-0.7 C
Warszawa
piątek, 9 grudnia 2022
Advertisement

Jak Niemcy chcą uratować Unię Europejską?

Koniecznie przeczytaj

Koronakryzys obnażył słabości UE.

Już co drugi Włoch opowiada się za opuszczeniem wspólnoty, a wraz z Rzymem mogą pójść kolejne kraje członkowskie. Tymczasem w Brukseli opracowywany jest tzw. nowy plan Marshalla. Ursula von der Leyen chce przeznaczyć na ratowanie wspólnoty ok. 2 bln euro. Czy Niemka zdoła zahamować pokryzysowy rozpad wspólnoty?

Włochy to jedno z państw, które najmocniej odczuwa pandemię koronawirusa. Z wynikiem ok. 198 tys. chorych i 27 tys. zmarłych zajmują trzecie miejsce tuż za Hiszpanią (220 tys. i 23,2 tys.) i Stanami Zjednoczonymi (986 tys. i 55,4 tys.). Pandemia mocno daje się odczuć również Niemcom (158 tys. i 6 tys. zgonów), ale w państwie Angeli Merkel skala uleczonych jest rekordowo wysoka. Sceptyczne wobec Unii nastroje Włochów narastały od dłuższego czasu. Włosi czuli się osamotnieni w obliczu katastrofy, a twarde „Nie” Brukseli dla propozycji pomocy przedstawianych przez premiera Giuseppe Contego dało o sobie znać w kolejnych sondażach. Z ostatniego, opublikowanego w ub. tygodniu badania Instytuty Tecne, wynika, że aż 49 proc. Włochów chce wyjścia z Unii Europejskiej. To aż o 20 proc. więcej niż pod koniec 2018 roku. Na domiar złego aż 67 proc. mieszkańców Italii ocenia, że obecność ich kraju w Unii Europejskiej jest niekorzystna. Sondaż opublikowano tuż przed kolejnymi unijnymi rozmowami na temat pomocy dla Włoch.

Czego właściwie chce premier Conte? Jego plan pomocy polega na emitowaniu przez kraje strefy euro instrumentów dłużnych, które sfinansują wsparcie dla najbardziej potrzebujących państw. Na razie Włochów od italexitu odciąga kwestia waluty. Wiceprezes agencji konsultingowej Teneo Wolfango Piccoli wskazuje, że powrót do lira będzie kosztowny. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Piccoli podkreślił, że Włosi to naród rentierów, który zgromadził w bankach 9 bilionów euro. – Gdyby okazało się, że te pieniądze mogą radykalnie stracić na wartości w razie powrotu do włoskiego lira, poparcie dla italexitu gwałtownie by się załamało – ocenił ekspert.

Niemcy na ratunek
Włochy to jeden z założycieli Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, prekursora Unii Europejskiej. Dlatego opuszczenie przez nie Unii Europejskiej, tuż po dokonaniu tego przez Wielką Brytanię, uruchomiłoby efekt domina. Dlatego Niemcy, którym najbardziej zależy na utrzymaniu wspólnoty, od początku pandemii we Włoszech przekazują im doraźną pomoc. Jednocześnie to właśnie program pomocowy ich autorstwa jest obecnie forsowany w Brukseli. Niemcy stawiają na uruchomienie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacji. W przypadku jego uruchomienia, do rozdysponowania między kraje członkowskie byłoby 240 mld euro. Każdy kraj mógłby wykorzystać kwotę do 2 proc. swojego PKB, a tym samym w przypadku Włoch byłaby to pomoc rzędu 37 mld euro. Takie rozwiązanie nie odpowiada jednak Rzymowi. Według włoskich szacunków na zaciągnięciu zobowiązań z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacji, a nie na rynkach finansowych zyskaliby 700 mln euro. To zaledwie 0,5 proc. kosztów, jakie pociągnie w tym roku koronakryzys. Dość powiedzieć, że zamknięcie na miesiąc Włoch kosztowało tamtejszą gospodarkę aż 47 mld euro. Natomiast Stowarzyszenie na rzecz rozwoju przemysłowego południa kraju, Svimez, szacuje, że PKB Włoch spadnie w tym roku o 8,4 proc.

Do gaszenia pożaru przystąpiła osobiście kanclerz Angela Merkel. Kanclerz oświadczyła, że Niemcy powinny być przygotowane na zwiększenie swojego wkładu do budżetu Unii Europejskiej, ale również sprzeciwiła się rozwiązaniu premiera Włoch. Wyraziła za to nadzieję, że do czerwca uda się uruchomić unijne środki pomocowe na poziomie 500 mld euro. Jednak aby ten pakiet został uruchomiony, potrzebne są uchwały Bundestagu.

Nowy plan Marshalla
Równolegle do deklaracji Merkel swoje plany przedstawiła jej bliska przyjaciółka, była szefowa niemieckiego MON, a obecnie szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. Chodzi o tzw. Fundusz Ożywienia, który ma być głównym mechanizmem odbudowy unijnej gospodarki po pandemii w latach 2021–2027. Ma być powiązany z kolejnym siedmioletnim budżetem unijnym. Von der Leyen zapowiedziała, że siła budżetu „musi zostać zwiększona, aby móc wygenerować niezbędne inwestycje w całej Unii Europejskiej”, jednak konkretne liczby ujawnione zostaną dopiero pod koniec maja. Niemniej Niemka wskazała, że ze wstępnych szacunków Komisji wynika, iż budżet UE będzie potrzebował zwiększenia zasobów własnych do wysokości około 2 proc. dochodu narodowego brutto na dwa lub trzy lata, zamiast 1,2 proc. Szefowa Komisja zaznaczyła, że środki na ożywienie unijnej gospodarki trzeba będzie podzielić na granty, jak i pożyczki. Nie wszystkie kraje członkowskie doświadczyły epidemii w równym stopniu, dlatego najpewniej tylko te najciężej dotknięte mogą liczyć na wysokie bezzwrotne granty. Pozostałe mogą liczyć tylko na pożyczki, które trzeba będzie oddać.

– Mamy różne stanowiska w sprawie grantów i pożyczek. Z pewnością będzie solidna równowaga pomiędzy nimi. To jest kwestia do negocjacji z […] państwami członkowskimi, żebyśmy znaleźli odpowiedni miks. Oba rozwiązania mają dobre i złe strony – powiedziała w ub. tygodniu Ursula von der Leyen. Kwestią otwartą pozostaje też zapadalność długu, czyli okres, gdy kraje członkowskie będą musiały spłacić kredyty. Natomiast szefowa Komisji Europejskiej dopytywana o konkretne kwoty na bieżące potrzeby związane z kryzysem zapowiedziała „mobilizację” biliona euro. Von der Leyen dodała, że pomoc publiczna w UE sięga obecnie prawie 1,8 bilionów euro, ale są ogromne różnice co do tego, jak dużo poszczególne kraje członkowskie na ten cel przeznaczyły. – Te różnice będą miały ogromny wpływ na równe szanse, chyba że to zrównoważymy – oświadczyła.

Pomoc, ale nie dla wszystkich
Gdy Merkel i von der Leyen mówiły o planach pomocowych, nie zabrakło z Niemiec głosów o uzależnieniu wypłat od kilku czynników. Największe poruszenie wywołał Gerald Knaus, szef think tanku European Stability Initiative, który był pomysłodawcą porozumienia Unii Europejskiej z Turcją z marca 2016 roku, dzięki któremu udało się zahamować napływ nielegalnych migrantów. Unijny ekspert udzielił wywiadu tygodnikowi „Der Spiegel”, w którym wprost wskazał, że Unia musi uzależnić udzielanie pomocy krajom członkowskim od ich lojalności i praworządności. – UE musi zaprzestać bezwarunkowego subwencjonowania autokratów – stwierdził ekspert. Niemiec wprost wskazał na kwestie przestrzegania prawa w Polsce i na Węgrzech. Zdaniem Knausa Fundusz Odbudowy Gospodarki, który ma być drugim Planem Marshalla, powinien przysłużyć się „ograniczeniu populizmu w Europie”. – Węgry i Polska w minionych latach szczególnie mocno skorzystały na środkach z unijnych funduszy strukturalnych, a obecnie przeciwko obu rządom toczą się postępowania w związku z ciężkim i trwałym naruszaniem europejskich wartości. […] Oprócz kryzysu wywołanego koronawirusem, w krajach UE mamy do czynienia z kryzysem liberalnej demokracji – stwierdził wpływowy doradca. Knaus ocenił też, że np. Węgry otrzymały fundusze strukturalne w wysokości 25 mld euro, a w podziękowaniu Viktor Orban „wypowiedział wojnę Brukseli”.

– Fundusze powinny być dostępne dla każdego członka UE, dopóki uznaje on podstawowe wartości traktatów europejskich i orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Kraje, które ignorują wyroki Trybunału, powinny stracić dostęp do pieniędzy – wskazał Niemiec.

Autor

Poprzedni artykułMniej niż zero
Następny artykułPogrzeb klasy średniej?

Najnowsze