14.9 C
Warszawa
czwartek, 6 października 2022

Jak uciec przed Ziobrą?

Koniecznie przeczytaj

Poradnik dla tych, którzy boją się nowego prokuratora generalnego.

Robiłeś interesy z poprzednią ekipą? Brałeś udział w prywatyzacjach albo w odzyskiwaniu warszawskich kamienic? A może trochę pomogłeś, by któryś z przetargów wygrała upatrzona przez ciebie firma? Boisz się prokuratury rządzonej przez dobrą zmianę”? Wyjazd z kraju może dać ci kilka dodatkowych miesięcy na wolności, ale zawsze jest coś takiego jak ekstradycja. Chyba że jesteś obywatelem państwa, w którym się schroniłeś. I choć zwykle zdobycie odpowiednich papierów nie jest prostą rzeczą, to istnieją na świecie takie rządy, które całkowicie oficjalnie mówią zapłać, a będzie ci dane.

Cała procedura jest absolutnie legalna. Żadnych łapówek, żadnych kwot pod stołem, żadnego czasochłonnego wzajemnego badania się partnerów i wietrzenia prowokacji. Wszystko, ale to absolutnie wszystko odbywa się w pełnej zgodzie z lokalnymi przepisami prawnymi. Wpłacenie pieniędzy na odpowiednie konto, wniesienie dodatkowej opłaty administracyjnej, wypełnienie formularza i już. Dla pozorów i spełnienia drogi urzędowej trzeba oczywiście trochę poczekać. Nowy paszport przecież chwilę się drukuje. To tyle z niedogodności. I już ma się obywatelstwo jednej z rajskich wysepek na Karaibach.

Kancelaria od paszportów

Londyńska dzielnica Mayfair to jedno z najbardziej ekskluzywnych miejsc na świecie. Kiedyś stały tam miejskie rezydencje najpotężniejszych rodów brytyjskiego imperium. Czasy się zmieniły, więc dziś łatwiej spotkać tam rosyjskiego oligarchę czy arabskiego potentata naftowego. Jedno pozostało – to adres wielkich fortun i olbrzymich wpływów. Tam też mieści się główna siedziba kancelarii CS Global Partners. To bardzo wyspecjalizowana firma prawnicza. Nie dla nich reprezentowanie klientów przed sądem, pomoc w fuzjach i przejęciach czy rozwody hollywoodzkich gwiazd. Oferują tylko jedną usługę – pośrednictwo w uzyskaniu obywatelstwa kilku egzotycznych krajów. I jeżeli ich adres i siedziba ma być jakimkolwiek wyznacznikiem, to klientów im nie brakuje. Nic dziwnego. Funkcjonują jako oficjalny partner rządów trzech karaibskich państw – St Kitts oraz Nevis, Dominiki (nie mylić z Dominikaną), a także Grenady. Te trzy kraje są dla większości z nas kompletnie nieznane. Nawet jako cele wakacyjnych wypraw w rejon Karaibów zwykle Polacy wybierają kraje, do których jest bezpośrednie połączenie lotnicze z Warszawy – Dominikana albo Kuba.

Kto korzysta z takich usług? Lista klientów jest oczywiście tajemnicą. Wiadomo jednak, że jest wśród nich sporo naszych wschodnich sąsiadów. O dużej ilości klientów z Rosji świadczy fakt, że CS Global Partners powołało specjalny, stały zespół do spraw Rosjan i obywateli innych państw byłego ZSRR. Dla tamtejszych oligarchów poparcie niewłaściwych (czyli przegranych) polityków, mogło kończyć nie tylko karierę, gdyby zdecydowali się pozostać w swoim kraju. Oczywiście, chęć ukrycia się przed nieprzychylnymi działaniami rządów, służb czy urzędu podatkowego nie musi być jedynym powodem, by szukać podwójnego obywatelstwa na tych rajskich wyspach. Poszczególne państwa mają podpisane umowy o ruchu bezwizowym z niektórymi krajami, do których obywatele RP mają utrudnione podróżowanie. Z paszportem St Kitts i Nevis można pojechać do 130 innych krajów i terytoriów. Większość listy pokrywa się z tą, która jest dostępna na polskich dokumentach, ale dla niektórych ciekawą perspektywą może być swobodne przekraczanie granic państw Afryki, takich jak Botswana, Gambia, Kenia czy Lesotho, a z państw geograficznie bliższych – Kosowo. W krajach afrykańskich specjalizuje się także Dominika. Są to chociażby Tanzania, Belize, Burundi czy Namibia. Jeżeli chodzi o Grenadę, to spośród 120 bezwizowo dostępnych krajów, z pewnością najbardziej interesujące są Chiny.

Młode państwa w potrzebie

Jak duża część państw karaibskich, St Kitts i Nevis nie ma długiej historii. Niepodległość uzyskał dopiero w 1983 r. Od samego początku jest demokracją parlamentarną i członkiem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Głową państwa jest królowa Elżbieta II. Populacja obu tworzących kraj wysp liczy zaledwie 54 tys. ludzi. Nie jest zaskoczeniem, że większość dochodu narodowego daje turystyka. Jest ona szczególnie ważna po zamknięciu całego przemysłu cukrowniczego na wyspie w 2005 r. Rząd uznał, że czas, by budżet nie był zależny od jednego zaledwie produktu i stworzył Fundusz Dywersyfikacji Przemysłu Cukrowego. Tak jest – właśnie w ten fundusz należy zainwestować, by zostać obywatelem St Kitts i Nevis. Koszt takiej przyjemności to 250 tys. USD. Zapewnienie obywatelstwa nie tylko sobie, ale i innym członkom rodziny to dodatkowe 50 (do trzech kolejnych osób) lub 100 tys. USD (do pięciu dodatkowych). Do tego opłata administracyjna w wysokości 7,5 tys. USD plus kolejne 4 tys. za każdego członka rodziny powyżej 16. roku życia. Drugą opcją jest zakup nieruchomości z listy stworzonej przez rząd. Poświęcić na to trzeba minimum 400 tys. USD – teoretycznie niezależnie od wielkości rodziny, ale tu dochodzi kolejna opłata administracyjna – 50 tys. USD i kolejne 25 tys. na członka rodziny. Inwestycję można odsprzedać po przynajmniej pięciu latach. Oczywiście obywatelstwa wówczas się nie traci.

Wyspiarskie państwo było pierwszym na świecie, które wprowadziło w życie program zakupu podwójnego obywatelstwa. Zrobiło to już na rok po uzyskaniu niepodległości. Rząd zapewnia „całkowitą dyskrecję w sprawie nadanego obywatelstwa, zapewnia, że fakt posiadania obywatelstwa nie będzie ujawniony innym podmiotom” (to cytat z ich własnej oferty) – w domyśle także innym rządom, służbom, Interpolowi i podobnym organizacjom.

Grenada większości z nas będzie się kojarzyć z przerabianym w szkole wierszem Mickiewicza. I oczywiście będzie to błędne tym razem skojarzenie, bo nas teraz interesuje nie miasto w Hiszpanii, ale położone na Antylach Mniejszych państwo o tej samej nazwie. Z populacją liczącą trochę ponad 100 tys. mieszkańców Grenada nie należy do światowych gigantów. Niepodległość uzyskała w 1974 r. W 1983 r., po przejęciu władzy przez marksistów wojska USA postanowiły pokazać, że nie należy odchodzić od dotychczasowych form rządów, bo może skończyć się nagłym wzrostem ilości ludzi w zielonych mundurach i z karabinami M16. Udzieliwszy tej lekcji demokracji, Jankesi poszli sobie do domu. Od tego czasu kraj jest uznawany za stabilny politycznie.

Grenadyjski program obywatelstwo za inwestycje jest dość nowy. Odpowiednie regulacje prawne weszły w życie dopiero trzy lata temu. Jak najbardziej przyjazny dużym rodzinom, powinien spodobać się wszystkim beneficjentom naszego 500+. Wartość wymaganej inwestycji w „Fundusz Odbudowy Narodowej” jest właściwie stała i wynosi 200 tys. USD. Dopiero, jeżeli ktoś planuje uzyskać obywatelstwo dla większej ilości członków rodziny niż czwórka (licząc ze sobą), będzie musiał dołożyć dodatkowe 25 tys. USD. Opłaty administracyjne wynoszą 6,5 tys. USD za osobę dorosłą, 2,5 tys. za dziecko powyżej 11. roku życia i 500 USD za jeszcze młodsze pociechy. Podobnie jak w poprzednim przykładzie jest też możliwość inwestycji w wybrane przez rząd nieruchomości. Koszt to 350 tys. oraz dodatkowa opłata administracyjna w wysokości 50 tys. USD.

Dominika przestała być brytyjską kolonią w 1978 r. To jeden z najsłabiej rozwiniętych krajów tego – przyznajmy, dość biednego – regionu. Gospodarka jest oparta na rolnictwie i turystyce, jednak coraz większe znaczenie ma bankowość typu offshore. Co ważne, udało się tutejszym bankom jak dotąd uniknąć wpisania na czarną listę OECD.

Program umożliwiający uzyskanie obywatelstwa za inwestycje wprowadzono w 1993 r. Tu inwestuje się w Fundusz Dywersyfikacji Ekonomicznej. 200 tys. USD, jeżeli chce się włączyć do programu małżonka i dzieci (plus 50 tys. za każde powyżej drugiego). Z samym mężem lub żoną trzeba zapłacić 175 tys. USD, a jeżeli ma się zamiar rozpocząć kompletnie nowe życie – np. z czekającą już na miejscu atrakcyjną Karaibką – zaledwie 100 tys. USD. Opłaty administracyjne to 11,5 tys. USD za osobę dorosłą i 7 tys. za dziecko powyżej 16. roku życia. Opcja z nieruchomościami też jest oczywiście dostępna – to 200 tys. USD oraz dodatkowa opłata administracyjna 50 tys. USD i kolejne 25 tys. za każdą dodatkową osobę.

Obojętnie który z tych krajów najbardziej przypadnie klientowi do gustu, oferta ma takie same główne punkty: nie ma konieczności poznania języka urzędowego w jakimkolwiek stopniu, nie jest wymagane doświadczenie biznesowe, nie ma potrzeby przeprowadzania rozmowy z urzędnikiem imigracyjnym ani też jakiejkolwiek konieczności odwiedzenia kraju – ani przed złożeniem wniosku, ani po przyznaniu obywatelstwa. Nie należy jednak się łudzić, że nie ma żadnego sita. Oczywiści przestępcy już poszukiwani za twarde zbrodnie międzynarodowymi listami gończymi nie mają na co liczyć. Także poszukiwani przez rząd USA – większość wyspiarskich krajów łączą z Wujem Samem specjalne relacje (niektóre udostępniają swoje terytorium na bazy US Navy). Tutaj te kilkaset tysięcy dolarów nie przekona rządzących do narażenia się na niezadowolenie wielkiego sąsiada. Jeżeli jednak te szczególne okoliczności nie dotyczą aplikanta, a jego problemy z prawem dotyczą np. różnicy zdań ze swoimi władzami co do konieczności płacenia podatków – nie ma czym się przejmować.

Autor

Poprzedni artykułPrzychodzi Jan Bury do inwestora
Następny artykułSzkodliwa umowa

Najnowsze