Powtórka z kryzysu zadłużenia?
Francja od wielu lat nie podjęła się bardzo niepopularnej redukcji wydatków publicznych, stając się zakładnikiem presji poszczególnych grup interesów. Niemal 40 proc. wszystkich pieniędzy wydawanych przez państwo przeznaczane jest na politykę socjalną, która od lat stanowi jedną z głównych przyczyn masowej imigracji. Partie zabiegające o głosy przybyszów z innych krajów stanowczo sprzeciwiają się redukcji wydatków w tym zakresie, co doprowadza do nakręcania się spirali niekontrolowanego przyrostu długu.

Francja znalazła się na ustach całego świata za sprawą fali zamieszek i podpaleń, lecz wkrótce do jej listy zmartwień może zostać dopisany poważny kryzys zadłużenia. Podpalenia aut czy uliczne akty przemocy nie są niestety w zachodniej Europie niczym niecodziennym. Dotyczy to w szczególności Francji, w której pretekstu do wybuchu nowej fali zamieszek może dostarczyć choćby zwycięstwo ukochanej drużyny w piłkarskiej Lidze Mistrzów.
Tym razem masowe podpalenia szkół i budynków użyteczności publicznej oraz plądrowanie sklepów próbuje się tłumaczyć niezadowoleniem uczniów i studentów z jakości nauczania oraz brakiem perspektyw na poprawę ekonomicznego bytu. Tego rodzaju interpretacje pomijają standardowo fakt, że podstawową przyczyną obecnych niepokojów jest całkowicie błędna polityka imigracyjna wdrażana na przestrzeni minionych kilkudziesięciu lat. Obecne burdy nie są żadnym buntem zatroskanego o swą przyszłość młodego pokolenia, lecz regularną wojną wypowiedzianą Francji przez imigrantów oraz skrajnie lewicowe bojówki.
Łuny nad Francją
Obserwowane w ostatnich dniach na widnokręgu francuskich miast łuny pożarów stanowią w pewnym sensie symbol dużo głębszego problemu, który może wkrótce rozgorzeć nie tylko we Francji. Jak zwraca uwagę wielu komentatorów francuskie państwo w niebezpieczny sposób zbliża się ostatnio do poziomu zadłużenia, który kilkanaście lat temu osiągnęła Grecja w momencie ogłoszenia bankructwa. Całkowity dług publiczny Francji zbliża się do prawie 120 proc. PKB, a greckie państwo splajtowało przy 125 proc.
Pomiędzy Grecją i Francją istnieje oczywiście wiele różnic. Grecja to niewielki kraj żyjący głównie z turystyki, nieposiadający silnego sektora bankowego ani nie przynależący do grupy państw G-7. Z kolei Francja to kraj z prężnym sektorem energetycznym (co na tle reszty Europy ma ogromne znaczenie), wiodącą branżą farmaceutyczną, motoryzacyjną czy lotniczą oraz mający do dyspozycji wiele hitów eksportowych. Na dodatek to m.in. właśnie francuskie banki pożyczały przed 2009 r. Grecji, a greckie banki nie mają niemal żadnego wpływu na gospodarkę Francji. Teoretycznie więc Francja jest sobie w stanie pozwolić na dużo więcej niż południowe państwo, mające na dodatek długą historię niewywiązywania się ze swoich finansowych zaległości.
Pomimo tego od dłuższego czasu na światowych rynkach kapitałowych daje się zaobserwować narastającą niepewność wobec Francji. Wielcy światowi inwestorzy (fundusze emerytalne, wielkie firmy inwestycyjne czy też narodowe fundusze inwestycyjne) redukują ostatnio ekspozycję na francuskim długu, obawiając się nadchodzących zawirowań. Znajduje to odbicie w rentowności obligacji 10-letnich, która jeszcze w czerwcu wynosiła jeszcze 3,6 proc., aby w ostatnich dniach wzrosnąć do niemal 5 proc. Tego rodzaju wartość jest już sama w sobie alarmująca, ponieważ przekracza poziom z lat 2010-2012, gdy przez Europę przetoczyła się fala kryzysu zadłużenia. Jeszcze 7-8 lat temu średnia rentowność francuskich obligacji nie przekraczała 1 proc.
Spirala zadłużania
Francja wydaje obecnie na obsługę zadłużenia nawet 65 mld euro. Jest to kwota znacząca, bo stanowiąca niemal dwukrotność tego, co przeznaczała na ten sam cel zaledwie 6 lat temu. Na dodatek przy pogarszającej się wycenie obligacji, francuskie państwo musi obecnie zastępować tańszy dług droższym długiem, a szanse na diametralną poprawę sytuacji gospodarczej są dosyć ograniczone.
Francja od wielu lat nie podjęła się bardzo niepopularnej redukcji wydatków publicznych, stając się zakładnikiem presji poszczególnych grup interesów. Niemal 40 proc. wszystkich pieniędzy wydawanych przez państwo przeznaczane jest na politykę socjalną, która od lat stanowi jedną z głównych przyczyn masowej imigracji. Partie zabiegające o głosy przybyszów z innych krajów stanowczo sprzeciwiają się redukcji wydatków w tym zakresie, co doprowadza do nakręcania się spirali niekontrolowanego przyrostu długu.
Niższy PIT, wyższy CIT? Makowski o tym, kto zapłaci za reformę podatkową
Problem Francji jest tak naprawdę problemem wielu innych krajów europejskich, które w ostatnim czasie odnotowały niepokojący wzrost kosztów zadłużania się. Wysoką rentowność obligacji skarbowych odnotowują dziś m.in. Włochy (4,6 proc.), Hiszpania (4,0 proc.), a nawet Niemcy (3,7 proc.). Szczególnie szokująca w gronie państw mierzących się z pogarszającymi się wskaźnikami jest obecność Niemiec, które od lat uchodziły za kraj gwarantujący stabilność całej strefy euro oraz dysponujący wystarczająco wysokimi nadwyżkami kapitałowymi, aby w porę zagasić jakiekolwiek zarzewie kryzysu. Przy poprzednim kryzysie zadłużenia w Europie za najbardziej problematyczne uchodziły kraje południa Europy, lecz tym razem problemy dosięgają nawet takie kraje, jak Austria, Holandia czy Belgia.
Narastający problem z zadłużeniem ma w praktyce cała Europa, która płaci w ten sposób bardzo wysoką cenę za swoje ideologiczne zacietrzewienie. Stopniowa utrata zaufania inwestorów to rachunek wystawiony za politykę wysokich deficytów, nieograniczonej imigracji oraz klimatyzm. W strefie euro (poza nielicznymi wyjątkami) już od wielu lat nie odnotowano wzrostu gospodarczego na poziomie przekraczającym 5 proc. PKB i nie ma w tym ani cienia przypadku.
Krępujący gorset UE
Niewątpliwie główna odpowiedzialność za taki stan rzeczy spoczywa na Unii Europejskiej, która poprzez swoje regulacje i politykę centralizacji dosłownie zgasiła w Europie duch przedsiębiorczości. Stary Kontynent jest dziś miejscem smutnej degradacji własnego przemysłu, usług czy sektora finansowego przy jednoczesnej bezprecedensowej ekspansji chińskich i amerykańskich podmiotów. Wspólnota europejska ujednoliciła cały kontynent w polityce stagnacji, braku reform fiskalnych i podporządkowaniu ideologiom, przez co dziś mierzące się z narastającym kryzysem zadłużenia państwa mają do dyspozycji coraz bardziej ograniczony zakres środków umożliwiających realną poprawę sytuacji. Szczególnie, iż w Europie coraz bardziej daje o sobie znać przerażający kryzys demograficzny.
W Polsce zdecydowanie zbyt mało mówi się o tym, że problem europejskiego kryzysu zadłużenia publicznego dotyczy także naszego kraju. Pod rządami duetu Donald Tusk – Andrzej Domański całkowite zadłużenie liczone według metodologii unijnej osiągnie w przyszłym roku prawie 70 proc. PKB. Na tle innych państw, których dług sięga 100-120 proc. PKB, sytuacja w naszym kraju przedstawia się pozornie niegroźnie, lecz w razie nagłej eskalacji braku zaufania do całej Europy sytuacja może się stać bardzo niepokojąca. Gdy zrealizuje się czarny scenariusz nikt nie będzie brał pod uwagę tego, jakie są nasze atuty względem reszty kontynentu. Polska będzie postrzegana jako część unijnego projektu naznaczonego gospodarczym marazmem, regulacjami i deindustrializacją.
Kwota całkowitego zadłużenia Francji wynosi obecnie 3,6 bln euro, a deficyt budżetowy sięga poziomu 5,1 proc. Ktokolwiek zostanie wybrany w listopadzie nowym prezydentem Francji będzie musiał zacząć swoje rządy od zakasania rękawów i dokonania odważnych decyzji. Wiele wątpliwości budzi jednak to, czy wiodący kandydaci do objęcia tak bardzo odpowiedzialnej funkcji są w stanie sprostać zadaniu. Przedstawiciel skrajnej lewicy Jean-Luc Mélenchon zaproponował niedawno, aby posiadający aż 18 proc. całego publicznego długu Bank Francji… po prostu anulował to zobowiązanie i tym samym zlikwidował problem całego zadłużenia.
Totalna ignorancja Mélenchona może budzić co najmniej rozbawienie, choć wyrażone przez niego pragnienie dość dobrze odzwierciedla żywione przez większość Francuzów pragnienie likwidacji problemu zadłużenia niczym przy pomocy dotknięcia magiczną różdżką. Niestety, rozwiązanie tej kwestii będzie wymagało bardzo wielu bolesnych i długotrwałych zabiegów.