1.9 C
Warszawa
czwartek, 8 grudnia 2022
Advertisement

Frankowe bezprawie

Koniecznie przeczytaj

Ministerstwo Sprawiedliwości przyznaje, że sądy orzekające w sprawach kredytów walutowych nie znają prawa.

Bankowy tytuł egzekucyjny był tytułem egzekucyjnym, na podstawie którego bank po uzyskaniu klauzuli wykonalności był uprawniony do wszczęcia postępowania egzekucyjnego. Bez procesu, bez rozprawy, wystarczył wniosek banku i sądy niemal z automatu uwzględniały wniosek o ściganie. Jako pozasądowy tytuł egzekucyjny, umożliwiał on bankom wszczęcie egzekucji wobec dłużnika bez pozywania go. Dzięki temu banki oszczędzały na opłatach sądowych. Ten sposób dochodzenia roszczeń był wyjątkowo korzystny, bo pozwalał oszczędzić czas. Co więcej, BTE opierał się na twierdzeniach i wniosku banku. Dzięki temu sprawa była niemal zawsze przegrana z punktu widzenia klienta banku. 14 kwietnia 2015 roku Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że przepisy ustawy Prawo bankowe ustanawiające instytucję bankowego tytułu egzekucyjnego były niezgodne z przepisami konstytucji. Chodziło o to, że uprawnienia banków naruszały zasadę równości stron wobec prawa. Ostatecznie BTE zniknął z polskiego systemu prawnego 25 września 2015 roku.

Banki straciły jedno ze swoich podstawowych narzędzi egzekucji wobec dłużników. Dla ich pełnomocników był to spory szok organizacyjny i prawny. Wydawało się, że sądy zaczną traktować zapisy w księgach rachunkowych banków jedynie jako stanowisko strony procesowej. Do niedawna dłużnik bankowy nie był w stanie podważyć tych zapisów. Dla klientów banków, jako słabszej strony, zapaliło się światełko nadziei. Jak się okazało na krótko.

Tryb nakazowy

Niektórych roszczeń można dochodzić w tzw. trybie nakazowym. Różni się on od zwyczajnego postępowania szybkością procedowania (z założenia – przypis red.). Zgodnie z przepisem art. 485 §1 k.p.c. „sąd wydaje nakaz zapłaty, jeżeli powód dochodzi roszczenia pieniężnego albo świadczenia innych rzeczy zamiennych, a okoliczności uzasadniające dochodzone żądanie są udowodnione dołączonymi do pozwu dokumentami”. Chodzi między innymi o: dokument urzędowy, zaakceptowany przez dłużnika rachunek, wezwanie dłużnika do zapłaty i pisemne oświadczenie dłużnika o uznaniu długu. Tak samo sąd wydaje nakaz zapłaty w przypadku wystawieniu przeciwko pozwanemu weksla czy czeku. Jednak zgodnie z treścią przepisu art. 485 §3 k.p.c. „Sąd może wydać nakaz zapłaty, jeżeli bank dochodzi roszczenia na podstawie wyciągu z ksiąg bankowych podpisanego przez osoby upoważnione do składania oświadczeń w zakresie praw i obowiązków majątkowych banku i opatrzonego pieczęcią banku oraz dowodu doręczenia dłużnikowi pisemnego wezwania do zapłaty. Przywołany przepis pozwala na wydanie nakazu zapłaty, który także jest tytułem egzekucyjnym uprawniającym do egzekucji. Co istotne, bank nie musi przedstawiać żadnych faktycznych dowodów istnienia długu wobec banku. Wystarczy zaledwie wyciąg z ksiąg rachunkowych banku.

Sprawę poruszył autor bloga „odfrankujkredyt.info” Adam Iganowicz. Według niego przepis art. 485 §3 k.p.c. jest niezgodny z konstytucją, ponieważ narusza konstytucyjną zasadę równości – podobnie jak uchylony już bankowy tytuł egzekucyjny. Przepis art. 32 ust. 1 Konstytucji RP stanowi, że „Wszyscy są wobec prawa równi”.  Zgodnie zaś z jej przepisem art. 76 „Władze publiczne chronią konsumentów przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi”. Z dniem 20 lipca 2013 roku księgi rachunkowe banków straciły moc dokumentu urzędowego. Do tego dnia zapisy w księgach bankowych było nawet trudno podważyć. W tej sprawie też wypowiedział się Trybunał Konstytucyjny, który uznał, że stawia to w wyjątkowo niekorzystnej sytuacji konsumenta i dlatego stwierdził, że przepisy te są niezgodne z Konstytucją. Słusznie zwrócono uwagę na to, że kształtowanie umów z zakresu czynności bankowych, ich wykonywanie oraz ustalanie wysokości wierzytelności względem klientów banku, nie podlega żadnemu nadzorowi publicznemu. Dlatego nie było żadnych prawnych przyczyn, aby wyciąg z ksiąg bankowych, który w istocie jest oświadczeniem banku, korzystał z uprzywilejowanej pozycji w postępowaniu sądowym. Co więcej, często to oświadczenie stanowiło wyłączną podstawę do ustalenia zobowiązania klienta banku. Gdy wydawało się, że rezygnacja z urzędowego charakteru rachunkowych ksiąg bankowych i likwidacja BTE przywrócą równowagę, sprawa wróciła niczym bumerang.

Przepis art. 485 §3 k.p.c. opiera się na nieaktualnym stanie prawnym, który przyznawał bankom uprzywilejowaną pozycję względem swoich klientów. Obecnie trwa dyskusja wśród prawników dotycząca sensu istnienia ww. przepisu. Klienci banków zrzeszeni w stowarzyszeniach konsumenckich twierdzą nawet, że przepis ten jest ostatnim niekonstytucyjnym przywilejem banków. Wskazują, że księgi handlowe każdej spółki (nawet tej z udziałem Skarbu Państwa) czy osoby fizycznej są traktowane jako dokumenty prywatne. Tymczasem prywatne dokumenty banku uprawniają sąd do wydania nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym. Sądy często nie sprawdzają istoty sporu powstałego między bankiem a konsumentem. Opierając się na oświadczeniu banku i dowodzie wysłania wezwania wystawiają nakaz zapłaty, który opatrzony klauzulą wykonalności stanowi podstawę do wszczęcia egzekucji.

Skutki regulacji

O co tak naprawdę chodzi? Po pierwsze o pieniądze. Gdy pełnomocnik banku decyduje się na dochodzenie roszczeń w trybie nakazowym, może liczyć na znacznie niższą opłatę od pozwu. Zamiast ustawowej ogólnej reguły opłaty w wysokości 5 proc. od dochodzonego roszczenia, bank musi zapłacić zaledwie ¼ tej wysokości. Drugim bardzo ważnym elementem jest to, że w zwykłym trybie dochodzenia roszczeń banki zaczęły przegrywać sprawy. Dlaczego? Otóż ich pełnomocnicy nie byli w stanie udowodnić wysokości roszczenia ani jego zasadności. Wystarczyło, aby pozwany klient zakwestionował sposób wyliczenia zobowiązania oraz jego zasadność, a ciężar dowodu przechodził na bank. Ten oczywiście nie zawsze był w stanie sprostać obowiązkom ciążącym na nim. Ogólną regułą postępowania cywilnego jest to, że to powód musi udowodnić istnienie dochodzonej wierzytelności, okoliczności jej powstania oraz wysokość. Zastosowanie trybu nakazowego zmienia reguły gry. Po uzyskaniu nakazu zapłaty przez bank, to jego klient musi złożyć zarzuty od nakazu. I tym samym, to na niego zostaje przerzucony ciężar dowodu. Tryb nakazowy stanowi też zagrożenie dla pozwanego, o którym mało się mówi. W postępowaniu cywilnym istnieje tzw. prekluzja dowodowa. Zgodnie z nią na samym początku postępowania należy wyłożyć wszelkie argumenty i dowody, jakie mamy. Dlatego istnieje ryzyko, że sąd oddali nasze późniejsze twierdzenia, gdy odniesiemy się tylko do szczątkowych twierdzeń banku zawartych w pozwie. W zarzutach od nakazu musimy niejako odkryć wszystkie swoje karty. Bank natomiast ma czas na ustosunkowanie się do nich i przyjęcie odpowiedniej linii ataku. Co więcej, z wniesieniem zarzutów wiąże się opłata. W przypadku osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej będzie to maksymalnie 1000 złotych. Jednak w przypadku przedsiębiorców opłata ta może być dużo większa. Na podstawie nakazu zapłaty wydanego w postępowaniu nakazowym bank może też uzyskać zabezpieczenie na naszym majątku. Chodzi nie tylko o nieruchomości, lecz także o rachunki bankowe, pensje czy inne środki, które może zająć. Gdy sąd przychyli się do wniosku banku, to w zasadzie nie stać nas będzie nawet na opłacenie zarzutów od nakazu.

Jak twierdzi autor bloga odfrankujkredyt.info Adam Iganowicz „Banki liczą, że w trybie nakazowym sąd mechanicznie wyda nakaz zapłaty, wręcz nie czytając samego pozwu, a sprawdzając jedynie, czy bank dołączył jako dowód wyciąg z ksiąg bankowych, który tak naprawdę nie jest dowodem na nic więcej ponad to, że komuś w banku coś się wydaje”.. Jak dodaje dalej: „Nakazy zapłaty są przez sądy nadal wydawane w sytuacji, gdy nic, poza wyciągiem z ksiąg bankowych, nie wskazuje na istnienie żadnego zadłużenia kredytobiorcy wobec banku. Wyciąg z ksiąg bankowych, zwykły wydruk na papierze «xero» z pieczątką i podpisem pracownika banku już dawno utracił status dowodu w postępowaniu cywilnym. Jest jedynie «dokumentem prywatnym». Sądy natomiast nadal często postępują tak, jakby ta wiedza była im po prostu obca”.

Gdzie jest państwo?

Jakiś czas temu informowaliśmy o sposobach walki z bankami, które udzielały kredytów we frankach. Zwracaliśmy uwagę na możliwe rozwiązania prawne oraz klauzule niedozwolone, które znajdują się w umowach kredytowych. Jak się okazuje, nie wszystkie sądy rozumieją nową sytuację prawną, która powstała w wyniku zmiany orzecznictwa oraz sytuacji gospodarczej. Minister sprawiedliwości otrzymał w tej sprawie petycję. Jej wniosek dotyczył zorganizowania cyklu pilnych szkoleń dla sędziów o tematyce ochrony konsumentów przed abuzywnymi postanowieniami stosowanymi w umowach przez instytucje finansowe. Główny zarzut dotyczył tego, że sądy nie znają prawa i wydają wyroki, które pozostają w sprzeczności nie tylko z innymi orzeczeniami, lecz także przepisami prawa. Ministerstwo Sprawiedliwości w odpowiedzi na petycję stwierdziło, że dostrzega doniosłość tej problematyki, zwłaszcza w umowach kredytowych. I wszystko byłoby na dobrej drodze do rozwiązania problemu, gdyby nie fakt, że kwestie klauzul niedozwolonych w umowach kredytowych będą przedmiotem szkolenia najwcześniej w 2018 roku. Data ta nie jest ostateczna, na razie jest to bowiem propozycja. To tak jakby Ministerstwo Sprawiedliwości stwierdziło, że zgadza się z autorami petycji, ale przez najbliższy rok nie będzie dla sędziów szkolenia w tej sprawie. Planowane w 2018 roku szkolenie ma objąć stosowanie klauzul niedozwolonych w umowach kredytowych, sądową kontrolę treści wzorców umownych pod kątem klauzul abuzywnych czy implementację do polskiego porządku prawnego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2014/104/UE. Według ministerstwa, potrzeba przeprowadzenia planowanego szkolenia ma charakter istotny. Czy zatem czeka nas rok pełen bezsensownych wyroków, które tylko skrzywdzą obywateli? Zdaniem resortu, obecne przepisy ustawy „Prawo o ustroju sądów powszechnych” gwarantują prawidłowość wydawanych orzeczeń.

Podsumowanie

Ministerstwo Sprawiedliwości zostawiło kredytobiorców samym sobie w walce z bankami, które zaczynają wykorzystywać postępowanie nakazowe tylko po to, aby nie przedstawiać zapisów umowy, które są niezgodne z przepisami prawa. Banki liczą, że część spraw zwyczajnie zamiecie się pod dywan. Natomiast sądy po raz kolejny ośmieszają się w oczach społeczeństwa. Bo jak wytłumaczyć fakt, że ludzie, którzy decydują o życiu innych, zarabiają krocie w porównaniu z resztą społeczeństwa, nie znając prawa? Przecież to wstyd, aby świadomy kredytobiorca miał większą wiedzę niż profesjonalni pełnomocnicy banków czy sędziowie. Tak często jest i jako konsumenci często sami musimy uświadamiać sąd o przepisach prawa czy najnowszej linii orzeczniczej. Niestety nie zawsze logiczne argumenty trafiają do sędziów, a przecież chodzi o orzeczenie, które położy się cieniem na całym naszym przyszłym życiu. Wszystko to każe zadać pytanie o to, czy żyjemy w państwie prawa.

Autor

Poprzedni artykułWkręceni we „Wkręconych”
Następny artykułPoker prezesa

Najnowsze