||

Trump w Pekinie redukuje deficyt

Amerykańska gospodarka zamiast więdnąć dynamicznie się rozwija, spisywany na straty dolar wręcz zwiększa swój udział w światowej wymianie gospodarczej, a reindustrializacja USA powoli przestaje być tylko politycznym hasłem.

Wizyta amerykańskiego prezydenta w Chinach zyskała bardzo wiele interpretacji, choć jej najbardziej namacalnym efektem są postanowienia dotyczące wymiany handlowej.

W dniach 13–15 maja prezydent Donald Trump udał się wraz z liczną delegacją najwyższych rangą urzędników państwowych oraz liderów biznesu na rozmowy do stolicy Państwa Środka. Obie strony podkreślały niezwykłą rangę wizyty, której oficjalnym celem była chęć złagodzenia narastających napięć między obu mocarstwami, lecz ukrytym motywem rozmów była chęć zbadania prawdziwych intencji drugiej strony.

Zmiany niewidziane od lat

W czasie jednej z rozmów Xi Jinping miał powiedzieć Donaldowi Trumpowi o „przyspieszającej ewolucji zmian niewidzianych od stu lat”. Wskazując, że sytuacja na świecie jest coraz bardziej dynamiczna, chiński przywódca zadał pytanie o to, czy Chinom i Stanom Zjednoczonym uda się uniknąć pułapki Tukidydesa. Pojęcie to, jak powszechnie wiadomo, odwołuje się do rywalizacji potęgi wzrastającej i zmierzchającej. Xi Jinping w roli ustępującego mocarstwa obsadził oczywiście USA i podobnie całą rywalizację już od wielu lat interpretuje liczne grono analityków i komentatorów.

Na korzyść tej interpretacji świadczą oczywiście niezliczone dane ekonomiczne i militarne, znane powszechnie od lat. W czasie wizyty amerykańskiej delegacji gospodarze zadbali mocno o to, aby dane te znalazły przełożenie na imponujący styl, w jakim przywitano Trumpa i jego świtę. Chińczycy roztoczyli przed amerykańskim prezydentem czerwony dywan już na lotnisku i mocno starali się o to, aby niemal każdy kolejny punkt wizyty był naznaczony podniosłością i przepychem. Obaj przywódcy odwiedzili m.in. Świątynię Nieba oraz Halę Ludową, a drugiego dnia wizyty zorganizowano uroczysty bankiet.

Jeżeli sposób ugoszczenia może być środkiem komunikacji, to w tym przypadku Xi Jinpingowi ewidentnie zależało na tym, aby pokazać, że rządzone przez niego państwo reprezentuje nieograniczone wręcz bogactwo oraz siłę. Nikt nie pozwolił sobie na jakikolwiek nietakt, jednakże chiński przywódca komunikował nieustannie to, że posiada kontrolę nie tylko nad całym spotkaniem, lecz także w szerszym kontekście polityczno-gospodarczym.

Trump daje odpór

Pragnąc zaznaczyć swoją pozycję, Xi Jinping co najmniej kilkukrotnie dawał więc do zrozumienia, że gości u siebie lidera mocarstwa ustępującego ze sceny. Trump w końcu odniósł się do słów swojego gospodarza na portalu Truth Social, stanowczo odrzucając taką interpretację. W charakterystyczny dla siebie sposób amerykański prezydent zrzucił winę za większość obecnych trudności na poprzednią administrację i „śpiącego Joe” Bidena.

W politycznej tyradzie Trumpa zawartych było mimo wszystko bardzo wiele trafnych spostrzeżeń. Choć przypisywanie całego zła obozowi Partii Demokratycznej jest nadużyciem, obecnemu lokatorowi Białego Domu bezsprzecznie udało się dokonać pewnego istotnego zwrotu w polityce państwa. Odrzucając politykę klimatyczną, osłabiającą państwo i społeczeństwo politykę równościową czy też rozwiązując kryzys migracyjny, Donald Trump przestawił Stany Zjednoczone na zupełnie nowe tory. Pomimo licznych błędów, które popełnił do tej pory, 47. prezydent USA bardzo trafnie zdiagnozował podstawową przyczynę niedomagań amerykańskiego hegemona i pospiesznie wdrożył program reform.


Czy limit zadłużenia ogranicza przyszłość Polski? | Analiza Konstytucyjnego limitu zadłużenia


Trump lubuje się w przechwałkach, lecz trzeba przyznać, że bardzo sprawnie powstrzymał (przynajmniej na jakiś czas) marsz amerykańskiego państwa ku przepaści, do czego walnie przyczyniła się praktykowana wcześniej polityka handlowa. Już w marcu ubiegłego roku podwyższył cła dla towarów z Kanady, Meksyku i Chin. Miesiąc później miał miejsce pamiętny „Liberation Day”, w którym narzucono cła odwetowe niemal całemu światu. Dzięki temu zaledwie kilka miesięcy później USA podpisały nową ugodę handlową najpierw z Unią Europejską, a następnie z Chinami. Pomimo niedawnego zakwestionowania tych działań przez decyzję Sądu Najwyższego, Stany Zjednoczone zaczęły systematycznie redukować deficyt handlowy, w szczególności w relacjach z Chinami. Jeszcze w 2024 r. USA miały w handlu z Państwem Środka deficyt na poziomie 295 mld dol., lecz w ubiegłym roku został on zredukowany do 202 mld dol.

Chiny będą kupować więcej

Trump zdołał w ubiegłym roku wynegocjować z Chinami zwiększenie przez nie zakupów m.in. produktów rolnych i samolotów. W zamian Stany Zjednoczone obiecały ograniczyć niektóre stawki celne. W czasie niedawnej wizyty zawarte zostały dalsze ustalenia, precyzujące zakres dotychczasowych porozumień. Xi Jinping zgodził się m.in. na zakup 200 Boeingów (a w dalszej perspektywie nawet 750) oraz towarów rolnych (w szczególności produktów sojowych, a także wołowiny i drobiu) o wartości nawet 17 mld dol. rocznie. Oprócz tego Chiny mają nabywać w Ameryce więcej ropy naftowej i gazu oraz sprzętu medycznego.

W Pekinie ustalono, że wkrótce powstanie także Amerykańsko-Chińska Rada Handlowa, która będzie na bieżąco ustalała kwestie związane z wymianą między obu krajami. Wymiar handlowy miała bezsprzecznie również sama obecność wielu liderów amerykańskiego biznesu, którzy wedle wszelkiego prawdopodobieństwa prowadzili przy tej okazji rozmowy dotyczące możliwości zwiększenia swojej obecności na chińskim rynku.

Komentując wizytę Trumpa w Chinach, wiodące media skupiły się na dyskusji przywódców na temat Tajwanu, wojny w Iranie oraz rywalizacji technologicznej (w szczególności w zakresie sztucznej inteligencji). Kwestia ceł i porozumień handlowych zeszła na dalszy plan, choć to właśnie w tym obszarze amerykańska administracja wydaje się osiągać relatywnie największy sukces w zakresie uniknięcia pułapki Tukidydesa. Jednym ze źródeł wzrostu potęgi Chin w ostatnich dekadach było niewątpliwie żerowanie na niezwykle chłonnym i zasobnym rynku eksportowym, jaki stanowiła amerykańska gospodarka. Ograniczając dostęp do niego, Stany Zjednoczone były w stanie już dawno temu pokrzyżować plany swoim głównym konkurentom, lecz kolejni prezydenci wybierali bierność.

Trump postanowił zmienić podejście do tej kwestii i już teraz czerpie z tego tytułu istotne korzyści. Amerykańska gospodarka zamiast więdnąć dynamicznie się rozwija, spisywany na straty dolar wręcz zwiększa swój udział w światowej wymianie gospodarczej, a reindustrializacja USA powoli przestaje być tylko politycznym hasłem.

Chiny pozostają fabryką świata, ale w dziedzinie handlowej muszą wciąż uznawać liczne przewagi Stanów Zjednoczonych. Siłę amerykańskiego państwa najlepiej obrazuje sam fakt, że Donald Trump był w stanie wypowiedzieć wojnę handlową jednocześnie całemu globowi, a największy opór napotkał nie ze strony Chin czy Unii Europejskiej, lecz własnego Sądu Najwyższego.

O ile kurs podjęty przez Donalda Trumpa zostanie utrzymany przez kolejne lata, pułapka Tukidydesa może zacząć działać w odwrotnym kierunku. Redukujące swój negatywny bilans handlowy oraz deficyt budżetowy Stany Zjednoczone mogą w kolejnych latach odzyskiwać dawną żywotność, a mierzące się z większą niż gdzie indziej katastrofą demograficzną Chiny będą coraz bardziej boleśnie odczuwały swoje ograniczenia. Szczególnie jeśli Stanom Zjednoczonym uda się ograniczyć znaczenie premiującej najmocniej Pekin agendy klimatycznej.

Podobne wpisy