22.2 C
Warszawa
niedziela, 3 lipca 2022

Kulki w geopolitycznym flipperze

Koniecznie przeczytaj

Tajwan, czyli Republika Chińska, nieuznawana przez większość państw, stał się ostatnio politycznym centrum świata, prawdziwym „Krajem Środka”, wokół którego skradają się supermocarstwa oraz rozgrywają intrygi kluczowe dla przyszłości naszego globu. Tutaj, jak dookoła oka cyklonu, kłębi się nowa zimna wojna, której taktyka i reguły zaskakująco przypominają podwórkową grę w kulki…

Aktualnie Tajwan uznaje 14 państw, jeszcze niedawno było ich 18. Są to z reguły malutkie państewka Karaibów i Oceanii, plus Watykan, ale do roku 2017 była to też prawie cała Ameryka Środkowa, czyli region uważany za tradycyjną strefę wpływów USA. I tu przed pięciu laty Chiny rzuciły wyzwanie Ameryce, nakłaniając do zerwania stosunków dyplomatycznych z Tajwanem na początek Panamę, a więc kraj, przez który przebiega kanał panamski, najważniejsza arteria światowej gospodarki. W 2018 r. stosunki dyplomatyczne z Chińską Republiką Ludową nawiązały Salwador i Dominikana. Przypomnijmy, że zgodnie z zasadą polityczną „jednych Chin”, bardzo rygorystycznie przestrzega[1]ną przez Pekin, nie można mieć ambasad jednocześnie w ChRL i RCh, tylko albo- -albo. Relacje z Tajwanem muszą mieć status zdecydowanie niższy, na poziomie placówki gospodarczo-kulturalnej, bez słowa „Tajwan” w nazwie. Dopuszczalne jest odniesienie do Tajpej, czyli stolicy RCh. Stąd odpowiednikiem ambasady Tajwanu w Warszawie jest półoficjalne Biuro Przedstawicielskie Tajpej w Polsce.

Skutkiem tego liczba krajów rezygnujących z utrzymywania z Tajwanem stosunków dyplomatycznych na szczeblu ambasad, stała się miarą skuteczności polityki międzynarodowej ChRL, a także miarą słabości USA, ponieważ kraje uznające RCh są z reguły ściśle powiązane politycznie ze Stanami Zjednoczonymi. Wyjątek stanowi Watykan, który kieruje się w tej mierze własnymi kalkulacjami, z jednej strony narażając na coraz silniejsze represje katolików w Chinach kontynentalnych, z drugiej zaś zawierając z Pekinem (2013) i odnawiając (2020) jakieś tajne porozumienia, nad których treścią i sensem łamią sobie głowy komentatorzy watykańskiej polityki. Stolica Apostolska ustępuje Chinom we wszystkich sprawach, z wyjątkiem kwestii zerwania stosunków dyplomatycznych z Tajwanem, przy czym katolików w RCh jest około 1 milion, w ChRL 10 mln.

Jako ciekawostkę wspomnijmy, że znaczna część chińskich katolików to tzw. ałbazińcy, czyli potomkowie Polaków – jeńców wojen polsko-moskiewskich w XVII wieku, których zsyłano na Syberię, gdzie podnieśli bunt, po czym schronili się na terytorium Chin, skłaniając ówczesnych mandarynów do pilnej nauki języka polskiego. W wyniku porozumienia króla Jana Sobieskiego z cesarzem Kangxi ałbazińcom pozwolono osiedlić się w Pekinie, gdzie założyli rodziny z miejscowymi Chinkami, a ich pra-prawnukowie, choć wyglądali już jak rdzenni Chińczycy, jeszcze dwieście lat później wciąż mówili po polsku i wyznawali katolicyzm, co odnotowywali podróżnicy zwiedzający u schyłku XIX wieku pekińską katedrę. Ałbazińcy nadal mieszkają w Pekinie i teraz spotykają się w kościele Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, tzw. Kościele Zachodnim (Xitang).

Wróćmy jednak do współczesnej geopolityki! O ile zasada „jednych Chin” funkcjonuje od zarania ChRL, to dopiero w czasach prezydenta Xi Jinpinga, czyli od 2013 r., stała się piętą achillesową Chin. Każde państwo, które chciałoby ukłuć politycznie Pekin, ode[1]grać się za sankcje ekonomiczne czy choćby tylko zwrócić na siebie uwagę, wykonuje jakiś przyjazny gest wobec Tajwanu, co daje gwarancję tego, że Chiny kontynentalne tego nie zignorują, a co więcej, ich reakcja będzie bardzo nerwowa, zgodnie ze starym chińskim porzekadłem: „Kiedy mowa o tygrysie, twarz się czerwieni”. W ostatnich latach to najlepszy sposób, by wkurzyć chińskiego smoka, który w przeciwieństwie do swoich legendarnych europejskich odpowiedników dziewicami się nie żywi, jest stworzeniem łagodnym i dobrodusznym. Do czasu aż ktoś wspomni o Tajwanie, gospodarczym tygrysie niewątpliwie.

Skąd się wzięło to chińskie przewrażliwienie? Otóż tak się złożyło, że sprawa tajwańska stała się kluczowym elementem publicznego wizerunku prezydenta Xi Jinpinga, kwestią jego twarzy, a więc atrybutem, który w kulturze Dalekiego Wschodu waży nawet więcej niż zachodni „punkt ho[1]noru”. W naszej cywilizacji honor od biedy można stracić i żyć sobie dalej, w myśl zasady: „wstyd nie dym, oczu nie wygryzie”, a skompromitowany polityk może wrócić po kilku latach karencji. Jednak dla Azjatów utrata twarzy oznacza nieodwracalną śmierć cywilną. Człowiek staje się nikim, wręcz traci człowieczeństwo. Podstępnym krętaczem można być jak najbardziej, przebiegłość świadczy tam o mądrości, ale utrata twarzy to coś zupełnie niewyobrażalnego. Lepiej się wtedy zagłodzić na śmierć jak dwóch młodzieńców z chińskiej legendy, którzy, zbuntowawszy się przeciw cesarzowi, poprzysięgli, że nie będą więcej jeść cesarskiego chleba. Poszli więc do lasu na ja[1]ody, lecz tu napotkana staruszka uświadomiła ich, że ten las i jagody też należą do cesarza, zatem w całych Chinach nie ma jedzenia, które oni mogliby spożywać, nie tracąc twarzy. Młodzieńcy wybrali więc z godnością śmierć głodową.

Tymczasem prezydent Xi Jinping podobno bardzo lubi pierożki i ani myśli się odchudzać… Nie wypada jednak żartować ze sprawy, od której zależy trzecia wojna światowa. W Chinach narasta kryzys gospodarczy i demograficzny. Władze lokalne narobiły wielkich długów, a korupcja na średnich szczeblach zarządzania zdecydowanie nie czyni chińskiego państwa i jego gospodarki bardziej efektywnymi. Aby z tym walczyć, władze centralne postanowiły być jeszcze bardziej centralne i zaczęły mocno ingerować w życie poszczególnych chińskich prowincji, dokonując czystek motywowanych walką z korupcją. Pekin przyznał sobie nowe prerogatywy w polityce wewnętrznej, zrezygnowano z kolegialnego kierownictwa na rzecz władzy jednoosobowej, prezydenta Xi Jinpinga właśnie, którego autorytet i powaga znacząco zbliżyły się do cesarskiego samodzierżawia. Absolutnemu jedynowładcy zaś potrzebne są sukcesy polityczne, i to wielkie, albo jego władza zacznie być kwestionowana i podkopywana. Tymczasem pozytywów w polityce wewnętrznej brak, czasy dobrej koniunktury i tanich pieniędzy się skończyły, a więc pozostaje polityka międzynarodowa, w której sukcesem wszystkich sukcesów byłoby przyłączenie Tajwanu. Gdyby to się udało, władza cesarza Xi Jinpinga uzyskałaby wręcz status boski i wszelka partyjna opozycja upadłaby przed nim na twarz. To więc postanowiono w Pekinie zrobić, coraz mocniej naciskając na Tajwan i stawiając wszystko na tę jedną kartę. Z drugiej strony jednak tajwańską kartę odkryto, ujawniając czuły punkt Chin i znacząco ograniczając sobie pole manewru politycznego. Wzięto twardy kurs na zderzenie!

Świat zobaczył więc, na czym Chinom zależy i jak bardzo, co jest politycznym błędem, który niezwłocznie postanowiono wykorzystać. Jednak bardzo ostrożnie, ponieważ determinacja Pekinu jest naprawdę wielka i wojna faktycznie wisi na włosku. Zaczęła się więc wspomniana na wstępie gra w kulki. Kulkami tymi są małe kraje, które można podpuścić do prowokacyjnych zachowań wobec Chin, samemu nic nie ryzykując. A więc Litwa, Czechy, Słowacja… Strona chińska podjęła tę grę, wykorzystując w roli swoich kulek kraje Ameryki Środkowej i szybko osiągając wynik 3:0 na swoją korzyść, czyli nakłaniając Panamę, Salwador i Dominikanę do wycofania się z relacji z Tajwanem. USA, szukając bramki kontaktowej, strzeliły w Chiny Litwą, która posłusznie nawiązała stosunki dyplomatyczne z RCh. Na co Pekin odpowiedział natychmiast, przeciągając na swoją stronę Nikaraguę. Aktualny stan meczu w tajwańskie kulki wynosi więc 4:1 dla Chin.

Jest to wynik dający do myślenia w kontekście rzekomego wzmocnienia Stanów Zjednoczonych w rejonie Indo-Pacyfiku, do którego jakoby miało dojść dzięki wycofaniu się USA z Afganistanu. Blamaż w Kabulu owszem był, mówili politolodzy, ale za to Ameryka pozbyła się balastu i teraz może więcej w relacjach z Chinami. Niewiele więcej, jak się okazuje. Nikaragua wyjęta z amerykańskiej strefy wpływów (10 grudnia 2021) to naprawdę mocny prztczek w jankeski nos. Wychodzi na to, że za cenę katastrofy w Afganistanie Stany Zjednoczone uzyskały znaczący wzrost geopolitycznych wpływów na Litwie… Tymczasem do rozegrania w tajwańskim flipperze czekają kulki Oceanii – Wyspy Marshalla, Palau, Nauru, Tuvalu, a w Ameryce Środkowej zostały jeszcze Gwatemala, Honduras i Belize. Będzie więc dalszy ciąg tego meczu i patrząc na jego wynik, najlepiej przekonamy się kto naprawdę jest górą w nowym indo-pacyficznym centrum świata.

A także jaka jest geopolityczna ranga Polski, nam bowiem jeszcze nikt roli kulki do gry w Tajwan nie zaproponował. Co więcej, polska dyplomacja wyraźnie, acz delikatnie, odcięła się od służalczej postawy Litwy. Gdyby więc jakiś przyszły polski rząd postanowił nawiązać stosunki dyplomatyczne z Republiką Chińską, byłby to dla nas sygnał upadku poprzedzającego rozbiory.

Autor

Poprzedni artykułGreenflacja
Następny artykułBIG VAX i jego klienci

Najnowsze