e-wydanie

1.2 C
Warszawa
czwartek, 18 kwietnia 2024

Zielona transatlantycka koalicja

Relacje Europy Zachodniej ze Stanami Zjednoczonymi dalekie są w ostatnich latach od idealnych, ale wobec chińskiej ofensywy w zakresie zeroemisyjnych technologii mogą być wręcz skazane na bliską współpracę.

Zarządzana przez Niemców Unia Europejska od lat przejawia ogromne ambicje, które w ostatnich kilku latach oficjalnie przyjmują postać dążeń do utworzenia superpaństwa. W krytycznych momentach Europejczykom i tak wciąż na pomoc musi przychodzić amerykański „senior partner”, co wystarczająco klarownie pokazała niedawna sytuacja związana z kryzysem energetycznym. Po tym, jak Rosja wznowiła wojnę przeciwko Ukrainie, Stary Kontynent znalazł się nad przepaścią, lecz w sukurs przyszedł im amerykański przemysł łupkowy. Każdego miesiąca minionego roku Amerykanie przesyłali nawet 10 mln m3 gazu, co stanowiło co najmniej dwukrotność importu z poprzednich lat.

Marzenia Berlina

Berlinowi od dawna marzy się uzyskanie pełnej niezależności od przyjaciół zza oceanu, a skutek ten zamierzał osiągnąć m.in. przy pomocy tanich surowców z Rosji i poprzez większe otwarcie się na Chiny. Z obu tych składników ważność zachował w ostatnich miesiącach jedynie ten drugi. Już od siedmiu lat Państwo Środka pozostaje głównym partnerem handlowym Republiki Federalnej Niemiec i wiele wskazuje na to, że taki stan utrzyma się także w kolejnych latach.

Pomimo tego Niemcy i Unia Europejska wciąż nie czują się zbyt pewnie w relacjach z Pekinem, który podąża drogą coraz bardziej otwartej konfrontacji z Zachodem. Europa najzwyczajniej w świecie boi się, że zostanie pominięta w globalnej konfrontacji i straci dostęp m.in. do metali ziem rzadkich. Chiny już od ponad dekady ograniczają ich eksport, a w ostatnim czasie poczyniły dalsze kroki w tym kierunku. I m.in. właśnie to sprawiło, że wizytą do Waszyngtonu wybrała się przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Choć wprawdzie to właśnie Unia Europejska szczyci się najbardziej ambitnym w swych założeniach harmonogramem zielonej rewolucji, w globalnym wyścigu o palmę pierwszeństwa w zeroemisyjnym biznesie coraz bardziej ustępuje Stanom Zjednoczonym czy też Chinom. Rozmach i dominacja Chin w zakresie produkcji paneli fotowoltaicznych, farm wiatrowych czy też dystrybucji metali rzadkich jest bardzo dobrze znany, lecz równie imponujące rozmiary osiągnęła w ostatnim czasie inwestycyjna ofensywa prezydenta USA Joe Bidena.

Siejąca postrach IRA

1 sierpnia podpisana została ustawa IRA (Inflation Reduction Act), w ramach której przeznaczono ponad 390 mld dolarów na subsydia dla nowoczesnych technologii, w tym oczywiście tych najbardziej zielonych. Niemcy przez moment również rozważały uruchomienie specjalnego funduszu o wartości 100 mld euro, lecz głównie na potrzeby łagodzenia skutków kryzysu energetycznego. W Stanach Zjednoczonych kryzysy energetyczny nie wybuchł, ponieważ tamtejsza gospodarka może wciąż liczyć na znaczne ilości gazu łupkowego, który Europa zakazała u siebie jako nieekologiczny.

Za sprawą IRA Amerykanie zdołali w ostatnim czasie przyciągnąć do siebie znaczne ilości firm z całego świata. Wiele z nich to także firmy europejskie (takie jak BASF czy Siemens), które mając do czynienia z wysokimi kosztami energii,  wybrały rozwój za oceanem, gdzie dodatkowo mogą liczyć na korzystne warunki podatkowe. Uwagę zwraca to, że Niemcy po raz pierwszy od wielu dekad zanotowali w ostatnich dwóch latach ujemne saldo w handlu zagranicznym. Znaczny wpływ na to miał nie tylko sam kryzys energetyczny i odcięcie od rosyjskiego rynku, ale także fakt, że w obecnych warunkach coraz mniej opłaca się inwestowanie na Starym Kontynencie.

Program wsparcia zielonych inwestycji IRA niemal od samego początku wywołał wielkie oburzenie w Unii Europejskiej, dla której stanowił on złamanie dotychczasowych zasad i przyczynił się do wytworzenia znacznej presji na jej gospodarce. Od wielu miesięcy mówiło się wręcz o swego rodzaju „zimnej wojnie”. W rozbrajający sposób przedstawiciele amerykańskiej administracji przekonywali jednak w odpowiedzi, że jeśli Europa czuje się rozżalona tak wielkim programem zielonych inwestycji, to powinna uruchomić swój własny.

Po kilku miesiącach milczenia Komisja Europejska dała wreszcie do zrozumienia, że wkrótce ogłosi swoją autorską odpowiedź na IRA. Volkswagen, któremu bardzo zależy na nadrobieniu strat w zielonym wyścigu, powiedział nawet, że w oczekiwaniu na przedstawienie szczegółów nowego unijnego programu chwilowo wstrzymuje decyzję o tym, gdzie będzie zlokalizowana jego nowa fabryka baterii do elektrycznych aut.

Europa przed wielkim wyzwaniem

Oferta, jaką przedstawi Unia, będzie musiała być naprawdę rozbudowana, ponieważ stawką w grze jest powstrzymanie deindustrializacji całego kontynentu. Problemem będzie jednak przede wszystkim wypracowanie odpowiedniego porozumienia, gdyż zdaniem wielu przeciwników nowego programu wciąż nie wykorzystano w pełni pieniędzy na zieloną transformację przewidzianych w ramach Funduszu Odbudowy. Wiele kontrowersji wzbudzi także sposób, w jaki zostanie sfinansowany nowy program. Niemcy czy Francja znajdują się w dużo lepszej kondycji budżetowej niż większość krajów południa, więc siłą rzeczy to właśnie bogate państwa wspólnoty musiałyby po raz kolejny wziąć na siebie uruchomienie znacznych kwot, z których korzystaliby inni.

Z perspektywy Komisji Europejskiej mimo wszystko i tak współpraca ze szkodzącymi im poprzez IRA Stanami Zjednoczonymi wydaje się dużo lepszą opcją, ponieważ w krytycznym momencie uzyskały od nich realną pomoc. Chińscy partnerzy, z którymi w czasach rządów Angeli Merkel rozwijano tak intensywną współpracę, nie byli w stanie zaoferować Europie żadnej energetycznej alternatywy. Dodatkowo Chiny same stosują już od dłuższego czasu politykę ogromnych dopłat do zielonych technologii, nie licząc się w ogóle z tym, czy ktokolwiek za nimi nadąża. Jakkolwiek więc Europejczycy nie czuliby się oszukani polityką forsowaną przez Joe Bidena nie mają w gruncie rzeczy wyboru i muszą na nowo odbudowywać dobre relacje z Waszyngtonem oraz pogodzić się z jego dominacją.

Z polskiej perspektywy rozwój wydarzeń w tym właśnie kierunku nie przedstawia się niestety zbyt optymistycznie. Unijne ambicje w zakresie dogonienia Stanów Zjednoczonych zwiastują bowiem utworzenie nowych mechanizmów finansowania wielomiliardowych programów inwestycyjnych. Już od dłuższego czasu forsowana jest idea zaciągnięcia nowego, wspólnego długu, który w dłuższej perspektywie jeszcze bardziej przybliżyłby powstanie unijnego superpaństwa.

Apetyt na własną wersję amerykańskiego IRA oznacza również dalsze przyspieszenie w zakresie wdrażania zielonej agendy na poziomie unijnym przy jednoczesnym jakimkolwiek braku gwarancji, że Polska otrzyma obiecane jej wpłaty. Jak pokazuje trwający wciąż szantaż związany z Krajowym Planem Odbudowy, nie ma absolutnie żadnych gwarancji, że polskie państwo faktycznie partycypowałoby w ewentualnym nowym planie inwestycyjnym.

Osobną kwestią pozostaje jednak to, na ile UE i USA są w stanie faktycznie nawiązać skuteczną rywalizację z chińskim dominatorem w zakresie zrównoważonego rozwoju. Czasami można wręcz odnieść wrażenie, że to Pekin zaprogramował całą zieloną politykę w obecnym kształcie tak, aby możliwie, jak najlepiej odpowiadała jego potrzebom. Transatlantyccy partnerzy mają wprawdzie ogromny potencjał, ale w tym wyścigu będą mieli ogromne kłopoty, aby dogonić lidera.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Najnowsze