8.7 C
Warszawa
niedziela, 25 września 2022

Papierowy tygrys

Koniecznie przeczytaj

Im więcej wicepremier Morawiecki mówi o wielkich ułatwieniach dla przedsiębiorców, tym mniej realnych działań rządu w tym zakresie.

Na wrześniowym wyjazdowym posiedzeniu klubu Prawa i Sprawiedliwości w Jachrance prezes PiS Jarosław Kaczyński polecił rządowi, aby zaczął skutecznie przedstawiać opinii publicznej swoje osiągnięcia. Według niego rządząca ekipa dokonała w ciągu roku swoich rządów naprawdę wiele, lecz nie potrafiła się tym odpowiednio pochwalić.

Wyhamowująca gospodarka?

Zintensyfikowany wysiłek w zakresie public relations stał się jednak w ostatnich dniach koniecznością, szczególnie gdy podane zostały najnowsze dane o wzroście produktu krajowego brutto. Wbrew rządowym prognozom w III kwartale wyniósł on zaledwie ok. 2,5 proc., co świadczyłoby o zauważalnym wyhamowaniu gospodarki. Bez wątpienia ogromny wpływ na ten spadek miało dokonane umyślnie przez Komisję Europejską zamrożenie środków z funduszy unijnych. Zablokowawszy kilka miliardów euro, urzędnicy skutecznie wyhamowali wiele projektów, których realizacja ma istotny wpływ na najważniejsze wskaźniki makroekonomiczne.
Wyrazów frustracji z tego powodu nie krył nawet Jarosław Kaczyński, który oprócz Brukseli za taki stan rzeczy obarczył winą także polskie samorządy, pozostające w wielu przypadkach w rękach opozycji. W wielu miastach świadomie opóźniano m.in. wypłaty z tytułu programu 500 plus, podobnie działo się także w przypadku wielu inwestycji realizowanych za środki unijne.

Kaczyński rozpędził się jednak nadmiernie w swojej krytyce, którą skierował także pod adresem przedsiębiorców związanych – jak się wyraził – z partiami opozycyjnymi, którzy „dzisiaj po prostu nie chcą podejmować różnego rodzaju przedsięwzięć gospodarczych, zyskownych, bo uważają, że lepiej zaczekać, że wrócą te dawne czasy”. Wypowiedź ta udowodniła, że najbardziej decyzyjna osoba w Polsce nie zamierza ułatwiać życia polskim przedsiębiorcom, lecz co najwyżej mamić ich obietnicami bez pokrycia. Jego antypatia wobec biznesu pozostaje na tak wysokim poziomie, że nie będzie skłonny do wprowadzenia żadnych istotnych zmian.
Specjalistą w zakresie obietnic bez pokrycia od ponad roku pozostaje wicepremier Mateusz Morawiecki. Zapowiadany od wielu miesięcy pakiet rozwiązań nazywany roboczo „Planem Morawieckiego” nie wyszedł na razie spoza sfery mało konkretnych założeń. W ostatnim czasie można nawet nabrać przekonania, że tak naprawdę „Plan Morawieckiego” stanowi swego rodzaju figurę retoryczną, po którą wicepremier sięga w sytuacji, gdy dane ekonomiczne stają się przedmiotem publicznej dyskusji oraz niepokoju.

Wieczne obietnice

Nie inaczej było przy okazji ogłoszenia najnowszych danych o wyhamowaniu tempa wzrostu gospodarki. Niemal natychmiast Morawiecki obwieścił w mediach wprowadzenie zmian, mających na celu ułatwienie życia przedsiębiorcom. Poprzednio zapowiedzi wielkich zmian i „uwolnienia gospodarki” miały miejsce w marcu i czerwcu, kiedy również toczono dyskusję na temat niższego, niż oczekiwano tempa wzrostu PKB. Sternik polskiej gospodarki zapowiadał wówczas wprowadzenie rewolucyjnych zmian, które uaktywnią polską przedsiębiorczość.
Symptomatyczne w szumnych zapowiedziach Morawieckiego było (i nadal pozostaje) to, że na dobrą sprawę ciężko jest się w nich doszukać jakiejkolwiek rewolucji lub radykalnego zerwania z dotychczasowym stosunkiem państwa wobec przedsiębiorców. Jako dobry przykład może tu posłużyć chociażby pakiet „100 zmian dla firm”, skierowany do małych i średnich przedsiębiorstw. Wśród wspomnianych 100 zmian znaleźć można wiele kosmetycznych poprawek, jak choćby lepszy dostęp do rejestru dłużników czy też skrócenie okresu obowiązkowego przetrzymywania akt pracowniczych, lecz brakuje jakiejkolwiek istotnej korekty obecnego stanu rzeczy (tj. redukcji stawek czy też drastycznego uproszczenia procedur podatkowych).

Pakiet „100 zmian dla firm” ma wprawdzie stanowić zaledwie początek zmian (w planach jest m.in. zmniejszenie liczby pozwoleń na wykonywanie działalności), lecz po ponad roku rządów PiS można mieć poważne obawy co do tego, czy faktycznie rola „Planu Morawieckiego” nie polega raczej na tworzeniu mylnego wrażenia, że rządzącej ekipie zależy na tworzeniu klimatu sprzyjającego przedsiębiorczości.
Bardzo prawdopodobna wydaje się także teza, że Mateusz Morawiecki jest traktowany instrumentalnie przez ścisłe kierownictwo PiS-u, które przecież dobrało go jako specjalistę spoza swojego grona. Jako były prezes jednego z największych polskich banków, jego rolę można odczytywać jako próbę zademonstrowania środowisku biznesowemu, że w rządzie znajduje się ktoś, komu bliska jest perspektywa przedsiębiorcy.
Ów przedstawiciel świata biznesu w socjalnym rządzie Prawa i Sprawiedliwości wywiązuje się na razie z roli listka figowego w dość sprawny sposób, o czym świadczą chociażby świeżo złożone deklaracje ułatwienia życia przedsiębiorcom. Morawiecki miał ku temu doskonałą okazję w czasie niedawnego Kongresu 590 w Rzeszowie. Zapowiedział tam m.in. złagodzenie przepisów prawa pracy, wprowadzenie działalności nierejestrowej, mniejszą uciążliwość kontroli w firmach oraz ochronę podatników przed zmianami interpretacji prawa (w czasie kontroli przedsiębiorca będzie mógł m.in. powołać się na interpretację indywidualną znalezioną w internecie).

Wszystkie te zmiany nie stanowią jednak żadnej istotnej rewolucyjnej zmiany. Morawiecki zapowiada, że pracownicy fiskusa mają być bardziej przyjaźni i partnerscy w relacjach z sektorem prywatnym, lecz na dobrą sprawę podobne deklaracje składali wszyscy ministrowie finansów po 1989 roku. Stworzenie „przyjaznego państwa” zapowiadała także Platforma Obywatelska, a ostatecznie nie udało jej się zmienić praktycznie nic.

Za rok zmiana

Najważniejsze zmiany, jakich powinien dokonać Morawiecki, powinny polegać na odważnych decyzjach radykalnie upraszczających i deregulujących prawnopodatkowe otoczenie, w którym funkcjonują polscy mali i średni przedsiębiorcy. Dotychczasowe osiągnięcia wicepremiera każą jednak wątpić, aby faktycznie kiedykolwiek zamierzał dokonać dla polskiej przedsiębiorczości czegoś, co choćby częściowo przypominałoby słynną ustawę Wilczka. Tym bardziej że mocodawca Morawieckiego po raz kolejny dał wyraźnie do zrozumienia, że nie darzy sektora prywatnego zbytnią sympatią.
Nierealność zapowiedzi wprowadzenia w życie tzw. konstytucji dla przedsiębiorców wzmacnia na dodatek fakt, że najbardziej potrzebne i odważne reformy rządzącym udaje się wprowadzić w życie w ciągu pierwszego roku po wyborach. Ten okres właśnie minął, a coraz bardziej zaniepokojony budżetem rząd Beaty Szydło nie będzie przez kolejne trzy lata skłonny do dokonywania żadnych znaczących zmian. Obecnie Prawo i Sprawiedliwość jest już myślami przy operacji utrzymania władzy po wyborach w 2019 roku.

Najbardziej jednak w wielkie plany przyniesienia ulgi małym i średnim przedsiębiorcom przez Morawieckiego każą jednak wątpić jego dotychczasowe decyzje. Oprócz utrzymania absurdalnie niskiej kwoty wolnej od podatku, zapowiedzi wprowadzenia jednolitego podatku czy też podwyższenia akcyzy na sprowadzane auta, wicepremier i minister finansów zaskoczył także ostatnio udzieleniem wsparcia zagranicznym potentatom motoryzacyjnym (m.in. Daimlerowi). Na dodatek główny gospodarczy strateg Prawa i Sprawiedliwości swoje pomysły opiera przede wszystkim na odgórnie tworzonych państwowych funduszach i spółkach. Jeszcze w 2015 roku Mateusz Morawiecki wyraził przekonanie, że wprowadzenie w życie jego osławionego planu pozwoli Polakom zarabiać tyle samo, co mieszkańcom państw zachodu Europy już za 15 lat. Po upływie roku nie widać nawet najmniejszych symptomów zapowiadanej zmiany na lepsze. Wicepremier przyjął perspektywę, w ramach której czeka go jeszcze co najmniej kilka lat rządów. Rzeczywistość może się zaś dla niego okazać o wiele bardziej brutalna. Z wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego wynika dość jasno, że nowy minister finansów ma mniej więcej rok na zbilansowanie budżetu poprzez zwiększenie dochodów budżetowych. Biorąc pod uwagę najbardziej prawdopodobny rozwój wydarzeń za rok nie będzie już wicepremiera Morawieckiego ani tym bardziej planu Morawieckiego, lecz nowy wicepremier, którego zadaniem będzie walka z przedsiębiorcami, którzy „dzisiaj po prostu nie chcą podejmować się różnego rodzaju przedsięwzięć gospodarczych”.

Autor

Najnowsze