Czy zagraniczni inwestorzy boją się wojny?
Czy mówienie o potencjalnej wojnie z Rosją odstrasza zagranicznych inwestorów? Czy to granie na uczuciach wyborców czy jednak realne zagrożenie? Kto traci, a kto zyskuje na takiej retoryce?
Bogdan Konopka
– Agresywne działania Rosji wobec Ukrainy są coraz bliżej polskiej granicy. Wczoraj drony uderzyły już bardzo blisko polskiej granicy, około 1000 metrów od przejścia drogowego – powiedział we wtorek 29 września premier Donald Tusk, tuż przed posiedzeniem rządu. – Każdej doby musimy wielokrotnie podrywać nasze lotnictwo. Ataki Rosji w pobliżu polskiej granicy nabrały już charakteru permanentnego – dodał.
Po tych wypowiedziach, internet zalała fala artykułów. „Rosja grozi Polsce i Europie. «Donald Tusk ogłosił stan przedwojenny»”. SE zatytułował swój tekst: „Donald Tusk bije na alarm: Rosja coraz bliżej Polski!”. Prorządowe TVP Info poinformowało natomiast: Rosyjskie ataki coraz bliżej Polski. „Nabrały charakteru permanentnego”.
kolei w lipcu ub.r. szef polskiego rządu opublikował w serwisie X nagranie, w którym mówił o tym, że Rosja będzie gotowa do konfrontacji z Europą już w 2027 r. – Dziś głównodowodzący sił NATO w Europie i głównodowodzący amerykańskich wojsk w Europie, generał Alexus Grynkewich, w jakimś sensie nasz rodak, jego przodkowie pochodzą z dawnych terenów Polski, potwierdził ekspertyzy amerykańskie. Mówił o tym niedawno w Europie, że Rosja będzie gotowa do konfrontacji z Europą, a więc także z nami, już w 2027 r. – stwierdził.
Internauci zwrócili jednak uwagę, że 2027 r. będzie w Polsce szczególny z uwagi na wybory parlamentarne i te zapowiedzi mogą wskazywać na potencjalny kierunek kampanii wyborczej Koalicji Obywatelskiej.
Pod znakiem zapytania stoi też szereg alertów rozsyłanych nocami przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa w związku z atakami powietrznymi na terenie Ukrainy.
„UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów” – przekazało RCB mieszkańcom dwóch województw. Po kilku minutach altert jednak odwołano: „UWAGA! Zakończył się atak powietrzny na Ukrainę. Brak zagrożenia na terenie Polski”.
Nie wiadomo, czemu miały służyć rozsyłane wiadomości.
Podobnie białoruski reżim Alaksandra Łukaszenki regularnie grozi swoim obywatelom potencjalnym atakiem zbrojnym Polski na Białoruś. Takie wypowiedzi mają charakter polityczny i są elementem wojny informacyjnej.
Bez wątpienia rosyjskie drony przekraczają polską granicę, a rosyjskie służby prowadzą działania wymierzone w bezpieczeństwo RP. Kiedy jednak szef rządu formułuje wypowiedzi, które następnie rządowe media interpretują jako „ogłoszenie stanu przedwojennego”, to nie może być obojętne dla zagranicznych firm.
Jacek Łęski o doświadczeniach z frontu w Ukrainie. Co warto wiedzieć, by przygotować się na kryzys?
Ekonomista komentuje
Analityk rynków finansowych Marek Zuber zwraca uwagę, że przez lata Moody’s oceniał wiarygodność kredytową Polski wyżej niż Fitch i S&P. Po wrześniowej obniżce ratingu z A2 do A3 oceny trzech agencji znalazły się na porównywalnym poziomie.
– Wojna w Ukrainie wpływa na polską gospodarkę i finanse publiczne. Na 2026 r. zaplanowano wydatki na obronność w wysokości około 200 mld zł, czyli blisko 5 proc. PKB. Trudno zarzucać rządowi, że przeznacza środki na zbrojenia, ale te wydatki bez wątpienia obciążają finanse publiczne – zauważa Marek Zuber.
Czy wypowiedzi rządu o zagrożeniu wojną mogą odstraszać zagranicznych inwestorów?
Zdaniem analityka mogą wpływać przede wszystkim na decyzje mniejszych przedsiębiorstw.
– Duże międzynarodowe korporacje oceniają ryzyko na podstawie wielu źródeł, w tym analiz przygotowywanych w państwach, z których pochodzą – wyjaśnia Marek Zuber. Ekonomista zawraca również uwagę, że Rosja jest obecnie zbyt osłabiona, by rozpocząć kolejny pełnoskalowy konflikt, tym razem z państwem NATO.
W jego opinii wypowiedzi premiera Donalda Tuska o zagrożeniu wojną są kierowane przede wszystkim do odbiorców w Polsce. Analityk dostrzega zmianę w sposobie, w jaki rząd tłumaczy stan finansów publicznych: coraz większy nacisk kładzie na koszty zbrojeń i konieczność wzmacniania obronności kraju.
Ryzyko ma swoją cenę
Dla zagranicznego kapitału liczy się nie tylko to, czy zagrożenie rzeczywiście istnieje, ale również to, jak jest postrzegane i komunikowane. Inwestor podejmujący decyzję o budowie fabryki, centrum logistycznego czy centrum usług bierze pod uwagę nie tylko koszty pracy, podatki czy dostęp do infrastruktury. W jego kalkulacji coraz większą rolę odgrywają stabilność polityczna, bezpieczeństwo oraz przewidywalność państwa.
Nie oznacza to, że pojedyncza wypowiedź premiera spowoduje odpływ zagranicznych inwestycji z Polski. Duże koncerny dysponują własnymi analizami ryzyka i doskonale wiedzą, gdzie przebiega wschodnia granica NATO. Polska pozostaje jednocześnie dużym rynkiem, ważnym zapleczem przemysłowym i logistycznym oraz częścią unijnego rynku. Znacznie większe znaczenie może mieć jednak kumulacja sygnałów: wojna za granicą, rosnące wydatki obronne, pogarszający się stan finansów publicznych i coraz bardziej alarmistyczny język debaty politycznej.
W przypadku inwestorów ryzyko rzadko ma charakter zero-jedynkowy. Nie trzeba uznać Polski za kraj niebezpieczny, aby zażądać wyższej stopy zwrotu, ograniczyć skalę inwestycji albo wybrać Czechy, Węgry, Rumunię czy inne państwo regionu. Właśnie dlatego język, jakiego używają polityce, ma znaczenie gospodarcze.
Rząd stoi więc przed trudnym zadaniem. Musi mówić społeczeństwu o realnych zagrożeniach i uzasadniać ogromne wydatki na bezpieczeństwo, ale jednocześnie nie może tworzyć wrażenia, że Polska znajduje się o krok od konfliktu zbrojnego. Granica między przygotowywaniem państwa na najgorszy scenariusz a budowaniem atmosfery permanentnego zagrożenia jest cienka.
Być może właśnie tutaj znajduje się największe ryzyko gospodarcze. Nie tkwi w tym, że zagraniczni inwestorzy nagle przestaną inwestować w Polsce ze strachu przed rosyjskimi czołgami, lecz w tym, że do rachunku ekonomicznego coraz częściej zaczną dopisywać dodatkową pozycję: premię za geopolityczną niepewność.