21.6 C
Warszawa
niedziela, 26 czerwca 2022

Antykorupcyjna rewolucja Xi Jinpinga

Koniecznie przeczytaj

Transformacja ekonomiczna i skok w globalizację wywołały szok mentalnościowy elit, który zwykło określać się mianem gigantycznej korupcji.

Od rozpoczęcia kampanii antykorupcyjnej w Chinach aresztowano, usunięto z zajmowanych stanowisk lub partii ponad 100 tys. osób. Na biurokrację i komunistycznych funkcjonariuszy padł blady strach, bo Pekin jest niezwykle konsekwentny i za kraty trafiają najbardziej zaufani towarzysze. Nic dziwnego, że działania dyscyplinujące wobec elit władzy i biznesu są porównywane do rewolucji kulturalnej. Obecny przewodniczący republiki Xi Jinping z rozmachem wielkiego poprzednika Mao Zedonga wypala gorącym żelazem największą plagę chińskiej transformacji – korupcję. Stawką jest los kluczowych reform, bez ich powodzenia kraj wkroczy w okres społecznej i gospodarczej niestabilności. Tylko realizacja „chińskiego marzenia” pozwoli Chinom utrzymać mocarstwowy status, a przewodniczącemu Xi – ster rządów.

Uderzać w tygrysy i muchy


ż to jest 100 tys. ofiar w porównaniu z chińską populacją liczącą 1,3 mld osób? Przy tym od chwili proklamowania w 1948 r. Chińskiej Republiki Ludowej, tamtejsze społeczeństwo było przedmiotem licznych eksperymentów komunizmu. Ojciec – założyciel ChRL Mao Zedong był autorem lewackiej koncepcji skoku ekonomicznego. W jego trakcie, a więc w latach 1958–1966 życie straciło od 40 do nawet 60 mln Chińczyków, z których większość zmarła w wyniku klęski głodowej. Mao nie zapominał o elitach władzy, inicjując rozprawę z opozycją. Kampania znana w historii pod hasłem „niech rozkwita sto szkół, niech rozkwita sto kwiatów” doprowadziła chińską inteligencję do nieomal pełnego unicestwienia. Nic dziwnego, że po jego śmierci nastąpił kilkuletni okres walk partyjnych frakcji o władzę. Dopiero aresztowanie i osądzenie tzw. bandy czworga, czyli najbliższych współpracowników Mao, w tym jego żony, stworzyło warunki dynamicznego rozwoju gospodarczego. W 1983 r. ówczesny przywódca Chin Deng Xiaoping ogłosił czas stabilizacji społecznej, która uruchomiła mechanizm niesłychanego w historii odrodzenia, opartego wszakże na tradycjach tysiącletniej cywilizacji oraz kultury. Pod kierownictwem Deng Xiaopinga, zwanego ojcem chińskiego cudu gospodarczego, kraj wszedł w okres nieprzerwanej do dziś prosperity. Jednak rewolucji gospodarczej nie towarzyszyła polityczna liberalizacja, dlatego rządy sprawuje nadal partia komunistyczna. Dysonans pomiędzy ideologią marksizmu a rzeczywistością tylko się powiększał, prowadząc do zagubienia tej pierwszej w morzu pokus materialnych, którym cały czas podlegał aparat biurokratyczny i partyjny. Nazywając rzecz po imieniu, transformacja ekonomiczna i skok w globalizację wywołały szok mentalnościowy elit, który zwykło określać się mianem gigantycznej korupcji. Czy centralne władze w Pekinie zdawały sobie sprawę, że niejako hodują na własnym łonie stugłową hydrę? Tak, ale wszelkie wahania znikały, gdyż celem strategicznym były parametry wzrostowe, wywołujące dobrze znane zjawisko spoglądania na świat przez różowe okulary. Gdy obecny przewodniczący (prezydent) ChRL Xi Jinping zdał sobie sprawę z rozmiarów narodowego nieszczęścia, było już zbyt późno, aby ograniczyć się półśrodkami lub działaniami pozorowanymi. Dlatego ogłosił rozpoczęcie działań antykorupcyjnych o niebywałej w kapitalistycznej historii Chin skali i równie surowych metodach. Aby upewnić społeczeństwo oraz skorumpowane elity w powadze sytuacji, nazwał narodowe oczyszczenie kampanią uderzenia w tygrysy i muchy. Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko zero tolerancji dla korupcji w każdym wymiarze szkodliwości, oraz na każdym szczeblu systemu zarządzania gospodarką i państwem. Bo tak naprawdę Chiny znalazły się pod tym względem na progu przepaści.

Diagnoza


Chiny z tysi
ącleciami funkcjonowania biurokratycznego aparatu władzy i zarządzania wytworzyły równie specyficzną kulturę kontaktów międzyludzkich, w tym urzędowych i biznesowych. Odmienność Chin polega także na wielkości terytorium, ogromnej i wielonarodowej populacji, a o tym ostatnim szczególe na ogół się zapomina. Kraj był zatem silny elitami regionalnymi, ponieważ centralna władza w Pekinie zawsze musiała działać poprzez lokalnych plenipotentów. Natomiast elity komunistyczne, które i dziś znajdują się u steru rządów, ukształtowało działanie w konspiracji. Najpierw z powodu szykan i prześladowań ze strony legalnej władzy, a następnie w toku japońskiej okupacji i toczonej ze zmiennym powodzeniem wojny domowej. Wszystko razem przyczyniło się do wytworzenia nieformalnych powiązań, które dziś są znane jako nomenklaturowe klany. Paradoksalnie, ale typowym przykładem jest sam prezydent. Jego ojciec był bliskim współpracownikiem Mao Zedonga, a po proklamowaniu ChRL zajmował poczesne miejsce w areopagu władzy, jako członek komitetu centralnego partii i wicepremier. Mimo że i syn i ojciec byli represjonowani w okresie rewolucji kulturalnej Mao, nie utracili wiary w komunizm i odbudowali swoją wpływową pozycję w państwie. Zatem gdy na początku lat 80. Deng ogłosił marsz Chin ku kapitalizmowi, taka właśnie klanowa nomenklatura partyjna szybko zjednoczyła się z nowymi biznesmenami i technokratami. To bowiem od partyjnych biurokratów zależały najważniejsze decyzje. Tym bardziej że Pekin za wszelką cenę starał się odbudować narodową gospodarkę, a w tym celu przyznał regionom kraju olbrzymi zakres samodzielności. Zadanie poprawy sytuacji bytowej społeczeństwa na poziomie lokalnym można było osiągnąć tylko jednym sposobem, poprzez przyciągnięcie zagranicznych inwestycji. A to otwierało szerokie możliwości korupcyjne. Oczywiście partia cały czas apelowała o zachowanie czujności i czystości w swoich szeregach, a nawet podejmowała pewne działania. Tyle że miały one charakter pokazowy i sprowadzały się do procesów typowych kozłów ofiarnych, zadenuncjowanych przez lokalne układy, jako osoby niepożądane. Z drugiej strony, skoro Deng rzucił narodowe hasło: Chińczycy bogaćcie się, do dzieła przystąpili wszyscy, w tym aktyw partyjny, który miał wszelkie szanse pierwszym przekuć słowa w czyny. Takim sposobem korupcja poraziła wszystkie szczeble i działy machiny państwowej Chin. Do takiego stopnia, że choć mało kto o tym wie, spora część postulatów studenckich demonstracji, jakie w 1989 r. zostały spacyfikowane na pekińskim Placu Niebiańskim, dotyczyła ukrócenia łapówkarstwa oraz zrównania praw edukacyjnych i ekonomicznych dla wszystkich Chińczyków. I jakkolwiek chińscy komuniści krwawo przecięli możliwość jakiegokolwiek dialogu pomiędzy obywatelami i władzą, czyli politycznej liberalizacji, to zaoferowali swój wariant społecznego paktu. Zgodnie z nim partia zapewniała warunki stałego wzrostu gospodarczego i indywidualnego bogacenia, a w zamian za to społeczeństwo przymykało oczy na korupcję funkcjonariuszy państwa.
Obywatelski pakt zaczął trzeszczeć w szwach pod koniec pierwszej dekady XXI w. Złożyły się na to dwa czynniki. Po pierwsze, wyczerpuje się dotychczasowy model wzrostu gospodarczego. Produkcja, a raczej gigantyczna manufaktura kompletująca produkty zagranicznych technologii, w jaką zamieniły się Chiny, przesyciła światowy rynek. Po drugie, mimo cenzury państwa w środkach masowego przekazu rozpowszechnienie dostępu do trudno kontrolowalnych, elektronicznych nośnik
ów informacji umożliwiło jej lepszy, oddolny obieg. A zatem Chinom zagroziła kumulacja negatywnych czynników ekonomicznych i politycznych, bo dotychczasowy wzrost PKB nie wyeliminował nierówności społecznych, a wręcz je spotęgował. Z drugiej strony, ideologiczne hasła równości i sprawiedliwości, pękły jak mydlane bańki pod wpływem skandali ujawnianych w Internecie. Jednym słowem, na początku obecnej dekady Chiny, choć z ogromnym kapitałem i bez żadnych wątpliwości pozytywnym dorobkiem ostatniego trzydziestolecia, stanęły jednak na gospodarczym, politycznym i społecznym rozdrożu.  Bezpośrednim zaś sygnałem do rozprawy z korupcją stał się skandal z udziałem syna wysoko postawionego funkcjonariusza partyjnego, jaki został upubliczniony w sieci. Latorośl szefa kancelarii poprzedniego prezydenta Hu Jintao, w wieku 23 lat rozbiła się śmiertelnie na pekińskiej ulicy w luksusowym Ferrari. Można tylko współczuć, tyle że młodzieniec kierował samochodem nago, bo był pod wpływem narkotyków i alkoholu, a wraz z nim zginęły także dwie młode kobiety, również niekompletnie ubrane. Nie to jednak było przyczyną zbiorowego oburzenia Chińczyków, tylko dysproporcja pomiędzy śmiesznymi, oficjalnymi dochodami kierowcy, a wartością samochodu. Ten właśnie przypadek uświadomił ponoć przewodniczącemu Xi rozmiar korupcji, która przeżarła wszystkie, nawet najwyższe szczeble władzy, a tym samym konieczność bezwzględnego przeciwdziałania złu.

Gwardia i książęta

Jeśli początkowo partyjna biurokracja usiłowała robić dobrą minę do złej gry i zająć pozycję przeczekującą, to metody i zasięg kampanii szybko pozbawiły chińskie elity jakichkolwiek iluzji. Strategia uderzeń w tygrysy i muchy została obliczona na wywarcie mocnego efektu psychologicznego. Biurokraci mieli zacząć się bać i tak się stało. Co do metod to są niezwykle klarowne. Prezydent powołał specjalną formację śledczą o szerokich kompetencjach, której nazwę można przetłumaczyć jako Centralna Komisja Weryfikacji Dyscypliny (CKWD). Niegdyś zajmowała się ideologiczną czystością w szeregach partii komunistycznej liczącej ok. 90 mln członków. Obecnie sformowane przez komisję brygady antykorupcyjne wkroczyły praktycznie do wszystkich ministerstw i urzędów państwowych, nie omijając służb specjalnych i armii. Wspólna procedura działania przewiduje odbiór sygnałów o nieprawidłowościach, zaliczanych do bardzo elastycznej kategorii naruszenia partyjnej dyscypliny. Dokładniej chodzi o łapówkarstwo, niemoralne prowadzenie, niedbałość w wykonywaniu obowiązków służbowych, nadużywanie stanowiska, itp. Rezultatem wszczętego postępowania mogą być nagany o różnej formie dolegliwości, obniżenie stanowiska i degradacja, wreszcie wykluczenie z partii i usunięcie z pracy na podstawie opinii o nieprzydatności. Ostatnie postanowienia są praktycznie równoznaczne z uruchomieniem postępowania karnego, czyli oskarżeniem i tymczasowym zatrzymaniem, aż do wyjaśnienia. Na tym etapie losy pechowców przejmuje w swoje ręce ludowa prokuratura – cywilna lub wojskowa. Jeśli urzędnik nie jest członkiem partii, procedura postępowania jest identyczna za wyłączeniem komponentu odpowiedzialności w tym zakresie. Zgodnie z chińskim kodeksem karnym, jeśli oskarżony dopuścił się szkody na sumę przewyższającą 100 tys. juanów (ok. 15 tys. dolarów), grozi mu kara od 10 lat do dożywotniego więzienia. W przypadku zaistnienia szczególnych okoliczności obciążających prawo dopuszcza wyrok śmierci. Brzmi groźnie, a jak jest w praktyce?
Najgłośniejsze dotąd przypadki dotyczyły dw
óch wysoko postawionych urzędników partyjnych. Pierwszym był Bo Xilai, członek biura politycznego KPCh i pierwszy sekretarz ważnego ośrodka przemysłowego Chongqingu. Miasto, którym kierował skorumpowany aparatczyk, należy do tzw. czterech miast wydzielonych, pomyślanych jako szczególnie ważne centra nauki i rozwoju, a w tym konkretnym przypadku, także ważny port handlowy na rzece Jangcy. Proces Bo zawierał wątki czysto kryminalne, ponieważ żona urzędnika została oskarżona o zabójstwo brytyjskiego partnera biznesowego na tle nieporozumień finansowych. Główny oskarżony jest przykładem szybkiej kariery w ramach chińskiego kapitalizmu państwowego, a co najbardziej paradoksalne zasłynął, jako nieustraszony i na dodatek skuteczny bojownik walczący z korupcją na własnym terenie. Działalność antykryminalna Bo stanowiła właściwą przepustkę do krajowej kariery partyjnej. W 2013 r. został skazany oficjalnie na karę śmierci za przestępstwa korupcyjne, z prolongatą terminu egzekucji, co zgodnie z chińską praktyką prawną oznacza faktyczną karę dożywotniego więzienia. Kolejnym z głośnych oskarżonych stał się Ling Jihuan, szef kancelarii i doradca byłego prezydenta Hu Jintao, a zarazem ojciec pechowego kierowcy ferrari. Ling został także skazany na karę dożywotniego więzienia pod zarzutem korupcyjnym. Najważniejszy pozostaje fakt, że obaj wysocy biurokraci wywodzą się z uprzywilejowanych klanów nomenklaturowych, cieszących się kuratelą poprzednich prezydentów kraju. Ich procesy i wyroki stały się swoistymi sygnałami ostrzegawczymi dla elit najwyższego szczebla. Jeśli zaś chodzi o tzw. starą gwardię, to czystki nie ominęły także najważniejszych struktur siłowych Chin, czyli służb specjalnych i armii. Rosyjski ekspert wojskowy Wasilij Kaszyn twierdzi, że działania prezydenta mają w tym zakresie charakter wręcz synchroniczny. Pod zarzutami korupcyjnymi zdymisjonowano trzygwiazdkowych generałów dowodzących logistyką sił zbrojnych oraz wywiadem wojskowym i bezpieczeństwem wewnętrznym armii, czyli kluczowymi strukturami Zarządu Politycznego. Równolegle zdymisjonowano szefa Centralnego Biura Ochrony, zajmującego się inwigilacją elit władzy. Jakby tego było mało, stanowisko stracił jeden z szefów ministerstwa bezpieczeństwa. Czystki, choć bardziej honorowe dosięgły szeregu innych przedstawicieli chińskiej generalicji. Jednak, jak twierdzi Douglas H. Paal z Centrum Carnegie, obecne zmiany cieszą się poparciem średniego i młodszego korpusu oficerskiego. Ten szczebel sił zbrojnych był źródłem niezadowolenia związanego właśnie z korupcją, a dokładniej z koniecznością kupowania wyższych stopni wojskowych. W armii rósł sprzeciw wobec przydzielania intratnych i perspektywicznych stanowisk klientom generalskich klanów. Jak mówi D.H. Paal: jeśli przejechać się przez północno-wschodni Pekin, to można zobaczyć pyszne domy generałów, a za parkanami tych rezydencji – ujrzeć Bentleye i Lamborghini. To widoczne dowody, że handlowali funkcjami w Głównym Zarządzie Politycznym lub równie nielegalnie oddawali w arendę wyposażenie, personel i nieruchomości armii znajdujące się na stanie Zarządu Logistyki. Trudno, aby niżsi stopniem nie patrzyli na to z odrazą i to od pułkowników wyszło zapotrzebowanie na czystki skierowane pod adresem prezydenta. W ocenie Paala weryfikacja kadr kierowniczych armii i służb bezpieczeństwa jest kluczową częścią kampanii antykorupcyjnej, a co najważniejsze toczy się bardzo szybkim tempie. Czystki dotykają nie tylko starej gwardii, ale tak zwanych książąt, czyli drugiego pokolenia nomenklatury. Chiny są bowiem państwem, w którym stanowiska i władza przechodzi z tytułu rodzinnego następstwa w ręce dzieci i młodszych krewnych. Z tym że chińska złota młodzież wiąże swoją przyszłość z biznesem. Dlatego prezydencka komisja weryfikacyjna uderzyła już w zeszłym roku w największe i kluczowe dla gospodarki koncerny państwowe. W ten sposób najbliżsi krewni byłych premierów i członków biura politycznego opuścili zarządy takich gigantów jak China Power International Development, China Telecom, czy jednego z liderów rynku ubezpieczeń AnbangInsurance, wsławionego zakupem międzynarodowej sieci hoteli Waldorff Astoria. Oczywiście przykłady można mnożyć, bo tylko w 2016 r. do aresztów trafiło 1,5 tys. urzędników. Wobec kolejnych kilkudziesięciu tysięcy toczą się postępowania wyjaśniające. Powołując się na zachodnie opinie prasowe, chińska biurokracja zamarła, bojąc się podejmować jakiekolwiek decyzje, które mogą zostać uznane za epizod przestępczy. Jak oceniają ekonomiści, dotychczas kampania antykorupcyjna kosztowała Chiny 1,5 proc. PKB, w postaci niezrealizowanych inwestycji i kontraktów, ale głównie z powodu załamania rynku usług i dóbr zaliczonych do luksusowych. Jednak prezydent kontynuuje swoje działania z taką determinacją, która rodzi pytanie o inny niż tylko moralny zamysł.


Gospodarka i polityka


Oczywi
ście naiwnością byłoby sądzić, że Xi Jinping nie kieruje się rachubami politycznymi. Uderzenia antykorupcyjne są skierowane przeciwko konkurencyjnym klanom nomenklaturowym, związanym z personami niewchodzącymi w obecny krąg decyzyjny. Nie można zapominać, że KPCh stanie niebawem przed procedurą wyboru kręgu potencjalnych następców obecnego przewodniczącego. Nic dziwnego, że Xi Jinping dąży do zapewnienia kontynuacji władzy swoich protegowanych, osłabiając partyjną opozycję. A jednak sprowadzanie ostrza kampanii do czystek personalnych byłoby znaczącym uproszczeniem problemów, przed jakim stoją Chiny, a które wywołały kampanię antykorupcyjną. Na przykład skazany na karę śmierci, Bo Xilai propagował powrót do maoizmu, jako metodę utrzymania partyjnych rządów i receptę na wszystkie bolączki trapiące Państwo Środka. Ale elitarna dyskusja ideologiczna jest tylko odzwierciedleniem stanu gospodarki i społeczeństwa. Faktycznie, prezydent stoi przed zadaniem utrzymania monopolu władzy komunistów. W Chinach narasta niezadowolenie społeczne z nikłych rezultatów konsumpcyjnych wzrostu gospodarczego. W opłakanym stanie jest ekologia, systemy opieki zdrowotnej i ubezpieczenia socjalne, dlatego klasa średnia, która wchodzi na drogę emancypacji, może postawić przed władzami postulaty polityczne. A przecież Pekin w strasznym śnie widzi przed sobą scenariusz radziecki, to jest skutki politycznej liberalizacji prowadzące do wewnętrznego rozpadu państwa. Na dodatek Chiny wyczerpują dotychczasowy model wzrostu ekonomicznego. Dane o nietrafionych inwestycjach i coraz bardziej ograniczonym stopniu wykorzystania rozbudowanych mocy przemysłu, szczególnie ciężkiego, tylko potwierdzają taką diagnozę. W związku z tym przewodniczący Xi Jinping sformułował program reform strukturalnych, w których zadanie wzrostu gospodarczego przypadło wewnętrznej konsumpcji. W uproszczeniu oczywiście, bo aby ten stan osiągnąć, przewidziano szereg zmian na czele ze stymulacją migracji wewnętrznej do ośrodków miejskich, poprawą stanu ekologicznego, komunikacji, budownictwa, a przede wszystkim wykreowaniem ogromnej klasy średniej, lojalnej wobec państwa. Drugim, nie mniej ważnym wektorem jest odejście przemysłu od stanu zachodniej manufaktury, do gospodarki wysokich technologii i wysoko przetworzonych towarów. Trzecim filarem jest zbyt takiej produkcji poza rynkiem wewnętrznym, czemu służy inicjatywa Jednego Pasa – Jednej Przestrzeni Ekonomicznej (handlowej i tranzytowej) pomiędzy Chinami i Europą poprzez Azję Środkową i Bliski Wschód. Wszystko razem przyniesie wzmocnienie władzy partii komunistycznej, która takimi reformami proponuje chińskiemu społeczeństwu nowy wariant paktu lojalnościowego. Nie będzie to łatwy czas dla Chin, bo nawet dysponując największymi na świecie kapitałami inwestycyjnymi, zmiany w tej skali będą dla obywateli bolesne z socjalnego punktu widzenia. Z drugiej strony, Pekin uruchamia naprawdę ogromne środki finansowe, tak na inwestycje, jak i projekty restrukturyzacyjne oraz osłonowe. Na przykład szacunkowy wkład chiński w Jeden Pas wyniesie ok. biliona dolarów. Unowocześnienie przemysłu ciężkiego to 240 mld dolarów, z czego 10 proc. to środki przeznaczone na zmianę profesji przez redukowanych pracowników. Tylko państwowe korporacje zamierzają zwolnić do 20 proc. personelu biurowego, a wszystko to w warunkach powolnej, acz odczuwalnej redukcji tempa wzrostu PKB. Trudno się dziwić chińskiemu przywódcy, że przy megareformach i adekwatnych do potrzeb finansach, myśli o efektywnym przebiegu zmian i racjonalnym wydatkowaniu środków. Trudno się dziwić, że kampania antykorupcyjna jest najważniejszym przedsięwzięciem przygotowawczym, niezbędnym z punktu widzenia przyszłości i powodzenia Chin. Xi Jinping ma poczucie odpowiedzialności za państwo oraz własną przyszłość i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. O przedłużenie władzy ponad ustaloną kadencję posądzać go nie można, choć czystki przysporzyły mu wielu wrogów. Wręcz przeciwnie, trzeba Pekinowi życzyć powodzenia, bo sytuacja jest taka, że to od wzrostu chińskiego PKB i stabilności finansowej tego kraju zależy w coraz większym stopniu powodzenie światowej, a więc także i polskiej gospodarki.

Autor

Najnowsze