Kryzys budżetowy w Bułgarii
Zaledwie pół roku po przyjęciu euro Bułgaria została objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu. Bruksela długo przymykała oko na sytuację w Sofii, ponieważ interesowała ją głównie ekspansja unii walutowej.

Bułgaria jest już jedenastym państwem w całej wspólnocie, które objęte zostało procedurą wymagającą od kraju członkowskiego pozostawania w stałym kontakcie z Komisją Europejską w zakresie ustalania najważniejszych założeń kolejnych budżetów. Poprzednim krajem, który spotkał ten zaszczyt, była Finlandia, a od ponad dwóch lat w gronie przekraczających unijne limity jest także Polska.
Poważne zarzuty premiera
Podstawowa różnica między Polską a Bułgarią polega jednak na tym, że od 1 stycznia obecnego roku drugie z państw należy do strefy euro. Teoretycznie więc powinno było już od co najmniej kilku lat wyróżniać się na tle innych krajów pod względem stabilnego kursu walutowego oraz zrównoważonego budżetu. W praktyce Sofii udawało się realizować zaledwie pierwszy z tych celów, stosując specjalny mechanizm zakładający utrzymywanie bułgarskiego lewa w parytecie względem euro. Pod względem budżetowym sytuacja była już dużo bardziej skomplikowana. Wprawdzie Bułgaria w ostatnich latach nigdy nie przekroczyła zapisanych w Traktacie z Maastricht limitów zadłużenia (wynoszącego 60 proc. PKB) oraz wielkości deficytu (3 proc. PKB), lecz cel ten udało się zrealizować głównie przy pomocy specjalnych zabiegów. W ostatnim roku przed przyjęciem euro obliczeń dotyczących wielkości deficytu dokonywano do ostatnich dni, stosując różnorakie zabiegi.
Wprawdzie wyliczenia dotyczące budżetu przeprowadzane zgodnie z metodologią unijną nie pozwalają na zbyt wiele manipulacji, lecz mimo to w Bułgarii i tak stosowano „kreatywną księgowość” opartą m.in. na dokapitalizowywaniu spółek skarbu państwa oraz ukrywaniu w ten sposób części wydatków publicznych. Sprawujący od kwietnia funkcję premiera Rumen Radew twierdzi jednak, że rządy jego poprzedników poszły jeszcze o krok dalej, masowo fałszując dane dotyczące finansów publicznych tylko po to, aby osiągnąć upragniony cel w postaci wejścia do strefy euro.
Nowy lewicowo-populistyczny rząd Radewa przejął władzę w następstwie przedłużającego się kryzysu politycznego, w centrum którego znalazły się kwestie związane z budżetem. Rządzący od stycznia 2025 r. Rosen Żelazkow miał początkowo bardzo wysokie poparcie, lecz będąc zmuszonym ustabilizować budżet i wprowadzić w tym celu wyższe podatki, napotkał na zdecydowany opór społeczny. W kraju miały miejsce masowe protesty, w czasie których rządzącej formacji zarzucano także korupcję.
Żelazkow zrezygnował z funkcji premiera i na wiosnę rozpisano przedterminowe wybory. Przedłużające się polityczne zamieszanie sprawiło tymczasem, że Bułgaria nie zdołała nawet uchwalić budżetu na obecny rok. Tamtejsza konstytucja dopuszcza sytuację, w której wobec braku nowego budżetu kontynuuje się wydatki w kształcie przyjętym w roku poprzednim, lecz jest to sytuacja niecodzienna, biorąc pod uwagę fakt, że od stycznia Bułgaria funkcjonuje już jako członek unii walutowej.
Bezpieczeństwo oczami młodego pokolenia | debata
Wyzwania nowego rządu
Jedną z głównych przyczyn upadku poprzedniego rządu były ogólne założenia budżetowe na obecny rok. Nowy gabinet Rumena Radeva musi więc zacząć od rozbrojenia sporej politycznej miny. Teoretycznie mogłoby się wydawać, że skala wyzwań nie jest wcale porażająca, ponieważ w Polsce deficyt budżetowy zapisany na obecny rok wynosi aż 6,5 proc., a mimo to nie przekłada się na żadne masowe protesty i naciski na odwołanie rządu. Wedle najnowszych szacunków w Bułgarii deficyt osiągnie w obecnym i w przyszłym roku nieco ponad 4 proc. Bułgarskie finanse publiczne oraz gospodarka posiadają jednak odmienną charakterystykę od polskich, dlatego wśród najważniejszych środków zaradczych będzie m.in. zamrożenie rent i emerytur oraz pensji w sektorze publicznym. Premier Radev obiecał też, że nie będzie podwyższał podatków, gdyż w przeciwnym razie spotkałby go dokładnie taki sam los jak jego poprzednika. Z pewnością jednak czeka go podjęcie jeszcze wielu niepopularnych decyzji, gdyż samym zamrożeniem podwyżek dla sfery budżetowej nie przywróci finansowej równowagi.
Przedstawiciele poprzedniego rządu odrzucają oskarżenia i przekonują, że padli ofiarą politycznej manipulacji. Ich zdaniem część wydatków przeznaczonych na zbrojenia była zwolniona z reguł wydatkowych i dopiero później zakwalifikowano je jako „nadmiarowe”. Jednocześnie Komisja Europejska pod wodzą Ursuli von der Leyen wywierała na rząd presję finansową, wstrzymując wypłatę środków należnych z Funduszu Odbudowy. Fundusze te wypłacono dopiero niedawno, co stanowi dość jaskrawe potwierdzenie tezy, iż niemieckiej przewodniczącej KE bardziej odpowiadają rządy Radewa.
Mechanizm kamieni milowych i warunkowości wypłat środków unijnych to środek, przy pomocy którego Bruksela stara się przejmować coraz ściślejszą kontrolę nad polityką krajów członkowskich. Dobrym tego przykładem była sytuacja z 2023 r., gdy postawa Komisji Europejskiej stanowiła oczywisty przykład bezpośredniej ingerencji w przebieg kampanii wyborczej do polskiego parlamentu. W Bułgarii, tak jak w Polsce, kwestią szczególnie ważną z perspektywy Brukseli stała się reforma sądownictwa. Nalegając na przyjęcie rozstrzygnięć ją zadowalających, Unia Europejska dąży do uzyskania możliwie jak najszerszego wpływu na sytuację w kraju przy pomocy skorumpowanej kasty sędziowskiej.
Kolejnym mechanizmem wywierania nacisku na rząd w Sofii będzie przez najbliższy czas procedura nadmiernego deficytu. Przyjęte w kwietniu 2024 r. nowe zasady tego procesu upoważniają Brukselę do dużo dalej idącej ingerencji w wewnętrzne kwestie finansowe bułgarskiego państwa. Bułgarzy byli objęci procedurą nadmiernego deficytu przed kilkunastoma laty, lecz wówczas obowiązywały jeszcze zdecydowanie inne reguły politycznej gry.
Burzliwe przyjęcie euro
Przystąpienie Bułgarii do strefy euro dokonuje się tym samym w dość burzliwych okolicznościach. Jeszcze w 2025 r. mogło się wydawać, że rzutem na taśmę tamtejsze społeczeństwo odrzuci unię walutową. Liczba przeciwników takiego rozwiązania przekraczała czasami nawet 50 proc. głosów w sondażach. Bułgarzy byli coraz bliżej rozmyślenia się, a finanse publiczne znalazły się w decydującym momencie na rozstaju. Z punktu widzenia Brukseli najważniejsze było jednak „przepchnięcie” akcesji bez względu na koszty.
Cała sprawa wydaje się bardzo kłopotliwa wizerunkowo nie tylko z punktu widzenia bułgarskiego państwa, które przecież od lat boryka się z problemami korupcyjnymi. Wiele pytań rodzi przede wszystkim postawa Unii Europejskiej, którą przecież trudno posądzać o to, aby zdołała przeoczyć nagły skok deficytu budżetowego w tak ważnym momencie. Mając wiedzę, że Bułgaria znajduje się w poważnym kryzysie politycznym zagrażającym stabilności finansów publicznych, Bruksela powinna była przynajmniej odroczyć poszerzenie unii walutowej.
Wspólnota Europejska nie jest już jednak tym samym tworem, który przed laty imponował krajom Europy Środkowo-Wschodniej swoją znakomitą organizacją, zamożnością i dbałością o procedury. Co najmniej od poprzedniej dekady Bruksela daje się coraz bardziej poznać jako pazerny na władzę ośrodek, który w coraz mniejszym stopniu bierze pod uwagę nawet kwestie wizerunkowe. Przyjęcie do strefy euro państwa, które niemal w tym samym momencie wpada w procedurę nadmiernego deficytu, z pewnością nie zbuduje prestiżu całej wspólnoty.