|||

Płk Andrzej Derlatka: Nowy układ sił na świecie

Kwestia strategiczna, która od dłuższego czasu determinuje zmiany na świecie, to coraz wyraźniejszy podział globu na dwa bloki polityczno-militarno-gospodarcze. Pisałem o tym kilka lat temu i zainteresowani mogą sięgnąć do tych analiz. Już wtedy widoczne były pewne działania i reorganizacja Chin oraz ich sojuszników, a także próby wpływu Chin na część państw tzw. globalnego Południa. Jednocześnie obserwujemy dynamiczny wzrost potęgi militarnej i gospodarczej Chin – ocenia płk Andrzej Derlatka, były szef Agencji Wywiadu.

Obecnie PKB Chin jest jedynie nieco mniejszy niż PKB całej Unii Europejskiej, co daje kwotę około 17 bln dol. – poziom zatrważający nie tylko dla UE, ale także dla Stanów Zjednoczonych, które nadal pozostają silnym konkurentem.
Chiny rozwijają nowe organizacje wpływu. Najważniejszą z nich jest BRICS, początkowo zrzeszająca Brazylię, Rosję, Indie, Chiny i Południową Afrykę. Obecnie w organizacji aspiruje do członkostwa około 40 państw.
Drugą znaczącą strukturą jest Szanghajska Organizacja Współpracy (SCO), faktycznie kierowana przez Chiny. Dzięki niej Pekin zyskuje możliwość przejmowania kontroli nad całym obszarem Azji Centralnej, który do tej pory pozostawał głównie w sferze wpływów rosyjskich.
Azja Centralna jest już w zdecydowanej mierze pod wpływami chińskimi. Jeśli chodzi o kraje globalnego Południa, Chiny praktycznie posiadają tam „maszynkę do głosowania” – niemal wszystkie państwa tego regionu wspierają politykę chińską, co jest bardzo widoczne m.in. w ramach ONZ.


WIELKA WOJNA TRUMPA! KTO NASTĘPNY?!



Układ sił, który niepokoi Stany Zjednoczone
Z drugiej strony mamy Stany Zjednoczone, które są wyraźnie zaniepokojone tym układem sił. Amerykanie koncentrują się przede wszystkim na obronie własnej pozycji, utrzymaniu strefy wpływów i ograniczeniu rosnącej dominacji Chin, a także pośrednio Rosji. Ta ostatnia, choć coraz bardziej zależna od Chin, nadal próbuje zaznaczyć swoją pozycję. Działania Stanów Zjednoczonych obejmują zatem konsolidację stref wpływów i wzmocnienie własnej pozycji strategicznej.
Prezydent Trump wprost sygnalizował niektóre z tych działań. Chodzi m.in. o pozyskanie Grenlandii jako strategicznego zaplecza obronnego Stanów Zjednoczonych, a także jako potencjalnego źródła przyszłych dochodów. Grenlandia, geograficznie należąca do kontynentu amerykańskiego, staje się kluczowym punktem w nowej doktrynie amerykańskiej, którą Trump określał mianem „doktryny donnerowej” – całkowitej dominacji Stanów Zjednoczonych nad zachodnią półkulą i włączenia państw regionu do amerykańskiego obszaru interesów. Głównym celem jest wyeliminowanie sił sprzecznych lub wrogich wobec USA w tej części świata.
Na czoło wysuwają się tu kraje takie jak Kuba i Wenezuela, które realizowały socjalistyczne, a w przypadku Kuby wręcz komunistyczne programy. Również Brazylia odgrywa istotną rolę, będąc silnym wsparciem dla polityki Chin i Rosji w ramach globalnego Południa.


Zagrożenia
Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych największym zagrożeniem są m.in. usunięcie dominacji dolara w handlu międzynarodowym, przejście na inne waluty, a przede wszystkim wprowadzenie własnej waluty, zwanej „unit” oraz silne powiązania Brazylii z Chinami i Rosją, co osłabia pozycję USA w regionie.
W kontekście Wenezueli sytuacja jest strategicznie istotna. Kraj ten posiada największe rozpoznane zasoby ropy naftowej na świecie, co czyni go kluczowym elementem strategii Stanów Zjednoczonych. Amerykanie koncentrują się na ograniczeniu dostaw ropy dla swoich wrogów, m.in. poprzez konfiskatę statków transportujących surowiec, tzw. „flotę cieni”. Jednocześnie dążą do wyrugowania z Wenezueli przedstawicieli wrogich mocarstw, w szczególności Rosjan, którzy tam inwestowali. Kolejnym celem jest zastąpienie ropy kanadyjskiej ropą wenezuelską w amerykańskich rafineriach, co pozwala zarówno wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne USA, jak i wywierać presję gospodarczą i polityczną na Kanadę.
Dodatkowo dostęp do wenezuelskiej ropy zwiększa elastyczność USA w odniesieniu do polityki na Bliskim Wschodzie, w szczególności wobec Iranu. Ewentualne zamknięcie cieśniny Ormuz w wyniku konfliktu USA–Izrael–Iran nie byłoby aż tak dotkliwe dla gospodarki amerykańskiej. Choć kraje Zatoki Perskiej nie są głównym źródłem dostaw ropy dla USA, ewentualny kryzys w tym regionie może wywołać perturbacje gospodarcze, które dotkną przede wszystkim państwa Europy Zachodniej, Japonię i Koreę Południową – czyli kluczowych sojuszników Stanów Zjednoczonych.


Zobacz najpiękniejsze domy w Polsce!


Podobne wpisy