-3.2 C
Warszawa
poniedziałek, 8 marca 2021

Weterani murem za Trumpem

Koniecznie przeczytaj

Joe Biden przedstawia opinii publicznej obietnice naprawy tego, co zdaniem demokratów zepsuł Donald Trump. Mowa więc o gospodarce, masowych szczepieniach i pomocy socjalnej. Jednak pierwszym uruchomionym projektem jest czystka armii, służb specjalnych i policji z sympatyków ustępującego prezydenta. Dlaczego Biden tak boi się aparatu bezpieczeństwa?

„Najwyżsi dowódcy wojskowi zaapelowali o to, aby siły zbrojne uznały Joego Bidena legalnie wybranym prezydentem Stanów Zjednoczonych, co potwierdzi jego zaprzysiężenie”. Takiej odezwy USA nie pamiętają od czasów wojny secesyjnej, która wprost przepołowiła naród. Rozłam był krwawy, bo szczególnie dotknął armię.
Kto oglądał popularny serial „Północ-Południe” (niezapomniany Patrick Swayze), pamięta, że przeciwko sobie stanęła wówczas elita sił zbrojnych. Wrogimi armiami unionistów i konfederatów dowodzili koledzy z tej samej Akademii West Point, generałowie: Ulysses Grant i Robert Lee.
Żeby amerykańskie siły zbrojne mogły wygrać obie wojny światowe oraz uratować świat przed sowiecką ekspansją, potrzeba było wielu lat odbudowy i zasypywania podziałów. Obecnie militarna potęga Ameryki ponownie stanęła pod znakiem zapytania, o czym świadczy odezwa, którą podpisali szefowie sztabów reprezentujący wszystkie rodzaje wojsk w Połączonym Komitecie. Kuriozalność apelu nie wynika jednak z przypomnienia, że armia stoi na straży konstytucji, a jej głównodowodzącym jest prezydent. Po pierwsze, potwierdza fakt ogromnego niezadowolenia żołnierzy z sytuacji w kraju, którą wywołały masowe zarzuty falsyfikacji wyników głosowania prezydenckiego. Jeśli tak, to generalicja przyznaje, że siły zbrojne są już politycznie podzielone, w armii służą liczni zwolennicy Donalda Trumpa. W opozycji do swojego dowództwa podważają legalność nowej administracji.
Jednak rzecz nie w personaliach. Jawne niezadowolenie dotyczy kierunku, w jakim podąża Ameryka, czyli dyktatury poprawności politycznej kneblującej wolność słowa i poglądów. Przecież każdy żołnierz składa przysięgę, że broniąc demokratycznej republiki będzie chronił takie wartości. Po trzecie wreszcie, odezwa jest zarazem ostrzeżeniem, jak i zapowiedzią czystki. Za agencją Associated Press warto zacytować: „Przewodniczący Joint Chiefs, generał armii Mark Milley był zmuszony przypomnieć wojskowym, że łamanie procesu konstytucyjnego, którym jest zmiana prezydentów, to przestępstwo”.
W identycznym tonie dowództwo oceniło demonstrację z 6 stycznia zakończoną wejściem manifestantów na Kapitol. Manifestację nazwano „antydemokratycznym powstaniem” i „przestępstwem”. „Wolność słowa nie daje prawa do przemocy”, w takich słowach generalicja potępiła oddolny, acz dramatyczny odruch sprzeciwu obywatelskiego.
Co ciekawe, cywilne kierownictwo Pentagonu wyraziło stonowaną krytykę. P.o. sekretarza obrony Christopher Miller nazwał demonstrację „naganną i sprzeczną z konstytucją USA”.
Weterani
Jak dotychczas FBI zatrzymało bądź przesłuchało, kierując do sądów zarzuty karne, 123 uczestników wydarzeń w Waszyngtonie. Jednak tymi, którzy wzbudzili paniczny lęk Partii Demokratycznej, są weterani sił zbrojnych, policji i federalnych agencji bezpieczeństwa licznie reprezentowani wśród przeciwników politycznych.
„Szereg mężczyzn w oliwkowych mundurach, wyposażonych w kamizelki kuloodporne, hełmy i środki łączności utworzyło szyk na schodach Kapitolu”. Taki alarm podniosło FBI po dokładnym przejrzeniu nagrań, czym zainicjowało prawdziwą histerię.
Chodziło o formację „Ranger File”. To standardowa procedura operacyjna dla zespołu bojowego poprzedzająca spotkanie z przeciwnikiem. Jest abecadłem każdego żołnierza sił lądowych lub piechoty morskiej, który służył w Iraku i Afganistanie. Trudno wymagać, aby w chwilach zagrożenia szkolone latami nawyki nie dały o sobie znać. Jednak prawda wygląda tak, że byli żołnierze i funkcjonariusze nie ukrywali i nie ukrywają swojego udziału w akcji poparcia dla Trumpa.
Kapitan Emily Rainey z bazy Fort Brags z Północnej Karoliny wyjaśniła w sieciach społecznościowych: „Działałam zgodnie z regulaminem wojskowym. Powiadomiłam dowództwo o swoim udziale w manifestacji”. Jak podkreśliła: „Przyjechałam do Waszyngtonu jako obywatelka Stanów Zjednoczonych wyrazić swoje poglądy. Mój udział nie przekroczył granic prawa”. Obecnie wobec pani kapitan toczy się wewnętrzne śledztwo.
Inny z weteranów, były pilot F-16 płk Larry Rendall Brock Jr. został jednak aresztowany na podstawie nagrania z wnętrza Kapitolu. Teraz oczekuje na proces z oskarżenia o zamiar wzięcia zakładników.
Jego los podzielił emerytowany oficer elitarnej jednostki specjalnej Navy SEAL. Za dowód przestępstwa Adama Newbolda z Ohio FBI uznało nie tylko zdjęcie z Kongresu. Wcześniej napisał w Facebooku: „Jesteśmy po prostu gorącymi patriotami. Niezwykle utalentowanymi i gotowymi do walki”.
W dowód lojalności do Ameryki Newbold zawiesił nawet prowadzone przez siebie kursy przygotowawcze do jednostek rangersów. Na nic, obecnie stał się zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego. O cienkiej granicy, po której stąpają żołnierze i funkcjonariusze, świadczą sprawy dyscyplinarne wszczęte wobec dwóch strażników Kapitolu, którzy zrobili sobie selfie z demonstrantami. Jeden wcześniej umieścił w sieci zdjęcie w słynnej trumpowskiej bejsbolówce z napisem „Przywróćmy Ameryce Wielkość”. Teraz to dowody przestępstwa.
Tragicznymi dowodami rozdarcia są dwie ofiary śmiertelne wśród weteranów. Były żołnierz gwardii narodowej i funkcjonariusz policji Kapitolu Brian Sickinck zginał od uderzenia gaśnicą. Byłą żołnierz sił powietrznych Ashli Babbitt zastrzelił kolega Sicknicka.
Przed komisjami dyscyplinarnymi stanęli także czynni oficerowie policji z kilku stanów, żołnierze różnych formacji oraz agenci służb federalnych. Wszyscy zostali zawieszeni w obowiązkach i najpewniej pożegnają się mundurem.
Łatka ekstremisty
Jak wynika z pobieżnego przeglądu „winnych”, nie chodzi o margines społeczeństwa, elementy kryminalne czy też osoby deklarujące skrajne poglądy zakazane prawem. Napiętnowane zostały amerykańskie elity, bo do nich należą armia i policja. Najpierw aresztowano, a obecnie oczekują na rozprawy profesjonaliści wysokiej klasy. To bardzo często absolwenci cywilnych i wojskowych szkół wyższych, w których rząd zainwestował setki tysięcy, jeśli nie miliony dolarów. Nic dziwnego, że po zakończeniu kariery mundurowej łatwo odnajdują się na korporacyjnym rynku, odnosząc sukcesy biznesowe.
Co sądzi o nich siła polityczna, która zajęła Biały Dom? Demokratyczna senator Tammy Duckworth napisała do Pentagonu żądanie, aby żandarmeria wojskowa współpracowała z FBI w tropieniu uczestników „zamieszek”. Demokratyczni kongresmeni są o krok od powołania komisji śledczej, która rozpocznie czystki w armii. Identyczny proces wszczynają demokratyczni nominanci zajmujący stanowiska szefów policji stanowych.
Wspólnym mianownikiem działań obecnej administracji jest chęć przypięcia weteranom oraz osobom w służbie czynnej łatki prawicowych ekstremistów. To wyraźny sygnał wysłany pod adresem całej armii i aparatu bezpieczeństwa. Osoby ideologicznie niepewne ma postawić na cenzurowanym lub wprost usunąć z szeregów. Zarzut dotyczy jednak nie tylko sympatyków Donalda Trumpa, ale wszystkich inaczej lub w ogóle myślących.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Stany Zjednoczone popadają w bolszewicką paranoję. Wszak polityczna nagonka poprzedzająca represjonowanie opozycji obywatelskiej to pomysł sowietów. Jest kontynuowany przez Putina, który uderza punktowo pokazowymi procesami, zastraszając poszczególne środowiska i grupy zawodowe.
Być może polowanie na czarownice, tak zrozumiałe dla mieszkańców Europy Środkowej, którzy przeszli przez doświadczenie totalitarne, jest obce amerykańskiej lewicy. Choć makkartyzm powinien dać demokratom wiele do myślenia.
Problem jest jednak znacznie szerszy. Można dostrzec wyraźną zbieżność administracji Joego Bidena z intencjami Pekinu i Moskwy. Kto będzie bronił globalnej demokracji, wspólnoty euroatlantyckiej i Polski wreszcie, gdy dyktatura poprawności politycznej rozsadzi od wewnątrz Stany Zjednoczone, niszcząc amerykańską armię?
Siły zbrojne USA odnosiły dotychczas bojowe sukcesy z prostego powodu. To armia obywateli, a więc wolnych jednostek walczących o słuszną sprawę, czyli wartości demokratyczne. Tym różni się od zindoktrynowanych, kontrolowanych politycznie sił zbrojnych ChRL i Rosji, w których pozostałymi środkami dyscypliny są knut i zamordyzm.
Otwartym pozostaje więc pytanie, dlaczego Partia Demokratyczna chce zniszczyć kluczową gwarancję światowej wolności, a jednocześnie rozmienić na drobne supermocarstwowość USA? Polityczna maksyma mówi wprawdzie, że cel uświęca środki, jednak ten wyznaczony przez amerykańską lewicę musi być straszny, skoro na szalę rzuca patriotyzm, gotowość poświęceń i ducha bojowego własnej armii.

Poprzedni artykułPrzyczajony tygrys, ukryty smok
Następny artykułOtwieraMy!

Najnowsze