medycynę. Jeśli nie rozpoczniemy takiego procesu, natychmiast zostaniemy wyeliminowani z międzynarodowych rynków. Przegramy gospodarczą, a więc społeczną walkę o przetrwanie. Zamiast być w gronie zwycięzców globalnej transformacji, dołączymy do państw-bankrutów. Wszystko razem stawia władze i społeczeństwo przed trudnymi wyborami. Partnerstwo z biznesem oznacza większą ingerencję państwa w rynek oraz zwiększenie roli państwowego sektora gospodarki. Niestety, jak komentuje „The Wall Street Journal”, skala kryzysu oraz tempo koniecznej reakcji nie pozostawiają wiele miejsca na refleksję o demokracji, swobodzie działalności ekonomicznej, a nawet o prawach człowieka. Odpowiedzi na pytania, jak głęboko w dotychczasowe reguły i wartości państwo może ingerować, pojawią się później. Na razie przed identycznymi wyborami stoi cały świat zachodni.

Chodzi także o Polaków. Przyszłość narodu i każdego z nas. Największym wyzwaniem będą bowiem społeczne następstwa nowej struktury biznesowej. Rozproszony model zdalnej przedsiębiorczości, wzrost znaczenia sektorów IT i upadek dotychczasowych motorów napędowych wywołają rewolucję na rynku pracy. Na państwo spadnie odpowiedzialność za stan rzeczy, ale także konieczność regulacji we współpracy z biznesem. Henry Kissinger upatruje w COVID- 19 szansy dla Zachodu. – Pandemia jest szokiem, ale z jej zdrowotnymi następstwami ludzkość upora się za 12–18 miesięcy – mówi. Natomiast ze skutkami politycznymi i ekonomicznymi już nie, chyba że wspólnota demokratyczna sięgnie do przeszłości. Jeśli nie chcemy przegrać z nowymi autorytaryzmami, podobnie jak Ameryka czasu wielkiej depresji, demokracja powinna zjednoczyć się wokół wspólnej idei odbudowy. Dotyczy to także Polski. Zarówno w relacjach państwo – biznes, jak i władza – obywatele. Zdaniem Kissingera kluczem jest odbudowa zaufania. W naszym przypadku mocny fundament już jest.

Autor

Najnowsze