12.5 C
Warszawa
poniedziałek, 26 września 2022

Era inwigilacji

Koniecznie przeczytaj

Jak to robią zawodowcy

Ile państwo dowie się o nas z naszych telefonów?

Ministerstwo Cyfryzacji przygotowuje rozporządzenie pozwalające zbierać dane użytkowników aplikacji firm przewozowych. O ile sprawa wzbudziła spore kontrowersje, to Polska pod tym kątem jest jeszcze oazą spokoju. Znacznie dalej posunęła się m.in. Holandia i Hiszpania. W Hiszpanii Urząd Statystyczny INE w ramach eksperymentu śledzi zachowania użytkowników telefonów komórkowych. Rząd przekonuje, że ma to pomóc w ulepszaniu usług świadczonych przez instytucje publiczne (np. transport publiczny). Najwięksi hiszpańscy operatorzy otrzymają za pomoc niemałe pieniądze. Czy Europejczyków czeka era inwigilacji, jakiej dotychczas doświadczali np. Chińczycy?

Projekt 136
W 2020 roku w życie wchodzą nowe przepisy regulujące rynek usług transportowych. To pokłosie sporu między taksówkarzami a amerykańskim Uberem oraz chęci likwidacji szarej strefy. Nad rozporządzeniem do ustawy pracuje Ministerstwo Cyfryzacji. Jednym z kluczowych zmian jest powstanie specjalnej aplikacji, służącej do rozliczania opłaty za przewóz osób. Taki kompromis miał zastąpić kasy fiskalne i ograniczyć szarą strefę. Dziennikarze, którzy dotarli do projektu, odkryli jednak pewien zapis, do którego autorstwa nikt nie chce się przyznać. Chodzi o punkt, zgodnie z którym nowa aplikacja na telefony może zbierać dane o korzystających z przejazdów. Gdy resort został poproszony o komentarz ws. tego zapisu, obiecał, że zostanie on wykreślony. Jednak byli oficerowie SKW i AW pytani o komentarz tej sprawie nie mieli wątpliwości, kto mógł stać za jego powstaniem. – To narzędzie wygląda na zrobione wprost pod zapotrzebowanie służb – ocenił w wywiadzie dla TVN24 Grzegorz Reszka, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Gdyby punkt 4 projektu nr 136, bo o nim mowa, wszedł w życie, to państwo, które miałoby kontrole nad nową aplikacją, zbierałoby takie dane jak dane klienta, identyfikacja kierowcy, lokalizacja startowa i docelowa, pokonana odległość, czas rozpoczęcia i zakończenia przewozu, informacje o ewentualnych incydentach. Również dane karty płatniczej, którą regulujemy opłatę za przejazd, mogłyby być zapisywane. Ów punkt 4 nie precyzuje, do kogo miałyby trafiać te informacje. Nie jest tu mowa wprost o ministerstwie cyfryzacji, a o „uprawnionych podmiotach”, które dostęp do danych miałyby w „dowolnym czasie”. Co ciekawe – jeszcze zanim media zainteresowały się tajemniczym punktem nr 4, swoje wątpliwości zgłaszał np. wiceminister przedsiębiorczości Marcin Ociepa. Zwracał uwagę, że pozwala ona np. ustalić, gdzie klient mieszka. Były oficer AW, Marcin Faliński stwierdził wprost, że to rozwiązanie oszczędzałoby zasoby służb, które już nie musiałyby np. śledzić swojego celu. Dotychczas takie dane, do jakich dostęp dałaby nowa aplikacja, służby mogły zacząć pozyskiwać dopiero po zezwoleniu sądu, w ramach prowadzonego przeciwko komuś śledztwa.

Przykład z Zachodu
Władze Hiszpanii nie przejmują się natomiast eksperymentami ze śledzeniem własnych obywateli. Tamtejszy Urząd Statystyczny (Instituto Nacional de Estadística – INE) jest obecnie w trakcie badań zachowań Hiszpanów, za pośrednictwem telefonów. Według BBC trzech lokalnych operatorów ( Movistar, Vodafone i Orange – łącznie mają 78,7 proc. rynku) za współpracę z rządem otrzyma aż 500 tys. euro. Za te pieniądze hiszpańskie władze uzyskają dane z kilku dni w listopadzie, grudniu oraz na przełomie lipca i sierpnia przyszłego roku. – Dowiemy się na przykład, ile telefonów komórkowych znajduje się o godzinie 17:00 na określonej ulicy w dowolnym mieście liczącym ponad 15 tys. osób – wyjaśniał INE na stronie internetowej El Confidencial. Hiszpańskie władze dowiedzą się, np. jak i gdzie obywatele spędzają czas wolny i święta. Od strony technicznej badanie będzie wyglądało tak, że kraj zostanie podzielony na 3200 komórek, każda z co najmniej pięcioma tysiącami mieszkańców. Operatorzy dostarczą INE dane nt. tego, ile telefonów znajduje się w każdej komórce o różnych porach, gdzie podróżują, gdzie chodzą itd. Oficjalnie rząd twierdzi, że dane z eksperymentu będą wykorzystane do ulepszania publicznych usług – takich jak np. transport miejski. Z kolei operatorzy, którzy zdecydowali się na współpracę zapewniają, że użytkowników nie będzie można zidentyfikować. Hiszpańska państwowa telewizja RTVE przekonywała natomiast, że rządowi takie dane są potrzebne, by później stały się podstawą do ubiegania się przez samorządy o większe fundusze np. na ochronę zdrowia czy edukację. Jednak to, co wywołało spore zdenerwowanie Hiszpanów to sposób zachowania INE. Urząd Statystyczny poinformował obywateli o eksperymencie zaledwie miesiąc przed jego startem.

Jak to robią zawodowcy
To co zaczynamy obserwować w Europie to jednak i tak przedsmak tego, z czym na co dzień mierzą się chociażby mieszkańcy Chin. To, jak wygląda inwigilacja w Chinach, w swojej książce „Inteligencja sztuczna, rewolucja prawdziwa. Chiny, USA i przyszłość świata” opisuje Kai-Fu Lee. Lee to były szef Google na Chiny. A dane są zaskakujące. W przyszłym roku w liczących 1,4 miliarda obywateli Chinach na dwie osoby ma przypadać już jedna kamera. Dla porównania w 327-milionowych Stanach Zjednoczonych jest ich 50 milionów. Tak potężny system kamer pozwala swobodnie działać algorytmom wyłapujących np. poszukiwanych przestępców. Chiny są też światowym liderem w zakresie technologii rozpoznawania twarzy. Skanując twarz można np. wypłacać pieniądze z bankomatów czy płacić podatki. System ten potrafi też „linczować” obywateli. Np. w Shenzhen zdjęcia przechodzących na czerwonym świetle, wraz ze zdjęciem dowodów osobistych, wyświetlane są na miejskich telebimach.

Monopol na dane
Gdy kolejne państwa zabierają się za inwigilowanie obywateli za pomocą rozwiązań stosowanych od dawna przez sektor prywatny, sektor prywatny prowadzi boje o kontrole nad danymi już zdobytymi. Pod koniec października doszło nawet do niecodziennego pozwu. Facebook, który od dawna jest oskarżany o gromadzenie danych użytkowników i wykorzystywanie ich w celach reklamowych, poszedł na wojenną ścieżkę z izraelską NSO Group. Firma Marka Zuckerberga pozwała bowiem w San Francisco Izraelczyków za to, iż ci udostępnili swój program Pegasus osobom i instytucjom, które następnie wykorzystały go do szpiegowania ok. 1400 użytkowników należącego do Facebooka komunikatora WhatsApp. Według Facebooka wśród tych 1400 użytkowników były konta m.in. dziennikarzy, dyplomatów i wyższych urzędników państwowych.

Autor

Poprzedni artykułMafia w natarciu
Następny artykułEkoterroryzm dotarł do Polski

Najnowsze