2.2 C
Warszawa
wtorek, 6 grudnia 2022
Advertisement

Polski Ład załatany

Koniecznie przeczytaj

Analizując skierowany do Sejmu rządowy projekt „nowelizacji nowelizacji”, czyli poprawki głównie do ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, która ma wejść w życie z połową roku, ale częściowo z mocą wsteczną od 2 stycznia 2022 r., doliczyłem się w nim co najmniej dwudziestu błędów i niedoróbek powstałych w dotychczasowym procesie legislacyjnym. Może zostaną jeszcze usunięte. Zobaczymy.

Ze smutkiem muszę stwierdzić, że prawdopodobnie pisanie przepisów podatkowych jest sztuką nieosiągalną dla kolejnej ekipy „ludzi z rynku”, którą zatrudniono do tej roli. Być może się mylę i bezzasadnie podejrzewam owych dżentelmenów zatrudnionych w tym resorcie o autorstwo tej nowelizacji, bo projekty te być może powstają poza ministerstwem. Potwierdził to publicznie były minister finansów, twierdząc, że nowelizacje składające się na ów Polski Ład przynoszono z zewnątrz, a oni je tylko kleili, nawet nie czytając. Stugębna plotka głosi, że wszystkie ważne projekty zmian w przepisach podatkowych powstają w jednej z „renomowanych i międzynarodowych firm doradczych”, która w dodatku ma z resortem finansów zawartą przed wielu laty (za czasów rządów liberalno-ludowych) stałą i dobrze płatną umowę na tego rodzaju usługi. Był nawet ktoś, kto posądził moją skromną osobę, że to ja piszę przepisy Polskiego Ładu, a teraz je poprawiam. Spieszę więc publicznie zapewnić, że nie mam nic wspólnego z tymi projektami, bo nie jestem ani „renomowany” ani tym bardziej „międzynarodowy”. Wszystkie publiczne, sugerowane przeze mnie od dwóch lat zmiany, mające na celu usunięcie luk w podatkach oraz w celu zwiększenia dochodów budżetowych, zostały w całości i bez reszty odrzucone (przykład: wciąż minimalne opodatkowanie akcyzą tzw. podgrzewaczy), a byli funkcjonariusze resortu finansów, obecnie zatrudnieni również w międzynarodowych koncernach, mają tu prawdopodobnie dużo więcej do powiedzenia.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego poprawienie oczywistych błędów wprowadzonych z początkiem roku w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych jest aż tak trudne. To wcale nie jest skomplikowany podatek: trzeba tylko porządnie przeczytać (ze zrozumieniem) te przepisy i sprawnie posługiwać się w mowie i piśmie językiem polskim. W tym stwierdzeniu doszukać się można złośliwości, ale nie jestem w stanie pojąć przyczyn panującej tu nieudolności.

Gorzej, że wspomniana na wstępie nowelizacja – jeśli zostanie przyjęta w przedłożonym kształcie – zwiększy obciążenie podatkowe części pracowników i zleceniobiorców już z połową roku. I będzie to kolejna polityczna wpadka, podobna do tej z początku roku („powtórka z rozrywki”). Cóż z tego, że stawkę podatku w pierwszym przedziale skali obniży się z 17 proc. do 12 proc. Jednocześnie uchylany będzie z tą datą art. 53 a tej ustawy, który powoduje, że faktyczne obciążenie tym podatkiem wynagrodzeń pracowników i zleceniobiorców dokonywane przez płatników nie może być wyższe od poziomu obowiązującego w zeszłym roku (nie pobiera się nadwyżki zaliczki na podatek obliczonej zgodnie z „Polskim Ładem”, gdy przekracza ona wysokość zaliczki obliczonej zgodnie z zeszłorocznymi zasadami; na wysokość tej ostatniej podstawowy wpływ miało przez odliczenie od tej kwoty 7,75 proc. składki na ubezpieczenie zdrowotne). Tych przepisów już nie będzie: w drugiej połowie roku zleceniobiorcy zapłacą 12 proc. podatku i 9 proc. składki, do końca czerwca płacą co do zasady 9,25 proc. podatku i 9 proc. składki. Mimo drugorzędnych różnic w podstawach naliczania tych procentów można je dodawać: do połowy roku suma obciążeń wynosi nieco ponad 18 proc., a od lipca 2022 będzie 21 proc.

Czy to świadome działanie czy dywersja? Może ktoś przedstawi nam wreszcie autora tych przepisów? Przecież ktoś powiedział politykom, że w wyniku kolejnej nowelizacji Polskiego Ładu większość podatników otrzymujących wynagrodzenia od pracodawców i zleceniodawców nie będzie płacić więcej niż w zeszłym roku. I tym razem co innego obiecuje się, a co innego uchwala.

To działanie nie ma żadnego sensu, ale może chodzi o coś innego. Przecież, zamiast obniżać stawkę pierwszego przedziału skali z 17 proc. na 12 proc. (już się jej nie podwyższy w III RP), trzeba było nakazać odliczenie od podstawy opodatkowania tym podatkiem kwoty składki na ubezpieczenie zdrowotne po to, aby nie opodatkować danin fiskalnych, a następnie wprowadzić możliwość wyboru płatnika przez podatnika stawki: płatnik pobierałby zaliczki przy dochodach w granicach 120 tys. zł. (czyli 150 tys. po uwzględnieniu kwoty wolnej w wysokości 30 tys. zł.) albo 13 proc. („kredyt” podatkowy) albo 15 proc. (bez „kredytu”). Chcesz już dziś mieć więcej „na rękę” – wybierz 13 proc., bo inaczej płacisz 15 proc. Dla niektórych podatników znaczyłoby to niewielki wzrost opodatkowania od połowy roku, ale nie tak istotny i powszechny jak płacony w tej nowelizacji.

Może „wolne media” podjęłyby się debaty na ten temat? Dużo lepszym pomysłem byłoby powstanie stałego zespołu ekspertów (bez „ludzi z rynku”), którzy służyliby radą resortowi finansów w procesie tworzenia przepisów podatkowych. Tacy ludzie są, szkoda, że nikt nie korzysta z ich wiedzy.

Autor

Poprzedni artykułStać nas na wszystko?
Następny artykułPolska kołem ratunkowym Niemiec

Najnowsze