|

Światowej wojny gospodarczej ciąg dalszy

Obecna wojna na Bliskim Wschodzie ma służyć dwu potęgom (jednej wielkiej, drugiej mniejszej, ale która chciałaby ponownie stać się wielką) – czyli Ameryce i Rosji. Chiny mają stracić, przynajmniej w dłuższej perspektywie, a kraje Europy raz jeszcze uznać, że z ekonomicznej bryndzy może wydobyć je jeden „organizm polityczny”. Nie jest to, rzecz jasna, przeregulowana i niereformowalna UE; jest to nadal żywy, aktywnie się rozwijający i zadziorny kraj. Czyli USA.

Niedawno nasza prasa poinformowała, że eksperci z Zarządu Portu Rotterdam, największego w Europie portu morskiego, oznajmili, że rynki globalne ropy naftowej i paliw stały się bardziej zależne od Stanów Zjednoczonych, Indii i – w mniejszym stopniu – od Chin jako eksporterów. „Stany Zjednoczone wyrastają na jednego z kluczowych partnerów dla europejskiego sektora paliwowego. Dotyczy to w szczególności gotowych produktów naftowych. Amerykańskie rafinerie zwiększyły swój udział w zaspokajaniu europejskiego popytu. I to nie tylko na surowiec, ale i gotowy produkt”. Stany Zjednoczone odpowiadają za połowę importu diesla do Europy drogą morską, a wolumen transportu sięga 520 tys. baryłek dziennie. „Udział Stanów Zjednoczonych w imporcie ropy naftowej również rośnie i dobija do 20 proc.” – wyjaśnia przedstawicielka Zarządu Portu w Rotterdamie.

Nawiasem mówiąc, za wiadomościami Sky News z 2 października, obecnie Europie grozi znaczne osłabienie dostaw oleju napędowego ze Stanów, ponieważ „Pan Trump zagroził już wprowadzeniem zakazu eksportu amerykańskiego oleju napędowego do Europy”. Dlaczego? Bo niedługo wybory „połówkowe”, a pan Trump nie chciałby w nich przegrać. Natomiast gwałtowny skok cen produktów mógłby mu mocno skomplikować osiągnięcie tego ambitnego celu. Olej napędowy to paliwo stanowiące podstawę gospodarki USA, biorąc pod uwagę jego znaczenie dla transportu morskiego, rolnictwa, budownictwa i górnictwa. Olej napędowy jest głównym paliwem dla dużych ciężarówek, które transportują wszystko, od żywności, przez sprzęt, po „prawie wszystkie produkty konsumpcyjne”, jak podaje Agencja Informacji Energetycznej (EIA). Pośrednio odpowiada on również za pracę około dwóch trzecich maszyn rolniczych i budowlanych, napisał czołowy ekonomista Paul Krugman w notatce na Substack.

Jednak nas interesuje kwestia, skąd raptem u Hindusów tyle ropy, że mogą eksportować ją do innych państw? Z tego, co wiemy, kraj ten nie jest przesadnie bogaty w roponośne złoża. Instytut Vajiram & Ravi przypomina, że Indie należą do największych konsumentów ropy naftowej na świecie, posiadając jej mniej niż 1 proc. światowych potwierdzonych zasobów. Krajowa produkcja ropy naftowej zaspokaja jedynie 15–18 proc. całkowitego zapotrzebowania Indii, a pozostałą część pokrywa import z Bliskiego Wschodu, Rosji i Afryki, „co sprawia, że Indie są silnie uzależnione od importu”.

Pan Marek Grzybowski, w raporcie zamieszczonym na portalu Gospodarka Morska, informuje, że „Indie ratowały bilans ropy dostawami z Rosji. Import rosyjskiej ropy naftowej do Indii gwałtownie wzrósł w czerwcu do rekordowego poziomu – wynika z raportu Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA). Indie zwiększyły zakupy ropy naftowej o 34 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem. W czerwcu Indie kupiły rosyjską ropę za około 4,5 mld euro. Było to 83 proc. całkowitego rosyjskiego importu paliw kopalnych o wartości 5,5 mld euro. Indie stały się w połowie br. drugim co do wielkości nabywcą rosyjskich węglowodorów po Chinach – podano w raporcie CREA”.

Czy w świetle tych faktów sugestie, że rosyjska ropa płynie do Europy przez indyjskie rurociągi; że Indie odsprzedają, z zyskiem, część wrażej ropy Europejczykom, łaknącym paliwa nieodnawialnego jak kania dżdżu – mogłyby ominąć oskarżenie o uleganie teorii spisku?

A co z sankcjami ze strony Amerykanów nakładanymi na kupujących od Rosji ropę? Sankcje sankcjami, a twarde realia ekonomiczne mają również swoje nieubłagane prawa. Nikkei Asia pisze o nich wprost: „Jest mało prawdopodobne, by Indie szybko zrezygnowały z zakupu ropy od swojego wieloletniego sojusznika – Moskwy – w obliczu globalnych ograniczeń podaży, mimo groźby wprowadzenia nowych sankcji przez USA”. Portal dodaje, że New Delhi ma zamiar negocjować z Amerykanami w sprawie zwolnień Indii z wymogów niekupowania rosyjskiej ropy. Precedens już był; w obliczu eskalacji napięcia na Bliskim Wschodzie rząd USA tymczasowo złagodził sankcje, umożliwiając Indiom zakup rosyjskiej ropy.

Jednak teraz mamy do czynienia z nową sytuacją. Jak informuje Biuro Informacji Biznesowej IndraStra, Indie mają czas do 18 października, by ugrać coś dla siebie w prowadzonych właśnie rozmowach gospodarczych z Amerykanami. Bowiem
18 października wchodzi w życie ustawa, która może objąć cały indyjski eksport do Stanów Zjednoczonych cłami sięgającymi nawet 100 proc. 18 września prezydent Donald Trump podpisał ustawę o sankcjach, która wiąże te cła z zakupem rosyjskiej ropy. Jednak istotne jest, że ustawa sama w sobie nie nakłada ceł. Daje prezydentowi uprawnienia do ich nakładania oraz szerokie uprawnienia do ich znoszenia. Źródła bliskie rozmowom handlowym i niezależni analitycy określają ją jako potencjalny środek nacisku w niedokończonych negocjacjach handlowych USA–Indie, w których zresztą chodzi nie tylko o gospodarkę, ale i politykę zagraniczną. Jak się wydaje, USA chcą powiązać dalsze rozmowy ze skłonieniem Indii do większego zdystansowania się od Chin. Co może zakończyć się sukcesem, biorąc pod uwagę bardzo skomplikowane relacje polityczno-gospodarcze z Chinami, mimo że oba kraje formalnie współpracują, czy to w ramach BRICS, czy też w formule bilateralnej.

Komentatorzy polityczni zwracają uwagę, że Moskwa stwarza coraz lepsze warunki tym, którzy chcieliby skorzystać z jej roponośnych zasobów. 5 września Rosja uruchomiła projekt Wostok Oil, największy tego typu projekt naftowy w tym kraju od czasów Związku Radzieckiego. Indyjskie firmy naftowe posiadają znaczący, pośredni udział w Wostok Oil. Indyjskie posiadanie rosyjskich aktywów wydobywczych ropy oraz ewentualne sprowadzanie jej ze złóż Wostok Oil grozi Indiom sankcjami w postaci ceł sięgających 100 proc., w myśl ustawy z 18 września.


Niższy PIT, wyższy CIT? Makowski o tym, kto zapłaci za reformę podatkową


Jednak pokusa jest duża, mimo istniejącego ryzyka. Jak informuje portal Bhaskar English, podłączenie się pod projekt Wostok Oil sprawi, że zależność Indii od Cieśniny Ormuz istotnie zmaleje. Ekspert ds. międzynarodowych Ninad Sheth powiedział portalowi, że projekt ten może okazać się dla Indii ratunkiem w czasie kryzysu. Jak duży wpływ będą miały na to sankcje USA? „Większość handlu indyjsko-rosyjskiego odbywa się w walutach lokalnych, więc sankcje mogą mieć ograniczony wpływ. Jednak uderzenie w system bankowy mogłoby stworzyć problemy, choć jest to mało prawdopodobne” – czytamy w Bhaskar English. Portal podaje, że rosyjska ropa naftowa pozwala Indiom zaoszczędzić nawet 30 proc.

Z kolei India Today zwraca uwagę, że, jak wynika z wpisu eksperta ds. energetyki Anasa Alhajjiego na platformie X, „przepisy te [sankcje za kupno rosyjskiej ropy] przede wszystkim wzmacniają siłę przetargową Waszyngtonu, nie mają na celu automatycznego eliminowania rosyjskiej ropy z rynków światowych”. Jest to „leverage”: typowy straszak, siła nacisku, „zaciśnięta pięść”, której można użyć, ale niekoniecznie. Z akcentem na „niekoniecznie”.

Czy obłożona surowym interdyktem rosyjska ropa zasila via Indie Europę? A jeśli tak, to czy nadal będzie ją zasilać? Jeśli mające obecnie miejsce negocjacje handlowe USA z Indiami toczone będą w „atmosferze wzajemnego zrozumienia” i zakończą się „obopólnie korzystnym porozumieniem”, to zapewne nadal tak właśnie będzie. Oznaczałoby to, że zyska Rosja (chłonny rynek subkontynentu), ale też i Indie (najważniejszy człon subkontynentu), otrzymujące od Moskwy tańszą ropę, z której część odsprzedawać będą z prowizją; natomiast Europa nadal będzie miała ropę, choć droższą, czyli tak jak do tej pory.

A co z Chinami? Chiny wprawdzie w ostatnich latach wybudowały potężne magazyny rezerwy ropy i jej produktów, ale w żadnej mierze nie oznacza to, że nie są pod presją. Chińskie rafinerie zawiesiły na ten miesiąc eksport paliw – ponieważ ich zapasy ropy i produktów rafinowanych zmniejszyły się do poziomu, który Pekin uznał za niepokojący – wywierając tym samym dodatkową presję na sektor handlu ropą. Presję korzystną dla handlarzy surowcem.

A przede wszystkim zyska Ameryka – ekonomicznie, utrzymując swoją pewną pozycję na rynku eksportu paliw i jeszcze bardziej uzależniając od siebie gospodarczo Europę, która z „zieloną energią” pozostanie niczym Himilsbach z angielskim; oraz zyska politycznie – obluzowując BRICS i osłabiając potencjał energetyczny Chin z daleko idącymi tego stanu rzeczy, niekorzystnymi dla Państwa Środka konsekwencjami. O co cały czas Ameryce chodzi w tej geopolitycznej grze i o co cały ten raban w Cieśninie Ormuz oraz mniej spektakularne, ale równie ważne posunięcia prezydenta Trumpa w innych częściach globu.

Podobne wpisy