18.7 C
Warszawa
czwartek, 6 października 2022

Spojrzenie za południową granicę, czyli blask CZK

Koniecznie przeczytaj

Korona czeska od roku radzi sobie na rynku walutowym bardziej niż przyzwoicie. Skoro umacnia się w stosunku do głównych walut, to nie może dziwić, że zyskuje także w stosunku do złotego. Warto przyjrzeć się bliżej naszemu południowemu sąsiadowi, który przez bliskość gospodarczą, geograficzną, a także posiadanie własnej waluty w przestrzeni zdominowanej przez euro, pozostaje ciekawym odniesieniem dla Polski.

Stabilny rozwój i najlepszy rynek pracy

Najpierw przyjrzymy się danym makroekonomicznym, które zostały opublikowane w ostatnich miesiącach, nadając w niektórych przypadkach szerszy kontekst. Na pierwszy ogień wskaźnik, który może nie jest idealny, ale oddaje najogólniejszy obraz stanu danej gospodarki, czyli w skrócie tempo PKB. W czwartym kwartale czeska gospodarka urosła o 3,6%, co może nie robi wrażenia w Polsce (nasze PKB w całym zeszłym roku miało się zwiększyć o ponad 7%), ale jest co najmniej przyzwoitym wynikiem. Tym bardziej że taki rezultat zdecydowanie przekroczył rynkowe prognozy. Co ważne widać w tym aspekcie pozytywny trend, ale warto pamiętać o tzw. efekcie bazy, który oznacza, że w analogicznym okresie 2021 roku tamtejsza gospodarka się kurczyła. Teraz o wiele bliższy wskaźnik zwykłym obywatelom, czyli stopa bezrobocia. Ta podawana przez Czeski Urząd Statystyczny w najnowszej publikacji wyniosła jedynie 3,6%. Chociaż widać małe tąpnięcie (w listopadzie było to 3,3%), to po pierwsze może być to efekt sezonowy (mniej dorywczych prac zimą), a po drugie i tak wciąż robi on wrażenie. Gdyby tego było mało, to w tym aspekcie Czesi wypadają jeszcze lepiej w metodologii Eurostatu. Ostatnie dane mówią o bezrobociu na poziomie 2,1%, co czyni ich zdecydowanymi liderami w UE (Polska jest na drugim miejscu). Większość Europy może pozazdrościć takiego rynku pracy, gdyż średnia dla strefy euro to 7%.

Nie każdy dzbanek kolorowy

Z innych danych warto zwrócić uwagę np. na produkcję przemysłową. Tutaj nie jest już tak pozytywnie. W ostatnich pięciu miesiącach 2021 roku tylko raz udało się wyjść ponad kreskę, a np. w grudniu zanotowano spadek o 2,1% w ujęciu rocznym. Najbliższe dwa kwartały mogą być w tym przypadku jeszcze trudniejsze, gdyż w poprzednim roku w tym okresie wyraźnie zauważalne było odbicie po recesji z początku pandemii (znowu efekt bazy). Lepiej wygląda sytuacja w przypadku sprzedaży detalicznej, która co prawda z wynikiem +3,3% w grudniu znacząco na niekorzyść rozminęła się z prognozami, ale miesiąc wcześniej wykazała aż +13,2%. Tylko w kontekście sprzedaży detalicznej warto brać pod uwagę, że jej rezultaty mogą być w pewnym stopniu powiązane z rosnącą inflacją.

Czesi lepsi od Polaków… w inflacji

Przyspieszająca dynamika cen jest problemem, z którym mierzy się cała Europa, nie omija on też naszych południowych sąsiadów. Ten mniej interesujący dla zwykłych obywateli wskaźnik, czyli inflacja producencka przekracza już w Czechach 13%. Wyższe rezultaty notowano jedynie na początku lat 90. Chociaż na PPI rzeczywiście zwraca się mniejszą uwagę, to jednak znajduje ona ostatecznie swoje przełożenie na ceny na półkach sklepowych. A tutaj, mimo że Czesi długo pozostawali za naszymi plecami, to z początkiem 2022 roku chyba pozazdrościli Polakom i postanowili nas wyprzedzić. W ten sposób inflacja konsumencka nad Wełtawą w styczniu w ujęciu rocznym wyniosła zawrotne 9,9%. O krok od dwucyfrowego wyniku, który ostatnio był tam widziany w 1998 roku. Było to też o ponad 3 p.proc. więcej od poprzedniego odczytu. Skąd takie nagłe przyspieszenie? Trudno wskazać tutaj jednego winnego, mocno w górę poszły ceny żywności, wrócił także wyższy VAT za energię, ale nadal taki rezultat był dużym zaskoczeniem dla wszystkich. A wszystko to dzieje się mimo naprawdę aktywnego banku centralnego.

Obiekt zazdrości – bank centralny

Czeski Bank Narodowy bardzo szybko zdał sobie sprawę z powagi sytuacji. Kiedy nasza rodzima RPP zaklinała rzeczywistość i powtarzała zaklęcia o przejściowości wysokiej inflacji i jedynie jej zewnętrznych przyczynach, to jej południowi odpowiednicy przechodzili już do działania. Pierwsza podwyżka stóp procentowych miała miejsce już w czerwcu zeszłego roku. Czesi zaczynali z pułapu 0,25%, pierwsze dwa ruchy były jeszcze skromne, po 25 pkt bazowych. Jednak szybko zrozumieli, że jedynie gwałtowniejsze działanie ma szansę odnieść realny skutek (choć trudno taki dostrzec w ostatnich odczytach inflacyjnych). W ten sposób w lutym główna stopa nad Wełtawą wynosi już 4,5% i to na pewno jeszcze nie koniec. Tym bardziej że tamtejsi decydenci praktycznie od początku mieli jasny i klarowny przekaz: znajdujemy się w cyklu podwyżek, co oznacza, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby narzędziami dostępnymi bankowi centralnemu zdusić wysoką inflację. Chwała im za to, tylko tutaj trafiamy na znaczącą różnicę w porównaniu z Polską. Nad Wisłą podnoszenie stóp wiąże się z coraz większym obciążeniem domowych budżetów w związku z rosnącymi ratami kredytów. U nas ponad 90% kredytów przyznawanych firmom i gospodarstwom domowym jest udzielanych ze zmienną stopą procentową, a w Czechach tylko ok. 40%. Przy kredytach hipotecznych w Polsce to prawie 100%, a za południową granicą jedynie kilka procent. Warto o tym pamiętać, bo koszt podwyżek może być bardzo różny dla obywateli różnych krajów.

Korona czeska prymusem

Mimo wciąż mało zauważalnego wpływu podwyżek stóp procentowych na inflację (chociaż warto pamiętać, że taki wpływ w realnej gospodarce może być dostrzegalny nawet po kilku kwartałach), jest on widoczny w innym miejscu, a mianowicie w pozycji czeskiej korony. Na rynku walutowym z reguły podwyżki stóp wiążą się z popytem na walutę powiązaną z takim ruchem, ponieważ zwyczajnie można uzyskać wyższy zwrot z inwestycji wyrażonych w takim środku płatniczym, np. z obligacji emitowanych przez dane państwo. Nie inaczej jest w przypadku korony czeskiej, której kurs możesz sprawdzić tutaj: https://www.walutomat.pl/kursy-walut/czk-pln/. Dobra passa CZK zaczęła się już wcześniej, ale Czeski Bank Narodowy z pewnością pomaga w kontynuacji tego ruchu. Za punkt odniesienia przyjmujemy ostatni rok. Co prawda nie udało się jej zyskać w stosunku do dolara amerykańskiego, ale to akurat wynika raczej z silnej pozycji USD na szerokim rynku. Natomiast w stosunku do EUR w tym okresie CZK zyskał aż 5,5%, kurs GBP/CZK spadł o 2,5% i nawet w relacji do CHF (który jako bezpieczna przystań nieźle radzi sobie w niepewnych czasach) widzimy poprawę o 1,3%. Musiało to znaleźć swoje odzwierciedlenie także w kursie korony czeskiej, gdzie waluta naszych południowych sąsiadów zyskała do złotego prawie 7%. W pewnym stopniu wynika to ze słabości PLN, ale wyraźnie widać, że CZK ma za sobą bardzo korzystny rok, a działania władz monetarnych w Pradze dają jej dobrą perspektywę także w nadchodzących miesiącach. Jeżeli ktoś natomiast szuka miejsca dla korzystnej wymiany walut, nie tylko w kontekście korony czeskiej, to warto odwiedzić i sprawdzić jeden z największych polskich serwisów online, czyli Walutomat.

Autor

Poprzedni artykułPlan Putina
Następny artykułPrzebudzenie Niemiec

Najnowsze