0.1 C
Warszawa
czwartek, 8 grudnia 2022

Koniecznie przeczytaj

Ekologicznej transformacji nie da się uniknąć, tak jak kiedyś nie udało się uniknąć maszyny parowej, prądu czy internetu

W miejsce zasady 10 H zakazów dla wiatraków, wprowadźmy zasadę 10 H korzyści: teren w promieniu 10-krotności wysokości wiatraka powinien być strefą tańszej energii. Lokalna energia musi się przekładać na lokalne benefity. To będzie prawdziwa transformacja energetyczna, prawdziwy nowy ład – mówi Urszula Pasławska, posłanka na Sejm RP, przewodnicząca Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.

Zacznijmy od podstawowej kwestii. Jaką rolę odgrywa i jaką powinna odgrywać w Polsce zielona energia?

Zielona energia powinna stać się podstawą krajowego miksu energetycznego, maksymalnie zróżnicowanego z preferencją dla lokalnego bilansowania energii. Dlatego oprócz uwolnienia energetyki wiatrowej, należy wspierać rozwój biogazowni komunalnych i rolniczych. To nie moda czy fanaberia, ale konieczność.

Naukowcy dawno temu alarmowali, że kończy się era paliw kopalnych i trzeba przestawiać świat na źródła odnawialne. W 1974 roku badacze z Massachussets Institute of Technology udowodnili, że w 2040 roku wyczerpie się większość zasobów naturalnych, a światowa gospodarka oparta na tradycyjnych źródłach energii osiągnie granice wzrostu. Jeśli nic się zmieni, czeka nas może nie koniec cywilizacji, ale zapaść społeczna. Prof. Jeremy Rifkin w 2012 roku masowe przechodzenie na OZE nazwał III rewolucją przemysłową. Jego zdaniem, w 2050 roku setki milionów ludzi na Ziemi będą produkować energię elektryczną w swoich domach, biurowcach, a następnie sprzedawać i dzielić się nią podobnie jak dziś tworzymy i wymieniamy informacje w internecie.

Wojna w Ukrainie tylko przyspieszyła nieuniknione. My w PSL od dawna mówimy: niech każdy kto może, produkuje jak najwięcej zielonej energii na własne potrzeby, a nadwyżki oddaje i sprzedaje, na każdym domu powinna być fotowoltaika, jak najwięcej wiatraków, pomp ciepła, elektrowni wodnych, gminnych biogazowni. W 2016 roku przygotowaliśmy kompleksowy narodowy plan rozwoju OZE, ale rząd PiS wyrzucił go do kosza.

Efekty lekceważenia problemu przekładają się na kieszenie Polaków. Za mała ilość własnej energii z OZE w miksie energetycznym oznacza, że zgodnie z prawem unijnym, Polska musi kupować zielony prąd od krajów posiadających nadwyżki jak Niemcy, Czechy czy Szwecja. To jedna z głównych przyczyn ciągłych i drastycznych podwyżek cen prądu w Polsce. A można było temu zapobiec. W 2018 roku Polska i Estonia startowały z równego poziomu zerowego pozyskiwania energii słonecznej. Po dwóch latach Polska osiągnęła 5 proc. udziału w miksie energetycznym, Estonia dwa razy więcej, bo 10 procent,

Dlaczego, Pani zdaniem, projekt ustawy liberalizującej przepisy dla farm wiatrowych, w tym łagodzący zasadę 10 H, tak długo czeka na prace sejmowe?

W 2014 roku, kiedy odnawialna energia dopiero wchodziła do Polski, rząd PO – PSL przygotował pełne ramy legislacyjne pod OZE. PiS do dojściu do władzy wszystko zablokował, szczególnie budowę wiatraków. Nie doszukując się spiskowych teorii podejrzewam, że wpływ mogła mieć opinia europosłanki Anny Zaleskiej, matki chrzestnej ustawy antywiatrakowej z 2016 roku. Ta walka, trafiała na podatny grunt, gdyż wiele farm wiatrowych w tym czasie powstało bez udziału lokalnej społeczności.

Poza tym dla rządu PiS zielona energia była solą w oku, bo im więcej do sieci trafiłoby prądu z OZE, tym mniejszy byłby zarobek dla elektrowni węglowych, notabene zaopatrywanych surowcem z rosyjskich kopalń. Po latach podejście PiS trochę się zmieniło, bo inwestycjami zajęły się spółki skarbu państwa. Moim zdaniem, główny błąd systemowy polega na tym, że lokalna społeczność nie uczestniczy w zyskach, na przykład przez dostęp do tańszej energii. Stąd konieczność rozwijania wszelkich form wspólnych: spółdzielni energetycznych, klastrów energii, wszelkich porozumień lokalnych. W miejsce zasady 10 H zakazów dla wiatraków, wprowadźmy zasadę 10 H korzyści: teren w promieniu 10-krotności wysokości wiatraka powinien być strefą tańszej energii. Lokalna energia musi się przekładać na lokalne benefity. To będzie prawdziwa transformacja energetyczna, prawdziwy nowy ład.

A może istotną przyczyną rozwoju OZE są przestarzałe i słabo dostosowane do zielonej energii sieci energetyczne? Problem ten dotyczy zarówno profesjonalnych inwestorów, jak i prosumentów. Co z tym można zrobić – i jak szybko?

Sieci przesyłowe to słaba strona systemu energetycznego w Polsce. Tę słabość pokazała ekspansja fotowoltaiki. Inwestorzy coraz częściej otrzymują informacje o braku technicznych możliwości przyłączenia do sieci. Niestety, postęp w tej dziedzinie jest niewystarczający. Jak to naprawić? Zmieniając układ scentralizowany obejmujący duże źródła przemysłowe na układ sieciowy, bilansujący energię w miejscu możliwie najbliższym producentowi i odbiorcy. Rząd PiS zbagatelizował także ten temat. Roztrwonił 60 miliardów złotych z opłat za emisje CO2, zamiast zainwestować w modernizację sieci.

Oprócz barier technicznych istnieją niestety bariery administracyjne. Na przykładzie mojego regionu, Warmii i Mazur, widać różnice w jakości sieci i podejściu koncernów energetycznych do współpracy z prosumentami. Prosument nie jest dla nich partnerem, a jedynie petentem zagubionym w gąszczu wewnętrznych regulacji. Nie ma skutecznego nadzoru nad działalnością koncernów energetycznych, czego najlepszym przykładem są ich nadzwyczajne zyski kosztem konsumentów w dobie kryzysu energetycznego. A państwo PiS jest bezsilne, jedyny pomysł rządu to opodatkowanie firm nowym podatkiem. 

Mamy też kwestię biogazowni. Jaką rolę odgrywają i jaką mogą odegrać w miksie energetycznym kraju?

Biogazownie w obecnym miksie energetycznym kraju mają charakter marginalny. Są instalacjami towarzyszącymi w zakładach przetwarzania odpadów, komunalnych oczyszczalniach ścieków czy zakładach spożywczych. Tymczasem doświadczenie pokazuje, że biogazownie mogą być efektywnym sposobem zagospodarowania bioodpadów komunalnych, ale wymagają zapewnienia efektywnego sposobu selektywnej i szybkiej zbiórki. Gdyby w każdej polskiej gminie funkcjonowała biogazownia, produkowalibyśmy rocznie 10 mld sześciennych gazu -    tyle, ile kupowaliśmy do niedawna z Rosji.

Stworzenie sieci biogazowni musi kosztować. Ile szacunkowo należałoby wydać środków finansowych, aby rozwój sieci był stosunkowo szybki? I skąd wziąć to finansowe zasilenie?

Koszt budowy biogazowni na poziomie gminy to koszt rzędu 8-9 mln złotych. Koszty można obniżyć poprzez unifikacje zastosowanych rozwiązań technicznych i powtarzalność projektów. Państwo powinno też wspierać polskie rozwiązania, takie jak projekt biogazowni rolniczej opracowany w Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. Tym bardziej, że biogazownie to recepta na problem odpadów i poprawę bilansu energetycznego. Od wielu lat w Szwecji biogaz z komunalnych instalacji zasila miejskie autobusy.

Kryzys pokazuje, że jedynie lokalne zarządzanie sprzyja skutecznemu rozwiązywaniu problemów. Polski zdecentralizowany system finansowania ochrony środowiska był kiedyś modelowy w skali Europy, ale od roku 2018 rząd PiS przejął pełną kontrolę nad funkcjonowaniem wojewódzkich funduszy ochrony środowiska. Czym skończyła się ta centralizacja, pokazała najlepiej katastrofa ekologiczna na Odrze: niemocą instytucji państwowych w wyjaśnieniu przyczyn i naprawieniu szkód. Należy więc przywrócić wojewódzkim funduszom ochrony środowiska samorządowy charakter, żeby skutecznie i szybko rozwiązywały miejscowe problemy. I to zrobimy natychmiast po wygranych wyborach.

Ekologia to też recykling. Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało założenia do projektu ustawy, która ma wprowadzić system kaucyjno-depozytowy dla opakowań. Zakłada ona włączenie do systemu jednorazowych butelek szklanych. Polska Izba Handlu i 16 organizacji branżowych alarmują, że jest to najgorsze rozwiązanie, bo uderzy w właścicieli mniejszych sklepów. Oraz zbędne, patrząc na skalę recyklingu butelek szklanych. Jaka jest Pani opinia w tej sprawie?

System kaucyjno-depozytowy w projekcie resortu nie jest doskonały i wymaga wysłuchania głosów branży. Obawiam się, że czeka nas wielki kryzys branży szklarskiej bazującej na paliwie gazowym. Priorytetem jest powszechność zastosowanych rozwiązań, jasność przepisów i konsekwencja w ich wdrażaniu. PiS przez 7 lat rządów zupełnie nie przykładał do tego wagi, Polska przez trzy lata spadła o 3 miejsca w rankingu Global Waste Index mierzącym efektywność recyclingu. Blisko półtora roku temu, wiosną 2021 roku, osobiście złożyłam w Sejmie projekty trzech ustaw: o ograniczeniu i eliminacji opakowań tzw. foliówek, o butelkomatach w każdym dużym sklepie i obowiązku znakowania opakowań w celu ułatwienia recyclingu. I co się z nimi stało? Wszystkie do dziś leżą w sejmowej zamrażarce. Tematem trzeba zająć się kompleksowo, co za rządów PiS raczej się nie uda. Zapewniam, że gdy wybory wygra opozycja, podejmiemy wyzwanie i wypracujemy rozwiązania. Im szybciej tym lepiej. Świat nie będzie na nas czekał. Ekologicznej transformacji nie da się uniknąć, tak jak kiedyś nie udało się uniknąć maszyny parowej, prądu czy internetu.

Rozmawiał Bogusław Mazur/RaportCSR.pl

Autor

Najnowsze