25 C
Warszawa
wtorek, 28 czerwca 2022

Imperium Ramzana

Koniecznie przeczytaj

Od połowy XIX w. Czeczeni stoczyli niezliczoną ilość wojen o odzyskanie niepodległości. Przeżyli stalinowskie deportacje, a na przełomie XX i XXI w. zostali zmasakrowani podczas dwóch rosyjskich pacyfikacji. To prawdziwy paradoks, że właśnie obecnie Czeczenia de facto uniezależniła się od Moskwy. Choć Ramzan Kadyrow obchodzi się brutalnie z własnym narodem, zbiera jednocześnie owoce przebiegłej gry z Kremlem. Gry, która wyprowadziła kaukaską republikę z prawnej, militarnej i ekonomicznej wspólnoty z Rosją.

Prezydent Republiki Czeczeńskiej, regionu narodowościowego Federacji Rosyjskiej, bo tak brzmi oficjalny tytuł Ramzana Kadyrowa jest politykiem unikalnego formatu. Bardzo kontrowersyjny, a przez to medialny, pozostaje bodaj najmłodszym, nominalnie rosyjskim uczestnikiem elit władzy. Kawaler dwudziestu państwowych i zagranicznych orderów wysokiej rangi i na dodatek równie wysoki funkcjonariusz federalnego MSW w randze generała-majora. Słynie z siłowego dławienia każdej, w tym zbrojnej i religijnej opozycji oraz nie mniej brutalnego sterroryzowania własnego narodu. A mimo to został odznaczony medalem za zasługi na polu praworządności. Zaczynał jako zbrojny rebeliant podczas iczkerskich wojen o niepodległość po to, aby wraz ze swoim ojcem Achmetem przejść na stronę Kremla. Otrzymał za to nie tylko najwyższy tytuł Bohatera Rosji i nagrodę obrońcy praw człowieka, ale zdobył dyktatorską władzę nad Czeczenią. Swój status wykorzystał do faktycznego wyprowadzenia republiki z prawnej przestrzeni Rosji, bo jak inaczej nazwać pierwszeństwo norm islamskiego szariatu nad federalną konstytucją. Dysponuje oddaną armią i wiernymi siłami policyjnymi, a przede wszystkim jest wyłącznym beneficjentem lokalnej gospodarki. Wszystko to osiągnął sprytną grą polityczną z Kremlem oraz za pieniądze rosyjskiego podatnika. Cieszy się niezmiennym zaufaniem Władimira Putina, a w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest podejmowany z honorami należnymi przywódcy suwerennego państwa. Czy to nie paradoks, że dopiero Ramzanowi, jak nazywają go Czeczeni i rosyjskie media, udało się osiągnąć wszystko to, o czym mogli tylko pomarzyć jego poprzednicy – emir Szamil, gen. Dżochar Dudajew i Asłan Maschadow. Jednak na tym nie koniec, bo Moskwa doskonale wie, że każda próba odsunięcia Kadyrowa od władzy oznacza nie tylko ponowne podpalenie Czeczenii, ale i pożar całego Północnego Kaukazu. Kto zna meandry kaukaskiej polityki czerwonego imperium, pamięta zapewne akcję przymusowej deportacji Czeczenów do Kazachstanu, jaka miała miejsce w 1943 r. Była to zemsta Stalina za to, że w chwili wybuchu radziecko-hitlerowskiego konfliktu, bitni górale kaukascy podnieśli zbyt wysoko głowy. Przywiązanie do niezależności było na tyle silne, że nawet NKWD, a za nim KGB przyznawały, iż komuniści nigdy nie opanowali tego regionu do końca. Gdzieś w górach, niezależnie od tego, czy była to Czeczenia, Dagestan lub Czerkiesja, zawsze tlił się płomień separatyzmu. Dopiero po śmierci satrapy, Nikita Chruszczow zezwolił na cichy i stopniowy powrót Czeczenów do domu. Jednak już w latach 60. i 70. XX w. Grozny – stolica ówczesnej Republiki Ingusko-Czeczeńskiej był areną niepodległościowych demonstracji, które znowu tłumiono siłą. Kariera rodu Kadyrowów rozpoczęła się z chwilą rozpadu ZSRR. Ojciec – Achmet Kadyrow został Mufti Czeczenii, czyli religijnym przywódcą tradycyjnej dla Kaukazu sufickiej odmiany sunnitskiego islamu. A był to czas, gdy władzę w republice przejął nurt niepodległościowy pod przywództwem byłego generała armii radzieckiej Dżochara Dudajewa. Po trzech latach przeciągania politycznej liny pomiędzy Groznym i Moskwą, oraz kilku sterowanych przez Kreml próbach zamachu stanu, rosyjski prezydent Borys Jelcyn zadecydował o rozpoczęciu pacyfikacji wojskowej. Podczas tzw. pierwszej wojny czeczeńskiej czyli w latach 1994-1997 oficjalnie zginęło ok. 50 tys. Czeczenów i 6 tys. żołnierzy federalnych. W rezultacie rozejmu chasawjurtowskiego rzeźnię wstrzymano, ale status prawny republiki nie został ustalony i stan ustrojowego zawieszenia trwał do 1999 r. W tym czasie Czeczenia uległa kompletnemu chaosowi, nie bez wpływu elit własnych i moskiewskich. Grozny stał się centrum nielegalnego tranzytu broni, narkotyków i ropy naftowej, a korupcyjny zysk miejscowych komendantów polowych dzielony z rosyjskimi generałami i oligarchami sięgnął, wg ostrożnych szacunków, ok. 25 mld dolarów. Było się więc o co bić, dlatego ówczesny premier i kremlowski następca tronu Władimir Putin zadecydował o wznowieniu wojny. Jej przebieg zbiegł się z innym ważnym zjawiskiem, czeczeńskie nastroje niepodległościowe ustąpiły miejsca islamskiemu radykalizmowi, czyli krótko mówiąc, fundamentalistycznej doktrynie kaukaskiego emiratu. Już Dżochar Dudajew zarzucał Jelcynowi, że rosyjska interwencja zbrojna oddała laicką Czeczenię na pastwę islamistów, którzy zjechali się na Kaukaz z całego świata, aby prowadzić świętą krucjatę przeciwko niewiernym. Taki obrót wydarzeń nie spodobał się również sufickiemu Mufti Kadyrowowi, który w 2000 r. przeciągnął swój oraz zaprzyjaźnione klany na stronę federalną. W zamian za lojalność ród Kadyrowów uzyskał początkowo od Moskwy władzę nad kilkoma rejonami Czeczenii, a w miarę pomyślnego przechodzenia prób wierności rządy nad całą republiką. Było to zgodne z koncepcją czeczenizacji konfliktu, czyli stłumienia zbrojnego oporu Czeczenów ich własnymi rękami. Kariera Ramzana nabrała pełnego blasku w 2004 r., gdy zbrojni separatyści wysadzili w powietrze tatę, który był już wówczas prezydentem republiki. Putin przytulił Ramzana w świetle kamer i zarządził, że do czasu ukończenia przez niego 30 lat na czele kraju stanie figurant. Młody Kadyrow przejął więc formalną władzę w 2007 r. i zabrał się do własnej politycznej gry.

Gra o niezależność

Warunki układu pomiędzy Moskwą i Groznym są banalnie proste. Ramzan gwarantuje, że Czeczenia pozostaje podmiotem Rosyjskiej Federacji, a mówiąc prościej rosyjską prowincją. W zamian Kreml nie wtrąca się do metod sprawowania władzy ani w ogóle do tego, co robi czeczeński prezydent. I właśnie drugą część umowy Kadyrow postanowił wykorzystać do budowy regularnej dyktatury, a z czasem do faktycznego uniezależnienia od Rosji. Problem polegał na tym, jak to zrobić, skoro na taki sam pomysł wpadło kilku innych watażków, którym Moskwa przyznała prawa do poszczególnych rejonów kraju. Ponadto w Czeczenii istniała silna opozycja zbrojna i religijna, a sama republika po dwóch wojnach leżała w autentycznych gruzach. Tylko podczas drugiej operacji zginęło kolejne 100 tys. Czeczenów, a z przemysłu i infrastruktury pozostało jakieś 10-15 proc. stanu pierwotnego. Na odbudowę nie było zaś kompletnie środków, nikt nie płacił podatków, bo i nie miał z czego, a Rosja wstrzymała wszelkie subsydia. Pomysł Kadyrowa był równie nieskomplikowany, na początek postanowił stworzyć wierną armię i służby specjalne. Przy czym słowo lojalność oznaczało, że Moskwa również nie będzie miała w tej kwestii nic do powiedzenia. Kadrowym szkieletem stała się służba bezpieczeństwa, w której służyli sami klanowi krewni oraz sprawdzeni w bojach przyjaciele rodziny pochodzący z rodzinnej wsi. To oni przejęli dowodzenie 2 pułkiem służby patrolowej, formalnie stanowiącym część federalnego MSW. Następnie powołano Centrum Antyterrorystyczne oraz bataliony Siewier i Jug, nominalnie jako jednostki rosyjskich wojsk wewnętrznych. Na ich podstawie Ramzan mógł przystąpić do przewerbowania formacji pod wodzą konkurencyjnych komendantów polowych, cieszących się poparciem moskiewskich służb i armii. Część watażków poddała się dobrowolnie i przeszła na stronę Kadyrowców. Wobec opornych zastosowano dwie metody. Pierwszą stała się zbiorowa odpowiedzialność i szeroko stosowana praktyka brania zakładników spośród krewnych. Druga to kula w łeb. Tak, zastrzelony w Moskwie przez czeczeńskich milicjantów, skończył przywódca wpływowego klanu Mowładi Bajsarow, który po rozformowaniu swojego oddziału Goriec nie zaprzestał krytyki Ramzana. To nic, że miał poparcie FSB. Sprawę wyciszono, a Kadyrow natychmiast przejął całą milicję i miejscową delegaturę FSB. Podobnie postąpił z konkurencyjnym klanem Jamadajewów kontrolujących znaczny obszar kraju. Nie zważając na zasługi podczas wojny gruzińskiej 2008 r., Kreml rozwiązał batalion Wostok, dowodzony przez braci Sulima i Rusłana. Wkrótce Rusłan, deputowany Dumy i Bohater Rosji, zginął w kolejnym moskiewskim zamachu. Sulima kadyrowcy dopadli w Dubaju, gdzie podzielił los brata. Obecnie Ramzan dysponuje ok. 20 tys. profesjonalnie wyszkolonych, zaprawionych w boju i dobrze uzbrojonych żołnierzy oraz funkcjonariuszy milicji, a nie można zapominać, że przecież na prośbę Groznego Moskwa wycofała większość, czyli również ok. 20 tys. żołnierzy swojego kontyngentu. Co w zamian? Armia Ramzana zasłynęła skrajnie brutalnymi rozprawami ze zbrojną i religijną opozycją. Można powiedzieć, że Kadyrow spacyfikował własny kraj. Dziś Czeczenia jest faktycznie najspokojniejszą prowincją rosyjskiego Kaukazu. W 2014 liczba osób zabitych w wewnętrznych walkach wyniosła jedynie ok. 160, gdy na przykład w sąsiednim Dagestanie wojna domowa zabiera corocznie ok. 700 – 1000 ofiar po obu stronach. Metody stosowane przez Kadyrowa wzbudziły krytykę rosyjskich organizacji praw człowieka, bo normą są porwania, tortury, anonimowe egzekucje i celowe niszczenie domów podejrzanych o przynależność do Kaukaskiego Emiratu. Jako przykład niech posłuży statystyka europejskiego wymiaru sprawiedliwości, który wydał ponad 300 werdyktów na korzyść ofiar takich pacyfikacji. Nie robi to wrażenia na Moskwie, która regularnie wypłaca orzeczone odszkodowania, ani na samym zainteresowanym. Tylko w ubiegłym roku Ramzan nakazał wysadzenie w powietrze 15 kolejnych domów. Sprzyja mu także rozłam w szeregach opozycji, podzielonej na zwolenników niepodległości i wyznawców islamskiego fundamentalizmu. Ci ostatni przysięgli wierność Państwu Islamskiemu, przyczyniając się do opuszczenia Czeczenii przez najbardziej wojowniczy element. Zgodnie z danymi wywiadowczymi, w Syrii i Iraku walczy od 200 do 500 czeczeńskich islamistów, co stało się dodatkowym czynnikiem stabilizacji na Kaukazie. Równolegle do budowy struktur siłowych postępowała specyficzna rekonstrukcja gospodarcza, oczywiście za pieniądze rosyjskiego podatnika.

Kremlowskie dotacje

Z uzyskaniem wiarygodnych informacji o czeczeńskiej gospodarce i w ogóle o sytuacji wewnętrznej tej republiki jest spory problem. Prowincja należy do najbardziej zamkniętych medialnie i choć sam Ramzan po mistrzowsku wykorzystuje sieci społecznościowe w celach propagandowych, Czeczenia została odcięta informacyjnie od reszty Rosji. Niemniej jednak zgodnie z szacunkami International Crisis Group – Organizacji Zapobiegania Konfliktom na Świecie, Czeczenia należy do największych odbiorców kremlowskich dotacji finansowych. To prawda, że w wyniku dwóch wojen kraj został kompletnie zrujnowany, a to, czego nie zniszczono, zostało rozkradzione i w równie rabunkowy sposób wywiezione do innych części Rosji, a nawet b. ZSRR. Taki los spotkał przede wszystkim obiekty przemysłowe i infrastrukturę komunikacyjną oraz obiekty rolno-spożywcze. Od czegóż jednak surowcowa hossa, która zbiegła się czasowo z omawianiem warunków umowy Putin – Kadyrow. I tak w latach 2002-2012 Czeczenia otrzymała z Moskwy ponad 500 mld rubli, czyli ok. 15 mld dolarów. Były to bezpośrednie transfery finansowe realizowane w ramach dwóch federalnych programów celowych, dedykowanych całkowicie odbudowie Czeczenii z wojennych zniszczeń. Jakkolwiek Kreml i Duma potwierdzają zasadność takich wydatków, a przede wszystkim ich racjonalne wykorzystanie, to skutki są co najmniej zastanawiające. Wg Groznego przez 10 lat udało się zrekonstruować potencjał gospodarczy tylko w 6-7 proc. w stosunku do przedwojennych wskaźników. A przecież w skali tej niewielkiej republiki były to ogromne pieniądze. Dla porównania, dzisiejszy budżet roczny Czeczenii wynosi 64,5 mld rubli, czyli ok. 1,2 mld dolarów, liczony po ubiegłorocznym kursie waluty. Przy tym 85 proc. budżetu stanowią i tak bezpośrednie dotacje federalne, tyle że obecnie realizowane w nieco inny sposób.

W 2012 r. pomimo ostrego sprzeciwu samego Kadyrowa, Moskwa wstrzymała dotychczasowy wymiar pomocy, przekierowując czeczeńskie pieniądze do wspólnego funduszu dotacyjnego dla wszystkich prowincji Północnego Kaukazu. To prawda, że z moskiewskich środków udało się olśniewająco odbudować Grozny i inne miasta oraz infrastrukturę drogową. Czeczeńska stolica ma największy meczet w Rosji i planuje budowę jednego z najwyższych obiektów użytkowych w kraju, tzw. basztę Achmeta Kadyrowa. Jednak faktem jest, że realna gospodarka republiki stoi w miejscu i nie chce ruszyć do przodu ani o milimetr. Formalne wskaźniki wzrostu wydają się imponujące szczególnie na tle federalnej recesji. Zgodnie z czeczeńskimi danymi, krajowy PKB wzrósł w 2014 o 7,8 proc, w tym produkcja przemysłowa o 23,5 proc., a rolno-spożywcza o 2,2 proc. Uruchomiono 16 większych przedsiębiorstw stanowiących własność republikańską. Także raport Izby Obrachunkowej (odpowiednika NIK) wykazuje na w pełni normalną jak na rosyjskie warunki, sytuację w wydatkowaniu dotacji. To znaczy roczna suma rozkradzionych, tzw. niecelowo wykorzystanych środków federalnych wyniosła 7,9 mld rubli, czyli ok. 240 mln dolarów, a to średnia rosyjska. W 2015 r. rząd w Moskwie przyznał nawet Czeczenii specjalną premię (3 mln dolarów) za gospodarcze i finansowe sukcesy. Niemniej jednak zasadne jest pytanie, gdzie podziały się miliardy dolarów dotacji. Odpowiedź tkwi w słowie wyprowadzać, bo tak naprawdę mamy do czynienia z szarym schematem. Otóż republikańskie finanse są zbudowane tak, aby środki budżetowe przechodziły przez specjalny i osobisty fundusz Ramzana, formalnie organizację dobroczynną, poświęconą pamięci ojca. Fundusz z kolei transferuje środki do poszczególnych obiektów i działów gospodarki, które są oczywiście własnością klanu Kadyrowów lub zaufanych kadyrowców. Tak powstała sieć stacji paliwowych, której jedynym właścicielem jest Ramzan. Jednak większość dotacji trafia z powrotem do innych rosyjskich regionów lub poza granice kraju, gdzie jest wykorzystywana do budowy ekonomicznego imperium Kadyrowa, w czym czynnie uczestniczy bardzo rozległa i bogata diaspora czeczeńska. Potwierdzeniem są wybuchające regularnie skandale związane z udziałem czeczeńskich służb specjalnych w przejmowaniu nieruchomości i obiektów przemysłowych na terenie całej Rosji. Spora część pieniędzy została także wyprowadzona za pośrednictwem dobroczynnych fundacji islamskich mających swoje filie w innych regionach. Do ulubionych miejsc, w których Kadyrowowie obracają pieniędzmi, należy międzynarodowe centrum islamskiego bankingu, jakim jest Arabia Saudyjska oraz podobny ośrodek w pełni zachodnich operacji finansowych – Dubaj. Z czego żyją zatem zwykli Czeczeni? Okazuje się, że gospodarka ma drugie dno, a raczej drugi, równoległy obieg. Bardzo korupcyjny, który polega na „dobrowolnym” opodatkowaniu społeczeństwa na rzecz wyżej stojących w hierarchii urzędniczej i biznesowej. Wszyscy otrzymują listy instytucji lub osób na rzecz, których ściągany jest haracz, a cała inicjatywa ma charakter piramidy. Taka machina finansowa, która nakręca, a raczej wymusza, wewnętrzny popyt i obieg pieniądza, nie byłaby możliwa bez rozdętej do granic możliwości sfery budżetowej i socjalnej, za którą płaci bezpośrednio budżet federalny. Jak się okazuje, najpopularniejszym środkiem utrzymania jest w Czeczenii emerytura państwowa, a najbardziej pożądany zawód to rencista. Błędne koło zamyka czysta korupcja, bo załatwić można wszystko i wszędzie, za odpowiednie łapówki. No i pod warunkiem, że na czele piramidy stoi Ramzan Kadyrow, który wszystko o wszystkich wie, udziela zgody i korzysta najbardziej na takim procederze. Aby jednak obywatele nie wątpili w jego mądrość, w Czeczenii rozkwita kult jednostki oparty na bardzo eklektycznej ideologii nacjonalizmu z silnym wątkiem religijnym i następstwami prawnymi.

Kult Ramzana

Kadyrow postanowił przywrócić Czeczenom dumę narodową. Głoszona przezeń ideologia opiera się na ostrym nacjonalizmie, ujmowanym jako czeczeński patriotyzm. Jego składową jest pokazowe przywiązanie do Rosji, a raczej osobista wierność Ramzana deklarowana wobec Putina. Tylko Kadyrow potrafi zebrać w dniu imienin Putina 100 tys. obywateli, aby ci głośno wyrażali swoją wdzięczność dla rosyjskiego prezydenta. Tylko Ramzan zbiera regularnie swoją armię, aby na jej czele powtarzać, że jest szeregowym żołnierzem Putina gotowym wykonać jego każdy rozkaz, a nawet polec. Zresztą deklaracje są przekuwane na czyny, o czym świadczy obecność czeczeńskich jednostek zarówno w Syrii, jak i w ukraińskim Donbasie. Naprawdę kryje się w tym przebiegła gra oraz skryta groźba. Ramzan pokazuje rosyjskim siłowikom, że jego armia naprawdę istnieje. Moskiewskie struktury FSB, MSW i armia są nie na żarty zdenerwowane nadmierną siłową samodzielnością czeczeńskiego przywódcy oraz brakiem faktycznej kontroli nad republiką, czyli własną bezradnością. Kadyrow daje również do zrozumienia rosyjskiej opozycji oraz uczestnikom ewentualnych pałacowych przewrotów na Kremlu, kogo poprze w przypadku przesilenia politycznego. Bo nikt w Moskwie nie ma wątpliwości, że gdy zabraknie Putina lub obecny status Kadyrowa będzie zagrożony, to skieruje swoich ludzi przeciwko Rosji, wywołując trzecią wojnę czeczeńską. To także grzeczna prośba o kontynuację dotychczasowej polityki dotacyjnej federalnego centrum. Jednak Ramzan ma większe ambicje, które realizuje, a które spotykają się z jawną akceptacją konserwatywnych Czeczenów. Chodzi o to, że Grozny przywrócił faktycznie rządy szariatu, czyli prawa religijnego. Normy islamu decydują o orzeczeniach sądowych, ale także wszelkich kwestiach obyczajowych, łącznie z wielożeństwem, którego czeczeński prezydent jest gorącym orędownikiem. Nie zważa na rosyjską konstytucję, a co najważniejsze udaje mu się dostosować formę do treści. Lokalny wymiar sprawiedliwości jest z pozoru zbudowany wg rosyjskiego, a nawet europejskiego modelu. Słowem wszystkie instytucje jego państwa działają według federalnego prawa, choć to wielkie szalbierstwo. To nie żarty, o czym świadczy wielka akcja wychowawcza podjęta wobec czeczeńskiej młodzieży w przededniu Olimpiady Soczi-2014. Szturmowcy Ramzana dokonali ogólnokrajowej obławy na wszystkich, którzy zewnętrznie przypominali zwolenników salafizmu, czyli fundamentalizmu islamskiego. Tzw. rozmowy profilaktyczne nie kończyły się jak zwykle ostrzegawczym pobiciem, bo mężczyzn na przykład przymusowo pozbawiano bród. Akcja objęła ok. 50 tys. osób, w związku z czym nasuwa się skojarzenie z państwowym terrorem. Bo też ceną relatywnego spokoju jest brak jakiejkolwiek prywatności. Służby specjalne śledzą i zastraszają wszystkich, którzy, choć potencjalnie mogliby wyrażać niezadowolenie. Najtragiczniejsza jest sytuacja kobiet, którym Ramzan zabrania wszystkiego, mówiąc wprost, że są prawną własnością mężów, ojców i braci. A to jego zdaniem usprawiedliwia rodzinne mordy honorowe, gdy dziewczyna zachowuje się nieobyczajnie. Tak samo jest ze zwyczajem krwawej zemsty rodowej, którą Kadyrow rozumie i wspiera, jako instrument wymierzania sprawiedliwości. Zresztą Ramzan kreuje się nie tylko na męża opatrznościowego Czeczenii, lecz także na przywódcę wszystkich muzułmanów Rosji.

Na koniec pozostaje więc pytanie o sens. Nie polityki Kadyrowa, bo ta jest zrozumiała, a przede wszystkim efektywna. W kraju panuje strach, czyli spokój, pieniądze z dotacji płyną regularnie do prywatnej kieszeni, a republika osiągnęła de facto niezależność do Rosji, o której uprzednio mogła jedynie pomarzyć. Pytanie dotyczy sensu, a jeszcze bardziej konsekwencji polityki czeczeńskiej Putina. Tak naprawdę oddając kraj w ręce Ramzana, Rosja nie osiągnęła niczego. O integracji republiki z resztą federacji nie ma mowy, w żadnej dziedzinie. Nie osiągnięto żadnego trwałego porozumienia społecznego, zdolnego zaleczyć obustronne rany dwóch wojen i całej trudnej historii. A co najgorsze milczenie Kremla wobec brutalnych metod Kadyrowa, odpycha od Rosji tych Czeczenów, którzy chcieliby żyć w nowoczesnym, czyli urządzonym po europejsku państwie federalnym. I to chyba najgorszy prognostyk, bo obecna sytuacja wpycha po prostu młodych mieszkańców Czeczenii w objęcia islamskiego fundamentalizmu, jako jedynej realnej alternatywy dla rządów Kadyrowa.

Autor

Poprzedni artykułCzy PiS wyhamuje gospodarkę?
Następny artykułFutbol oszalał

Najnowsze