18.6 C
Warszawa
czwartek, 6 października 2022

Chiny doją Putina

Koniecznie przeczytaj

Niezależnie od wyniku wojny na Ukrainie wygrają ją Chiny. Tym bardziej, im dłużej ten konflikt będzie trwać. Ostatecznie Pekin wykupi zbankrutowane państwo rosyjskie i zrobi z niego swój protektorat, a Syberia stanie się chińską kolonią jeszcze w tej dekadzie. Oto jest cena, którą Rosja zapłaci za chwilę rauszu na imperialnej amfetaminie. Bo w relacjach z narkomanem górą jest zawsze diler!

Wybuch otwartej wojny na Ukrainie zaskoczył wszystkich, łącznie z Chinami. Na zdrową logikę to się nie powinno było wydarzyć. Nie atakuje się przeciwnika, rezygnując z zaskoczenia i dając mu przeszło pół roku na przygotowanie obrony oraz dozbrojenie się, w tym samym czasie rujnując bezczynnością morale własnych wojsk. To jest militarne i polityczne samobójstwo. Dlaczego Putin zdecydował się je popełnić?

Liczył na skuteczny blitzkrieg. Już samo to jawi się puentą kabaretowego skeczu. W takim razie powinien był zaatakować najpóźniej we wrześniu zeszłego roku, kiedy Łukaszenka szalał na naszej wschodniej granicy, wspierany przez lewacką piątą kolumnę w Polsce, która jeszcze nie zdążyła się całkiem skompromitować. Kiedy zaś demonstracja siły na granicach Ukrainy okazała się nieskuteczna i NATO zaczęło się, o dziwo!, zbierać do kupy, gdy Niemcy zostały postawione przed jednoznacznym wyborem i zdemaskowane jako moskiewska prostytutka, należało się wycofać. Kwestią do załatwienia było już tylko uratowanie własnej twarzy i władzy, i z tą misją Putin przyjechał do Pekinu na otwarcie olimpiady. Przynajmniej tak to zrozumieli gospodarze i na akcję ratowania zachwianego autorytetu kremlowskiego cara przystali. Chiny wszak potrzebują niezakłóconego tranzytu kolejowego przez Rosję, co Putin im zapewnia. Natomiast zdecydowanie Pekin nie potrzebuje Rosji jako odrodzonego imperium, skoro na powrót do chińskiej macierzy czeka Kraj Zabajkalski. Oczywiście, rozhisteryzowani komentatorzy polityczni, myślący w kategoriach poprzedniej epoki (kiedy USA coś znaczyły w geopolityce), zaczęli opowiadać o „żelaznej osi” Moskwa-Pekin przeciw Waszyngtonowi i pleść, że oba kraje dały sobie nawzajem przyzwolenie do ataku, odpowiednio na Ukrainę i Tajwan. Tymczasem, zauważmy, że takiej symetrii nie ma. Chiny kontynentalne nie eskalują działań wobec Tajwanu. Pekin ma w tej chwili dużo lepsze zajęcie, a mianowicie jak najlepiej zagospodarować wspaniały handicap, który tak niespodzianie podarował im Putin.

W komunikacie ze spotkania Putin – Xi była mowa o „koordynacji” działań Rosji i Chin, co niektórzy komentatorzy wzięli dosłownie, czyli zrozumieli opacznie. Serio mielibyśmy spodziewać się, że Pekin będzie się pytał Moskwę o to, co ma robić z Tajwanem? Za tym okrągłym dyplomatycznym sformułowaniem kryło się zobowiązanie Putina do bieżącego tłumaczenia się z polityki wobec Ukrainy, bez żadnej realnej wzajemności. Z kolei prezydent Duda uzyskał od Xi obietnicę, że Chiny pomogą w rozbudowie naszej notorycznie zatykającej się logistyki transportowej, czyli chińskie pociągi do terminalu Małaszewiczach będą dojeżdżać bez zakłóceń i że będzie ich więcej. I jeszcze, ChRL kupi więcej polskiej żywności, żeby te pociągi nie musiały wracać puste. To zdecydowanie nie są przygotowania do III wojny światowej. Chiny więc wsparły Putina na tyle, by mógł on zachować swoją zachwianą władzę, ale nie na tyle, aby pozwolić mu na atak na Ukrainę. Tego nie było w umowie! Stąd wyraźne pogubienie chińskiej dyplomacji w pierwszych dwóch dobach po rosyjskiej napaści. Więc najpierw były wezwania do negocjacji i powrót do porozumień w Mińsku ukraińska integralność musi być zachowana. Ukraina jako neutralny pomost między Wschodem a Zachodem, rosyjska „akcja specjalna” nie jest inwazją. Słowem; „Co ten Putin robi?!” – bezradnie pytał między wierszami rzecznik chińskiego MSZ. Teraz zaś przyszła wiadomość, że Chiny przyłączą się do antyrosyjskich sankcji, dotyczących zakazu rozliczeń w dolarach, ale w zamian proponują Rosji rozliczenia w juanach… To należy czytać: „Wykupujemy bankruta!”. Chińczycy wreszcie uwierzyli własnemu szczęściu – ten Putin naprawdę okazał się aż tak głupi! I rosyjska giełda zaczęła „odrabiać straty”, ponieważ żwawo zakrzątnęli się na niej chińscy inwestorzy, przejmując podupadłe aktywa.

Na co zaś liczył car Rosji? Na blitzkrieg. Upadek Kijowa na drugi dzień inwazji, ucieczkę prezydenta Zełenskiego, pucz w ukraińskiej armii i zainstalowanie kolaboracyjnego rządu. Gdyby to się udało, faktycznie można by postawić Pekin przed faktem dokonanym i wymusić na Xi przyznanie, „no tak, to właśnie mieliśmy na myśli podczas rozmów 4 lutego”. Ktoś jednak tego Putina wyraźnie źle poinformował albo faktycznie starzejący się mózg spłatał mu figla, podsuwając mrzonkę jako kalkulację polityczną. Tymczasem pierwszy rosyjski atak został odparty, a w drugiej fazie ruszyły do boju chińskie pieniądze i teraz każdy ukraiński wystrzał pozwala im kupić większy kawałek Rosji.

Gdzie są w tym wszystkim Stany Zjednoczone? Gdzieś w pensylwańskim lesie. Ostrzeżeń przed rosyjskim atakiem wygłosili tyle, że w końcu chyba sami przestali w nie wierzyć. Ileż można bowiem krzyczeć: „Wilki idą!”… A kiedy te długo nie nadchodziły, to w końcu ich przyjście wszystkim wydało się jakoś dziwne.

Amerykańska gra była obliczona na pozbawienie Putina twarzy, skoro Chińczycy chcieli mu tę twarz ocalić. Opowieści o bliskim rosyjskim ataku w sytuacji, kiedy Putin faktycznie musiał się wycofać, czyniły jego odwrót znacznie bardziej kompromitującym w oczach kremlowskich koterii. Chiny rzecz jasna nie były zainteresowane podkręcaniem tej nagonki i nie wzięły udziału w akcji ewakuacji ambasad z Kijowa. Co też potwierdza, że realnego ataku także Pekin się nie spodziewał.

Amerykanie więc z wyrachowaniem wpychali Putina pomiędzy młot i kowadło, sprawiając, że narażał się on jednocześnie kremlowskim zwolennikom wojny (siłownikom), bo zwlekał z wydaniem rozkazu ataku, oraz przeciwnikom wojny (oligarchom), bo psuł im interesy. Zatem zaszczuty Putin uciekł Bidenowi do przodu. Jednak do Kijowa nie dobiegł i teraz Amerykanie, patrząc na rozkwitające chińskie interesy, sami siebie muszą obłożyć sankcjami, więc deliberują mozolnie, jakby tu sobie strzelić w kolano, tak żeby ich mniej bolało.

Przypomnijmy, że jeśli chodzi o „powstrzymywanie Chin”, to tuż przed napaścią na Ukrainę, Ameryka była wciąż na etapie gry w tajwańskie kulki. To znaczy wyspy Fidżi na Pacyfi ku, zaszczycał swoją obecnością sam Sekretarz Stanu Antony Blinken (12 lutego 2022 r.), nakłaniając tubylców, żeby się Chinom postawili. Jedyne co Stany Zjednoczone tak naprawdę mogą, to przylać parę klapsów kanclerzowi Niemiec i tego przesławnego lania jesteśmy właśnie świadkami. Ze znakomitym skutkiem wychowawczym!

W Berlinie trwa panika polityczna, już druga w tym roku, po tym, jak Chiny ukarały niemieckie firmy za romans Litwy z Tajwanem. Niemieccy politycy „otwierają oczy” i dopytują się nerwowo, co za świnia im tę rurę na dnie Bałtyku podłożyła?! Bo oni sami, oczywiście, jak zwykle Niemcy, co do jednego „służyli w orkiestrze”, grającej „Odę do radości”. Dużo gorzej, że rozlane polityczne mleko przeciekło im do elektoratu, dotąd skutecznie ogłupianego przez sprzymierzone z władzą „wolne tęczowe media”. Nagle Merkel kaput i ratuj się kto może! Sama pani ex-kanclerz odmłodniała o 50 lat, odzyskała panieński srom i płoniąc się dziewiczo, nadmienia: „Naiwną byłamż, ach!” Słowem, niemiecki kapral Europy prezentuje nam aktualnie dwa podbite ślepia. Wiele czasu minie nim znów zaczniemy widzieć w tym maszkaronie ludzką twarz.

Jeżeli polska polityka międzynarodowa w tej sytuacji zachowa tradycyjną bierność i będzie znów wyczekiwać, co zrobią inni, żeby potem ewentualnie zareagować po fakcie, jeśli nie wykażemy inicjatywy, to będzie gorzej niż zbrodnia! Mamy okazję absolutnie niepowtarzalną, by coś istotnego ugrać – Chiny nam sprzyjają, Niemcy są upokorzone, a USA schowały za plecy tęczową flagę, której drzewcem tłukły nas dotąd po grzbiecie i przypomniały sobie trudne dla nich polskie słowo „sojusznik”. Moglibyśmy więc zerwać albo obniżyć stosunki dyplomatyczne z Niemcami, ponieważ były one ewidentnym wspólnikiem rosyjskiej agresji, a w ich obecną szczerość nie wierzymy. I niech potem Berlin zaproponuje nam „reset” w zamian za normalizację relacji… Jak nie, to uprzejmie dowieziemy ukraińskich uchodźców pod niemiecką granicę i damy im kanapki na drogę. Jakby tego mało, możemy jeszcze tę samą usługę wyświadczyć Irakijczykom, wobec których w roli szefa biura podróży nie sprawdził się Łukaszenka. Zróbmy cokolwiek, byle była to polska asertywna inicjatywa i oryginalnie polski pomysł! Ponieważ tej sytuacji, okazywać dotychczasową uległość Brukseli to znaczy stanąć po stronie Putina jako jego serdeczny druh w politycznym nieudacznictwie.

Autor

Poprzedni artykułNiedźwiedź w uścisku smoka
Następny artykułPo co Rosji Ukraina?

Najnowsze